18:00 15 Grudzień 2018
Na żywo
    Statek na tle góry lodowej na Antarktydzie

    Golfsztrom „przebił dziurę" w globalnym ociepleniu

    © Fotolia / Fotodeandre
    Opinie
    Krótki link
    Tatiana Piczugina
    4314

    Od XIX wieku oceaniczne nagrzanie Europy Zachodniej wyraźnie osłabło. Uczeni wiążą to ze zmianami klimatycznymi na planecie i kreślą mroczne scenariusze przyszłości. Czym grozi zanik głębokowodnych prądów północnego Atlantyku i jaki los czeka Golfsztrom?

    Powodzie, obwód omski
    © Sputnik . Aleksiej Melgawko
    Dziesięć lat temu na południe od Grenlandii uczeni odkryli obszar wodny o rozmiarze państwa europejskiego, który ochładza się zamiast — jak cała planeta — nagrzewać. Obszar nazwany został „dziurą w globalnym ociepleniu", „zimnym pęcherzem" (cold blob). W 2015 roku pobił rekord zimna, choć rok w skali całej planety był najgorętszy.

    Uczeni wysunęli przypuszczenie, że nad „zimnym pęcherzem" zbierają się atmosferyczne aerozole, które przechwytują część promieniowania słonecznego. Hipoteza się nie potwierdziła. Teraz „dziurę w globalnym ociepleniu" wiążą ze spowolnieniem Prądu Północnoatlantyckiego. Tym terminem uczeni nazywają część głębokowodnego pasu transmisyjnego będącą przedłużeniem Golfsztromu, który niesie Arktyce ciepło.

    Natomiast wobec Prądu Północnoatlantyckiego, który nierzadko mylony jest z Golfsztromem, tego typu obawy są jak najbardziej na miejscu. Ów prąd zależy od zmian stężenia soli i temperatury (cyrkulacji termohalinowej).

    Globalny pas transmisyjny w północnej części Oceanu Atlantyckiego zatrzyma się, jeśli woda stanie się zbyt słodka lub za bardzo się nagrzeje.

    Takie zjawisko miało już miejsce pod koniec ostatniego okresu lodowcowego. Wówczas na terytorium Kanady odtajałe wody lodowca utworzyły ogromne jezioro Agassiz. Około 8200 lat temu jezioro bardzo szybko spłynęło do oceanu i zmniejszyło jego zasolenie do takiego stopnia, że wody w Morzu Labradorskim i Morzu Norweskim — tam, gdzie pas transmisyjny zawraca — wstrzymały swój ruch. Prąd Północnoatlantyckie osłabł i uległ zatrzymaniu. Nagrzane w strefie zwrotnikowej wody przestały docierać do Europy Zachodniej, Wielkiej Brytanii i Półwyspu Skandynawskiego, prowadząc do ochłodzenia.

    Ten scenariusz może się powtórzyć — ostrzegają klimatolodzy. Ocean Spokojny powoli, ale jednak, nagrzewa się. Wzmagający się w atmosferze efekt cieplarniany sprzyja topnieniu lodowców i dopływowi do morza ciepłej wody. Do odsolenia przyczyniają się też bardziej obfite mokre opady. Wszystko to osłabia Prąd Północnoatlantycki — uważają uczeni z Poczdamskiego Instytutu Badań nad Klimatem.

    Razem z amerykańskimi kolegami niemieccy uczeni sporządzili model atlantyckiej gałęzi globalnego pasa transmisyjnego i doszli do wniosku, że jego prędkość od połowy XX wieku zmniejszyła się o 15%. Ich ostatni artykuł w czasopiśmie Nature wywołał dyskusję wśród specjalistów.

    Jeden z autorów materiału Stefan Rahmstorf opublikował nawet szczegółowe wyjaśnienie na zespołowym blogu naukowym „Realny klimat". Konsekwentnie odrzucając rozmaite warianty, uczony dowodził, że „zimna kropla" była do przewidzenia i wyjaśnić ją można tylko osłabieniem Prądu Północnoatlantyckiego. Zgodnie z innym modelem ów prąd osłabnie trzykrotnie, jeśli emisja CO2 do atmosfery ulegnie podwojeniu w porównaniu do 1990 roku. Za trzysta lat pas transmisyjny w Atlantyku ulegnie zatrzymaniu.

    Zobacz również:

    Tabletka na klimat: czy meteoropatię można leczyć?
    Od Grenlandii oderwał się 6,5-kilometrowy lodowiec (wideo)
    „Bomba dla morza”: Co tak naprawdę zagraża Bałtykowi
    Tagi:
    globalny pas transmisyjny, globalne ocieplenie, Ocean Atlantycki
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz