12:48 16 Październik 2018
Na żywo
    Parlament Europejski

    Ostatni Parlament Unii Europejskiej (jaką znamy)

    © Sputnik .
    Opinie
    Krótki link
    Konrad Rękas
    2232

    Od kiedy Wspólnoty Europejskie stały się w istocie państwem europejskim - jest zupełnie jasne, że jest to projekt krótkoterminowy, nie do utrzymania w obecnym, jawnie przejściowym kształcie.

    Dziś pytanie czy Unia Europejska przetrwa kolejną kadencję swojego Parlamentu wydaje się tym zasadniejsze, że jesteśmy świadkami przyspieszonego procesu zmiany całego systemu politycznego Europy, jak również zwiększonej presji czynników geopolitycznych i rozsadowych, z którymi dotąd projekt europejski nigdy nie musiał się mierzyć i na które nie wypracował jeszcze skutecznej reakcji.

    POLARYZACJA I ALIENACJA

    Ostatnie lata przynoszą w Europie Zachodniej nie tylko wzrost nowych sił i ruchów politycznych (a w każdym razie nowy potencjał środowisk i kręgów uznawanych dotąd za marginalne i izolowanych w obecnym obiegu politycznym, by wymienić tylko włoską La Lega, niemieckie AfD czy całkiem już oswojoną austriacką FPÖ). Jesteśmy także świadkami zmierzchu starych partii (jak tradycyjnej prawicy i socjaldemokracji we Francji czy we Włoszech), zastępowanych przez amorficzne nowe struktury post-polityczne, a także dominowania dyskursu publicznego przez nie pierwszoplanowe dotąd zagadnienia — z kwestią imigrancką na czele, ale także powiązaną z nią, acz szerszą fundamentalną kwestią tożsamości europejskiej.

    Europa stacza się w otchłań
    © AP Photo / Giannis Papanikos
    Zmiana dotyczy jednak nie tylko treści i form organizacyjnych, ale związana jest z importem do Europy obcego modelu sprzedawania masom tak zwanej demokracji przedstawicielskiej i jej skutków. Przez dekady łatwo można było wskazać różnicę między europejskim, a amerykańskim systemem politycznym. Wbrew temu, co uwypuklają politolodzy — nie sprowadza się ona bynajmniej (wyłącznie) do rozróżnienia „wielo- czy dwu-partyjność".

    Ważniejsze było opieranie się polityki europejskiej na ciągłości i komplementarności, a amerykańskiej na technice alienacyjno-polaryzacyjnej. W efekcie przez powojenne dekady u steru państw zachodnioeuropejskich wymieniali się socjaldemokraci i chadecy/konserwatyści, przy czym miało to charakter korygujących ruchów kierownicą, podczas gdy auto jedzie jednak cały czas w tym samym kierunku.

    Oczywiście, amerykański krążownik szos również płynął sobie w stronę z góry wyznaczanego przez elity finansowe celu — ale na potrzeby pasażerów udawano, że kandydaci na kierowców kierownicę sobie wyrywają. Obecnie ta amerykańska szkoła jazdy zaczyna być coraz popularniejsza na Starym Kontynencie.

    Istotą systemu alienacyjno-polaryzacyjnego jest, by zainteresowanych życiem politycznym maksymalnie skłócić, pod byle pretekstem i to do poziomu, w której niewyznający tych samych poglądów jawią się wprost jako zdrajcy, szkodnicy, właściwie nie-ludzie, godni tylko unicestwienia, a przynajmniej trwałego odsunięcia od wpływu na dany organizm polityczny. To właśnie polaryzacja. Alienacja natomiast dotyka wszystkich pozostałych, którzy widząc eskalowany poziom agresji towarzyszący polityce — trwale sami się od niej odsuwają, ułatwiając tylko ostateczną realizację scenariusza zastąpienia organizacji ponadnarodowych (które same zajęły miejsca państw narodowych, które powstały na gruzach poza-narodowych tradycyjnych monarchii) bezpośrednimi rządami korporacji i biurokracji. 

    Przejście od europejskiej ciągłości do amerykańskiego sporu dokonuje się wraz ze wzrostem znaczenia i popularności nowych sił politycznych, reprezentujących tendencję narodów europejskich do realnego przeciwstawienia się dotychczasowemu kierunkowi ewolucji społeczno-politycznej Europy.

    Kto staje po stronie narodów przeciw elitom — niejako sam wyklucza się z grona sił uznawanych za demokratyczne, które traktuje się jak równoprawnych rywali. Staje się wrogiem, który chce odwrócić bieg historii i przeciwstawia się temu, co konieczne, słuszne i już dawno ustalone.

    NOWY NARÓD EUROPEJSKI

    Procesy polityczne zachodzące w ciągu ostatnich kilku stuleci można więc widzieć w pewnej ciągłości, łączącej je z pozornie drobnymi elementami bieżącej polityki. Gdybyśmy nanieśli zachodzące w Europie zmiany społeczno-ustrojowe i świadomościowe na oś współrzędnych — łatwo zauważylibyśmy jeden zwrot wszystkich wektorów, a mianowicie wprawdzie gwałtowne, ale konsekwentne przejścia od monarchii tradycyjnej do centralizmu oświeconego, który przygotował miejsce po-rewolucyjnemu nacjonalizmowi burżuazyjnemu.

    Donald Tusk
    © AP Photo / Alik Keplicz
    Ten rozlał się następnie skutecznie na Europę Środkową i Wschodnią, poprzez multiplikowane zjawiska odrodzenia narodowego doprowadzając do zniszczenia ostatnich ponad-etnosowych monarchii. Sam jednak po kolejnej wojnie światowej (z pewnym zakłóceniem w postaci Zimnej Wojny i systemu blokowego) musiał ustąpić miejsca organizacjom ponadpaństwowym — takim właśnie, jak Unia Europejska. Ta wprawdzie stanowi fundamentalne zaprzeczenie idei państwa narodowego — nie może być jednak uznawana za zwieńczenie całego procesu, będąc etapem przejściowym między dotychczasowymi państwami, a ich spodziewaną anty-tezą.

    Zastanawiając się nad istotą Unii Europejskiej i jej obecnym stanem musimy przede wszystkimi zauważyć, że zgodnie z klasyczną etnogenezą nie naród tworzy państwo (cokolwiek by nam się na ten temat nie wydawało w Europie Środkowej), ale państwo tworzy naród.

    Mając wszystkie cechy państwa — również UE zaczęła wytwarzać swój naród polityczny, składający się z politycznej emanacji obecnych klas dominujących, a zatem finansjery i biurokracji, wspólnie sprawujących władzę w całym świecie zachodnim.

    Podkreślmy — całym, etnogeneza UE jest bowiem oczywiście elementem ogólnych procesów globalizacyjnych, z tym zastrzeżeniem, że przecież nawet członek wielkiej rodziny mafijnej wie, że jego znaczenie związane jest także z interesami jego najbliższych i kontrolowaniem choćby małej dzielnicy.

    W tym sensie elity europejskie oczywiście lepiej porozumiewają się ze swymi odpowiednikami amerykańskimi czy azjatyckimi niż z europejskimi społeczeństwami, którym wyznaczona została rola prolów i średniej kadry zarządzającej. A jednak w pewnych granicach strzegą swojej specyfiki, a więc i niektórych elementów odrębności europejskiej, bo przecież i im pozostaje ona potrzebna. Po prostu — służąc chcą jednocześnie mieć kim rządzić.

    Jednak to właśnie potrzeba sprawowania władzy, kontynuowania i przyspieszenia etnogenezy „Nowej Europy" — doprowadziły do największego od dekad kryzysu Europy. Kryzysu świadomościowego, który jednak powoli zmienia się w kryzys polityczny — a to znaczy, że może też stać się kryzysem instytucjonalnym.

    Ciąg dalszy nastąpi.

    Konrad Rękas, polski publicysta

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Tekst jest publikowany za zgodą Autora. Oryginał pierwotnie ukazał się na stronie Geopolitica.ru/pl.

    Zobacz również:

    MSZ Wielkiej Brytanii: „UE zamienia się w Związek Radziecki"
    UE debatuje na temat migracji
    Szlakiem Minina i Pożarskiego: A co, jeśli Rosja nie ma czasu?
    Macron: Putin marzy o rozpadzie UE
    MSZ Iranu o zachowaniu Trumpa wobec UE: „Chuligańskie"
    UE nie da się zrujnować Trumpowi
    Ambasador UE: Unia Europejska i Rosja weszły w nowy etap relacji
    Duma po macedońsku. Skopje zamarło w bezruchu przed NATO i UE
    UE może rozpaść się w ciągu roku
    Rosja chce handlować z UE w euro
    Tagi:
    biurokracja, korporacja, polityka, wybory parlamentarne, demokracja, AfD Alternatywa dla Niemiec, Parlament Europejski, Konrad Rękas, Europa Środkowa, Unia Europejska, Włochy, Europa, Niemcy, USA, Austria, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz