18:55 16 Grudzień 2018
Na żywo
    Pożar składów amunicji pod Czernihowem

    Operacja „U”: kto rozbraja Ukrainę?

    © AFP 2018 / Genya Savilov
    Opinie
    Krótki link
    Irina Ałksnis
    2643

    W zapowiadającej się dość banalnie sytuacji wokół pożaru w magazynach wojskowych w pobliżu Iczni w obwodzie czernihowskim nastąpił nieoczekiwany zwrot.

    Chodzi nie o to, że minister infrastruktury Ukrainy Wołodymyr Omelian oskarżył Rosję o ten incydent, dodając go do długiej listy „zbrodni Kremla" zawierającej już wojnę w Osetii, zniszczenie Syrii, ataki hakerskie w Holandii oraz zburzenie XIV-wiecznej kaplicy. W tym akurat nie ma nic nadzwyczajnego.

    Kałasznikow
    © Zdjęcie : Press service of the concern Kalashnikov
    Ogólnie biorąc pod uwagę fakt, że magazyny w Iczni wraz z bałaklijskimi i kalinowskimi znajdują się na liście największych ukraińskich magazynów wojskowych i w ciągu półtora roku wszystkie ucierpiały wskutek niszczycielskich pożarów, oskarżanie o to Rosji jest czymś naturalnym. Jednak owe oskarżenia do tej pory nie wykraczały poza ramy retoryki politycznej i zbijania kapitału politycznego przez ukraińskich przywódców.

    Niemniej jednak, sądząc po komentarzach sztabu generalnego Ukrainy, w Iczni rzeczywiście miał miejsce sabotaż, ta wersja jest obecnie oficjalnie rozpatrywana jako priorytetowa. Okoliczności incydentu zostały podane — kilka jednoczesnych eksplozji w różnych punktach magazynu, co bezpośrednio sugeruje, iż w rzeczywistości miało miejsce celowe podpalenie i wysadzenie w powietrze magazynów z amunicją.

    Wszyscy przyzwyczaili się do tego, że ukraińskie władze kierują się zasadą: „Byleby coś powiedzieć, a po nas choćby potop". Najpierw w mediach była rozgrywana karta Kremla oskarżanego o wszystkie problemy i zdarzenia na Ukrainie, natomiast po jakimś czasie burza medialna oficjalnie ucichła i zatarła się w polu informacyjnym. Przyczyna jest prosta: nawet jeśli się okaże, że pożar jest wynikiem sabotażu, to głównymi zainteresowanymi tym osobami okażą się krajowi wysocy rangą (i nie bardzo) urzędnicy wmieszani w machlojki z majątkiem wojskowym. A więc łatwiej jest wyjaśnić wszystkie incydenty naruszeniami i zaniedbaniami.

    Sytuacja wokół dochodzeń w sprawie poprzednich pożarów pod tym względem jest dość wymowna. Kilka dni temu, pod koniec września, prokurator generalny Ukrainy Jurij Łucenko oświadczył, że dochodzenie w sprawie pożaru w Kalinówce dobiega końca i „dziesiątki urzędników" zostaną pociągnięte do odpowiedzialności. Zresztą trudno jest uwierzyć w jego słowa, ponieważ wczoraj jednocześnie z wybuchającymi pociskami w Iczni sąd w Charkowie postanowił przywrócić na stanowisko kierownika magazynu wojskowego w Bałakliji zwolnionego po pożarze.

    A jednak sprawa pod Czernihowem różni się od poprzednich.

    Zorganizowany charakter zdarzenia w Iczni był na tyle oczywisty, że nie dało się go zlekceważyć. Jednak śledztwo może znaleźć się w niezręcznej sytuacji, jeśli w trakcie badania okoliczności pożaru wpadnie nie na „rosyjski ślad”, tylko na własnych skorumpowanych urzędników.

    Albo nawet nieskorumpowanych. Dowództwo operacyjne DRL twierdzi, że w magazynie w Iczni były przechowywane pociski do systemu przeciwlotniczego Buk i dokumentacja techniczna do nich. Kijów został poproszony o przedstawienie tych papierów po niedawnym podaniu do wiadomości publicznej nowych okoliczności katastrofy Boeinga w Donbasie w 2014 roku. Mogą zawierać bardzo nieprzyjemne dla niego informacje.

    Wczoraj wieczorem na stronie ukraińskiego prezydenta Petra Poroszenki pojawiła się paradoksalna informacja o trzech wersjach zdarzenia. „Główną z nich jest sabotaż z przedostaniem się na teren magazynów grupy dywersyjnej, druga to naruszenie zasad bezpieczeństwa przeciwpożarowego lub magazynowania amunicji, trzecia — umyślne podpalenie lub wysadzenie w powietrze w celu ukrycia niedoboru amunicji" — podaje przywódca Ukrainy. I natychmiast zauważa, że „nie można dopuścić do powtórzenia się ataku wrogich grup dywersyjno-rozpoznawczych".

    Czyli mamy trzy wersje, z których jedna już została określona jako właściwa.

    A więc najbliższe dni i tygodnie zapowiadają się ciekawie. Jeśli jednak organy śledcze zaczną badać incydent jako dywersję, istnieje ryzyko, że wpadną na wnioski bardzo niewygodne dla wielu wpływowych osób w Kijowie.

    Aczkolwiek zawsze istnieje wyjście zapasowe. Niewątpliwie Służby Bezpieczeństwa Ukrainy znajdą odpowiedniego kandydata na rolę pułkownika Czepigi.

    Nie zostanie nam nic innego, jak tylko z zainteresowaniem obserwować przyszłe zmagania ukraińskich służb porządkowych oraz cieszyć się, że na Ukrainie jest coraz mniej niebezpiecznych dla otoczenia „zabawek".

    Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji

    Zobacz również:

    DRL: W składzie amunicji pod Czernihowem były rakiety i systemy „Buk"
    Sztab Generalny Ukrainy podaje przyczynę eksplozji pod Czernihowem
    Ukraina dostrzegła „rosyjski ślad” w pożarze magazynu z amunicją
    Tagi:
    magazyn, śledztwo, amunicja, pożar, wybuch, Wołodymyr Omelian, Jurij Łucenko, Czernihów, Rosja, Ukraina
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz