22:26 19 Październik 2018
Na żywo
    Ukraińcy na polsko-ukraińskiej granicy

    Polski rząd „stawia na Ukraińców”

    © AFP 2018 / Yuri Dyachyshyn
    Opinie
    Krótki link
    Grażyna Garboś
    9522

    W mediach pojawiła się informacja, że rząd przygotowuje zmianę przepisów, która umożliwi imigrantom zarobkowym łatwiejsze i szybsze otrzymywanie zgody na stałe zamieszkanie w Polsce i, co najważniejsze, ściąganie rodzin.

    Zmiana przepisów może dotyczyć imigrantów między innymi z Armenii, Białorusi, Gruzji, Mołdawii, Rosji i Ukrainy. Ale, jak wiadomo, przytłaczającą większość stanowią wśród nich Ukraińcy, na których pracodawcy wystawili w zeszłym roku ponad 1,7 mln oświadczeń spośród 1,8 mln. Czy takie plany ucieszą Polaków? O tym Sputnik rozmawiał z prezesem Stowarzyszenia Europejska Rada na rzecz Demokracji i Praw Człowieka Januszem Niedźwieckim.

    Pracownik na budowie
    © Sputnik . Igor Zarembo
    — Oczywiście, Polacy nie będą zadowoleni, ale zostanie to mniej lub bardziej ukryte lub zamaskowane różnymi pięknymi słówkami. Można było już od jakiegoś czasu oczekiwać, że takie zmiany zostaną wprowadzone. Polska gospodarka ma spory deficyt siły roboczej, a po tym, jak cała Unia powoli otwiera się na Ukraińców, rząd PiS stara się w jakiś sposób tych imigrantów związać z Polską. Chodzi o to, żeby mogli pozostać tutaj dłużej, żeby nie zostali skuszeni wyjazdem do innych krajów Unii Europejskiej na przykład ze względu na wyższe płace.

    — Ale z drugiej strony może to pomóc w asymilacji przybyszów ze Wschodu i Polska zyska nowych obywateli, komfortowo się w niej czujących, pracujących, płacących podatki… 

    — Mam krytyczne zdanie, jeśli chodzi o imigrację zarobkową. Dla zwykłych ludzi to oznacza przede wszystkim napływ taniej siły roboczej i zatrzymanie wzrostu realnych płac. Przypomnę, w Polsce płace są jednymi z najniższych w Unii Europejskiej. Obecna sytuacja na rynku pracy niosła taką nadzieję, że w związku z deficytem siły roboczej w Polsce te płace pójdą do góry, a Polacy, którzy mieli zamiar wyjazdu zarobkowego za granicę, będą zachęceni do tego, aby zostawać w Polsce. I w ten sposób rynek mógł sobie poradzić.

    Jednak w związku z ułatwieniami dla ściągania taniej siły roboczej ze Wschodu wzrost płac zostanie wstrzymany. A polscy robotnicy będą musieli albo pracować za pensje, jakie im zaoferują pracodawcy, albo pracodawca weźmie sobie kogoś ze Wschodu. Drugim elementem, mającym negatywny wpływ jest fakt, iż wraz z masową imigracją zawsze idą inne niepożądane zjawiska, jak na przykład wzrost przestępczości. Chciałbym zauważyć, że w swoim czasie gwałtowny spadek przestępczości w Polsce wiązał się bezpośrednio — i na to wskazują wszelkie statystyki — z emigracją zarobkową Polaków za granicę.

    To świadczy o tym, że spora część tego elementu przestępczego, która wcześniej w Polsce przebywała, wyjechała po prostu za granicę. Trudno przypuszczać, że w przypadku, kiedy my ściągamy olbrzymią rzeszę imigrantów z innych krajów, nas nie spotka to samo. Trzecim elementem jest to, że pomimo zapewnień o bliskości kulturowej, jednak istnieje spora bariera kulturowa i językowa nawet, jeżeli chodzi o Polskę i Ukrainę. A jeśli uwzględnić olbrzymią rusofobię w Polsce, to za jakiś czas będą w kraju narastały różnego rodzaju animozje pomiędzy pracownikami ze Wschodu a Polakami. Media już donoszą, że są oni wykorzystywani przez pracodawców, traktowani jako pracownicy drugiej kategorii. Mocno rusofobicznemu polskiemu elementowi ciężko jest rozpoznać, czy ktoś jest Ukraińcem czy Rosjaninem.

    W sytuacji, kiedy nie ma specjalnych programów, które miałyby wspierać tę asymilację kulturową i budować most porozumienia między Polakami a przybyszami z Ukrainy, Białorusi czy Rosji, można się spodziewać, że różnego rodzaju incydenty na tle nienawiści narodowościowej będą również narastać.

    Zbiór malin
    © Sputnik . Witalij Timkiw
    Moim zdaniem jedynie twardy biznes na tym zyskuje. Jego elementy społeczne nie za bardzo interesują. Jego celem jest tylko zysk. Duży biznes faktycznie na tym zyska, bo nie będzie musiał podnosić płac, a tym samym utrzyma koszty pracy na niskim poziomie i będzie mógł utrzymać wysoką rentowność produkcji.

    — No i nie ma drogi powrotnej. Proces już trwa. Co można na to zaradzić?

    — Nic nie można zaradzić. To jest najgorsze. Ale z drugiej strony w sytuacji, kiedy my wyeksportowaliśmy 2 miliony pracowników, a nikogo nie ściągniemy na to miejsce, to polskiej gospodarce może grozić recesja. A w dłuższej perspektywie, jeśli ci pracownicy ze Wschodu nie zdecydują się u nas osiedlić, to również będziemy mieli problemy demograficzne. Ja mogę zrozumieć, że takie posunięcia rządu są po to, by ci pracownicy tu zostali. Trudno ocenić na ile to będzie skuteczne.

    Ukraińscy imigranci zarobkowi potrafią liczyć. Szybko się organizują i jeśli dostaną o dwa złote więcej za godzinę w innym mieście, to bardzo szybko potrafią zmienić pracę. Takiemu pracownikowi jest wszystko jedno, czy nauczyć się języka polskiego, czy innego i pojechać gdzieś dalej. Polska nie jest aż taka atrakcyjna, jak moglibyśmy sami o sobie myśleć.

    Zobacz również:

    Ukraina już „jedną nogą” w NATO?
    Rosja zawdzięcza przemysł gazowy „pracy i mądrości Ukraińców"
    Naftohaz o oświadczeniu Putina ws. utrzymania tranzytu gazu przez Ukrainę
    Nord Stream 2 a Ukraina
    Poroszenko proponuje zakup paliwa na rosyjsko-ukraińskiej granicy
    Ukraińskie polowanie na miliardy Gazpromu: kto blefuje
    Tagi:
    praca sezonowa, migranci zarobkowi, polityka, gospodarka, Unia Europejska, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz