05:52 14 Listopad 2018
Na żywo
    Władimir Putin, Angela Merkel, Tayyip Erdogan i Emmanuel Macron na szczycie ws. Syrii w Stambule

    Mocarstwa prowadzą dialog, a polski prezydent z nich drwi

    © Sputnik . Sergei Guneyev
    Opinie
    Krótki link
    Krzysztof Podgórski
    11622

    Świat szuka dróg politycznego porozumienia w kwestii Syrii. Trwająca tam od 2011 roku wojna pochłonęła blisko 400 000 zabitych, oraz wywołała nie notowaną od dziesięcioleci falę emigracji szacowaną na 7 milionów.

    Gros z nich trafiła do krajów Unii Europejskiej, a dwa miliony zatrzymały się w Turcji. Wielkoformatowe działania zbrojne w Syrii zostały zakończone. Siły tzw. Państwa Islamskiego (organizacja zabroniona w Rosji — red.) zostały zasadniczo rozgromione, trwają walki w ostatniej ich pustynnej enklawie. Jednak nie terroryści z ISIS odgrywali w tej wojnie kluczową rolę.

    Syria stała się areną wielkiej rozgrywki pomiędzy Rosją i USA oraz mocarstwami regionalnymi na czele z Turcją, Iranem i Arabią Saudyjską. Swoje „interesy" miały tu Jordania, Katar, Izrael i kraje UE. Każdy z nich miał tu „swoich" rebeliantów, których zbroił i wspierał. Kraje zachodnie na czele z USA, UE oraz Arabią Saudyjską jak mantrę ogłaszały „koniec reżimu" i „Asad musi odejść". Prezydent Baszar Asad miał jednak i sojuszników w tym Palestyńczyków, Hezbollah oraz Iran.

    Kluczową rolę odegrała jednak Rosja, która decyzją prezydenta Władimira Putina na zaproszenie rządu Syrii skierowała tam 30 września 2015 wydzielony kontyngent wojskowy. Rosjanie przejęli dowodzenie siłami koalicyjnymi, wzmocnili je sprzętowo, wsparli z powietrza. Mimo relatywnie nielicznych oddziałów armii rosyjskiej, dowództwo rosyjskie w oparciu o lokalne syryjskie oddziały nieregularne, armię syryjską, najemników — kontraktowych („Wagnerowcy"), libański Hezbollah stworzyli sprawną, zabójczo skuteczną, maszynerię wojskową. Wsparli ich Irańczycy siłami rekrutowanymi z Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej oraz finansowane, szkolone i uzbrojone przez Teheran milicje szyickie, w tym najemnicy z Afganistanu (Legion Fantimion). 

    Opisane powyżej wojska unicestwiły terrorystów Państwa Islamskiego, rozgromiły wspieranych przez Arabię Saudyjską, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Katar i Jordanię siły islamskich rebeliantów tzw. „zielonych". Przed ostatecznym pogromem ocaliła ich Turcja.

    Rebelianci protureccy, terroryści z An-Nusry i siły finansowane i wspierane przez kraje zachodnie kontrolują już tylko prowincję Idlib. W obliczu gróźb bombardowań Syrii przez koalicję pod wodzą USA na czele z Wielką Brytanią i Francją, Rosjanie zawarli porozumienie z Turcją i do Syrii wkroczyła armia turecka. Utworzono strefę zdemilitaryzowaną wokół prowincji, którą patrolować mają wojska tureckie i rosyjska żandarmeria wojskowa.

    Póki co Turcja nie wywiązała się w pełni z zaciągniętych zobowiązań, jednak proces rozgraniczania sił rządowych i rebelianckich trwa. Jedną trzecią Syrii kontrolują zaś wojska USA i Francji wspierające oddziały podległych im rebeliantów kurdyjskich z YPG. Mimo stanowczych protestów Damaszku, żądającego opuszczenia swego terytorium przez obce wojska, Amerykanie i Francuzi nigdzie się nie wybierają.

    Tak oto Syria została podzielona na strefy wpływów mocarstw globalnych i lokalnych. Sytuacja daleka jest od normalizacji, a kluczowym jest przeprowadzenie reform politycznych w tym konstytucyjnych z udziałem sił opozycji, aby konflikt zbrojny ostatecznie zakończyć. Prowadzony jest dialog pod auspicjami ONZ w Genewie, a koordynuje go specjalny wysłannik ONZ, szwajcarski dyplomata  Staffan de Minsura. Przy gwarancjach Iranu, Rosji i Turcji prowadzony jest równolegle dialog ze zbrojną opozycją w ramach tzw. formatu astańskiego.

    „Karty rozdają" dziś w Syrii Rosjanie, którzy starcie w Syrii wygrali przy współpracy z Iranem i Turcją i takie są fakty. Turcja zmieniając front z antyrosyjskiego, dziś owocnie z Rosją współpracuje i pod płaszczykiem walki z kurdyjskim terroryzmem wydarła dla siebie północne obszary Syrii.

    W tych warunkach 27 października doszło do szczytu w Stambule, na który przybyli: kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezydent Francji Emmanuel Macron, prezydent Rosji Władimir Putin i gospodarz spotkania prezydent Turcji Recep Erdogan. Przedmiotem spotkania był proces politycznego uregulowania sytuacji w Syrii w tym stworzenie tam dialogu władz i opozycji podczas prac nad przyszłą konstytucją.

    Atmosfera spotkania była przyjazna i luźna. Media pokazały np. prezydenta Rosji, który przywiózł uczestnikom jesienne prezenty w postaci grzybów, orzechów i jagód, kanclerz Merkel, żartującą po rosyjsku, że prezydent Putin zakłada syberyjski płaszcz, czy prezydenta Macrona serdecznym gestem obejmującego prezydenta Turcji.

    Zdjęcie trzymających się za ręce przywódców, w tym dwóch głównych państw Unii Europejskiej — Francji i Niemiec  zamieścił w swoim Twitterze prezydent Andrzej Duda i opatrzył złośliwym komentarzem „Urocze…". Widocznie polski prezydent woli przelew krwi i wojnę w Syrii, niż dialog mający na celu polityczne uregulowanie konfliktu.

    Być może, co jest znamienne, międzynarodowe porozumienia z pominięciem dotychczasowego hegemona światowego porządku — USA, budzi w Andrzeju Dudzie agresję, gdyż uświadamia mu to bankructwo jego koncepcji politycznej, zakładającej sprowadzenie Polski do ślepego wykonawcy amerykańskiej polityki. A oto świat się zmienia, staje wielobiegunowy, USA utraciły swoją pozycję i Polska ustawia się na marginesie światowej polityki jako amerykański lokaj. Zamiast wspierać wysiłki partnerów z UE, wiodących krajów Unii — Niemiec i Francji, polski prezydent uszczypliwie drwi w ramach Twitterowej dyplomacji. Nad Renem i Loarą zapewne zostanie to odnotowane, bynajmniej nie z życzliwością.

    Wracając do szczytu, warto odnotować radykalną zmianę poglądów Francji i Niemiec. Nikt już nie stawia warunku „Asad musi odejść". Prezydent Macron wprost powiedział, że „należy szanować suwerenny rząd syryjski", co było niejako odpowiedzią na uwagę prezydenta Putina, że niestosownym jest określanie władz w Syrii „reżimem w Damaszku".  Macron powiedział też, że „o losie Asada zdecyduje naród syryjski". Tym samym Francja skończyła z groźbami militarnego usunięcia prezydenta Syrii, a jeszcze niedawno to właśnie lotnictwo Francji, Wielkiej Brytanii i USA bombardowało obiekty rządowe w Syrii.

    Uzgodniono potrzebę powołania Komisji Konstytucyjnej, która powinna zostać sformowana do końca roku i przystąpić do prac nad nową konstytucją Syrii i przygotowanie powszechnych wyborów.

    Ogólnie rzecz biorąc, z komunikatu po szczycie wynika, że pomiędzy uczestnikami spotkania nie ma żadnych szczególnych sprzeczności dotyczących tego, że Syria powinna pozostać krajem spójnym geograficznie, świeckim, wieloreligijnym i wieloetnicznym (bez odrębnych Alawistanów, Sunnistanów, Kurdystanów). Kluczowym problemem jest modyfikacja relacji między państwem a społeczeństwem w kontekście nowej rzeczywistości, powstałej w wyniku siedmioletniej wojny domowej i faktu zwycięstwa w niej Asada.

    Europa reprezentowana przez Niemcy i Francję z pewnością spróbuje w taki czy inny sposób nalegać, by Rosja i Iran, przynajmniej werbalnie, wskazały możliwe warunki wyjazdu Asada po zakończeniu okresu przejściowego, w przeciwnym razie „krwawy tyran" znowu pójdzie do urn, prawdopodobnie wygra i będzie z uśmiechem obserwował kwaśne miny „przywódcy wolnego świata". Dlatego negocjacje — pomoc gospodarcza przy odbudowie Syrii w zamian za uwzględnienie życzeń UE w procesie zmian politycznych będzie z pewnością kontynuowana.

    Póki co ani Francja ani Niemcy niczego nie zaproponowały. Warto tu pamiętać, że USA stanowczo odmawiają i naciskają na swoich partnerów, aby żadna pomoc humanitarna nie była kierowana na obszary kontrolowane przez Damaszek i Rosjan.

    Kwestia rebeliantów w prowincji Idib, w obronie których zachód groził stosowaniem siły militarnej, nie została wiążąco rozstrzygnięta. Prezydent Putin na konferencji prasowej powiedział wprost: „Jeśli radykalne elementy uniemożliwią rozwiązania polityczne, przeprowadzą prowokacje ze strefy idlib, Rosja zastrzega sobie prawo do udzielenia skutecznego wsparcia stanowczym działaniom syryjskiego rządu w celu wyeliminowania tego siedliska zagrożenia terrorystycznego".

    Reasumując, szczyt w Stambule pokazał istotną rolę Turcji w rozwiązaniu kryzysu syryjskiego, z czego prezydent Turcji korzysta. Obecność Francji i Niemiec to uznanie przez kraje zachodnie kluczowej roli Rosji, która jest niekwestionowanym zwycięzcą wojny w Syrii i to ona określa dziś warunki odbudowy powojennej Syrii i jej kształtu politycznego. Symptomatyczny jest też brak USA, których pozycja na Bliskim Wschodzie stale maleje na rzecz wpływów Rosji.

    A prezydent Duda? Siedzi przed ekranem komputera i wzorując się na prezydencie Trumpie uprawia twitterową dyplomację. Szkoda, bo dziesięciolecia współpracy polsko — syryjskiej, tysiące Syryjczyków w tym w elitach władzy, będących absolwentami polskich uczelni wyższych to fundament, w oparciu o który polskie firmy mogłyby wnieść znaczący wkład w odbudowę Syrii. Lepiej się jednak z Francji i Niemiec współpracujących z Rosją w tej kwestii wyśmiewać.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    „Porozumienie ws. Idlibu poprze cały świat"
    Szojgu podsumował rosyjską operację wojskową w Syrii
    WSJ: Idlib ma szansę na uniknięcie katastrofy humanitarnej
    Idlib: decyzja Rosji i Turcji ochroni miliony Syryjczyków
    USA czerpią korzyść z obecności PI w Syrii
    Syria: W nalotach koalicji zginęło ponad 60 osób
    „Daily Mail”: Amerykanie nie wiedzą, gdzie jest na mapie Syria i mylą Rosję z Hiszpanią
    Tagi:
    terroryści, szczyt, polityka, porozumienie, konflikt, wojna, Emmanuel Macron, Recep Tayyip Erdogan, Baszar al-Asad, Władimir Putin, Angela Merkel, France, Izrael, Iran, Syria, Turcja, Wielka Brytania, Niemcy, USA, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz