01:29 18 Sierpień 2018
Na żywo
    Mobbing w miejscu pracy

    Mobbing i dyskryminacja w Polsce: problem, który wciąż lekceważymy

    © Fotolia / Kim Schneider
    Opinie
    Krótki link
    Grażyna Garboś
    2252

    Mobbing i dyskryminacja ze strony przełożonych w miejscu pracy a także między pracownikami są zjawiskiem spotykanym na całym świecie, w tym także w Polsce.

    Ukraińcy na polsko-ukraińskiej granicy
    © AFP 2018 / Yuri Dyachyshyn
    Do dyskryminacji ze względu między innymi na płeć, wiek, niepełnosprawność dołączyła także kwestia narodowości, co jest groźnym czynnikiem, w związku z rosnącą imigracją zarobkową do Polski, zwłaszcza z Ukrainy. Dane statystyczne wskazują, że w Polsce skala tych zjawisk wzrasta — co szósta osoba mogła paść ofiarą działalności mobbingowej lub dyskryminacyjnej, a co trzecia była świadkiem takich zachowań. Sputnik rozmawiał na ten temat z prezesem Związku Zawodowego „Zmiana — Jedność Pracownicza" Piotrem Kretem z Katowic.

    — Te dane są bardzo okrojone. W Polsce skala mobbingu nie jest dokładnie zbadana. Nie wiem, ile spraw rocznie trafia do sądów pracy w tej kwestii, ale sądy te nie są przygotowane na rozstrzyganie tych tematów. Musielibyśmy mieć najpierw sędziów, którzy będą rozumieć, będą wyczuwać, gdzie leży problem. Oni powinni być bardziej uczuleni na takie konflikty. A my wciąż mamy masę sędziów, wykształconych w poprzednim systemie, gdzie to nie było wcale zauważalne. Wówczas nie było takiego problemu.

    Ja sądzę, że w państwowych przedsiębiorstwach mobbing jest większy niż w prywatnych i ma inny zakres. W Polsce sądzę, że moglibyśmy przyjąć, że co trzecia osoba jest mobbingowana, tylko Polacy mają taki charakter, że ciężko im się do tego przyznać. To jest to, co osiągnęliśmy po 89 roku, gdy odeszliśmy od systemu socjalistycznego i przeszliśmy w kapitalizm. Wydawało się nam, że mobbing jest częścią tego układu i musimy się na niego zgadzać.

    Należy rozróżnić — mamy mobbing pionowy, czyli na linii kapitalista-pracownik. I mamy mobbing poziomy. A ta forma wyraża się w tym, że pracownik jest mobbingowany, on tego nie zauważa. Pracodawca rzuci mu stówkę czy więcej, bo będzie się bawił sytuacją, tak często bywa. Pracuję w związkach zawodowych i wiem, jak to się odbywa. Pracodawca prowokuje i pracownik z pracownikiem, mówiąc brutalnie, „napieprzają się po łbach", i nikt nie zauważa, że jest to w czystej postaci mobbing.

    Jeszcze gorsza jest sytuacja kobiet. To przysłowiowe klepnięcie w pupę, czy jakiś sprośny żart rzucony na temat blondynki…Od kobiet oczekuje się reakcji: „Ha, ha, ale fajny szef, jakie śmieszne dowcipy opowiada". Ale czy to jest miłe dla kobiety? Nie sądzę. To jeden z przejawów mobbingu. Takie sytuacje są akceptowalne. Traktuje się to machnięciem ręki. Tak nie powinno być. Państwo powinno wypracować narzędzia, które będą tępić takie zjawiska z całą surowością. Wejdźmy do tej Europy 21.wieku, do narodów cywilizowanych i zacznijmy zauważać ten mobbing. Ja bym jeszcze sprawdził, ile osób leczy się psychiatrycznie, korzysta z porad psychologów właśnie ze względu na dyskryminację, psychiczne znęcanie się w miejscu pracy.

    - Czy ludzie mają w ogóle wiedzę na temat swoich praw. Czy wiedzą, dokąd się zwrócić o pomoc?

    - Zacznijmy od wiedzy prawnej. Otóż w szkołach wprowadziliśmy wiele dodatkowych przedmiotów — religię, ekonomię itd. A ja już dawno miałem taki pomysł, żeby w szkołach wprowadzić 2-3 lekcje w miesiącu poświęconych wiedzy o miejscu pracy, o kodeksie pracy. Żeby związkowcy mogli przyjść do szkoły i uświadomić młodzież też na temat przepisów okołokodeksowych, mobbingu, jak się bronić itd. Niekoniecznie trzeba zwracać się do prawnika, bo to są koszty. Można przecież samemu napisać zawiadomienie, a sądy powinny być na to przygotowane. Niestety żadna komisja antymobbingowa nie pomoże, bo to jest zazwyczaj zbieranina kolesiów prezesa.

    - Mobbing może być między innymi ze względu na płeć, wiek, wyznanie. A obecnie coraz głośniej mówi się o dyskryminacji w odniesieniu do narodowości. Na przykład w stosunku do ukraińskich imigrantów zarobkowych w Polsce.

    — Tutaj wkroczyliśmy w inną strefę. Ja zapytam inaczej. Może mamy obecnie na rynku pracy dyskryminację ze względu na pochodzenie, ale z tego powodu, że JESTEM POLAKIEM!? Ja zauważam taki problem.

    Załóżmy, do pracy zgłaszam się ja i pracownik pochodzący z Ukrainy. Kogo biorą w tym przypadku? Pracownika z Ukrainy. Dlaczego? Bo polscy kapitaliści wyczuli określony trend.

    Według kodeksu pracy powinniśmy być jednakowo opłacani, jeżeli chodzi o najniższą płacę. Ale, ja będąc u siebie w swoim kraju, wiem, że jeżeli pracodawca mi nie zapłaci, albo zapłaci mniej, mam prawo iść do sądu pracy. A Ukrainiec nigdzie nie pójdzie. Oprócz tego pracodawcy chodzi też o cenę i chce zatrudniać imigrantów nie dlatego że są lepszymi fachowcami, lecz że mają być tani. W tym tkwi problem. Dyskryminacja jest więc bardzo złożonym zjawiskiem.   

     

    Zobacz również:

    Polska - koszmar pracownika
    Żyrardów: „Polko! Polaku! Dowiedz się, kto zabiera Twoje miejsce pracy!"
    „Po prostu niewolnicy": Ukraińcy o warunkach pracy w UE
    Tagi:
    praca, Sputnik, Ukraina, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz