00:07 22 Wrzesień 2018
Na żywo
    Uczestnicy marszu w Kijowie z okazji rocznicy powstania Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA, organizacja ekstremistyczna zakazana w Rosji) i Dnia Obrońcy Ukrainy

    „Ukraiński nacjonalizm - nieuleczalna choroba"

    © Sputnik . Stringer
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    7380

    Niestety Rosja, czy w ogóle rusofobia, jest zakładnikiem polskiego myślenia politycznego. Jest to błąd podstawowy, bo to nie Rosja korzysta na tym, że na Ukrainie nastąpiła restytucja nacjonalizmu - powiedział w rozmowie z korespondentem radia Sputnik Leonidem Siganem historyk i publicysta dr Bogdan Piętka.

    — „Na rocznicę Rzezi Wołyńskiej prawica budzi polsko-ukraińskie demony" — stwierdza w poniedziałkowym wydaniu „Newsweek. Polska". Autor artykułu Michał Kacewicz utrzymuje, że kwestie historyczne całkowicie zdominowały polską politykę wschodnią. I sęk w tym — uważa Kacewicz — że ze sporów o Wołyń i z ogólnego wzmożenia nacjonalistycznej retoryki najbardziej ucieszy się, ponoć, Władimir Putin. To znaczy, że problemy należy zamiatać pod dywan, na złość Putinowi?

    — Pan Kacewicz, oczywiście, nie ma racji. Reprezentuje on stanowisko charakterystyczne dla drugiej części polskiej sceny politycznej, czyli dla obozu liberalnego związanego z PO, „Gazetą Wyborczą", „Newsweekiem". To stanowisko bardziej proukraińskie, niż prezentuje PiS i prawica. Należy zadać panu Kacewiczowi podstawowe pytanie: Jakie demony budzi polska prawica? Jakie kwestie historyczne porusza? Kto te kwestie historyczne faktycznie obudził? Polska prawica, czy Ukraina?

    Moim zdaniem, Ukraina obudziła, gloryfikując UPA, gloryfikując zbrodniczą tradycję nacjonalizmu ukraińskiego, kształtując na podstawie tej tradycji swoją tożsamość państwową po przewrocie politycznym  2014 roku. Pan Kacewicz popełnia błąd podstawowy, konstruując to swoje rozumowanie poprzez fałszywe wskazanie przyczyny obudzenia tych demonów historycznych. To przez Ukrainę kwestie historyczne tak bardzo ciążą na stosunkach politycznych. Przy czym nie tylko politycznych polsko-ukraińskich, lecz też międzyludzkich.         

    Jeśli chodzi o to odniesienie do Władimira Putina, to jest już niestety bardzo zgrana melodia, że na tym korzysta Rosja itd. To co pan Kacewicz proponuje? Uznać, po prostu to, że Ukraina gloryfikuje UPA, nacjonalizm ukraiński, że neguje zbrodnie ludobójstwa. Uznać i przejść na tym do porządku dziennego? Najwyraźniej, tak.

    To jest niestety stanowisko charakterystyczne dla, jak ja to nazywam, polskiego obozu giedroycizmu. Chodzi o Jerzego Giedroycia, który jest patronem tej szkoły politycznej, patronem takiego myślenia. To, niestety, myślenie błędne i trzeba powiedzieć otwarcie — antypolskie.

    — Duszpasterz środowisk kresowych ksiądz Isakowicz-Zaleski jest odmiennego zdania niż Kacewicz, uważa, bowiem, że prezydent Andrzej Duda działa na korzyść Rosji, bo za mało atakuje Ukrainę za Wołyń. Jak pogodzić te dwa stanowiska?

    — Tu też jest przesada, chociaż rozumiem, że ksiądz Isakowicz-Zaleski miał dobre intencje. Myślę, że po ten argument sięgnął, żeby tę drugą stronę zmusić do myślenia, czy do jakiegoś rachunku sumienia. Niestety Rosja, czy w ogóle rusofobia, jest zakładnikiem polskiego myślenia politycznego. Jest to błąd podstawowy, bo to nie Rosja korzysta na tym, że na Ukrainie nastąpiła restytucja nacjonalizmu.

    Na tym korzystają oligarchowie ukraińscy z Panem Poroszenką na czele, którzy doszli do władzy i którzy używają tego nacjonalizmu jako narzędzia politycznego, mającego spacyfikować opór społeczny i ugruntować ich władzę.

    Ja bym w to wszystko Rosji nie mieszał. No, więc, niestety, chociaż szanuję księdza Isakowicza-Zaleskiego, tutaj się z nim nie zgodzę.

    — Ale wiadomości z Ukrainy mało mogą cieszyć obie strony. W ubiegły piątek w rozmowie z ukraińską telewizją „112" lider neobanderowskiej Swobody Ołech Tiahnybok upomniał się o utracone przez Ukrainę Chełmszczyznę i Nadsanie. Jest nad czym się zastanowić. Nieprawdaż?

    — Tak, to, co powiedział Ołech Tiahnybok to nie jest żadne zaskoczenie, ponieważ to jest stanowisko, które epigoni nacjonalizmu ukraińskiego, a do nich należy Tiahnybok i jego partia Swoboda, prezentują od bardzo dawna. Przypomnę, jak był przewrót na Ukrainie w lutym 2014 roku, kiedy główna scena polityczna Polski z euforią podchodziła do tego, co się dzieje w Kijowie, to przywódca Prawego Sektora powiedział dokładnie to samo, co Tiahnybok obecnie, że tzw. Zakierzonie, czyli to, co Tiahnybok nazwał Nadsaniem, powinno wrócić do Ukrainy, że powinno dojść do zmiany granic i utworzenia państwa ukraińskiego w etnicznych granicach. To jest stanowisko, jakie Ukraińcy przyjęli jeszcze w latach 30. dwudziestego wieku i współcześni epigoni do tego nawiązują.

    To tylko dobitnie pokazuje, że nacjonalizm ukraiński jest chorobą nieuleczalną, jak powiedział śp. profesor Wiktor Poliszczuk. Choroba nieuleczalna, bo oni nie zmienili swojego myślenia od tamtych lat i to jest coś, co powinno dać do myślenia polskiej klasie politycznej, ale niestety chyba nie daje.

    Zobacz również:

    Tak na Ukrainie szkolą „Szwadrony śmierci”
    „Chcieli zrobić ze mnie kata". Kulisy powstawania na Ukrainie „szwadronów śmierci" (foto)
    Porażka ukraińskiego czołgu na zawodach w Niemczech. MO Ukrainy komentuje
    Radość Izraela, gniew Ukrainy
    DRL oskarżyła ukraińskie wojsko o zerwanie „chlebowego rozejmu”
    W Dumie odpowiedziano ukraińskim nacjonalistom, którzy chcą „przyswoić” rosyjskie ziemie
    Krawczuk wymyślił sposób na „powrót” Donbasu do Ukrainy
    Tagi:
    nacjonaliści, polityka, nacjonalizm, rzeź wołyńska, Prawo i Sprawiedliwość, UPA, Andrzej Duda, Władimir Putin, Petro Poroszenko, Rosja, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz