05:55 13 Listopad 2018
Na żywo
    Rocznica Powstania Warszawskiego

    Powstanie to przestroga, nie przygoda

    © AFP 2018 / Janek Skarzynski
    Opinie
    Krótki link
    Tomasz Dudek
    6382

    Warszawiacy 1 sierpnia jak co roku spierają się o formę upamiętnienia powstania. Niestety, oprócz upolitycznienia, zachodzi tu również problem infantylizacji.

    O to, czy marsz ONR w centrum stolicy to dobry pomysł, czy jednak postrzegany jest jako zawłaszczanie 1 sierpnia przez politykę historyczną prawicy — trwa spór od lat. Narodowo-katolicka strona sceny politycznej epatuje martyrologicznym wymiarem powstania, przy okazji prowadząc bieżące polityczne gry (dziś na przykład przedstawiciele partii rządzącej żywo zaprotestowali przeciwko temu, by na warszawskich Powązkach odbył się apel poległych przy kwaterze Armii Ludowej). O tym pisze się i debatuje głośno. Opozycja demonstruje sprzeciw poprzez organizowanie własnych, półoficjalnych obchodów, a ci, którzy chcą pozostać bezstronni, ograniczają się do wspomnienia zasług poległych.

    Ale mało kto odważy się mówić o tym, że powstanie warszawskie od jakiegoś czasu stało się imprezą, kolorowym festiwalem. I nie mam tu na myśli produkcji wymyślnych gadżetów (kilka lat temu furorę robiły T-shirty z imitacją rany postrzałowej oraz patriotyczna pościel). Narodowy zryw jest infantylizowany na wielu poziomach — a swoje „zasługi" ma w tym Muzeum Powstania Warszawskiego, warszawska perełka, wychuchane dziecko PiS, spełnione za wiele milionów złotych marzenie prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

    Nikt o tym nie mówił. Nie pisał. Słychać było co najwyżej anonimowe marudzenie pod nosem odwiedzających przybytek. „Jak tu kolorowo" — sarkali. — „To ma być zachęta, żeby przeżyć to jeszcze raz?".

    Bo muzeum jest kolorowe. Te eksponaty, które budzą grozę, są pochowane po kątach. Dominuje narracja o ekscytującym przedsięwzięciu. Dzieci, które przychodzą z rodzicami na wystawę, chętnie drukują sobie własne ulotki na tajnym powielaczu, zrywają kartki z kalendarza, wchodzą do prowizorycznego lazaretu pachnącego jodyną (jęków śmiertelnie rannych powstańców z taśmy już nie odtworzono). Przechodzą udawanymi kanałami przy symulacji ciurkającej wody.

    Wreszcie powiedział to pisarz Zygmunt Miłoszewski w rozmowie z Krytyką Polityczną. „Zamiast Muzeum Powstania Warszawskiego powinien powstać Symulator Umierania za Ojczyznę. Dzieci trafiałyby do takiej specjalnej kapsuły i tam by się mogły dowiedzieć, co to znaczy umrzeć samemu, w zimnie, mając za jedyne towarzystwo swoją oderwaną nogę" — tak portal zajawia swoją kontrowersyjną rozmowę z autorem powieści „Uwikłanie".

    I trudno Miłoszewskiemu odmówić racji. Zresztą muzeum nie radzi sobie z wyważeniem emocji wokół powstania już od samego początku. Dwa lata temu zarząd placówki wraz z komandosami nakręcił filmikową kampanię przeciwko nadużywaniu symboli Polski Walczącej. Założenie słuszne. Tylko że twórcy zjedli niestety własny ogon. Mężczyzna z pierwszego filmu pokazuje lnianą torbę z powstańczą kotwicą (można taką kupić w muzealnym sklepiku), mówiąc: „Nie nosze jej na zakupy, ani w barze. Nie noszę jej dla zabawy".

    Krytycy słusznie zasypali muzeum pytaniami: to po co sprzedajecie przedmioty codziennego użytku z patriotycznymi nadrukami? Żeby później mieć pretensję, że ludzie noszą w nich ziemniaki i marchewkę? Gdzie w takim razie można nosić taką torbę — wyłącznie do kościoła? Tak samo rzecz ma się z koszulkami, przepaskami, breloczkami, wszelkiej maści gadżetami. Nie potrafimy odmówić producentom, przez co sami dewaluujemy te symbole. To piąty krąg hipokryzji.

    Warszawa zapewne zaśpiewa dziś wojenne pieśni na okolicznościowym koncercie z udziałem alternatywnych artystów. I trudno mieć o to pretensję, z jednej strony to bardzo cenne, że tragiczne w gruncie rzeczy wydarzenie umiemy przekuć w wydarzenie kulturalne, które łączy, a jednocześnie ma wyrażać szacunek i pamięć. Ja jednak zostanę dziś w domu ze swoimi myślami i poczytam Normana Daviesa. Z nadzieją, że rządzący nigdy więcej nie dopuszczą do tego, żeby moje miasto znów musiało stawać w ogniu.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Powstanie Warszawskie: bez Smoleńska się nie liczy
    Świętowali Powstanie Warszawskie. Zniszczyli pomnik Berlinga
    Powstanie w getcie warszawskim: „Łączy nas pamięć"
    Tagi:
    powstanie, historia, Powstanie Warszawskie, ONR, Norman Davies, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz