12:00 21 Październik 2018
Na żywo
    Wybrzeże Adriatyku. Piran, Jugosławia. 1988 r.

    „Karawana bez nadziei”: Co mają ze sobą wspólnego UE i Jugosławia pod koniec lat 80.?

    © Sputnik . Yuryi Abramochkin
    Opinie
    Krótki link
    1292

    Liberalna ideologia UE jest tak samo martwa, jak wiara w świetlaną przyszłość komunistyczną pod koniec lat 80. XX wieku.

    Dzisiejsi komisarze unijni są nie mniej bezradni w obliczu prawdziwych wyzwań naszych czasów, jak „towarzysze” z przestarzałych komitetów socjalistycznych, a za paradami gejowskimi kryje się nie więcej żywych idei, co za marszami młodej klasy robotniczej w opuszczającej się na dno Jugosławii.

    Wówczas, gdy lokalne procesy polityczne w rozpadającej się Jugosławii toczyły się po wytyczanej przez pół wieku drodze, na poziomach kontynentalnym i republikańskim wyraźnie zboczyliśmy na krętą ścieżkę. Z jednej strony, światowy ruch komunistyczny znajdował się w finalnym stadium, jego ideologiczna matryca została wypracowana, w jej obrębie nie można było znaleźć już odpowiedzi na aktualne w tym czasie wyzwania i zagrożenia. Z drugiej strony, sprzeczności między przywódcami jugosłowiańskich republik pogłębiały się. Jeździli od jednej republiki do drugiej, organizowali jakieś szczyty, prowadzili negocjacje, ogłaszali coś społeczeństwu, ale nie przynosiło to wymiernych rezultatów.

    Co śmielsi dziennikarze rozumieli, do czego to wszystko prowadzi i nazwali ówczesne wydarzenia „karnawałem bez nadziei”. W skrócie, zasadniczą istotę konfliktu można przekazać za pomocą jednego dialogu, który miał miejsce w 1991 roku między macedońskim dziennikarzem Zoranem Iwanowem i Slobodanem Miloseviciem:

    — Na terytorium której z sześciu suwerennych republik jugosłowiańskich obecnie się Pan znajduje?

    — Suwerenna jest jedynie Jugosławia, a republiki jugosłowiańskie są równoprawne wewnątrz niej.

    Milošević próbował zachować Jugosławie i bronił ładu. Inni przywódcy domagali się prawa do samostanowienia i budowania nowych (międzynarodowych) stosunków. Rezultat jest powszechnie znany. Konsekwencje odczuwamy do dziś.

    Tymczasem problem polega na tym, że po trzydziestu latach historia powtarza się. Dopóki na szczeblu lokalnym pozostajemy zakładnikami przeszłości, więźniami przestarzałych matryc ideologicznych, na szczeblu globalnym na pierwszy plan wysuwają się zupełnie inne trendy.

    Mantra dotycząca inwestycji bezpośrednich i miliardów, które przypłyną rzeką, gdy tylko państwo przestanie ingerować w gospodarkę, powtarzana jest jak zdarta płyta. Przekształciła się nawet w strategię państwową dla wielu konkurujących ze sobą krajów Europy Wschodniej, który zapewni inwestorom więcej preferencji. „Perspektywa europejska" to jedyne rozwiązanie, bez którego nie będzie można żyć. O paradach homoseksualistów, które służą głównie przedstawicielom partii politycznych i organizacji pozarządowych do pokazania, że są „poprawni politycznie" i „eurodemokratami", nie trzeba mówić, jak nie warto tracić czasu na „wielkie idee" dotyczące „nieograniczonej wolności jednostki” i „przezwyciężenie zbiorowego początku".

    Manuela Schwesig
    © AP Photo / Markus Schreiber
    Pomimo tego, że system neoliberalny znajduje się na etapie końcowym i nie może niczego przeciwstawić aktualnym wyzwaniom, zagrożeniom i ryzyku, lokalne elity — z jednej strony — wciąż są wierne ideom i instrumentom, które bezpośrednio generują kryzysy. Z drugiej strony, dochodzi jedynie do zaostrzenia konfrontacji między przywódcami państw członkowskich UE. I nie ma lepszego dowodu na to, niż wiele nieformalnych szczytów organizowanych przez nich.

    Na szczycie w Salzburgu, podobnie jak swego czasu w Jugosławii, podniesiono kwestię suwerenności. Viktor Orban, który nie wyraził zgody na powierzenie Frontexowi ochrony granic węgierskich, wypowiedział się najbardziej dobitnie na ten temat. Chorwacki premier Andrej Plenković był bardziej dyplomatyczny i po prostu stwierdził, że Frontex jest potrzebny tylko na zewnętrznych granicach UE — w Bułgarii i Grecji.

    Jak w Jugosławii, pojawił się temat „separacji" w UE. Wszyscy wiedzą, że Wielka Brytania opuści UE 29 marca 2019 roku, ale nikt nie wie, jak będzie się to odbywać. Prawdopodobnie główną kością niezgody będzie granica między Republiką Irlandii a Irlandią Północną, ponieważ propozycje Brukseli i Londynu w tej kwestii są diametralnie przeciwstawne.

    Właśnie dlatego nie tylko destrukcyjne, ale i głupie jest następowanie na te same grabie. Zwłaszcza, gdy mowa jest o naszym regionie i kraju, w którym obecnie żyjemy. W rzeczywistości nie ma różnicy między niebiesko-żółtą symboliką UE a czerwonymi krawatami, komisarzami europejskimi a „towarzyszami” z Komitetu Centralnego, obecnymi paradami organizacji pozarządowych a demonstracjami młodzieży robotniczej. To polityka przeszłości, która nie ma przyszłości.

    Zobacz również:

    MSZ Rosji o NATO u swoich granic: „Bierzemy wszystko pod uwagę”
    W arsenale pod Czernihowem wzrosła intensywność wybuchów
    Rosja jest gotowa przywrócić porządek po amerykańskich bombardowaniach
    Tagi:
    komunizm, Unia Europejska, Jugosławia
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz