09:48 17 Październik 2018
Na żywo
    Pałac Kultury i Nauki. Warszawa.

    Ludwik Stomma: Polska awansu społecznego. Cz. 2.

    © Sputnik . Krzysztof Żurek
    Opinie
    Krótki link
    Robert Walenciak
    8352

    Trzeba powoli przywracać prawdziwą historię i skomplikowane polskie losy.

    Prof. Ludwik Stomma — antropolog kultury, pisarz, publicysta. Zanim w 1981 r. wyemigrował do Francji, gdzie w 1983 r. został profesorem Sorbony, był wykładowcą na UW, UJ i KUL, pracował również w Instytucie Sztuki PAN.

    Jest autorem kilkunastu książek naukowych.

    — Czyli sprawa poczucia osobistej godności jest tak ważna? Jak ktoś ma pełny garnek, to drugim jego krokiem są starania o własną godność?

    — Oczywiście. A nawet często godność jest ważniejsza niż ten garnek. Jeżeli popatrzymy na strukturę społeczną okresu wojennego, policzymy chłopów, którzy byli ogromną większością społeczeństwa, zobaczymy, jak nikły był ruch oporu na wsi w stosunku do oporu w miastach, inteligenckiego właściwie. Inteligenckiego i robotniczego. I nagle okazuje się, że chłopi to był ruch oporu.

    A ponieważ to wszystko jest przekłamane i zakłamane, wkłada się wszystko do garnka antykomunizmu i przysłania orłem białym.

    Prof. Ludwik Stomma, antropolog kultury, pisarz, publicysta.
    © Zdjęcie : Krzysztof Żuczkowski
    Prof. Ludwik Stomma, antropolog kultury, pisarz, publicysta.
    — Funkcjonuje dziś taki przekaz, że chłopi cierpieli za PRL, bo władza ludowa chciała kolektywizować. A to, że otrzymali szkoły, szpitale, możliwość awansu, było nieważne. Okoliczność nieistotna.

    — Porównanie sytuacji chłopa w okresie międzywojennym i powojennym, nawet jeśli zakładano PGR, przepraszam bardzo, ale to jest przepaść.

    Czy polscy chłopi, czy nawet PSL, obchodzą rocznicę strajków chłopskich z 1937 r.? 44 zastrzelonych przez policję chłopów, kilkuset aresztowanych?

    — No nie…

    — Zapomniany epizod!

    — Czyli cały czas mamy przebieranie się. Wybieramy sobie „żołnierzy wyklętych" i innych bohaterów, żeby lepiej się czuć we własnych oczach i w oczach pozostałych.

    — Jan Józef Szczepański miał dom w Kasince Małej. W Kasince Małej w okresie międzywojennym był strajk chłopski, w którym zabito kilkunastu ludzi. Otóż nikt ich nie chce pamiętać.

    Natomiast jakieś późniejsze rzekome krzywdy, że w sklepach nie było nic, że stał ocet — to każe się pamiętać.

    — Przecież chłopi są bardzo pragmatyczni, dalecy od romantycznych uniesień. Gdzie zniknął ten pragmatyzm? To trzeźwe spojrzenie na rzeczywistość?

    — Nie zniknął. W ramach tego pragmatyzmu oni wiedzą, o czym mówić, a o czym nie mówić.

    Kiedy robiłem badania na temat stosunku do Żydów podczas wojny, ile się trzeba było nagimnastykować! Dopiero kiedy doszli do wniosku, że ja niby tak samo myślę jak oni, trochę im się usta otwierały. Ale tak — cisza na morzu.

    Jarosław Kaczyński
    © AFP 2018 / WOJTEK RADWANSKI
    Sejm Rzeczpospolitej Polski
    © REUTERS / Agencja Gazeta/Slawomir Kaminski
    Grzegorz Schetyna
    © AFP 2018 / Michal Cizek
    — A w III RP? Pragmatyzm zniknął? Pragmatyczne są ugrupowania inteligenckie, one odwołują się do rozumu. A PiS odwołuje się do emocji.

    — Nie powiedziałbym, że tylko do emocji, bo jest to odwoływanie się do tego, że oni, ten krakówek i ta warszawka, rządzili osiem lat i o ludzi nie dbali, że sądy były niesprawiedliwe, że było źle. I że teraz oni.

    — Że pora na innych? Budujemy nowe elity?

    — Budujemy nowe elity, które uczymy nowej, fałszywej historii i którym wpajamy nowe wartości. Często sprzeczne z wartościami wyniesionymi teoretycznie z domów przez tych ludzi.

    — A skąd niechęć do Polski Ludowej? Rozumiem, że nie było to państwo mlekiem i miodem płynące, ale na pewno nie było takie, jak oni opowiadają!

    — Ależ to jest ściśle sterowana rzecz! Potrzeba pewnego punktu odniesienia, budowania nowej wiary.

    Owszem, to wszystko nie trzyma się kupy, ale jest najlepszym dowodem, że ideologie nie muszą trzymać się kupy.

    — Tylko muszą chwycić? Poruszyć instynkty?

    — Wtedy można się bardzo rozczarować. Ja przecież byłem przekonany, że Polska rzeczywiście doszła do tego, że antysemityzm jest sprawą wstydliwą, że plami. Owszem, mogą być jeszcze gdzieś jakieś antysemickie mumie, ale to margines. I nagle patrzę — a to trysnęło! To było okropne.

    Ta gęba polskiego antysemity! Te artykuły, które po przetłumaczeniu wzbudziłyby we Francji grozę! Jak można udawać, że one są w porządku!

    I jeszcze jedna rzecz — towarzysz Gierek chwalił się, że partia liczy 3 mln członków. Z rodzinami — można powiedzieć, że 10 mln Polaków było jakoś z PZPR związanych.

    I spójrzmy teraz na Polskę — ilu z nich na tę nieżywą już partię ujada, żeby pokazać, że są w porządku.

    — Dziwi to pana?

    — Nie! To znany mechanizm.

    Kiedy nastąpiła restauracja po Napoleonie, najbardziej antynapoleońscy byli właśnie ludzie związani z Napoleonem. Starali się wykazać, że zawsze chcieli Burbona…

    Drugi przykład — ogromna większość Francji siedziała w okresie Vichy cicho, sprawowała urzędy, takie jakie sprawowała itd. I co się dzieje po zakończeniu wojny? Jest nawet mordowanie ludzi! A kto morduje? Wśród mordujących najwięcej jest ludzi skażonych vichyzmem.

    Mitterrand, wysoki urzędnik Vichy, nagle stał się socjalistą! A w Polsce? Mam tyle przykładów w moim otoczeniu. Chociażby profesora z Uniwersytetu Jagiellońskiego, który wstąpił do partii — przecież nie ideowo, ale dlatego, że mieszkanie dostał, o to chodziło. Ale jakim został antykomunistą, gdy tylko zmieniła się władza! Jak pouczał!

    Adam Michnik i Lech Wałęsa. Warszawa
    © Sputnik . Leonid Swiridow
    — Jak więc Polska się zmieniła społecznie w porównaniu z Polską sprzed II wojny światowej? To się wymieszało czy nie?

    — Okres międzywojenny był okresem kolosalnego upodlenia chłopa. Pamięć o tym nie jest zadeklarowana, ale istnieje.

    Jeżeli te warstwy, które potem przyszły i teraz są inteligencją, tak łatwo można szczuć na starą inteligencję, to dlatego, że coś się kołacze. Ta czarna dziura z przeszłości. Bo oprócz tego, że byli upodleni, zabrano im ich historię. To się odzywa.

    Zresztą tzw. świadomi chłopi skarżą się, że bardzo duża część tej nowej klasy wstydzi się przeszłości. I z wielką łatwością łapie się różnych narracji, żeby wypełnić przeszłość jakąś opowieścią.

    — Ale w Szwecji to nie jest problem. Myślę, że we Francji również. Przodkowie, którzy byli chłopami.

    — We Francji wielka przemiana społeczna miała miejsce 150 lat wcześniej niż w Polsce. Bo we Francji starą strukturę społeczną wywróciła do góry nogami wielka rewolucja. Nie wywróciła stosunków ekonomicznych i chłopi bardzo powoli dociągali do średniej krajowej, ale już w armii napoleońskiej — ilu mamy oficerów chłopów! Mamy różne, nie zawsze mądre książeczki o powstaniu w Wandei — to był właśnie opór tamtejszych tradycyjnych chłopów, prowadzonych przez arystokratów. Których kto rozbił? Rewolucyjni chłopi. Bo to przecież oni byli w armii.

    Zmiany we Francji zaczęły się więc wcześniej, oni mają 150 lat wyprzedzenia. A zabawne jest to, że teraz zaczyna być odwrotnie, że we Francji jest snobizm na chłopskie pochodzenie. Bo my jesteśmy solą tej ziemi! Tamto było wymieszane, żeniło się z byle kim. Szczególnie na fali problemów imigracyjnych to wychodzi.

    Parada z okazji Święta Wojska Polskiego
    © AP Photo / Alik Keplicz
    — Dokąd to prowadzi? Ta rewolucja musi się zakończyć czy uspokoi się sama z siebie?

    — Myślę, że się skończy. Ale trzeba jednej rzeczy — żeby zarówno „Kaczory", jak i „Schetyny" poszły do śmietnika.

    Poza tym trzeba powoli przywracać prawdziwą historię. Wykładając ją jako skomplikowane losy polskie, nie gorsze, nie lepsze. Z kolei ta nowa warstwa musi się wyszaleć. W spółkach skarbu państwa, w radach nadzorczych… I gdy się zrówna mniej więcej intelektualnie — bo mam nadzieję, że oni jednak czegoś się uczą — wtedy to wszystko będzie powoli zmierzało do wzajemnego zrozumienia.

    Ale w tej chwili sytuacja jest bardzo niedobra. A do tego dorzućmy — nie wiem, na ile jest to celowa polityka Kaczyńskiego — sposób dobierania ludzi, którzy naprawdę są kompromitujący i którzy muszą drażnić dużą część społeczeństwa. Do niczego dobrego to nie prowadzi.

    Robert Walenciak, polski publicysta

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Tekst jest publikowany za zgodą Redakcji tygodnika opinii Przegląd. Oryginał pierwotnie ukazał się w Przeglądzie.

    Zobacz również:

    Ludwik Stomma: Polska awansu społecznego. Cz. 1.
    Duda i jego oportunizm
    Przychodzi IPN do suwerena
    Viva la Kaczyński
    Zaufani na zaufanych
    TV Biełsat: nie żartuj z prezydenta, bo wylecisz
    Grają z aparatem państwa w durnia. I wygrywają
    Kto na to pozwolił Dudzie?
    A mogłoby być w Polsce z sensem
    Tagi:
    elity, rewolucja, antysemityzm, uniwersytet, Żołnierze Wyklęci, polityka, armia, kultura, PAN, Rząd RP, Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL), Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Ludwik Stomma, Jarosław Kaczyński, Grzegorz Schetyna, PRL, Paryż, Kraków, Francja, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz