20:23 19 Wrzesień 2018
Na żywo
    Żniwa

    Za błędy polityków płaci polski rolnik

    © Sputnik . Aleksandr Kriażew
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    5443

    Susza zbiera żniwa na całym świecie. W Polsce oznacza to głównie problemy dla sektora rolniczego, który i bez tego ma się o co martwić.

    Korespondent Sputnika Leonid Sigan porozmawiał na temat sytuacji w polskim rolnictwie z Michałem Kołodziejczakiem, liderem protestujących rolników i założycielem Unii Warzywno-Ziemniaczanej, nazywanym „nowym Lepperem". Kołodziejczak stawia na „kulturalne, pokojowe manifestacje", dlatego np. w Sieradzu rozsypał kilka ton kapusty, a w niedużych miastach organizował protesty na przejściach dla pieszych

    — W Polsce panuje susza. Producenci warzyw i owoców mają ogromne problemy. Rzecz jasna, zwrócili się do władz o pomoc. Jakie były żądania rolników i czy zostali usłyszani?

    „Po reakcji rządu można powiedzieć, że rolnicy nie zostali usłyszani. Dzisiaj w telewizji mowa o tym, że rolnicy dostaną 1000 złotych dopłaty do każdego hektara z powodu suszy. Jednak z informacji, które my otrzymujemy, wynika, że ta pomoc nikomu nie przysługuje. Na przykład moje gospodarstwo zdaniem urzędników w ogóle nie kwalifikuje się do pomocy nawet w kwocie złotówki. W tej chwili pomoc w Polsce nie funkcjonuje" — mówi Kołodziejczak.

    Pomimo całej różnorodności polskiego rynku rolnego kraj zderza się z problemem konkurencji z zagranicy, co również nie pomaga.

    „Konkuruje w tej chwili nie tylko Europa Zachodnia, która do tego momentu dominowała. Konkuruje również rynek ukraiński zwłaszcza, jeśli chodzi o produkcję zbóż.  Przeszkodę też stanowią głupie przepisy, które w Polsce obowiązują. Podmioty, które chcą się łatwo dorobić na handlu zagranicznym towarem, wprowadzają klienta w błąd, sprzedając zagraniczny towar jako polski. Wiedzą, że w Polsce panuje bardzo duży patriotyzm konsumencki. Polacy chcą kupować polskie produkty, a oni to wykorzystują" — twierdzi rozmówca, zwracając też uwagę na „taryfę ulgową" dla ukraińskich rolników, co jest niesprawiedliwe w stosunku do Polski.

    „Unia Europejska zgodziła się na wwiezienie półtora miliona ton zboża bez cła. Jak można było się zgodzić na to, jeśli to zboże może być traktowane środkami do ochrony roślin zabronionymi w Polsce? Jak może być tak, że zboże z Ukrainy, gdzie z ASF się nie walczy, może spokojnie wędrować po Polsce, a w Polsce ze stref ASF nie wolno sobie dowolnie przewozić zboża, aby go nie rozprzestrzeniać?" — stawia pytanie Kołodziejczak.

    Zdesperowani są także polscy sadownicy. Produkowanie owoców już im się praktycznie nie opłaca. Nie słychać już hasła sprzed kilku lat, by „jeść jabłka na złość Putinowi". Na początku sierpnia miały miejsce masowe protesty. Polskie produkty rolne — warzywa, owoce — przed wprowadzeniem embargo były bardzo popularne w Federacji Rosyjskiej — ogromnym rynku od Kaliningradu po Władywostok. A jak jest teraz?

    „Tutaj należy zwrócić uwagę na jedną rzecz. Moje gospodarstwo, gospodarstwo moich rodziców handlowało z Rosjanami — to było 100% produktów wytworzonych przez nas. Oprócz tego to były więzi przyjacielskie. To były znajomości długoletnie. Oni wiedzieli, że dostają od nas towar bardzo dobry, bardzo wysokiej jakości, który odpowiadał wymogom rynku rosyjskiego. Niestety, nieodpowiednia polityka przyczyniła się do tego, że te więzy handlowe zostały zerwane, a więzy przyjacielskie zostały mocno nadszarpnięte. Polscy rolnicy zapłacili za nieodpowiednią politykę międzynarodową polskich władz, przy czym nie tylko obecnych, lecz też poprzednich. Warto tu przypomnieć słowa Churchilla, który powiedział, że wróg i przyjaciel to nie są rzeczy stałe, a interes to jest rzecz stała. My polscy rolnicy w żaden sposób nie traktujemy Rosji jako wroga i tak samo jako wroga nie traktujemy żadnego innego kraju w Unii Europejskiej. My chcemy z każdym dobrze żyć, a tym bardziej z tymi, z którymi już wypracowaliśmy odpowiednie struktury współpracy" — mówi ekspert.

    Kołodziejczak był członkiem Prawa i Sprawiedliwości, jednak został wyrzucony z partii za organizowanie protestów.

    „Za co? Za normalność. Mogę powiedzieć jasno, że wyleciałem za to, że chciałem, by było normalnie w Polsce. Za to, że podjąłem się organizowania polskich rolników, że upomniałem się o ich prawa. Niestety w Polsce nie tylko PiS, ale wszystkie inne partie skonstruowane są w ten sposób, że nie mają działać według interesu społecznego, lecz według interesu danej partii. W Prawie i Sprawiedliwości człowiek ceniący sobie normalność nie może czuć się swobodnie, bo tej swobody nie posiadamy. Nad tym bardzo ubolewam. W ludziach kreuje się ciągle zasadę dzielenia i rządzenia. Dzieli się nas z całym światem. Niestety bardzo mocno robi to Ameryka" — podsumował założyciel Unii Warzywno-Ziemniaczanej.

    Zobacz również:

    Polska - outsider w samym sercu Europy
    Stocznia Gdańska ocali Polskę przed natowskim second handem?
    Polski drób pojedzie do Rosji
    Tagi:
    plony, sankcje, susza, rolnictwo, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz