07:16 18 Lipiec 2018
Na żywo
    Kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezydent USA Donald Trump i prezydent Francji Emmanuel Macron

    Unijna Rada Bezpieczeństwa sposobem na „uwolnienie się” od USA?

    © REUTERS / John MacDougall
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    3143

    Nie da się prowadzić polityki samodzielnej i autonomicznej, będąc jednocześnie w kwestiach militarnych i bezpieczeństwa zależnym od czynnika zewnętrznego.

    Rozmowa korespondenta radia Sputnik Leonida Sigana z politologiem i publicystą profesorem Adamem Wielomskim.

    — W ostatnich dwóch tygodniach kanclerz Angela Merkel w niemieckich mediach, a także z różnych trybun przedstawiła wizję polityki europejskiej i stosunków transatlantyckich. W obszarze wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa wysunęła propozycję włączenia Unii Europejskiej do Rady Bezpieczeństwa ONZ na zasadzie stałego członka. Na ile realistyczna, według Pana profesora, jest ta wizja reorganizacji ONZ, o której obecnie prowadzone są dyskusje?

    — Myślę, że propozycja pani kanclerz Merkel jest jak najbardziej logiczna z tego powodu, że Rada Bezpieczeństwa, jeśli chodzi o swój skład, jest pewnym reliktem zwycięstwa aliantów w 1945 roku, bo znajdują się w niej państwa zwycięzcy w II wojnie światowej.

    W Radzie Bezpieczeństwa ONZ brak krajów, które tę wojnę przegrały, między innymi Niemiec, czy Japonii, które po II wojnie zrobiły olbrzymią karierę przede wszystkim dzięki swojemu rozwojowi gospodarczemu i związanych z tym ich możliwości politycznych. Dlatego też Niemcy są państwem zainteresowanym zmianą status quo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, ponieważ same chciałyby być w tej Radzie reprezentowane.

    Szczyt G7 w Kanadzie, 2018
    © AP Photo / Jesco Denzel/German Federal Government
    Jednak raczej nie jest możliwe, aby obecne państwa, wchodzące w skład tego gremium, zgodziły się na poszerzenie jego składu, dlatego sprytnie pod pretekstem integracji europejskiej Niemcy chciałyby, aby zamiast Anglii, Francji, jako oddzielnych państw, w Radzie Bezpieczeństwa ONZ funkcjonował jeden przedstawiciel w postaci Unii Europejskiej.

    Biorąc pod uwagę, że tam chodzi przede wszystkim o prawo veta to, czy będzie w tej radzie jeden czy dwóch przedstawicieli Unii Europejskiej, nie ma tak dużego znaczenia. Dla Niemiec jest ważne, aby mieć wpływ na decyzje podejmowane przez tego przedstawiciela. Czy to się uda? Po odejściu Wielkiej Brytanii z UE oczywiście chodzi o mandat francuski i osobiście bardzo wątpię, aby Francja zdecydowała się podzielić swoim mandatem z Unią, czyli przede wszystkim z Niemcami.

    Aczkolwiek rzeczywiście moment jest w tej chwili jak najbardziej odpowiedni dlatego, że Emmanuel Macron jest politykiem, którego drugi raz Niemcy mogą nie mieć. Mimo to uważam, że Francja się na ten krok nie zdecyduje dlatego, że w porównaniu z Niemcami jest jednak partnerem słabszym w UE.

    Ale będąc krajem słabszym zarówno ekonomicznie jak i ludnościowo, posiada jednak dwa atuty. A mianowicie broń nuklearną oraz właśnie członkostwo w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. I osobiście wątpię, aby zdecydowała się podzielić z Niemcami tym swoim potencjałem.

    — Jeśli chodzi o sferę bezpieczeństwa, to Europa jest przecież jeszcze bardziej uzależniona od Waszyngtonu, niż w sferze gospodarczej. Czy należy uznać inicjatywę Francji i Niemiec powołania Unijnej Rady Bezpieczeństwa za nową formę nacisku na trudnego partnera zza Oceanu?

    Migranci uratowani przez straż przybrzeżną na pokładzie Aquariusa na Morzu Śródziemnym
    © AP Photo / Kenny Karpov/SOS Mediterranee
    — Jednym z głównych atutów polityki amerykańskiej wobec Europy, który prawdopodobnie będzie wykorzystywany w wojnie handlowej, a również w konflikcie politycznym, jest kwestia bezpieczeństwa. Według danych statystycznych Stany Zjednoczone wydają na bezpieczeństwo, czyli na obronność 3,57% swojego PKB.

    W porównaniu do tego Niemcy wydają zaledwie 1,1% PKB. Z tego powodu bezpieczeństwo militarne Unii zapewniane jest przede wszystkim przez USA, które z tego powodu roszczą sobie prawa do preferencji o charakterze handlowym. Temu służy teraz polityka amerykańska.

    Donald Trump chce doprowadzić do sytuacji, w której Europa będzie większe pieniądze przeznaczała na obronność, a po drugie w zamian za bezpieczeństwo zagwarantowane przez Stany Zjednoczone będzie musiała zgodzić się na różnego rodzaju koncesje o charakterze handlowym związane przede wszystkim z systemami celnymi.

    Unia Europejska nie chce się na ten amerykański szantaż zgodzić, ale jest w złej sytuacji. Zła sytuacja krajów unijnych wynika z faktu, że ani nie chcą łożyć pieniędzy na własną obronę narodową, ani nie chcą się również zgodzić na to, aby amerykańską ochronę opłacać w postaci różnego rodzaju koncesji handlowych, dotyczących  handlu ogólnoświatowego.

    Myślę, że teraz te pomysły tworzenia jakichś oddzielnych struktur europejskich, de facto alternatywnych do NATO, są próbą ratowania sytuacji. Aczkolwiek próbą, która ma szansę się powieść tylko wtedy, jeśli Unia Europejska zdecyduje się albo w kwestiach ekonomicznych skapitulować w stosunku do roszczeń Waszyngtonu, albo przeznaczać więcej własnych pieniędzy na obronę, aby militarnie uniezależnić się od Waszyngtonu.

    Nie da się prowadzić polityki samodzielnej i autonomicznej, będąc jednocześnie w kwestiach militarnych i bezpieczeństwa zależnym od czynnika zewnętrznego.

    Zobacz również:

    Dlaczego USA stracą europejski rynek gazu
    Irańscy hakerzy zagrażają USA?
    „Lekcje demokracji" USA dla Ameryki Łacińskiej
    USA „obraziły się” na Human Rights Watch
    Tagi:
    polityka, współpraca, bezpieczeństwo, Rada Bezpieczeństwa ONZ, Unia Europejska, Emmanuel Macron, Donald Trump, Angela Merkel, Francja, Niemcy, USA, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz