15:08 12 Grudzień 2018
Na żywo
    Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko na konferencji prasowej w Belgradzie, Serbia

    Widmo rewolucji: po co Poroszenko straszy Ukraińców

    © AP Photo / Darko Vojinovic
    Opinie
    Krótki link
    Igor Silecki
    2301

    Ukraińscy politycy stopniowo rezygnują z pseudopatriotycznej retoryki i zaczynają straszyć swoich obywateli. Prezydent Poroszenko sam opowiada o agentach Kremla, którzy tylko czekają, aż skończy się jego kadencja, żeby momentalnie przejąć Ukrainę. Oponenci przywódcy grożą z kolei rewolucją, która wybuchnie, jeśli Poroszenko pozostanie u władzy.

    Pawło Klimkin
    © Sputnik . Victor Tolochko
    Apokaliptyczną wizję nakreślił Gieorgij Tuka — ukraiński wiceminister ds. „ czasowo okupowanych terytoriów". Prognozy Tuki dla Ukrainy nie są najlepsze: jest on przekonany że w wielu regionach wybuchnie rewolucja, jeśli u władzy po wyborach prezydenckich pozostanie Petro Poroszenko. Polityk uprzedza też, że mogą zacząć się „bardzo negatywne procesy", które wykorzystają „przyjaciele ze Wschodu".

    Sam Poroszenko rozmawiał tymczasem z weteranami. Prezydent przyznał, że jest bardzo zmartwiony nastrojami w kręgach ukraińskich polityków — dziwi go ogromna liczba tych, którzy podzielają zdanie Władimira Putina odnośnie sytacji na Ukrainie. Według Poroszenki to, że niektórzy ukraińscy politycy „powtarzają tezy Moskwy" i zgadzają się z Putinem można wytłumaczyć tylko ich zaślepieniem w politycznej walce. Później polityk wezwał na Twitterze swoich zwolenników do rozpoczęcia „wojny informacyjnej z rosyjską propagandą".

    Dziewczyna z flagą Ukrainy
    © Sputnik . Pavel Palamarchuk
    Do „trąb ukraińskiej apokalipsy" przyłączył się również szef MSZ kraju Pawło Klimkin. Ubolewa on, że wielu Ukraińców nie zdaje sobie sprawy, z tego co tak naprawdę dzieje się w kraju, a rzeczywistość to nic innego jak wojna z Rosją. Zresztą nie ma się tak w ogóle czemu dziwić. Jeszcze w 2015 roku Rada Najwyższa przyjęła uchwałę, w której uznała Rosję za „kraj-agresora". Kijów twierdzi, że Moskwa ingeruje w sprawy Ukrainy i bierze udział w konflikcie na Donbasie. Rosyjskie MSZ nazwało te oskarżenia „publicznymi insynuacjami", niepopartymi żadnymi dowodami.

    Z prawnego punktu widzenia próby Kijowa zrobienia z Rosji agresora nie mają racji bytu. Istnieje przecież definicja stanu wojny, przyjęta przez ONZ — i stosunki ukraińsko-rosyjskie nie mają z nią  nic wspólnego. Mimo to nie wolno całkowicie ignorować słów Klimkina — wpisują się one bowiem w schamat kampanii wyborczej Petra Poroszenki — uważa politolog Rościsław Iszczenko.

    „Petro Poroszenko wybrał drogę radykalizacji sytuacji, znalazł poparcie wśród najbardziej proradykalnych sił, które rzeczywiście próbują pogłębić wojnę domową i rozpętać wojnę poza granicami kraju. Po tym wględem oświadczenie Klimkina, będące jednym z kroków na drodze do zaostrzenia sytuacji może budzić niepokój" — podkreślił Iszczenko.

    Kiedy podobnych, na pierwszych rzut oka szalonych wypowiedzi jest zbyt dużo i padają one prawie codziennie, to prędzej czy późnej ilość przechodzi w jakość. Wydawałoby się, że jeszcze wczoraj nic się nie działo, a dziś już wybuchła wojna. I ukraińska elita rzeczywiście próbuje doprowadzić sprawę do otwartego konfliktu.

    Jeśli chodzi o ryzyko wybuchu rewolucji, to zdaniem ekspertów warunki do rozruchów społecznych w niektórych ukraińskich regionach rzeczywiście są sprzyjające. Napięta sytuacja panuje nie tylko w  obwodach południowo-wschodnich, ale także zachodnich terytoriach kraju. Tymczasem w opinii dyrektora Instytutu krajów członkowskich Wspólnoty Niepodległych Państw Władimira Żarychina, Gieorgij Tuka wystąpił ze swoim oświadczeniem w tylko jednym celu — by dostać dofinansowanie. Ma on zamiar wzmocnić swoje struktury siłowe w tych regionach i przy ich pomocy stłumić ewentualne protesty.

    Jak podkreślają analitycy, problemy gospodarcze na Ukrainie dopiero się zaczynają, tak więc zakrojone na szeroką skalę demonstracje społeczne mają pod sobą pewny grunt. Całkiem możliwe, że cierpliwość niezadowolonych Ukraińców skończy się przed wyborami na prezydenta: rozruchy mogą zacząć się już jesienią, po wyborach parlamentarnych.

    Wyścig o fotel prezydencki ma dobiec końca 31 marca 2019 roku. Portal luga-news.ru prognozuje na przykład, że przyszłym przywódcą Ukrainy będzie „człowiek Kremla". W przeciwnym wypadku w kraju zacznie się trzeci Majdan.

    Dzień Wyszywanki, Lwów
    © Sputnik . Stringer
    Jak na razie swój udział w wyborach prezydenckich potwierdziła oficjalnie tylko liderka „Batkiwszczyny" Julia Tymoszenko. Za potencjalnych kandydatow uważa się Petra Poroszenkę, biznesmena Wadyma Rabinowicza, byłego ministra obrony Anatolija Hrycenkę i lidera „Bloku opozycyjnego" Jurija Bojko.

    Obserwatorzy nie wykluczają, że jednym z czarnych koni wyborów będzie lider ruchu społecznego „Ukraiński wybór", który działa aktywnie na rzecz wymiany jeńców w Donbasie — Wiktor Miedwiedczuk. Sam nie potwierdził jak na razie swoich ambicji prezydenckich, ma też zerowe rankingi. Eksperci dopuszczają jednak możliwość, że doświadczony polityk może zręcznie wykorzystać pokojowe inicjatywy Poroszenki na swoją korzyść i nie wiadomo wówczas, kto z nich zwycięży w drugiej turze.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Ukraina pogrążona w długu: jak to się skończy?
    Ukraina: Nie będziemy napadać na Krym
    Ukraina „będzie się mścić" za wizytę Putina na weselu w Austrii
    Ukraina blokuje dostęp do rosyjskiego tankowca
    Tagi:
    Julia Tymoszenko, Petro Poroszenko, Rosja, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz