04:35 14 Listopad 2018
Na żywo
    Pomnik księcia Józefa Poniatowskiego w Warszawie.

    Dudy morawieckie

    © Sputnik . Krzysztof Żurek
    Opinie
    Krótki link
    Marek Barański
    4264

    Natrafiono na nie w trakcie porządkowania wiślańskiej rezydencji Prezydenta Polski. Dokładnie rzecz biorąc - na strychu. Leżały wciśnięte w kąt, przykryte kurzem i starymi, nadszarpniętymi przez czas i myszy egzemplarzami „Rycerza Niepokalanej".

    Interdyscypliarny zespół antropologów i etnografów z renomowanej Alma Mater Cracoviensis w tych dniach odniósł niebywały sukces badawczy.

    Uczeni owego słynnego uniwersytetu, na którego firmamencie błyszczą takie gwiazdy polskiej nauki, a zwłaszcza kultury, jako to pani Beata Szydło, czy panowie Jarosław Gowin, Zbigniew Ziobro, Stanisław Pięta, Stanisław Piotrowicz, albo Ryszard Terlecki, odkryli nieznany dotąd instrument muzyczny. Pozornie  -  zwykłe dudy, ale… morawieckie!

    Natrafiono na nie w trakcie porządkowania wiślańskiej rezydencji Prezydenta Polski. Dokładnie rzecz biorąc — na strychu. Leżały wciśnięte w kąt, przykryte kurzem i starymi, nadszarpniętymi przez czas i myszy egzemplarzami „Rycerza Niepokalanej".

    Jarosław Kaczyński
    © AFP 2018 / WOJTEK RADWANSKI
    W przeciwieństwie do dotychczas znanych, dudy znalezione u prezydenta mają tylko jedną piszczałkę — burdonową, akompaniującą. Artysta posługuje się zasadniczo swoim własnym głosem, wydobywając ton wysoki, piskliwy, czasem wrzaskliwy, którym „wygrywa" linię melodyczną. Towarzyszy jej w tle, jakby akompaniując, drugi dźwięk — burcząco basujący, dobywany z tej jednej jedynej piszczałki. Artysta ożywia ją naciskając łokciem dymlok, czyli worek skórzany, trzymany pod pachą. W ten sposób śpiewa i gra jednocześnie.

    Na przykład piskliwie, na granicy krzyku:
    — Oj dojna, dojnaa, dojnaa zmiaanaaa…

    Czemu towarzyszy mrukliwe, monotonne, jakby marudne:
    — uuuu-uuuu-uuuu służba zdrowia, uuu-uuu — wielki obszar, o którym można bardzo dugo mówić — uuu-uuu, ile cię trzeba cenić… uuu-uuu jako smakujesz, aż się zepsujesz — uuu, uuu…
    (Z przyśpiewki istebniańskiej: „Pisiaki-drapaki, chojrackie chłopaki").

    Inny przykład — bardzo popularna na jarmarkach i spotkaniach wiejskich „Ubijka-zabijka":
    — Unijoo, unijoo — kiedyk cie ubijo
    — Kiedyk cie udoszo, wolno będzie duszoo!
    (Przyśpiewka z okolic Baraniej Góry).

    Zarówno więc dźwięk, jak i treść ubogacająca melodię, bez najmniejszego wątpienia świadczą o tym, że dudy te współtworzyły oryginalną kulturę ludową i z gruntu polską — czego kultywowana przez pokolenia przy ich akompaniamencie twórczość ludowa, jest gorejącym polskością dowodem.

    To bez wątpienia cenne odkrycie — szczególnie cenne, gdyż dokonane w przededniu niezwykle ważnej dla Polaków rocznicy 100-lecia odzyskania niepodległości.

    Tak wybitni odkrywcy nieznanego dotąd instrumentu, jak krakowscy uczeni, są najsolidniejszą gwarancją oryginalności znaleziska. Natomiast miejsce znalezienia owych historycznych dudów — strych w rezydencji Prezydentów Rzeczypospolitej — zaświadcza o związkach nieznanych dotąd nikomu dudów z polską państwowością.

    Rodzi się jednak pytanie — dlaczego zatem „dudy morawieckie"?

    Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna
    © AFP 2018 / John Thys
    W tej sprawie uczeni milczą znacząco. Uchylają jedynie rąbka tajemnicy, pokazując pomięty, pożółkły egzemplarz wydawanego po niemiecku pisma: „Bohemia" (denik) z datą 1937 — z jednej strony z lekka nadpalony, z drugiej wydarty. W trakcie odkrywania dudów leżał obok „Rycerza Niepokalanej".

    Owszem, ta kupka papieru świadczyć może o przenikaniu się kultur polskiej i czeskiej — jak to na pograniczu. Ale owe wydarcia i nadpalenia mają chyba bardziej prozaiczną przyczynę. Zwłaszcza, że gdy odkrywano dudy, w innym kącie strychu znaleziono też stare pudełko po butach Bata.

    Mateusz Morawiecki
    © AFP 2018 / Ben STANSALL
    Otóż tereny te przed wojną, zarówno po stronie polskiej, jak i po stronie czeskich Moraw, zamieszkiwane były przez ludność mieszaną — polską i czeską. Siłą rzeczy ruch graniczny był dosyć swobodny i mało kontrolowany — właśnie ze względu na strukturę ludnościową, jak i ukształtowanie terenu. Nie sposób przecież upilnować wszystkich szwagrów na wszystkich górskich ścieżkach i szlakach jednocześnie.
    Jednym z najczęściej przemycanych naonczas towarów był tytoń. Owe więc naddarcia i nadpalenia starej czeskiej gazety świadczyć mogą o tym, że przemycany przez granicę tytoń trafiał i do prezydenckiego domu.

    Nie jest to, przyznają państwo, szczególnie szlachetny przykład naszej narodowej zaradności — zwłaszcza z okazji stulecia.

    Rzeczywiście chwalić się nie byłoby czym. Gdyby nie dudy morawieckie, oczywiście.

    Marek Barański, polski publicysta, Warszawa

    Tekst jest publikowany za zgodą Autora. Oryginał pierwotnie ukazał się na FB.

    Zobacz również:

    I znów trują, trują, trują...
    Powstanie Warszawskie: Spod tabliczki
    "Wielka lipa": Rocznica nieporozumień
    Z mamusią na śmietnik
    Mówimy o ludobójstwie! Ale to było dawno temu...
    Epidemia: Polska mowa nienawiści
    Chcą kasy? Należy się im!
    Tagi:
    góry, duda, niepodległość, kultura, Rząd RP, Ryszard Terlecki, Jarosław Gowin, Stanisław Pięta, Zbigniew Ziobro, Beata Szydło, Andrzej Duda, Mowara, Czechy, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz