16:17 14 Sierpień 2018
Na żywo
    Obchody 74. rocznicy Powstania Warszawskiego w PolsceHarcerze uczestniczący w Powstaniu Warszawskim, 1944.

    „Warszawa musi spłynąć krwią"

    © AP Photo / Czarek Sokolowski © Zdjęcie : Public domain
    1 / 2
    Opinie
    Krótki link
    Jarosław Augustyniak
    11512

    Minęła kolejna, 74. rocznica Powstania Warszawskiego.

    Ze strony obecnych władz minęła, jak to ostatnimi czasy, w podniosłej atmosferze tak jakbyśmy czcili jakieś nasze zwycięstwo. Już 31 lipca na placu Krasińskich po obowiązkowej mszy, która jak za czasów sanacji rozpoczyna teraz każdą uroczystość państwową, prezydent Duda w swoim przemówieniu powiedział, że „warto było" wywołać powstanie, bo rzekomo dzięki temu żyjemy teraz w wolnej Polsce. A więc warto było poświęcić życie 200 000 mieszkańców stolicy, kilkunastu tysięcy powstańców i doprowadzić do zniszczenia całego miasta. Widocznie nie była to dla prezydenta, ale i przywódców powstania, zbyt wysoka cena… za zabicie niecałych 2000 Niemców, bo takie były straty wroga po 63 dniach powstania. Cena czego? Bo przecież nie zwycięstwa. Powstanie Warszawskie to nie tylko jedna z największych tragedii naszego narodu, ale i jedna z największych jego klęsk.

    Prezydent mówił o tym, że Polska (tu z obrzydzeniem dodał — Ludowa), nie była tą, o której powstańcy śnili, i której powrotu oczekiwali. Tak jakby nie wiedział, że na powrót sanacyjnej dyktatury nikt w naszym kraju nie czekał. Już po klęsce wrześniowej w tworzonym na emigracji rządzie nie znaleźli się przedstawiciele sanacji. Może nie każdy oczekiwał Polski socjalistycznej, ale na pewno nikt nie oczekiwał powrotu zbankrutowanej Polski sanacyjnej z uprzywilejowaną pozycją burżuazji, ziemiaństwa i duchowieństwa, której sukcesorem czuje się obecny prezydent i partia rządzaca. Nie mówiąc już o tym, że w Powstaniu brała udział nie tylko Armia Krajowa, ale także Armia Ludowa, Polska Armia Ludowa, Syndykaliści i wiele innych oddziałów wojskowych o lewicowym rodowodzie politycznym, czy też żołnierze armii Berlinga, którzy sforsowali Wisłę i przyszli na pomoc powstańcom i o jakiejś swojej Polsce tez marzyli. O czym pan prezydent stara się nie pamiętać, ewentualnie nazywa ich „komunistycznymi zdrajcami".

    Rocznica Powstania Warszawskiego
    © AFP 2018 / Janek Skarzynski
    Wśród moich rozmówców byli też jednak i tacy, którzy wyrażali odmienne zdanie niż prezydent. Najtrudniej o refleksje wśród żyjących jeszcze powstańców. A trzeba pamiętać, że ci, którzy jeszcze żyją, w czasie Powstania mieli po kilkanaście lat i rozumowali zupełnie inaczej. Dobrze obrazuje to wczorajsza wypowiedź Zbigniewa Galperyna, wiceprezesa Zarządu Głównego Zwiazku Powstańców Warszawskich, którego nadal nie stać na dojrzałe refleksje. Wspomina z dumą, że w chwili wybuchu Powstania miał 15 lat i mimo tego nie wahał się ani chwili, czy wziąć w nim udział. Podobnej wypowiedzi udzieliłby nam dziś będący w jego wieku gimnazjalista. Bo przecież nie mimo 15 lat nie wahał się iść do powstania, ale właśnie dlatego się nie wahał, bo miał 15 lat. Starsi powstańcy już nie żyją. Prawem młodych jest być nieodpowiedzialnym i beztroskim i można im wybaczać. Inaczej, jeśli chodzi o ludzi dojrzałych, od których odpowiedzialności oczekujemy, zwłaszcza, gdy ich decyzje mają wpływ na losy całej Warszawy i jej mieszkańców.

    W Powstaniu nie zginął żaden jego wyższy dowódca. Żaden z tych, którzy zadecydowali o jego wybuchu. Podobnie, jak we wrześniu 1939, gdy sanacyjne władze uciekały z Polski przez Zaleszczyki do Rumunii, kazali się Warszawie bronić, gdy sami już popijali szampana, tak ci wszyscy dożyli szczęśliwie końca wojny.

    Co dziesiąty powstaniec miał jakąkolwiek broń. Reszcie gen. Chruściel wydał rozkaz by gołymi rękami, czy też „uzbrojonymi" w kije, zdobyli ją sobie na wrogu, a kto nie ma na to odwagi, powinien dostać kulę w łeb. Młodym ludziom, rwącym się do walki ze znienawidzonym okupantem powiedziano, że to kwestia kilku dni, bo za chwile do Warszawy wkroczy Armia Czerwona, z którą jednak nic nie ustalano. Ale tak można było powiedzieć podwładnym, bo ci ufali swojemu dowództwu, bo nawet nie przypuszczaliby, ze może być inaczej. Miało być tak jak w Paryżu, gdzie mieszkańcy miasta chwycili za broń wtedy, gdy Niemcy miasto już praktycznie opuścili. Padło parę strzałów i Paryż był wolny. Nie było. Warszawę spotkała rzeź.

    Długo można jeszcze debatować czy przywódcy Powstania, bezpośrednio odpowiedzialni za jego wybuch, byli złymi nie rozeznanymi w sytuacji na froncie dowódcami, którzy nie mieli pojęcia, że Niemcy właśnie ściągnęli kilka dywizji pancernych i rozpoczęli kontrofensywę na prawym brzegu Wisły; że Armia Czerwona jest wyczerpana operacją Bagration, która wyzwoliła całą Białoruś, przekroczyła Bug i podeszła pod Warszawę czekając na uzupełnienia amunicji; że nie przyjdzie powstańcom na pomoc nikt, ani ze Wschodu ani z Zachodu…  czy też byli tak złymi i cynicznymi ludźmi? Czy naprawdę wierzyli w swej naiwności, że powstanie może się zakończyć sukcesem, czy też, mimo, że zdawali sobie doskonale sprawę, iż nie miało ono żadnych szans powodzenia, mimo to do powstania doprowadzili, bo było im potrzebne jako ostatnia możliwość wpłynięcia na polityczne losy powojennej Polski i własnej uprzywilejowanej w niej pozycji?

    Wskazówką do odpowiedzi na to pytanie niech będzie wypowiedź generała Okulickiego, który należał do najbardziej zagorzałych zwolenników wybuchu powstania za wszelką ceną. Powiedział on na jednej z narad, że „Polska musi spłynąć krwią, by wstrząsnąć sumieniem świata". Przy takim obojętnym wobec mieszkańców Warszawy podejściu im więcej tej krwi spłynie, tym lepiej. Im więcej cierpienia i ofiar tym wieksza szansa na wstrząśnięciem opinia publiczną świata. Nawet tego skutku ci cyniczni ludzie nie osiągnęli.

    Tu przypomina mi się postać Szmula Zygielbojma, którego marsz pamieci odbył się kilka dni temu, a który informował zachodnie rządy o tragicznej sytuacji Żydów w Polsce i nie mogąc przełamać muru obojętności targnął się na własne życie, by w ten sposób „wstrząsnąć sumieniem Zachodu". Niezależnie co myślimy o sensie takiego  poświęcenia, to jemu też tymi sumieniami wstrząsnąć się nie udało. Różnica polega na tym, że Zygielbojm, by osiągnąć pomoc dla swego narodu poświęcił własne życie, a Okulicki, by osiągnąć coś dla siebie i dla swej „elity", poświęcił całe miasto i jego mieszkańców sam wychodząc z Warszawy bez szwanku.

    Równoległych imprez w Warszawie odbyło się kilkanaście. Przez najbliższe 63 dni ma być ich ponad 300. 1 sierpnia Krakowskim Przedmieściem przemaszerowała też skrajna prawica z okrzykami o „śmierci wrogom ojczyzny" i jak zwykle, że oni „sierpem i młotem czerwoną hołotę". Interesujący okazał się „Marsz Milczenia", oddolna inicjatywa obywatelska, która zadebiutowała w ubiegłym roku. To chyba jedyny sensowny sposób, by w milczeniu, godnie i z szacunkiem uczcić pamięć ofiar jakie poniosła Warszawa w 1944 roku, którego przesłaniem z całą pewnością mogłoby być zdanie — Nigdy więcej! Marsz zaczął się na ulicy Kilińskiego, w miejscu gdzie od wybuchu niemieckiego czołgu pułapki zginęło 300 osób. Zakończył się na ulicy Waliców, gdzie do dziś dnia stoi jedna z nielicznych ocalałych z Powstania, kamienica z tamtych czasów. Oba miejsca są symboliczne. Pierwsze przypomina czym było tak kolorowo dziś przedstawiane Powstanie jako element popkultury. Że to była autentyczna rzeźnia. Drugie, to miejsce, które ocalało, nie dzięki Powstaniu, ale mimo tego, że do niego doszło.

    W moim filmie ostatnia wypowiedź to właśnie wypowiedź powstańca, uczestnika tego marszu.

    Moja rodzina nie walczyła w Powstaniu. Była jednak jego zakładnikiem. Powstanie pamiętam z opowieści babci, której matka i siostra spaliły się żywcem w piwnicy jednej z warszawskich kamienic. Z szacunku dla wielu ludzi, słów babci o powstaniu nie przytoczę.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    „Kluczem do sukcesu każdego kraju jest nie przeszłość, a przyszłość"
    Co może zyskać Polska, żądając od Rosji reparacji
    Fasolka i czosnek u Ikonowicza
    Tagi:
    Powstanie Warszawskie, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz