Kandydat na wybory prezydenckie w Brazylii Jair Bolsonaro

Czego można się spodziewać po „brazylijskim Trumpie"

© REUTERS / Adriano Machado
Opinie
Krótki link
143

Konserwatysta Jair Bolsonaro, który zasłynął w ostatnich miesiącach wypowiedziami popierającymi ciemiężycieli okresu rządów dyktatury wojskowej w Brazylii i obelgami pod adresem obywateli pochodzenia afrykańskiego, zarejestrował się jako kandydat na wybory prezydenckie zaplanowane na październik 2018 roku.

Graffiti w Bogocie, Kolumbia
© AP Photo / Fernando Vergara
Sputnik Mundo zajął się polemiką na temat tej osoby.

W niedzielę 22 lipca Bolsonaro zgłosił swój udział w wyborach prezydenckich z ramienia Partii Socjaldemokratycznej (Partido Social Liberal, PSL). W jego wystąpieniu przeplatały się sprzeczne obietnice: włączenia wojskowych w skład gabinetu ministrów, walczenia «twardą ręką» z przestępczością i wyprowadzenia największego południowoamerykańskiego państwa z Paryskiego Porozumienia Klimatycznego.

Zdaniem analityka specjalizującego się w sprawach międzynarodowych Andrésa del Río, profesora Federalnego Uniwersytetu Fluminense (UFF), wybicie się takiej figury jak Bolsonaro, który ustępuje tylko byłemu prezydentowi Luizowi Inácio Luli da Silvie (jego udział w wyborach znajduje się pod znakiem zapytania z powodu obowiązującego wyroku sądu), „stawia innych uczestników wyborów w dziwnym świetle".

Zdaniem eksperta polityczny awans PSL wpisuje się w światowy trend: „tak jak Donald Trump w USA, tak Bolsonaro przyciągnął do siebie mnóstwo ludzi, którzy uznali, że ktoś spoza systemu i bardziej kategoryczny mógłby przełamać korupcję i tradycyjną politykę".

Ekspert uważa za „niebezpieczną" ideę „przekształcenia systemu politycznego w coś niepolitycznego". Tym niemniej w brazylijskim kontekście politycznym, który od dwóch lat znamionuje głęboki kryzys ekonomiczny, wzrost bezrobocia i niepewność jutra, radykalne wypowiedzi Bolsonaro znajdują odzew.

W kontekście potrzeb, głodu i strachu, które ciążą dziś na brazylijskim społeczeństwie, Jair Bolsonaro pełni — jak sam mówi — misję umacniania ducha. W rzeczywistości to bardzo konfliktowy człowiek, który ma za sobą incydenty korupcyjne, i cała jego rodzina pracuje w państwowych strukturach. Ponadto w dowolnej kwestii politycznej zajmuje radykalne stanowisko.

Co zaś dotyczy obietnic «walki twardą ręką», niedawne wydarzenia w kraju pokazały, że „ingerencja wojskowa tylko powiększa liczbę zabitych".

Budynek największej brazylijskiej firmy naftowo-gazowej Petrobras w Rio de Janeiro
© AFP 2019 / Vandelei Almeida
Z drugiej strony, ciągnie ekspert, szerokie kręgi w sektorze przedsiębiorczym i finansowym uważają, że Bolsonaro znacznie lepiej niż demokratyczniejszy kandydat może zdyscyplinować społeczeństwo, w kwestii „pogłębienia" niepopularnych reform mających na celu wyprostowanie sytuacji gospodarczej. Do tego poparcia dochodzi sympatia przeciętnego wyborcy, który słyszy znajomą mowę, z którą może się utożsamić:

„Bolsonaro potrafi wkładać emocje w swoje przemówienia i dla wielu ludzi to bardzo dobra cecha polityka" — wyjaśnia ekspert.

Ma on też swoich oponentów. Spora część medialnych grup, zwłaszcza konglomerat Globo, bardziej skłania się ku kandydatowi z ramienia partii centrycznej kierowanej przez byłego gubernatora dynamicznie rosnącego stanu São Paulo i przewodniczącego Brazylijskiej Partii Socjaldemokratycznej (PSDB) Geralda Alckmina, sojusznikowi obecnego rządu Michela Temera.

Z jednej strony, część przedsiębiorców i finansistów chce poprzeć Bolsonaro. Z drugiej strony, są tacy, którzy patrzą na niego jak na człowieka, który nie wiadomo, w którą stronę „wystrzeli" i którym nie wiadomo, jak sterować — uważa del Río.

Na jego niekorzyść działa to, że kandydat konserwatysta stoi na czele bardzo małej partii, słabo reprezentowanej w parlamencie. To oznacza mniej możliwości dla agitacji przedwyborczej i mniejszą zauważalność, a także większą potrzebę prowadzenia rozmów w sprawie koalicji. Wystarczy powiedzieć, że w koalicji rządowej prezydent Dilmy Rouseff wybranej w powszechnych wyborach w 2014 roku i odsuniętej od władzy w toku niejednoznacznego impeachmentu w 2016 roku było aż 11 partii.

W swoim niedzielnym przemówieniu Bolsonaro chciał zademonstrować większe umiarkowanie w kwestii praw kobiet i dzieci — to pewne odstępstwo od wcześniejszych jego przemówień. Kiedyś na przykład wypalił pod adresem jednej z deputowanych: „Nawet bym cię nie zgwałcił, bo nie jesteś tego warta".

Poza wypowiedziami skierowanymi „przeciwko kobietom" i o charakterze „homofobicznym" Bolsonaro kieruje jawnie obraźliwe słowa pod adresem Brazylijczyków afrykańskiego pochodzenia, którzy choć stanowią ponad połowę 207-milionowego społeczeństwa kraju, są odepchnięci na drugi plan w strukturach władzy, porządku prawnego i w uniwersytetach.

Jak mówi del Río, analizując słowa Bolsonaro, który w jakimś momencie uznał czarnoskórych za „nienadających się nawet do płodzenia dzieci", należy mieć na uwadze „czynnik niewolnictwa" w historii kraju. Brazylia jako ostatni kraj na półkuli zachodniej zniosła niewolnictwo (w 1888 roku), a także bardziej niż inne kraje uczestniczyła w handlu niewolnikami.

Brazylia jest krajem w najwyższym stopniu rasistowskim. Czasem ludzie mylą brazylijską radość z kwestiami rasy (…) Do dziś nie znaleziono rozwiązania i ugody w kwestii rasowej, i choć poprzednie rządy Partii Pracujących (Partido dos Trabalhadores, PT) prowadziły politykę inkluzywną i antydyskryminacyjną, do zrobienia pozostało bardzo wiele — mówi politolog.

Z dojściem do władzy Michela Temera w 2016 roku, po impeachmencie Ruseff i w kontekście „procesu radykalizacji całego regionu i dużej części Zachodu" polityka skierowana na poprawę sytuacji kobiet, obywateli pochodzenia afrykańskiego i warstw społecznych najbardziej narażonych okazała się zagrożona. Ewentualne dojście do władzy Jaira Bolsonaro może „pogorszyć" sytuację.

Bolsonaro, wyznawca chrześcijaństwa ewangelikalnego i zwolennik najbardziej konserwatywnych nurtów w ramach tej konfesji, nie wykazuje dużej tolerancji wobec „jakiejkolwiek innej religii, która odbiega od jego własnej linii". W mozaice kulturowej, na którą składają się rozmaite wyznania przeplatane afrykańskimi religiami, taka nieprzejednana pozycja może zrodzić niemało problemów.

Reynaldo Bignone
© AFP 2019 / Juan Mabromata
Jeśli usunąć z badań opinii publicznej Lulę da Silvę, Bolsonaro znajdzie się na pierwszym miejscu (20%). Za nim plasują się kandydat z ramienia lewicy Ciro Gomes i umiarkowana Marina Silva walcząca o drugie miejsce.

Tym niemniej cień Luly da Silvy jest wciąż obecny: w społeczeństwie trwają spory dotyczące możliwości wystawienia przezeń kandydatury, a jeśli nie, to czy należy go przekreślać.

Lula ma ogromną charyzmę i poparcie. Choć przebywa w więzieniu, jego popularność wzrasta z każdym dniem. Są dwa scenariusze wyborów: z nim albo bez niego. Ale nawet brak jego kandydatury nie oznacza braku jego czynnika. Głosy, które miały być oddane na Silvę, mogą zostać oddane na kandydata z ramienia PT, bądź też ta partia może utworzyć koalicję i wysunąć konkretnego kandydata — reasumuje ekspert.

Zobacz również:

Argentyńska gazeta odpowiada na oskarżenia z Polski
„Lekcje demokracji" USA dla Ameryki Łacińskiej
USA narzucają Ameryce Łacińskiej swój punkt widzenia (wywiad na wyłączność)
Rodzinny trening brazylijskich piłkarzy
Brazylijscy piłkarze szaleją na boisku
Tagi:
wybory prezydenckie, Jair Bolsonaro, Brazylia
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz