09:02 22 Wrzesień 2018
Na żywo
    Praska Wiosna, 1968 rok

    „Praska Wiosna": Mieliśmy niesmak jako Polacy, ogromny wstyd

    © Sputnik . Yuryi Abramochkin
    Opinie
    Krótki link
    256

    Równo 50 lat temu, 21 sierpnia 1968 roku wojska ZSRR i czterech państw socjalistycznych - Polski, Węgier, NRD i Bułgarii - dokonały inwazji na terytorium Czechosłowacji.

    Był to koniec okresu liberalizacji politycznej, nazywanego Praską Wiosną, który trwał niecałe osiem miesięcy, a rozpoczął się 5 stycznia 1968 roku, kiedy sekretarzem Komunistycznej Partii Czechosłowacji został reformator Alexander Dubcek

    W nocy z 20 na 21 sierpnia rozpoczęła się operacja „Dunaj", w ramach której na terytorium kraju wkroczyły wojska państw Układu Warszawskiego, żeby, jak brzmiało oficjalne sformułowanie, „udzielić braterskiej pomocy narodowi czechosłowackiemu". Największy kontyngent wysłał w tym celu Związek Radziecki — ok. 500 tys. żołnierzy i około 5 tys. czołgów.

    Czechosłowacka armia nie stawiała oporu, spontaniczne protesty przeciwko inwazji się zdarzały, ale były raczej sporadyczne. Po kilku dniach nieuniknionego chaosu sytuacja się uspokoiła. Według ostatnich danych czeskich i słowackich historyków, w wyniku wydarzeń, towarzyszących wprowadzeniu wojsk, do końca 1968 roku zginęło 137 cywilów. Zgodnie z szacunkami strony rosyjskiej w ciągu pierwszego miesiąca po wkroczeniu do republiki straty radzieckich wojsk wynosiły 12 osób.

    Wywiezione do Moskwy czechosłowackie władze podpisały akt kapitulacji i porzuciły reformatorskie plany. W kwietniu 1969 roku zamiast Dubceka przywódcą kraju został Gustav Husak — i na 20 lat w republice zapanowała „normalizacja", która zakończyła się dopiero dzięki „Aksamitnej rewolucji" w 1989 roku. A de facto — rozpadowi bloku socjalistycznego.

    O wydarzeniach tamtych lat opowiedział Sputnikowi również Jan Čarnogursky — jeden z byłych dysydenckich liderów, który dwa tygodnie po wyjściu z więzienia w 1989 roku został pierwszym wicepremerem nowego, postkomunistycznego rządu Czechosłowacji, a jakiś czas później premierem Słowacji.

    W tamtym czasie jako student wydziału prawa na Uniwersytecie Karola brał udział w ćwiczeniach wojskowych na zachodzie kraju. O godz. 2.00 w nocy garnizon dowiedział się o inwazji obcych wojsk. Nad ranem miasto otoczyły radzieckie czołgi, a nad głowami latał śmigłowiec — wspomina Čarnogursky.

    Gdyby prezydent kraju, który zgodnie z Konstytucją jest również głównodowodzącym Sił Zbrojnych Ludvik Svoboda wydał armii rozkaz walki zbrojnej, to tak — byłem gotów strzelać do żołnierzy radzieckich. Mentalnie byłem na to gotowy. I nie ja jeden miałem takie nastawienie. Ale ogólnie rzecz biorąc czechosłowacka armia nie była przygotowana na to, by stawić opór. Z wojskowego punktu widzenia nie miało to sensu. Już w pierwszych godzinach obce wojska wzięły pod kontrolę praktycznie całe terytorium kraju. Oprócz tego w historii Czechów i Słowaków nie ma tradycji prowadzenia walki, skazanej z góry na klęskę — powiedział Čarnogursky.

    Bez wątpienia stosunek do ZSRR bardzo się wtedy pogorszył — podkreślił.

    — Nieważne, ile lat nie minęłoby od wydarzeń z sierpnia 1968 roku, do tej pory jest to bardzo mroczny okres w historii naszego kraju, w pamięci wielu naszych rodaków. Czas leczy jednak rany, rosną nowe pokolenia, dla których tamte wydarzenia to tylko historia, chociaż i bardzo smutna. Niektórzy w dalszym ciągu widzą w Rosji zagrożenie dla naszych krajów, ale wielu się z tym nie zgadza — uważa Čarnogursky.

    Nieprzypadkowo ostatnie sondaże na ten temat, przeprowadzone zresztą nie przez nas, a przez zagraniczne ośrodki pokazują, że na przykład Słowacy odnoszą się do Rosji i Rosjan lepiej, niż wszystkie inne narody w Europie Środkowej — powiedział na zakończenie Jan Čarnogursky.

    W Polsce wydarzenia "Praskiej Wiosny" budziły gorące emocje. Stanisłąw Remuszka, polski publicysta, który był wówczas 20-letnimk studentem, wspomina, że wiadomość o interwencji w Czechosłowacji spadła na młodych Polaków jak "grom z jasnego nieba".

    — Miałem wtedy 20 lat. Dla dwudziestolatka żyjącego ideami, ideałami i takim ogromnym poczuciem sprawiedliwości — a jak wiadomo przede wszystkim młodzi są wyczuleni na te wartości — to dla mnie był szok. Byłem wtedy, pamiętam to doskonale, na obozie pod Warszawą, i nagle jak grom z nieba wiadomość o inwazji na Czechosłowację. Oczywiście dziś człowiek z lektur rozmaitych wie więcej, ale wtedy mi się to w ogóle nie kojarzyło z żadną polityką i nie rozumiałem tego. Wcześniej napływały wiadomości, że są w tym kraju słuszne ruchy zmierzające do demokracji, do uniezależnienia się od jakiś wpływów zewnętrznych.

    Sprzyjaliśmy duchowo tym doniesieniom, ale nie powiem, żebyśmy specjalnie się tym zajmowali. I nagle wiadomość bardzo konkretna — wmaszerowały wojska Układu Warszawskiego i spacyfikowały błyskawicznie tę sytuację. Potem człowiek się dowiadywał różnych szczegółów. Z dzisiejszego punktu widzenia powiem, że Czesi zachowali się rozsądnie. Przy gigantycznej militarnej przewadze wojsk Układu Warszawskiego nie było żadnej szansy na zbrojny opór, a jeśliby on był, to byłby zmiażdżony krwawo. Czesi zapewne pamiętali Węgry i 1956 rok i uchronili się przed tym. Ale oznaczało to zahamowanie przemian, zainstalowanie nowej władzy. Sekretarzem został pan Husak z nadania moskiewskiego.

    Wśród młodzieży było wielkie poczucie solidarności i oburzenie, ale niczym innym nieprzejawiające się. Myśmy nie wyszli na ulice demonstrować. Po prostu byliśmy przeciwni czemuś takiemu. Mieliśmy również taki niesmak jako Polacy. Ogromny wstyd, ponieważ została naruszona, jakkolwiek kulawa, ale jednak niepodległość bratniego państwa.

    Na pytanie, czy takie wydarzenia z przeszłości powinny obecnie rzutować na stosunek współczesnych Czechów na przykład do Rosji, do innych krajów, Remuszka odpowiada, że zdecydowanie nie.

    — Zdecydowanie nie. Chociaż to trudno jest powiedzieć, bo to jest sumienie i odczucia samych Czechów, którzy zostali wówczas tym dotknięci. A z drugiej strony to było jednak pół wieku temu. Narodziło się nowe, młode pokolenie, które nie pamięta tych złych, strasznych chwil, jak ta agresja, inwazja. Oczywiście było to w interesie całej ówczesnej wspólnoty socjalistycznej. Czy młodzi współcześni Czesi powinni tym żyć? Ja nie sądzę, żeby oni żyli. Myślę, że jest to temat raczej dla osób starszych, dla świadków tamtych wydarzeń oraz ogólnej refleksji. To są już wspomnienia. Tym bardziej, że obecnie nastąpiły takie zmiany na świecie i w naszej strefie i uważam, że Rosja niczym w żaden nie zagraża nikomu — powiedział Stanisław Remuszko.

    Zobacz również:

    Stocznia Gdańska ocali Polskę przed natowskim second handem?
    Amerykanie wiedzą, że sankcje nie wywierają wpływu na Rosję
    Szwecja: zderzenie z ptakiem spowodowało katastrofę myśliwca
    Tagi:
    inwazja, Praska Wiosna, Praga, Czechosłowacja, ZSRR
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz