06:12 17 Sierpień 2018
Na żywo
    Kandydat na wybory prezydenckie w Brazylii Jair Bolsonaro

    Czego można się spodziewać po „brazylijskim Trumpie"

    © REUTERS / Adriano Machado
    Opinie
    Krótki link
    0 32

    Konserwatysta Jair Bolsonaro, który zasłynął w ostatnich miesiącach wypowiedziami popierającymi ciemiężycieli okresu rządów dyktatury wojskowej w Brazylii i obelgami pod adresem obywateli pochodzenia afrykańskiego, zarejestrował się jako kandydat na wybory prezydenckie zaplanowane na październik 2018 roku.

    Graffiti w Bogocie, Kolumbia
    © AP Photo / Fernando Vergara
    Sputnik Mundo zajął się polemiką na temat tej osoby.

    W niedzielę 22 lipca Bolsonaro zgłosił swój udział w wyborach prezydenckich z ramienia Partii Socjaldemokratycznej (Partido Social Liberal, PSL). W jego wystąpieniu przeplatały się sprzeczne obietnice: włączenia wojskowych w skład gabinetu ministrów, walczenia «twardą ręką» z przestępczością i wyprowadzenia największego południowoamerykańskiego państwa z Paryskiego Porozumienia Klimatycznego.

    Zdaniem analityka specjalizującego się w sprawach międzynarodowych Andrésa del Río, profesora Federalnego Uniwersytetu Fluminense (UFF), wybicie się takiej figury jak Bolsonaro, który ustępuje tylko byłemu prezydentowi Luizowi Inácio Luli da Silvie (jego udział w wyborach znajduje się pod znakiem zapytania z powodu obowiązującego wyroku sądu), „stawia innych uczestników wyborów w dziwnym świetle".

    Zdaniem eksperta polityczny awans PSL wpisuje się w światowy trend: „tak jak Donald Trump w USA, tak Bolsonaro przyciągnął do siebie mnóstwo ludzi, którzy uznali, że ktoś spoza systemu i bardziej kategoryczny mógłby przełamać korupcję i tradycyjną politykę".

    Ekspert uważa za „niebezpieczną" ideę „przekształcenia systemu politycznego w coś niepolitycznego". Tym niemniej w brazylijskim kontekście politycznym, który od dwóch lat znamionuje głęboki kryzys ekonomiczny, wzrost bezrobocia i niepewność jutra, radykalne wypowiedzi Bolsonaro znajdują odzew.

    W kontekście potrzeb, głodu i strachu, które ciążą dziś na brazylijskim społeczeństwie, Jair Bolsonaro pełni — jak sam mówi — misję umacniania ducha. W rzeczywistości to bardzo konfliktowy człowiek, który ma za sobą incydenty korupcyjne, i cała jego rodzina pracuje w państwowych strukturach. Ponadto w dowolnej kwestii politycznej zajmuje radykalne stanowisko.

    Co zaś dotyczy obietnic «walki twardą ręką», niedawne wydarzenia w kraju pokazały, że „ingerencja wojskowa tylko powiększa liczbę zabitych".

    Budynek największej brazylijskiej firmy naftowo-gazowej Petrobras w Rio de Janeiro
    © AFP 2018 / Vandelei Almeida
    Z drugiej strony, ciągnie ekspert, szerokie kręgi w sektorze przedsiębiorczym i finansowym uważają, że Bolsonaro znacznie lepiej niż demokratyczniejszy kandydat może zdyscyplinować społeczeństwo, w kwestii „pogłębienia" niepopularnych reform mających na celu wyprostowanie sytuacji gospodarczej. Do tego poparcia dochodzi sympatia przeciętnego wyborcy, który słyszy znajomą mowę, z którą może się utożsamić:

    „Bolsonaro potrafi wkładać emocje w swoje przemówienia i dla wielu ludzi to bardzo dobra cecha polityka" — wyjaśnia ekspert.

    Ma on też swoich oponentów. Spora część medialnych grup, zwłaszcza konglomerat Globo, bardziej skłania się ku kandydatowi z ramienia partii centrycznej kierowanej przez byłego gubernatora dynamicznie rosnącego stanu São Paulo i przewodniczącego Brazylijskiej Partii Socjaldemokratycznej (PSDB) Geralda Alckmina, sojusznikowi obecnego rządu Michela Temera.

    Z jednej strony, część przedsiębiorców i finansistów chce poprzeć Bolsonaro. Z drugiej strony, są tacy, którzy patrzą na niego jak na człowieka, który nie wiadomo, w którą stronę „wystrzeli" i którym nie wiadomo, jak sterować — uważa del Río.

    Na jego niekorzyść działa to, że kandydat konserwatysta stoi na czele bardzo małej partii, słabo reprezentowanej w parlamencie. To oznacza mniej możliwości dla agitacji przedwyborczej i mniejszą zauważalność, a także większą potrzebę prowadzenia rozmów w sprawie koalicji. Wystarczy powiedzieć, że w koalicji rządowej prezydent Dilmy Rouseff wybranej w powszechnych wyborach w 2014 roku i odsuniętej od władzy w toku niejednoznacznego impeachmentu w 2016 roku było aż 11 partii.

    W swoim niedzielnym przemówieniu Bolsonaro chciał zademonstrować większe umiarkowanie w kwestii praw kobiet i dzieci — to pewne odstępstwo od wcześniejszych jego przemówień. Kiedyś na przykład wypalił pod adresem jednej z deputowanych: „Nawet bym cię nie zgwałcił, bo nie jesteś tego warta".

    Poza wypowiedziami skierowanymi „przeciwko kobietom" i o charakterze „homofobicznym" Bolsonaro kieruje jawnie obraźliwe słowa pod adresem Brazylijczyków afrykańskiego pochodzenia, którzy choć stanowią ponad połowę 207-milionowego społeczeństwa kraju, są odepchnięci na drugi plan w strukturach władzy, porządku prawnego i w uniwersytetach.

    Jak mówi del Río, analizując słowa Bolsonaro, który w jakimś momencie uznał czarnoskórych za „nienadających się nawet do płodzenia dzieci", należy mieć na uwadze „czynnik niewolnictwa" w historii kraju. Brazylia jako ostatni kraj na półkuli zachodniej zniosła niewolnictwo (w 1888 roku), a także bardziej niż inne kraje uczestniczyła w handlu niewolnikami.

    Brazylia jest krajem w najwyższym stopniu rasistowskim. Czasem ludzie mylą brazylijską radość z kwestiami rasy (…) Do dziś nie znaleziono rozwiązania i ugody w kwestii rasowej, i choć poprzednie rządy Partii Pracujących (Partido dos Trabalhadores, PT) prowadziły politykę inkluzywną i antydyskryminacyjną, do zrobienia pozostało bardzo wiele — mówi politolog.

    Z dojściem do władzy Michela Temera w 2016 roku, po impeachmencie Ruseff i w kontekście „procesu radykalizacji całego regionu i dużej części Zachodu" polityka skierowana na poprawę sytuacji kobiet, obywateli pochodzenia afrykańskiego i warstw społecznych najbardziej narażonych okazała się zagrożona. Ewentualne dojście do władzy Jaira Bolsonaro może „pogorszyć" sytuację.

    Bolsonaro, wyznawca chrześcijaństwa ewangelikalnego i zwolennik najbardziej konserwatywnych nurtów w ramach tej konfesji, nie wykazuje dużej tolerancji wobec „jakiejkolwiek innej religii, która odbiega od jego własnej linii". W mozaice kulturowej, na którą składają się rozmaite wyznania przeplatane afrykańskimi religiami, taka nieprzejednana pozycja może zrodzić niemało problemów.

    Reynaldo Bignone
    © AFP 2018 / Juan Mabromata
    Jeśli usunąć z badań opinii publicznej Lulę da Silvę, Bolsonaro znajdzie się na pierwszym miejscu (20%). Za nim plasują się kandydat z ramienia lewicy Ciro Gomes i umiarkowana Marina Silva walcząca o drugie miejsce.

    Tym niemniej cień Luly da Silvy jest wciąż obecny: w społeczeństwie trwają spory dotyczące możliwości wystawienia przezeń kandydatury, a jeśli nie, to czy należy go przekreślać.

    Lula ma ogromną charyzmę i poparcie. Choć przebywa w więzieniu, jego popularność wzrasta z każdym dniem. Są dwa scenariusze wyborów: z nim albo bez niego. Ale nawet brak jego kandydatury nie oznacza braku jego czynnika. Głosy, które miały być oddane na Silvę, mogą zostać oddane na kandydata z ramienia PT, bądź też ta partia może utworzyć koalicję i wysunąć konkretnego kandydata — reasumuje ekspert.

    Zobacz również:

    Argentyńska gazeta odpowiada na oskarżenia z Polski
    „Lekcje demokracji" USA dla Ameryki Łacińskiej
    USA narzucają Ameryce Łacińskiej swój punkt widzenia (wywiad na wyłączność)
    Rodzinny trening brazylijskich piłkarzy
    Brazylijscy piłkarze szaleją na boisku
    Tagi:
    wybory prezydenckie, Jair Bolsonaro, Brazylia
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz