01:20 10 Grudzień 2019
Donald Trump i dziecko

Trump, wróg niemowląt karmionych piersią

© AFP 2019 / Mandel NGAN
Opinie
Krótki link
Autor
2170
Subskrybuj nas na

Co w USA Państwa zdaniem jest obecnie tematem nr 2 w polityce wewnętrznej? Jeśli chodzi o nr 1, wiadomo, że jest to nominacja do Sądu Najwyższego nieliberalnego Bretta Kavanaugha, w związku z czym w mediach rozpoczęła się nagonka na Trumpa.

Natomiast drugi… dotyczy karmienia piersią. I sztucznego karmienia. Ta zabawna historia ujawnia mnóstwo widocznych i ukrytych nurtów w polityce światowej.

W rzeczywistości są tu dwa wątki. Pierwszy to propagandowy, nudny i przewidywalny: Trump jest wrogiem niemowląt (wzruszające zdjęcia dzieciątek — typowa ilustracja do takich materiałów). Drugi wątek dotyczy tego, co się działo w rzeczywistości.

Wantowy most przez zatokę Złoty Róg we Władywostoku
© Sputnik . Vitaliy Ankov
Zapoczątkowała to długa publikacja w gazecie New York Times, walczącej z Trumpem. Tekst (znów typowy) opiera się na zeznaniach reprezentantów kilku państw, którzy zastrzegli sobie anonimowość. Reprezentowali swoje państwa na wiosennym posiedzeniu Światowej Organizacji Zdrowia w Genewie, gdzie była omawiana długa rezolucja na temat jedzenia dla niemowląt. 

Według słów „reprezentantów" amerykańska delegacja postarała się wnieść poprawki lub wyrzucić z rezolucji dwa punkty. Pierwszy dotyczył rzekomo „wspierania, promowania i ochrony" karmienia piersią. Drugi odnosił się do konieczności objęcia firm sprzedających sztuczne mleko dodatkowymi restrykcjami. 

Natomiast wszyscy wiedzą, jak pracuje amerykańska dyplomacja w ONZ. Autorem rezolucji jest Ekwador, któremu (według anonimowych przedstawicieli) amerykański ambasador groził pozbawieniem pomocy wojskowej. To samo stało się z kilkoma afrykańskimi państwami: zastraszyli i przycisnęli. Tutaj do roboty wzięła się rosyjska delegacja, która zamiast Ekwadoru stała się autorem rezolucji i jej USA nie groziły. 

Nie mam pewności, czy docenili Państwo delikatność sugestii: chodzi nie o to, że Rosja własną piersią broni karmienia piersią. Rzecz w tym, że „ludzie Trumpa" nie kłócą się z Rosją, która, jak wiadomo, ingerowała w wybory po stronie Trumpa. 

… I w tym miejscu Donald zrobił głupstwo. W kolejnym porannym wybuchu na Twitterze napisał, że mieszkanki ubogich głodujących państw powinny mieć dostęp do sztucznego mleka. Wyjaśniono mu niezwłocznie, że to właśnie w ubogich państwach kobiety nie zawsze mają dostęp do czystej wody, by rozprowadzić proszek itp. Cóż, prezydent USA nie orientuje się w zawiłościach tematu. W rezultacie nie ustają publikacje o jego bezwzględności zaopatrzone w ilustracje z bezbronnymi niemowlętami.

Wyrok mediów jest następujący: mamy do czynienia z „zastraszaniem, antynauką, promowaniem interesów przemysłu, godzeniem w zdrowie społeczne oraz krótkowzrocznością, i to nie wszystko". (Cytat z innej publikacji tejże gazety — artykułu redakcyjnego obfitującego w sądy o moralności w tej kampanii).

Przyjrzymy się dalej poszczególnym sytuacjom, zwłaszcza dotyczącym „interesom przemysłu". Istnieje globalny przemysł sztucznego mleka, którego sprzedaż wynosi 70 mld dolarów rocznie, są to przeważnie amerykańskie firmy. A więc Trump jest oskarżany o lobbowanie tej branży i dodajmy po raz kolejny — o szkodzenie niewiniątkom. Propagandyści kreślą krzywe ich sprzedaży i wytykają: patrzcie, spadają, oto dlaczego Trump się stara. Prymitywnie, lecz przekonująco. 

Tym bardziej że promowanie produktów przez producentów sztucznego pokarmu w różnych niezbyt znających się na rzeczy państwach pod pretekstem, że ten pokarm jest analogiczny do naturalnego, to historia, która ciągnie się od dawna. Wiadomo, że mimo wszystko jest gorszy.

NATO
© REUTERS / Ints Kalnins
Są także inne szczegóły. Na przykład historia wcale nie anonimowych reprezentantów — w tym przypadku amerykańskiego Ministerstwa Zdrowia — o tym, czego w rzeczywistości broniły USA w tej rezolucji. Walczyły z ulubioną grą lobbystów i fanatyków gromadzących się w środku i dookoła WHO, polegającą na zakazach i masowej moralnej presji na tych, którzy nie mieszczą się w definiowanych przez nich ramach „zdrowego trybu życia".

Mianowicie przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia mówi, że są kobiety, które nie mają mleka. Muszą mieć możliwość kupowania sztucznego pokarmu bez obelg pod ich adresem i robienia z nich celu kampanii przeciwko „amoralnym trucicielom zabierającym niemowlętom matczyne mleko".

Kto znieważa takie kobiety: oczywiście aktywiści. Na polach walki o pierś zauważono ludzi z Baby Milk Action (Wielka Brytania) i innych. Poza tym są to lobbyści innej kampanii przeciwko otyłości, którzy walczą z napojami zawierającymi cukier (i o napoje zawierające syrop kukurydziany) z zaciekłością wegana widzącego ladę z mięsem.

Dodajmy, że na tym samym posiedzeniu WHO Amerykanie skutecznie wyrzucili z innej rezolucji wezwania do globalnego opodatkowania wszystkich napojów orzeźwiających.

Można w to uwierzyć. Nie do końca wiarygodne, że ekipa Trumpa walczy z całym światem o interesy jednej z mnóstwa branży żywnościowych (aczkolwiek na najniższym poziomie administracji możliwe jest wszystko). Natomiast da się zauważyć, że filozofia jego ekipy niespecjalnie akceptuje permanentnie napiętą atmosferę w WHO, gdzie różni lobbyści i kontrlobbyści żądają zakazu wszystkiego, co się da. Co się tyczy „nienawiści" trumpystów do nauki, to tutaj wiadomo, o co chodzi. Wśród Republikanów wielu wie, jak całe branże „nauki" powstają na grantach odpowiednich osób w celu promowania jakiegoś produktu i zakazu innego, i ta „nauka" zasługuje na poważne śledztwo. 

Wiele bitew w WHO prowadzi ogromna i bardzo aktywna branża medyczna USA, w tym bitwę przeciwko całemu światu. Jednak lobby medyczne nigdy nie wyróżniało się sympatią do republikanów. Są to znani przyjaciele Demokratów, ostatni wielokrotnie promowali dowolne inicjatywy biznesu medycznego. A więc WHO z wrzącymi tam sporami to nie Trumpowe terytorium. To właśnie widzimy. 

W charakterze posłowia: przy powierzchownym spojrzeniu może wydawać się, że polityka międzynarodowa tworzy się jedynie na wydarzeniach typu obecnego posiedzenia NATO, a także na innych szczytach i w innych miejscach, gdzie chodzi o równowagę strategiczną lub w ostatecznym przypadku o cenę ropy naftowej. Poza tym na tych spotkaniach nigdy nie obchodzi się bez kolejnych wyborów w tym czy innym kraju oraz wielu innych rzeczy — wojskowych i politycznych.

W rzeczywistości tak jest na powierzchni. Jednak trumpistyczny zamach i podobne wydarzenia poza Ameryką również tworzą podwodne nurty. Zaciekła walka może się toczyć nawet w organizacjach międzynarodowych, w tym w WHO — walka o sprzedaż i zakaz różnych produktów, o ideologię i metody pracy towarzyszące takim zakazom lub sprzedaży. W innych organizacjach sprawa wygląda podobnie. 

Jedne branże mogą być „za Trumpem", inne przeciwko, trzecie są przyzwyczajone do lobby Białego Domu, czwarte są niezadowolone z jego braku i mszczą się. 

Ich walkom koniecznie będzie towarzyszyć odwoływanie się do wysokich materii. Z nieodzownymi zdjęciami niewiniątek, którym grożą amoralne bestie nienawidzące nauki i zdrowia.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Szkoda, że spotkanie Putin Trump nie odbędzie się w Warszawie
Trump zażądał od państw NATO zwiększenia wydatków na obronę
Trump: Niemcy są zakładnikiem Rosji
Trump: Putin nie jest wrogiem, a rywalem
Tagi:
zdrowie, WHO, Donald Trump, USA
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz