06:49 23 Wrzesień 2018
Na żywo
    Straż przybrzeżna Ukrainy na Morzu Azowskim

    „Terroryzm morski": kto ma rację na Morzu Azowskim i co USA do tego

    © AFP 2018 / Alexander Khudoteply
    Opinie
    Krótki link
    Igor Gaszkow
    4750

    Waszyngton oskarża Moskwę o działanie na szkodę interesów gospodarczych Kijowa na Morzu Azowskim: z powodu zaostrzonych kontroli ukraińskich okrętów wpływających na rosyjskie wody terytorialne porty Mariupol i Berdiańsk ponoszą duże straty.

    Rosja obarcza odpowiedzialnością za tę sytuację Ukrainę, wskazując na zatrzymania rosyjskich statków i uznając je za niedopuszczalne. Rosyjscy eksperci są zgodni, że Waszyngton udzieli Ukrainie moralnego wsparcia, ale nie będzie rekompensować jej strat finansowych. Dlatego Kijów tak czy inaczej będzie musiał dogadać się z Moskwą.

    Batalie o Morze Azowskie

    Sytuacja na Morzu Azowskim pogarsza się od początku roku. W marcu Ukraina zatrzymała statek rybacki „Nord", oskarżając jego kapitana Władimira Gorbienkę o naruszenie procedur wjazdu na Krym i działanie „na szkodę interesów narodowych Ukrainy". Moskwa uznała postępowanie Kijowa za „terroryzm morski" — aresztowany Gorbienko dopóki nie wypuszczono go za kaucją dwukrotnie miał atak nadciśnienia złośliwego w ukraińskim więzieniu.

    W sierpniu władze kraju zablokowały tankowiec „Mechanik Pogodin" w porcie Chersonia. Na pokładzie znajdowało się dwunastu członków załogi — obywateli Rosji. Powodem zatrzymania było to, że budowę statku finansowała firma „WEB-Leasing", którą Kijów wpisał na listę sankcyjną. Właśnie na tej podstawie Ukraina do tej pory nie chce oddać okrętu właścicielom.

    Rosyjski rząd odpowiedział zwiększeniem kontroli granicznych w swojej części Morza Azowskiego. Według danych Ukrainy w sierpniu co najmniej 150 statków miało problemy na drodze do Mariupola i Berdiańska: jednostki oczekują na granicy czasami po dwa-trzy dni. Ukraińskie porty morskie ponoszą straty, ponieważ firmy wybierają inne trasy dostawy ładunków.

    Jednak działania Rosji są całkowicie zgodne z prawem międzynarodowym i rosyjsko-ukraińską umową odnośnie wspólnego korzystania z Morza Azowskiego z 2003 roku.

    Siła kontra prawo

    Ukraińscy radykałowie coraz częściej apelują, by odpowiedzieć Rosji siłą. W Radzie Najwyższej został zarejestrowany projekt ustawy, który zakłada jednostronne zerwanie porozumienia z 2003 roku.

    Rząd kraju jest jednak przeciwny. Według wiceminister spraw zagranicznych Ukrainy Oleny Zerkal denonsacja umowy osłabiłaby pozycję Kijowa, ponieważ w rewanżu Rosja może zainicjować spór terytorialny. Jej zdaniem zachowanie statusu quo jest „kwestią bezpieczeństwa" dla Ukrainy.

    Taki punkt widzenia w ukraińskiej klasie politycznej podzielają jednak nie wszyscy.

    W lipcu były dowódca Marynarki Wojennej Ukrainy wiceadmirał Sierhij Hajduk powiedział, że należy zaminować Morze Azowskie. Według niego Moskwa prowadzi „ofensywę" w tym akwatorium i należy ją powstrzymać przy pomocy wszystkich możliwych środków. Obecny szef Sztabu Generalnego i naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy Wiktor Mużenko również zaleca podjęcie radykalnych kroków: większą militaryzację akwatorium i eskortowanie jednostek statkami patrolowymi.

    Kijów liczy w tej kwestii na pomoc USA i NATO. Minister ds. spraw tak zwanych czasowo okupowanych terytoriów i osób przesiedlonych Gieorgij Tuka powiedział, że na prośbę Kijowa na Morzu Azowskim mogą pojawić się kontyngenty ONZ i NATO. Jak na razie żadne oficjalne wnioski w tej sprawie nie wpłynęły jednak do żadnej organizacji międzynarodowej.

    Kijów bez asa w rękawie

    Na tym tle ingerencja Departamentu Stanu USA to jedyny sukces dyplomatyczny Ukrainy. Jednak nie da się go nazwać ostatecznym: Waszyngton, ignorując w swoim oświadczeniu przejęte przez Ukraińców rosyjskie statki, nie wyraził również gotowości, by na poważnie wstawić się za Kijowem. Tym bardziej że straty, które ponosi Ukraina, to straty finansowe.

    A pomoc pieniężna Waszyngtonu jest minimalna. Jedyny sposób, by uniknąć dalszych strat, to dogadać się z Moskwą. To stoi jednak w sprzeczności z polityką Petra Poroszenki, skierowaną na konfrontację z Kremlem.

    W rozmowie ze Sputnikiem dyrektor kijowskiego Centrum Badań Politycznych i Konfliktologii Michaił Pogrebiński powiedział, że wierzy w możliwość pokojowego rozwiązania sytuacji, ponieważ Ukraina nie ma żadnych asów w rękawie. „Zakończenie eskalacji leży całkowicie w interesach Kijowa. Tym bardziej że jest to precedens. Po raz pierwszy od dłuższego czasu na wrogą, antyrosyjską akcję — przejęcie statku  «Nord»  — Ukraina otrzymała szybką i zdecydowaną odpowiedź.

    Kijów rozpatruje wsparcie Waszyngtonu jako «carte blanche». Ale jest to błąd. Stany Zjednoczone nie kompensują strat finansowych, a te cały czas rosną" — powiedział ekspert.

    Zdaniem politologa propozycja wojskowych, by konwojować ukraińskie okręty, które wpływają na Morze Azowskie, nie ma żadnych perspektyw.

    Na podstawie umowy z 2003 roku Rosja ma prawo kontrolować statki na swoich wodach terytorialnych. Jeśli przypłyną z konwojem, będzie to oznaczać, że zostanie on rozbrojony. Należy zdawać sobie sprawę, że w przypadku siłowej konfrontacji na ograniczonym terytorium przewagę ma ta strona, która z militarnego punktu widzenia jest silniejsza. I w tym przypadku nie jest to Ukraina — podsumował Pogrebiński.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Macron: Putin marzy o rozpadzie UE
    Brytyjski zespół wystąpił na Krymie i rozzłościł Kijów
    Brazylijskie Muzeum Narodowe w ogniu (wideo)
    Tagi:
    areszt, okręty, port, Chersoń, Morze Azowskie, Rosja, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz