09:50 18 Październik 2018
Na żywo
    Stare miasto w Sarajewie, Bośnia

    O wymyślonym i realnym wpływie Rosji na Bałkanach (wywiad na wyłączność)

    © Fotolia / Nikołaj Sorokin
    Opinie
    Krótki link
    Tanja Trikic
    1251

    Prezydent Republiki Serbskiej Milorad Dodik udzielił wywiadu agencji Sputnik.

    Gaz
    © Sputnik . Alexander Mazurkevich
    —  Jaki jest faktyczny wpływ wojskowy Rosjan w regionie?

    — Proszę spojrzeć na Serbię: czy są tu jacyś Rosjanie? Jakieś bazy? Albo weźmy Bośnię i Hercegowinę: nie ma tu żadnego rosyjskiego żołnierza, a oni rozdmuchali historię, jakby tu niemalże Marsjanie przylatywali. Albo weźmy to: Rosja wspiera paramilitarne organizacje w Republice Serbskiej, co oznacza, że Republika Serbska się zbroi. Wszystko to zmyślone historie. Rosjanie nie mają żadnych baz wojskowych, nie ma tu żadnego rosyjskiego wojskowego, poza attaché wojskowym w rosyjskiej ambasadzie. Powiem szczerze, mając na uwadze rozmieszczone tu zachodnie struktury wojskowe, chciałbym, żeby w tych miejscach przez wzgląd na parytet znalazły się także rosyjskie struktury. Ale już w takich warunkach żyjemy. A oni (Brytyjczycy — red.) po prostu wysyłają swój kontyngent wojskowy bez zgody organów państwowych BiH, i twierdzą, że są tu Rosjanie.

    Prezydent Republiki Serbskiej Milorad Dodik
    © Sputnik . Aleksey Nikolskyi
    Prezydent Republiki Serbskiej Milorad Dodik

    —  Jak się ma projekt budowy rosyjsko-serbskiego centrum prawosławnego w Banja Luce?

    — Wszystkie prace wstępne zostały wykonane, 17 września zostanie położony pierwszy kamień. Mamy nadzieję, że na uroczystej ceremonii będzie obecny Siergiej Ławrow. Serbski rząd przeznaczył na projekt trzy miliony marek (konwertowane marki to waluta państwowa BiH — red.), prywatni właściciele gruntu przekazali ziemię pod budowę centrum w darowiźnie, kwestie związane z poprowadzeniem instalacji zostały rozwiązane. Wierzymy, że obiekt mający symbolizować przyjaźń obydwu narodów zostanie zbudowany w szybkim czasie.

    —  W niedzielę spotkał się Pan z prezydentem Serbii Aleksandrem Vuciciem. Jakie kluczowe kwestie były omawiane na tym spotkaniu?

    — Kluczową kwestią pozostaje stabilność Republiki Serbskiej. Przedstawiłem Vuciciowi swoje poglądy na sytuację w Bośni i Hercegowinie w związku z wyborami, które odbędą się za parę miesięcy. Drugi blok pytań dotyczy stanowiska Serbii w rozmowach w sprawie Kosowa. Jestem przekonany, że sprawa Kosowa nie może zostać rozwiązana bez udziału Republiki Serbskiej, choć nie mieszkamy w Serbii. Kolejnym tematem naszych rozmów były kwestie infrastrukturalne. Omawialiśmy też projekty oświatowe. Nasza inicjatywa połączenia programów nauczania przedmiotów narodowych realizowana jest z dużym powodzeniem.

    —  Pozostańmy przy kwestii Kosowa: jeśli Prisztina będzie nalegać na członkostwo w NATO, czy to oznacza, że Republika Serbska też może zażądać niepodległości?

    — Bośnia i Hercegowina to bezsilne, umierające państwo, które trzyma się na układzie z Dayton, gruntownie nadpsutym przez udział w nim państw zachodnich. Ten twór trwa wyłącznie za sprawą zagranicznego interwencjonizmu. Mam nadzieję, że do konfliktu nie dojdzie, wspólne instytucje państwowe upadną i pozostanie nam tylko uznać i tak funkcjonujące mechanizmy. A Republika Serbska to jedyna część BiH, która ma szanse na samodzielne funkcjonowanie.

    —  Czy uważa Pan za konieczne upieranie się przy powiązaniu kwestii Kosowa z kwestią Republiki Serbskiej?

    — Tak, trzeba się przy tym upierać. Państwa trzecie nagłaśniały historię o tym, że Albańczycy mają prawo do niezależności, a Serbowie nie, choć okoliczności w obydwu przypadkach są praktycznie identyczne. Były ambasador Wielkiej Brytanii w Sarajewie Charles Crawford powiedział na jakiejś imprezie w Budapeszcie, że wspólnota międzynarodowa jest niesprawiedliwa, że nie stosuje wobec wszystkich jednakowych standardów: o Kosowie mówią, że mieszkają tam dwa wrogie narody, które się nie cierpią, a wspólnota międzynarodowa odpowiada: „No dobra, Albańczycy mają prawo. Proszę się rozejść!". W Bośni i Hercegowinie też mieszkają narody, które na przestrzeni stuleci walczyły ze sobą, ale tutaj polityka międzynarodowa wygląda następująco: „Milczcie i róbcie, jak wam mówimy". Ale nie zawsze tak będzie. Jestem zwolennikiem rozwiązań pokojowych. Serbia nie ma powodu do wszczynania jakiejkolwiek wojny, ale oni muszą wiedzieć, że jesteśmy gotowi do obrony tego, co mamy. Jesteśmy pewni, że wszelkie próby wprowadzenia Kosowa w skład ONZ na prawach państwa, które zdobyło międzynarodowe uznanie, dają też Republice Serbskiej prawo do domagania się tego samego na legalnych podstawach.

    —  Czy spodziewa się Pan tego, że jeśli Pańska partia (Sojusz Niezależnych Socjaldemokratów — red.) zwycięży w wyborach, NATO oznajmi, iż były „niedemokratyczne"? Czy wyślą swoich obserwatorów?

    — Niech wysyłają. OBWE stale to nadzoruje. To absurd: my przeprowadzamy wybory zgodnie z prawem BiH, na które nie mamy wpływu, które zostało przyjęte pod znaczną zagraniczną presją. To oni zatwierdzają reguły, my je przyjmujemy.

    —  Jak Pan uważa, czy groźby Nasera Oricia (w ubiegłym tygodniu, na prezentacji książki o Srebrenicy, były dowódca ugrupowania wojsk Armii Republiki Bośnia i Hercegowina, oskarżony o zbrodnie wojenne, a następnie uniewinniony przez Trybunał w Hadze, oświadczył, że „wojna zacznie się prędzej, niż sądziliśmy"), decyzja Londynu o wysłaniu dodatkowego kontyngentu do BiH i wyrażenie nadziei na to, że wybory w Bośni i Hercegowinie będą „demokratyczne", wszystko to w jednym i tym samym czasie, to zbieg okoliczności?

    Nic nie jest zbiegiem okoliczności. NATO bierze na siebie prawo interpretowania demokracji, co jest dowodem politycznej natury tej organizacji. Tych 40 — jak mówią Brytyjczycy — wojskowych, których wysyłają do Bośni przed wyborami, to w rzeczywistości wysokiej klasy specjaliści ds. sieci społecznościowych, mediów, profesjonalni twórcy chaosu. Wiemy, że wszyscy zostaną rozmieszczeni w Republice Serbskiej. Wiemy, kim oni są. Staramy się trzymać kontrolę nad własnym terytorium, dlatego zbieramy wszystkie niezbędne informacje. Oni usiłują opowiadać, że władze są skorumpowane i związane ze strukturami przestępczymi, podczas gdy sami kontrolują wszystkie państwowe instytucje. Prokuraturą, sądem, policją na poziomie BiH zarządzają obce państwa.

    Zobacz również:

    Serbowie przestraszyli się, że powtórzą los Ukraińców
    Martwe dusze. Po co zmarli Serbowie sprzedają Albańczykom ziemię?
    Cztery scenariusze dla Kosowa
    Tagi:
    Milorad Dodik, Aleksandar Vučić, Republika Serbska, Rosja, Serbia
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz