14:06 19 Październik 2018
Na żywo
    Schronisko dla bezdomnych psów

    Wojna o zwierzęta

    © Sputnik . Anton Denisov
    Opinie
    Krótki link
    Weronika Książek
    219

    Rok temu były wielkie nadzieje. Dziś pozostało tylko rozczarowanie, że znów twardy elektorat obracający hektarami okazał się ważniejszy.

    Miała być rewolucja. Miała wybuchnąć do końca roku. Poprzedniego roku. Dziś już wiemy: żadnej rewolucji nie będzie. Fermy futerkowe zostają. Cyrki ze zwierzętami zostają. Łańcuchy dla psów i ubój rytualny również.

    Dopuszczalna długość uwięzi, na której można dziś trzymać psa to trzy metry. W ciągu roku od wejścia w życie planowanej ustawy łańcuchy i sznurki miały zostać wydłużone do 5 metrów, a do końca 2020 miały całkowicie zniknąć i zostać zastąpione kojcami. Ale wybory to wybory: PiS najwyraźniej uznało, że to rozwiązanie zbyt drogie i uciążliwe dla rolników. Bo żelaznemu elektoratowi przed wyborami takich rzeczy się przecież nie robi. Żelazny elektorat może nie zostawić w urnie głosu. A zwierzęta? I tak tego głosu nie mają na co dzień, a co dopiero w wyborczy weekend.

    Dlatego też projekt, który początkowo wydawał się radykalny, nagle, niczym mięso na kebaba kręcące się na ruszcie, został okrojony tak bardzo, że praktycznie żadna dobra zmiana dla zwierząt z tego nie została. Wiemy też, że będzie głosowany już po wyborach samorządowych, a przed parlamentarnymi. Żeby przede wszystkim nie urazić rolników. To arcytrudne zadanie zrzucono na barki Krzysztofa Czabańskiego. Jego los jest nie do pozazdroszczenia. To od tego, jakie poprawki wprowadzi w ustawie, zależy po pierwsze wynik wyborów samorządowych PiS na prowincji i na wsi, po drugie — nastroje wśród ekologów.

    Jak na razie obrońcy praw zwierząt czują się oszukani. PiS zwodził nas przez rok, aby ostatecznie głos Jana Krzysztofa Ardanowskiego okazał się ważniejszy od głosu samego prezesa.

    Pięciometrowe łańcuchy dla psów mają stać się rozwiązaniem docelowym. Tą informacją żyją już od kilku tygodni organizatorzy corocznego protestu „Zerwijmy łańcuchy", polegającego na przykuciu się przez aktywistów łańcuchami do bud w 50 polskich miastach. Tegoroczna edycja akcji odbędzie się już w najbliższą sobotę — 6 października. Z pewnością obrońcy psów nie darują Prawu i Sprawiedliwości, że tak po prostu odpuścił temat.

    Podobnie rzecz ma się z przeciwnikami futer. Ministerstwo Rolnictwa tak bardzo przestraszyło się, że krwawy biznes przeniesie się na Ukrainę, że nie tylko wycofał się z wygaszania branży, ale boi się nawet postawić hodowlanym norkom wodę w miseczkach. Większe klatki i dostęp do wody uznane zostały za postulaty tak śmiałe, że ich realizacja będzie możliwa dopiero z drugiej kadencji rządów PiS. Tak twierdzą informatorzy Agory.

    Frakcja prozwierzęca ściera się obecnie w PiS z lobby rolniczym. Ryszard Terlecki przekonuje, że nie trzeba „oficjalnie" likwidować branży, aby przemysł zniknął. Jego likwidacja w białych rękawiczkach to po prostu wprowadzenie norm tak restrykcyjnych, żeby nie opłacało się ich spełniać. Z pewnością nie takie są założenia ministra Ardanowskiego. Możemy być pewni, że on, wraz ze środowiskiem ojca Rydzyka, będą hamulcowymi w procesie poprawy losu zwierząt.

    Zastanawia mnie tylko, gdzie w całym tym rozgardiaszu zniknął prezes Kaczyński i dlaczego już nie oglądamy go w prozwierzęcych spotach. Bo przecież nie zakładam, że jest tak bezczelny, aby znów pojawić się w nich po wyborach. Ani tak głupi, aby myśleć, że ktoś mu uwierzy.

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Poroszenko ratyfikował porozumienie z Polską w sferze obrony
    Przypadek groźnej choroby u sąsiada Polski
    Z psem przewodnikiem wstęp wzbroniony. Co na to rosyjskie prawo?
    Tagi:
    rewolucja, futro, zwierzęta, Prawo i Sprawiedliwość, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz