02:28 24 Październik 2018
Na żywo
    Walentina Lisica

    „Ukraińcy nie wiedzieli, że mają wroga, dopóki Amerykanie im nie powiedzieli”

    © AFP 2018 / Andrew Cowie
    Opinie
    Krótki link
    Aleš Zelenka
    7932

    Popularna wykonawczyni muzyki klasycznej Walentina Lisica porozmawiała ze Sputnikiem o polskim honorze, ukraińskim nacjonalizmie i malezyjskim Boeingu.

    Walentina Lisica to światowej sławy amerykańska pianistka pochodzenia ukraińskiego. Popularność przyniósł jej kanał YouTube, z prawie 500 tysiącami subskrybentów.

    W kwietniu 2015 roku pianistka została wyrzucona z Symfonicznej Orkiestry Toronto za wypowiedzi w Twitterze przeciwko działaniom kijowskich władz, co jednak nie wpłynęło na jej światową sławę jako artystki. Niedawny koncert w Pradze, gdzie Lisicę oklaskiwano na stojąco, jest tego dowodem. Ale polityka nadal ingeruje w jej życie. Przed występem kilkadziesiąt osób zorganizowało akcję protestacyjną przed salą koncertową, goście otrzymali ulotki informujące o „proputinowskiej" działalności Lisicy.

    Okręt Rosji u brzegów Krymu
    © Zdjęcie : Border Service of the Federal Security Service of the Russian Federation
     — Czy słyszała Pani o tym, że pod koniec maja ukraiński ambasador w Czechach opublikował na lokalnym portalu internetowym wezwanie do odwołania Pani koncertu? Czy często spotyka się Pani z podobnymi naciskami z powodu prorosyjskiego stanowiska?

    — Tak, słyszałam o tym przykrym fakcie, powiedzieli mi o tym zmartwieni czescy fani. Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja jest śmieszna. We wszystkich szanujących się krajach ambasady reprezentują swój kraj za granicą w najlepszym świetle i chronią swoich obywateli. A tu okazuje się, że ambasador mojego kraju próbuje mnie ukarać. Chociaż ludzie, którzy kupili bilety, nie idą posłuchać jakiejś prorosyjskiej separatystki, ale — jeśli cytować prasę — „wybitnej ukraińskiej pianistki zdobywającej światową sławę".

    Szef ukraińskiego MSZ Pawło Klimkin
    © AFP 2018 / AttilaA Kisbenedek
    Jak to wpływa na wizerunek Ukrainy, przykro nawet mówić. I tak zdanie przeciętnego człowieka zarówno w Europie, jak i na świecie na temat Ukrainy jest następujące: to tam trwa jakaś wojna, jest Czarnobyl, ubóstwo i ekonomiczni migranci. To bardzo smutne.

     — Opowiadała Pani, że po tym, jak Orkiestra Symfoniczna w Toronto zerwała z Panią umowę, „było pełno ludzi, którzy otwarcie mówili, że nie popierają mojej obywatelskiej pozycji, nie lubią Putina, lubią Ukrainę, ale wstyd im za Kanadę i wolność słowa". Jak ocenia Pani sytuację wolności słowa na świecie?

     — Wiele się zmieniło w ciągu czterech lat, powiedziałabym, niestety, że sytuacja pogorszyła się katastrofalnie. I nie chodzi o to, że zorganizowana kampania stworzenia obrazu wszechobecnego „rosyjskiego wroga" przynosi owoce. Gorzej, że ludzie coraz bardziej boją się wyrażać swoje opinie. Nawet wydać się neutralnym w stosunku do kolejnego wroga, wyznaczonego przez nowych organizatorów „dwuminutowych nienawiści", to już, jeśli cytować Orwella, „myślozbrodnia". I, oczywiście, również bardzo orwellowskie, „zaginięcia", kiedy człowieka, wszystkie jego myśli, wypowiedzi uznane za niewygodne, po prostu usuwa się z sieci społecznych. Był człowiek — nie ma człowieka.

     — Jak często spotyka się Pani z fejkowymi wiadomościami na swój temat?

    — Naiwna, wierzyłam, że zniekształcone słodkie raporty światowych mediów z Majdanu to była niewinna pomyłka, językowe niezrozumienie. I, podobnie jak wielu innych użytkowników sieci społecznościowych, rzuciłam się „pomagać" — tłumaczyć artykuły, filmy… Później zdałam sobie sprawę, że tylko przeszkadzałam mediom rozpowszechniać fejkowe wiadomości i sama stałam się celem tych fejkowych wiadomości. O co mnie tylko nie oskrażano! O rasizm, antysemityzm, nienawiść do niepełnosprawnych, a nawet, trudno w to uwierzyć, że grożę NATO.

    Uczeń przy  tablicy na lekcji języka rosyjskiego w gimnazjum w Kijowie
    © Sputnik . Grigoriy Vasilenko
    Na wniosek „anonimowych ukraińskich patriotów" przypisano mi wyrażanie radości na portalach społecznościowych po śmierci pasażerów malezyjskiego „Boeinga". Wszystkie holenderskie media jak po machnięciu niewidzialną batutą opublikowały tego samego dnia te potworne oskarżenia. Holenderscy przyjaciele odwrócili się ode mnie, moi koledzy zdystansowali się, a moje nagrania zostały usunięte z playlisty linii lotniczych KLM. Zwykli Holendrzy wysyłali mi groźby i przekleństwa. Na kilka najbardziej brutalnych odpowiedziałam, dołączając screenshoty moich kondolencji w dniu wypadku. Ludzie, którzy przed chwilą życzyli mi strasznej śmierci mojego dziecka, przepraszali i pytali: „jak możemy wierzyć naszym mediom?". Dopiero tydzień później jedna, powtarzam, jedna holenderska gazeta opublikowała, jeśli nie sprostowanie, to przynajmniej wątpliwość zatytułowaną "Czy naprawdę był taki tweet?"

     — Urodziła się Pani na Ukrainie, nazywa siebie amerykańską pianistką, jednocześnie wspiera rosyjską ludność w Donbasie i występowała tam z koncertami. Kim się Pani czuje w sensie narodowym?

    — Do wydarzeń, które wstrząsnęły Ukrainą w latach 2013-2014, nie zastanawiałam się nad tym, kim się czuję. We mnie świetnie łączyły się i prawdziwy polski „honor", upór, i ukraińska szalona miłość do ziemi, do ciężkiej pracy, i niepowtarzalne rosyjskie ryzykanctwo. Wszystko to pomogło mi osiągnąć sukces w życiu. A potem przyszła wojna. I skoro czystej krwi Ukraińcy zarzucili mi rosyjską krew, to wspomniałam dawno zapomniane historie, jak moja matka jako dziecko ukrywała się w jamie wykopanej przez dziadka w polu, kiedy mordowano Polaków. Jak mój ojciec, za rączkę z moją babcią, wyszedł w Kijowie na ulicę bez żadnych dokumentów i oboje zostali złapani w obławie i trafili do Babiego Jaru (miejsce kaźni Żydów w czasie II wś — red.). Za podejrzanie kręcone włosy. Dokumenty przynieśli, ale mój ojciec był świadkiem tego, co się stało. Ja chodziłam do najlepszej szkoły muzycznej w Kijowie, a wszystkie drogi biegły wzdłuż Babiego Jaru, z którego już wtedy zrobili park — matki z wózkami, jazda na sankach, spacery z psami…. A ja słyszałam historie dorosłych i bałam się tam chodzić. I kiedy szłam, to modliłam się za nich, spoczywających tam. Pionierka, córka ateistów, wymyślałam modlitwy i modliłam się. Przez całych dziesięć lat…

    Niemiecki historyk Karl Deutsch tak sformułował to, czym jest naród: to grupa ludzi zjednoczonych przez błędne spojrzenie na swoją przeszłość i przez nienawiść do sąsiadów. Ukraina, odrzucając własne osiągnięcia tylko dlatego, że zostały dokonane „z Rosjanami", wymyśla coraz więcej fantastycznych historii o swojej przeszłości. Jak ktoś powiedział: „Ukraińcy żyli spokojnie i nie wiedzieli, że mają wroga, dopóki Amerykanie nie przyszli i nie wyjaśnili im". Nie mam nic wspólnego z tymi ludźmi i nie będę miała. I bez względu na to, ile mam tej czy innej krwi, bo nie chodzi o krew, ale o duszę. Duszą należę do rosyjskiego świata, więc jestem Rosjanką. 

    Zobacz również:

    „Tajny plan" Ukrainy ws. Morza Azowskiego
    Ukraińcy obawiają się strajków na polskiej granicy
    Z czego są niezadowoleni Ukraińcy?
    Tagi:
    pianistka, Walentina Lisica, Holandia, Kanada, Czechy, Rosja, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz