12:05 17 Lipiec 2018
Na żywo
    Kobiety w hidżabach

    Jachty z Podkarpacia dla księżniczki z Kuwejtu, i nie tylko

    © AP Photo / Alexander Zemlianichenko
    Opinie
    Krótki link
    Redakcja Sputnik Polska
    0 582

    Można się założyć, że wielu Polaków po przeczytaniu takich nagłówków: „Polskie jachty i łodzie są hitem eksportowym", „To Polacy dyktują trendy w produkcji jachtów" zrobi wielkie oczy, bo takie jednostki żeglarskie kojarzą się z krajami Zachodu - Włochami, Hiszpanią, Francją.

    Okazuje się jednak, że potęgą światową w tej branży są Stany Zjednoczone, a Polska zajmuje zaszczytne drugie miejsce. To ogromny sukces. Co prawda rozmówca Sputnika Tomasz Babicz, współwłaściciel stoczni Regata Yacht w Ropczycach na Podkarpaciu, z rezerwą traktuje ten „sukces".

    — Do chwalenia naszego kraju odnoszę się trochę sceptycznie, do tego „słodzenia" sobie osiągnięciami naszych stoczni jachtowych. Oczywiście, w Polsce buduje się dużo jachtów i łodzi, ale dosyć małych gabarytów. Jak najbardziej zgadza się, że Ameryka to kraj numer jeden na świecie, a my jesteśmy drugim krajem, jeżeli chodzi o ilość, ale zaraz po tym dodaje się, że chodzi o obiekty do 10 metrów. Czyli niewielkie motoróweczki, niewielkie jachty.

    Rzeczywiście, jakieś stocznie produkują po kilka tysięcy jachtów, w większości małe łódeczki dla przeciętnego Kowalskiego z Zachodu. W tym jesteśmy absolutnym liderem. To są jachty, które, jak ja to nazywam, można budować tylko tanią siłą roboczą. Pamiętajmy, że w Europie jesteśmy traktowani jako solidna, uczciwa, ale stosunkowo tania siła robocza. Moja firma już 20 lat stara się wykazać, produkując jachty od 20 metrów w górę w technologii zaawansowanej. Mowa jest o włóknie węglowym. Jeżeli chodzi o prepregi, to jesteśmy jedyną firmą w Polsce, która w tych prepregach wykonuje jachty, a w Europie jest raptem kilka firm, które wykorzystują takie technologie. Nie mówiąc o tym, że dosłownie na dłoniach dwóch rąk można policzyć na świecie firmy wykonujące jachty tak, jak my, powyżej 20 metrów właśnie w tej technologii. W Polsce buduje się w większości w włóknach szklanych. To technologia dość popularna, łatwa i rzeczywiście się tego sporo robi. Są małe, śliczne firmy, fajnie zorganizowane, dofinansowane przez UE. W mało którym kraju można zobaczyć tak piękne zakłady produkcji jachtów, ale z najnowszą technologią ma to mało wspólnego.

    Wiatraki w Niemczech
    © AFP 2018 / Patrick Pleul
    Trochę skrytykowałem samozachwyt Polski. Bo jednak najpiękniejsze jachty robi się na świecie, w Europie.

    — Skąd w ogóle pomysł stoczni w Ropczycach — nie ma tam ani morza, ani nawet jezior…

    — Krótka historia — 1993 rok. Wówczas w Polsce, żeby cokolwiek zdziałać, trzeba było mieć pieniądze. Dlatego wyjechaliśmy za granicę, do Włoch — ja i mój wspólnik, Waldek Królikowski. Lądujemy w stoczni remontowej w Fiumicino. Dostajemy łódeczki do remontu, malowania, mycia, sprzątania. Takie były nasze początki. W końcu po dwóch-trzech latach wraz z naszym pierwszym szefem budujemy pierwszą łódkę. Ona uczestniczy w regatach i zdobywa trzecie miejsce w Mistrzostwach Włoch.  To sukces dla naszego szefa, dla nas może mniej, bo byliśmy prostymi pracownikami, ale po tym zauważają firmę architekci włoscy, w tym Alessandro Vismara. On zleca mojemu szefowi wykonanie łódki 24- metrowej.

    Wybudowaliśmy ją, i od tej chwili zaczęło dziać się bardzo dobrze. Wówczas Alessandro Vismara zauważył nasz potencjał, że możemy zrobić więcej. Nastąpiły zlecenia wykonania łodzi w jego stoczni, a potem już propozycja wykonania pierwszej łódki w Polsce. I w 2003 roku wybudowaliśmy pierwszą 15-metrową łódkę dla niego. I od tego momentu, jak to fajnie mój wspólnik nazywa, zaczęło się „nieustające pasmo sukcesów". Cały czas do przodu. Cały czas z rozwojem.

    — Czy wy wszystko sami robicie — i kadłub, i żagle, wystrój wnętrz?

    — Jeśli chodzi o stan zaawansowania naszych łódek, to wszystko zależy od klienta. Często kontrahent, to może być jakaś stocznia amerykańska, wysyła nam zapytania o kompozyt — o kadłub, pokład. Robimy takie usługi, że wykonujemy sam kompozyt, ale mamy też klientów, dla których robimy łódki z instalacjami, umeblowane, polakierowane, gotowe do ostatecznego montażu. Takie części składowe, jak żagiel, maszt i kil są montowane we Włoszech zawsze przy wodowaniu. Niestety warunki transportowe są ograniczone. Z Podkarpacia możemy wysłać łódkę na ciężarówce, gdzie ani maszt, ani kil nie mogą być zamontowane, bo po prostu nie przewieziemy. Maszty dla naszych łódek to wysokość rzędu 10-ciopiętrowy blok.

    — Gdzie są wasi klienci?

    — Mamy firmy partnerskie, dla których pracujemy — przede wszystkim włoskie, ostatnio współpracowaliśmy z Niemcami. Czasami trafi się jakiś Holender, Francuz czy Anglik albo królewska rodzina hiszpańska…

    — Słyszałam o księżniczce z Kuwejtu?

    — Była, była. Właścicielka rafinerii Kuwait.

    — A Rosjanie?

    — Niestety do tej pory nie udawało nam się pozyskiwać kontrahentów dla technologicznych jachtów. W Rosji są bardzo popularne łodzie motorowe, olbrzymie, głównie ze stali, z włókna szklanego. Inne stocznie polskie bardzo dobrze współpracują z Rosjanami. Rynek rosyjski, polski, czyli Europy Wschodniej, dla niego muszą być duże łodzie, żeby się pokazać, że mam, ale to nie jest rynek pasjonatów żeglowania. W krajach śródziemnomorskich jest najwięcej pasjonatów i tam nasza łódka z włókna węglowego, lekka, technologiczna w 90% jest sprzedawana właśnie w tamte regiony.

    Zobacz również:

    Tak się bawią Tatarzy krymscy... na Moście Krymskim
    Ukraina „czeka” na swojego Pinocheta
    Dlaczego ludzkość nie może znaleźć kosmitów
    Tagi:
    gospodarka, eksport, jacht, Kuwejt, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz