00:58 17 Październik 2018
Na żywo
    Kościół katolicki

    Polski kościół na rozstaju dróg

    © Sputnik . Wadim Zhernow
    Opinie
    Krótki link
    Antonina Świst
    29363

    Po premierze filmu „Kler” polski kościół ma o czym myśleć. Ale nie mają racji ci, którzy twierdzą, że Smarzowski nie zostawił na nim suchej nitki. Wręcz przeciwnie. To znak ostrzegawczy: hierarchowie, zatrzymajcie się i przemyślcie, czy nadal chcecie być kojarzeni z chciwością i pedofilami!

    Kadr z filmu Sobibór
    © Zdjęcie : Patriot Production (2018)
    Na film Wojciecha Smarzowskiego da się oczywiście dostać bilety, ale albo na 22.00, albo w kącie sali. Dawno już nie było w kinach takiego tłoku, a w mediach takiego poruszenia.

    Głupio robią samorządy, które usiłują bądź usiłowały cenzurować film. Nie jest to bowiem uderzenie w wiarę katolicką ani atak w wyznawców. To film o kościele grzesznym, pełnym ludzi skrzywdzonych, skrzywionych, bądź wciągniętych w korporacyjny system. Postawię śmiałą tezę: w podobnej konwencji można by nakręcić film pt. „Lewica", „Prawica" albo „Dziennikarze".

    Smarzowski nie odkrywa przed nami Ameryki, ukazując kościelne pijaństwo, ekscesy, przywiązanie do pieniędzy. Nie pokazuje nic nowego nawet w kwestii korzeni pedofilii i molestowania: nie wychodzi poza prostą prawdę, że molestują ludzie, których również kiedyś wykorzystano bądź w jakiś sposób złamano.

    Ale nie czuć, by Smarzowski nienawidził swoich bohaterów. Przedstawia ich raczej jako trybiki w wielkiej machinie, która nikogo nie oszczędza. Zarówno rubaszny ksiądz alkoholik, zarówno młody ambitny kapłan, za wszelką cenę dążący do tego, by zrobić karierę w Watykanie, jak i tłusty chciwy biskup — oni wszyscy zostali już przemieleni przez bezlitosną maszynkę, wyprani z uczuć, wepchnięci w jakieś koleiny, z których prawdopodobnie utknęli już na zawsze.

    Smarzowski jest świetnym obserwatorem mechanizmów społecznych, potrafi doskonale odtworzyć specyficzne klimaty branżowych środowisk, jak pokazał choćby w „Drogówce". Wie też doskonale, co czai się w każdym Polaku: mamy naturę, w której mieszczą się zarówno wielkie zalety, jak i wielkie wady.

    Bohaterom „Kleru" ewidentnie rzuca koło ratunkowe: to wierni, to religijność, która jest „w ludzie". To dzieci, które na lekcjach religii ciągle jeszcze słuchają. Ci wszyscy wierni pragną kościoła takiego samego jak oni: czystego,  szczerego, wyznającego winy, kiedy trzeba. Wystarczy się w nich wsłuchać. Jeden z bohaterów boleśnie zresztą odczuwa to, że zignorował ten ważny głos.

    W tym wymiarze film niesie — zaryzykujmy to stwierdzenie — przekaz chrześcijański. Nie przekreśla kościoła jako istotnej części życia społeczności ani jako realizacji pewnych metafizycznych potrzeb. Pokazuje tylko, jak bardzo mechanizmy korporacji rozjeżdżają się z ideami miłości bliźniego.

    Jedyne, o co mam żal do reżysera, to spłycenie wątku pedofilii. To gorący temat, Smarzowski nie miał wyboru — musiał wpleść go do swojego dzieła, choć widać, że nie poświęcił mu tyle uwagi, ile pozostałym wątkom. W przedstawianiu motywacji molestującego poszedł w zasadzie na łatwiznę: okazało się, że bohater w dzieciństwie sam był ofiarą zakonnic w ośrodku opiekuńczym. To trochę zbyt proste. Ale zważywszy na to, że o samej pedofilii w kościele powstał szereg znakomitych filmów, choćby oscarowy „Spotlight", oszczędźmy już Smarzowskiemu. Zrobił kawał dobrej roboty. Kościół zaś, zamiast się obrażać, powinien wziąć sobie przekaz filmu do serca.

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Pedofile w kościele: Papież nie widzi, czy nie chce widzieć?
    Polscy internauci walczą z pedofilią na forach
    Papież obiecał wykorzenić pedofilię
    Tagi:
    pedofilia, kościół, religia, Katolicyzm, film, Wojciech Smarzowski, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz