21:05 09 Grudzień 2018
Na żywo
    Widok na Kreml od strony rzeki Moskwy

    Ludmiła Kozłowska - główny agent Kremla

    © Sputnik . Evgeniya Novozhenova
    Opinie
    Krótki link
    Dawid Blum
    348

    Ten wątek musiał się w końcu pojawić. Sęk w tym, że Kozłowska to taki agent, do którego nie chcą przyznawać się ani środowiska prorosyjskie, ani antyrosyjskie, nie mówiąc już o samym Kremlu.

    Dramat powoli zamienia się w komedię, tylko poziom pozostaje niestety zdecydowanie poniżej „Latającego cyrku Monty Pythona". Ludmiła Kozłowska drży o swoje bezpieczeństwo: bowiem, jak wyznała w obszernym wywiadzie Onetowi — „następnym krokiem wschodnich służb po nieudanych próbach zdyskredytowania, jest atak fizyczny".

    O co dokładnie chodzi? Po internecie krążyć mają obciążające Kozłowską dokumenty, a także rzekome sekstaśmy z jej udziałem.

    Garść faktów:

    Zdaję sobie sprawę, że uwaga czytelnika pobiegnie od razu ku materiałom porno, więc spieszę wyjaśnić na samym początku: źródeł tej intrygi szukać należy w Mołdawii.

    — Rzekome sekstaśmy z udziałem Kozłowskiej oraz kazachskiego oligarchy Muchtara Abliazowa (byłego ministra energetyki Kazachstanu) spopularyzować miał inny oligarcha: dla odmiany mołdawski, Vlad Plahotniuc. To nie tylko biznesmen mający opinię „rządzącego Mołdawią z tylnego siedzenia", ale i właściciel klubu nocnego dla VIP-ów. Plahotniuc to znany autor wielu sekskaset, którymi można później szantażować biznesmenów i polityków. Kozłowskiej nie lubi, bo współpracowała z wrogą mu mołdawską opozycją, a także jawnie lobbowała w imieniu innego oligarchy — Veaceslava Platona. Ten z kolei miał wyprowadzić z Rosji kilkadziesiąt miliardów dolarów i teraz odsiaduje wyrok 18 lat pozbawienia wolności. Kozłowska związków z obydwoma biznesmenami — mołdawskim i kazachskim — nigdy się nie wypierała. Jaki dokładnie miały charakter, nie wiadomo. W obszernym wywiadzie dla Onetu twierdzi, że Abliazow był klientem Fundacji.

    — Abliazowa ludzie Kozłowskiej rzeczywiście bronili przed ekstradycją z Paryża do Kazachstanu. Domagała się jej między innymi Rosja po to, aby jego największy wróg Nursułtan Nazarbajew mógł dostać go w swoje ręce. To wykluczałoby się z propagandą forsowaną przez Mołdawię, ponieważ na logikę Władimir Putin chroniłby swojego człowieka, zamiast chcieć go wydać organom ścigania.

    — Finansowanie fundacji: Otwarty Dialog obracał sporymi kwotami od dawna — to nie ulega wątpliwości. Czy swoje cegiełki dokładali do niego znani Kozłowskiej oligarchowie? Takie opinie krążą, nie da się ich jednak na razie jednoznacznie potwierdzić ani jednoznacznie im zaprzeczyć.

    Pewne jest jednak to, że w pierwszych latach hojnie sypał na fundację groszem brat Ludmiły, Petro Kozłowski, biznesmen z Krymu. Do niego właśnie „przyczepił się" na jakimś etapie zafiksowany na szukaniu agentów Kremla Marcin Rey. Rey wywodził, że Petro sprzedawał rosyjskiej zbrojeniówce wyprodukowany w swoich sześciu firmach (Płosk, PWC Majak, Siewastopolskij Majak, Tinos, ZSS i ZSS Majak) sprzęt. Kozłowska zaprzeczała. Twierdziła, że po 2014 nastąpiło wrogie przejęcie zakładów przez Rosjan, a Petro musiał ratować się ucieczką do Stanów.

    Rey dopatrzył się jednak, że Petro w dokumentach oficjalnie nadal figuruje jako współwłaściciel. Nawet jeśli brat Kozłowskiej nadal kontroluje spółki — to nadal trudno tu się doszukiwać innych pobudek poza biznesowymi. Nazywanie go „agentem Kremla" byłoby sporą nadinterpretacją. Nie takie biznesy robi i robiło się na wojnie, choćby na Bliskim Wschodzie. Kozłowska szumnie zapowiadała, że pozwie autora bloga „Rosyjska V Kolumna w Polsce", ale na razie pozew nie wpłynął. Prawdą jest natomiast, że polskie władze nie reagowały na monity Reya i zaczęły się baczniej przyglądać finansom Otwartego Dialogu po buntowniczym antyrządowym tekście Bartosza Kramka.

    — Pokaźne przelewy: rzeczywiście fundacja otrzymywała je od firmy Silk Road należącej do Bartosza Kramka (sama firma notowała straty). Jego kontrahentami były firmy rejestrowane w rajach podatkowych.

    — Kozłowska twierdzi, że środowiska, które chcą ją zdyskredytować to „jeden krąg znajomych". Tylko czy Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, posłowie PiS, Marcin Rey i Agnieszka Romaszewska-Guzy to na pewno jedno towarzystwo? Nie do końca. Od Kozłowskiej odcinają się zarówno środowiska zionące do Rosji otwartą nienawiścią, sceptyczne, jak i jawnie prorosyjskie. Nie uwiarygadnia to wersji o „agentce Putina", bo też i jakie jego cele miałaby realizować? „Siać destabilizację"? To wyjaśnienie jest najprostsze, lecz zbyt proste. Takie oskarżenie można sformułować w stosunku do każdego bez wyjątku zaangażowanego dziennikarza lub aktywisty.

    — Podsumowując: widać Otwarty Dialog zalazł za skórę wielu organizacjom. Owszem, sensacyjne, powstające w Mołdawii czy na Ukrainie szpiegowskie doniesienia o fundacji trafiają tu na podatny grunt. Na razie wszystko to pozostaje na poziomie spekulacji — oprócz rejestrów finansowych fundacji, bo po ich prześwietleniu widać istniejącą siatkę towarzysko-politycznych zależności. To zresztą widać po finansowaniu co drugiego NGO-su.

    — Jaki z tego wszystkiego wniosek? Ano najpewniej taki, że rząd PiS spanikował. Postanowił usunąć Kozłowską z pola widzenia po tekście męża „na wszelki wypadek", widząc działające w tle zagmatwane gry państw byłego ZSRR. Wywołało to z kolei sprzeciw opozycji spod znaku PO, która z jakiegoś powodu czuje ciążące na sobie zobowiązanie wobec „młodszej siostry Ukrainy". Więc chętnie podłapuje też antyrosyjskie wątki. Rządowi PiS należy przyznać, że nie przejawia w stosunku do Kijowa tego uniżonego stosunku, który obserwowaliśmy w 2014 i wcześniej, podczas Pomarańczowej Rewolucji. W tym rządzie jednak jedynie Kornel Morawiecki mówi otwarcie, by zaprzestać retoryki straszenia Władimirem Putinem.

    Cóż to więcej dodać. Ludmiła Kozłowska twierdzi teraz, że boi się o swoje życie. Portal Onet, który opublikował z nią ów przełomowy wywiad, gdzie pada to wyznanie —  podobnie jak media w Mołdawii czy na Ukrainie cynicznie podbija sobie klikalność aferą, która została nieproporcjonalnie rozdmuchana „bo chodzi o Ukrainkę".

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Zdaniem Berlina Snowden może być agentem Kremla
    Amerykanie chcą się bronić przed „agresją Kremla"
    Agenci Kremla i wojna hybrydowa: ABW w służbie lepszego trollingu
    Kreml skomentował poprawkę do ustawy o zagranicznych agentach
    Kreml jest zaniepokojony doniesieniami o śledztwie FBI przeciwko agencji Sputnik
    Tagi:
    finanse, skandal szpiegowski, polityka, Prawo i Sprawiedliwość, Otwarty Dialog, Nursułtan Nazarbajew, Władimir Putin, Ludmiła Kozłowska, Ukraina, Mołdawia, Polska, Moskwa, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz