01:58 22 Sierpień 2018
Na żywo
    Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie. Sprawa Leonida Swiridowa. 27.07.2018 r.

    W sprawie Swiridowa niespodzianek nie było

    © Sputnik . Jarosław Augustyniak
    Opinie
    Krótki link
    Jarosław Augustyniak
    8125

    Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargi kasacyjne Leonida Swiridowa na decyzje Szefa Urzędu do Spraw Cudzoziemców, utrzymane później wyrokami sądów niższych instancji, nakazujące mu opuszczenie naszego kraju, oraz na odmowę wykreślenia go z rejestru osób, które mają zakaz przebywania w strefie Schengen. W jego wypadku, na okres pięciu lat.

    Niespodzianki nie było, nikt nie spodziewał się innego wyroku i choćby próby rzetelnego i uczciwego zajęcia się przez sąd tą sprawą.

    Adwokat Leonida Swiridowa podnosił kolejny raz fakt, że skarżącemu uniemożliwiono zapoznanie się z zarzutami ABW, a tym samym prawo do skutecznej obrony przed nieznanymi mu zarzutami, które były podstawą decyzji w jego sprawie.

    Podnosił także to, że zasadą sprawiedliwego procesu jest wysłuchanie przez sąd obu stron, a nie wydawanie wyroku na podstawie nieweryfikowalnych twierdzeń jednej z nich.

    Podnoszone były zarzuty łamania praw gwarantowanych w kodeksie administracyjnym, Konstytucji i unijnej dyrektywy dotyczącej cudzoziemców.

    Na wszystkie te argumenty sąd pozostał głuchy.

    Korespondent Międzynarodowej Agencji Informacyjnej „Rossija Siegodnia Leonid Swiridow
    © East News / Tomasz Urbanek
    Sąd, uzasadniając swoją decyzję, odrzucającą skargi Swiridowa, powołał się na Orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, a raczej tego co z niego po „reformie" zostało i nadal nazywa się Trybunałem i wydaje wyroki, z 23 maja 2018 roku, dotyczące wysokiego urzędnika, który w czasie wewnętrznej procedury sprawdzającej został pozbawiony dostępu do informacji niejawnych, a przez to z racji wykonywanej pracy, został z tej pracy zwolniony. Powołał się również na orzeczenie Trybunału w Strasburgu w sprawie Regner przeciwko Czechom, w której obywatel czeski, również wysokiej rangi urzędnik na służbie i wykonujący swą pracę dla państwa czeskiego na podstawie mianowania, na podstawie podobnej procedury został pozbawiony dostępu do informacji niejawnych i z pracy zwolniony. Dotyczyło to wiceministra obrony Czech.

    Obie sprawy trudno porównać ze sprawą Swiridowa, który żadnych zawodowych związków z polskimi tajnymi służbami nie miał.

    Leonid Swiridow jest normalnym człowiekiem, dziennikarzem, a nie tajniakiem. Ich obowiązują inne zasady i prawdę mówiąc już wstępując do takiej służby wielu praw się zrzekają. Np. nie mogą korzystać z gwarantowanej konstytucyjnie wolności zrzeszania się w partiach politycznych itp. Nie wykonywał dla nich pracy, nie był związany stosunkiem służbowym, ani nie podlegał żadnej procedurze sprawdzającej, bo żadnych, pozakonstytucyjnych obowiązków wobec polskiego państwa nie miał. Tak jak i nie ma żaden zwykły obywatel RP.

    Do żadnych informacji niejawnych nie był więc dopuszczany i nie był zobowiązany poprzez stosunek służbowy do żadnej, podobnie jak większość zwykłych obywateli naszego kraju, współpracy czy dochowywania tajemnicy z tajnymi służbami RP III, której podobnie jak ja przysięgi wierności nie składał. Porównanie jest więc bardzo naciągane i zupełnie do jego sprawy nieadekwatne.

    Tamci ludzie, zatrudnieni w służbach swoich państw, mieli dostęp do szerokiej gamy rożnych tajnych spraw z racji swojej pracy. I jeśli zaufanie do nich na skutek procedur sprawdzających zostało podważone, to można zrozumieć, że już się ich do tych informacji nie dopuszcza.

    Informacje dotyczące sprawy Swiridowa są informacjami dotyczącymi wyłącznie sprawy Swiridowa. Jeśli zarzuca mu się jakieś działania, które uzasadniają uznanie go za niebezpiecznego dla porządku prawnego państwa i jego obronności, to on dokładnie wie co zrobił, bo do niczego nie trzeba być dopuszczonym, by wiedzieć, co się samemu zrobiło.

    Nie mamy tu więc do czynienia z żądaniem dopuszczenia do tajnych dla Swiridowa informacji, ale do poinformowania go jedynie, jakie jego zachowania zagrażały bezpieczeństwu państwa.

    Z ujawnieniem moglibyśmy mieć do czynienia jedynie wtedy, gdyby okazało się, ze tzw. materiał dowodowy zgromadzony przez służby to stek kłamstw i zwykłych bzdur. To sąd mógłby jednak zweryfikować jedynie wtedy, gdyby na okoliczność tych „dowodów" przesłuchał Leonida Swiridowa.

    Adwokat podkreślał, że pozbawiono go prawa do obrony, bo nie wie, przed czym ma się bronić.

    Nie jest też w tej sprawie zdolny do złożenia jakichkolwiek wyjaśnień, skoro nie zna zarzutów i nikt mu ich przedstawić nie chce.

    Cokolwiek zarzuca Swiridowowi ABW, sąd nie jest w stanie tego zweryfikować, jeśli nie spyta Swiridowa, jaka jest jego wersja.

    ABW może zarzucać mu różne czyny, łącznie z tunelem, który kopał do Pekinu. Gdyby sąd chciał to sprawdzić to mogłoby się okazać, ze nie posiada on nawet szpadla.

    Nie robiąc tego, nie dążąc do poznania prawdy, zarówno sądy jak i urzędy, wykazują się po prostu złą wolą. Ale jako, że nie wierzę w zwykła bezinteresowną nienawiść sądu do Rosjanina, ja bym raczej stawiał na fakt, że urzędy i sądy wykonują polecenia z góry.

    W przytoczonym przez sąd wyroku Trybunałyu Konstytucyjnego, w rzekomo podobnej sprawie TK m.in. w uzasadnieniu napisał:

    Protesty przeciwko reformie sądownictwa w Warszawie
    © AP Photo / Czarek Sokolowski
    Z uwagi na materię regulacji, służącą ochronie bezpieczeństwa państwa, ustawodawca, balansując różne wartości, przyjął w art. 24 ust. 4 ustawy o ochronie informacji zasadę pierwszeństwa informacji niejawnych. Oznacza to, że w razie niedających się usunąć wątpliwości, interes ochrony informacji niejawnych ma pierwszeństwo przed innymi prawnie chronionymi interesami. Konsekwencją tego jest celowe przyjęcie w zaskarżonym art. 3 ustawy o ochronie informacji jedynie częściowego odesłania do niektórych przepisów k.p.a., których stosowanie nie stoi w sprzeczności z nadrzędną w tej procedurze ochroną informacji niejawnych. Jak podkreśla się w piśmiennictwie, pełne stosowanie k.p.a., który formułuje standardy transparentności i możliwość udziału stron we wszystkich etapach postępowania, nie jest z natury rzeczy możliwe do postępowań sprawdzających i kontrolnych objętych klauzulą tajności."

    Trybunał nie uznał jednak za stosowne zbadania zgodności z Konstytucją przepisów ustawy o informacjach niejawnych, które jawnie i bez najmniejszych wątpliwości godzą w prawa obywateli do rzetelnego procesu sądowego, czy skutecznego odwołania się od decyzji administracyjnych. Okazuje się, ze zwykła ustawa może wyłączać, czy też ograniczać prawa zawarte w Konstytucji.

    O ile, co podkreślał adwokat, takie ograniczenia w szczególnych wypadkach ustawa może wobec określonej kategorii osób przewidywać, to nie może kwestionować samej istoty tych praw — prawa do sądu i prawa do obrony przed przemocą instytucji państwowych.

    W przeciwieństwie do RPO, który podzielił w tym względzie argumentacje skarżącego, TK zgodził się z argumantacją Prokuratora Generalnego i Marszałka Sejmu, czyli organów stojących po dokładnie drugiej stronie niż prawa i interesy obywateli i uznał, że interes państwa, tajność jego działań i procedur, są ważniejsze, niż prawa obywatela zawarte w najważniejszym akcie prawnym, jakim jest Konstytucja. Dlatego też osoby, wobec której wydaje się negatywną dla niej decyzję administracyjną, w ogóle nie trzeba poinformować, co jej się zarzuca.

    Jak słusznie zauważył obrońca, by stanowić „poważne i bezpośrednie niebezpieczeństwo dla porządku publicznego czy bezpieczeństwa państwa" trudno, by działania takiego podmiotu nie miały znamion czynu zabronionego, a te określa kodeks karny. Swiridowowi nikt takiego zarzutu nie czynił.

    W tym miejscu można zapytać, skoro wg tego sądu, działania skarżącego, uzasadniające represje ze strony ABW, nie muszą stanowić przestępstwa, to o jakie działania może chodzić i jakie to będzie miało konsekwencje, gdy poddana takim represjom osoba będzie obywatelem Polski?

    Jego z kraju nie wydalą, bo póki co, ale wszystko przed nami, PiS nie uchwalił jeszcze ustawy o banicji, czyli wyrzucaniu z kraju polskich obywateli, których władza uzna za szkodliwych dla siebie, czyli tzw. „drugi sort"?

    Czy krytyka tej władzy, której często podejmuje się również piszący te słowa, ale przestrzegający litery prawa, które w założeniu służy Polsce i jej obywatelom, a nie jakiejś politycznej opcji, może być już podstawą do administracyjnych represji, jeśli z braku paragrafu nie uda się go poddać represjom karnym, by nie przeszkadzał władzy w niszczeniu naszego kraju?

    Przy takim podejściu pisowskiej administracji i bezpośrednio podległym jej sądom, nie ma żadnych powodów do tego, by Polacy, którzy nie podzielają poglądów politycznych władzy, czuli się tu dalej jeszcze bezpiecznie.

    Jarosław Augustyniak, polski publicysta, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    W sprawie Swiridowa niespodzianek nie było

    Zobacz również:

    Piskorski - pierwsza rozprawa w sądzie
    Piskorskiemu ocenzurowano książki
    Kto się boi dziennikarzy
    Tagi:
    strefa Schengen, sąd, dziennikarz, ABW, Leonid Swiridow, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz