10:14 14 Listopad 2018
Na żywo
    Prezydent Francji Emmanuel Macron

    Macron szykuje się do wojny?

    © AP Photo / Claude Paris
    Opinie
    Krótki link
    Iwan Daniłow
    2353

    Prezydent Francji postanowił po raz kolejny przypomnieć o swoim planie zreformowania Unii Europejskiej i wypowiedział się w tym celu naprawdę ostro, co z pewnością rozgniewa wielu ludzi w Waszyngtonie, a także wystraszy polityków w krajach „młodych europejskich demokracji”.

    Emmanuel Macron nie tylko zaproponował stworzenie niezależnej od USA europejskiej armii, ale podkreślił też, że powinna ona bronić Europy przed Chinami, Rosją, a nawet… USA.    

    Szef Rady UE Donald Tusk
    © AP Photo / Virginia Mayo
    „Nie będziemy w stanie zapewnić bezpieczeństwa Europejczykom, jeśli nie zdecydujemy się na zbudowanie prawdziwej, ogólnoeuropejskiej armii. Europa powinna bronić się przede wszystkim samodzielnie, bez Stanów Zjednoczonych" — powiedział na antenie stacji radiowej Europe 1, dodając: „Musimy się bronić przed Chinami, Rosją, a nawet USA!".

    Francuski przywódca to bynajmniej nie pierwszy wpływowy polityk europejski, który domaga się stworzenia europejskiej armii z prawdziwego zdarzenia. Jak podkreślają zachodnie media, na przykład amerykańska The Wall Street Journal, Macron „poszedł krok dalej" i tłumaczy konieczność powstania ogólnoeuropejskich sił zbrojnych nie tylko potrzebą obrony przed Rosją (do czego wszyscy się już przyzwyczaili), ale także przed Stanami Zjednoczonymi.

    Jak piszą amerykańscy dziennikarze, Macron „postawił USA w jednym szeregu" z siłami, które stanowią „zagrożenie dla kontynentu europejskiego".

    Prezydent Francji skorzystał również z okazji i zasugerował, że Europa powinna być bardziej niezależna, a jest to szczególnie ciekawe w kontekście niezadowolenia, które wyraził z powodu prawdopodobnego wystąpienia USA z Układu o całkowitej likwidacji pocisków rakietowych pośredniego zasięgu. Zdaniem Macrona głównymi ofiarami takiej decyzji Waszyngtonu będzie Europa i europejskie bezpieczeństwo.

    Jesteśmy oczywiście świadkami nie tylko sporu dotyczącego bezpieczeństwa Europy, ale także pieniędzy, do których sprowadza się większość punktów zapalnych na linii Waszyngton-Paryż.

    Trump z uporem maniaka sięga do portfeli Niemiec i Francji, żądając płacenia swojego rodzaju „daniny na utrzymanie armii USA", chcąc doprowadzić jej wysokość do 2% PKB Unii. Macron swoimi wypowiedziami na temat europejskiego wojska pokazuje z jednej strony, że rzeczywiście jest gotów przeznaczyć ogromne pieniądze na poprawę europejskiego bezpieczeństwa (odbierając tym samym Trumpowi jego główny argument), ale jednoczesnie chce, by środki zostawały we wspólnocie, a nie trafiały do budżetu Pentagonu. W tym scenariuszu Waszyngton nie ma dobrych wariantów kontynuowania dyskusji.

    Zdaniem Iwana Daniłowa, USA mogłyby ogłosić, że uważają UE za strukturę, która nie ma własnej suwerenności. Byłoby więc logiczne, by „amerykański protektorat" o nazwie Unia Europejska płacił daninę, której wysokość określa Waszyngon, ale taki krok spotkałby się niewątpliwie z krytyką wszystkich państw — chyba tylko oprócz Polski, która już od dawna jest gotowa płacić więcej.

    Można też spróbować zażądać od UE powrotu w „natowskie ryzy" i zaprzestania  samowoli, jednak powstaje pewien problem: liderzy unii są zajęci tworzeniem paralelnych struktur właśnie z powodu zbyt dużego wpływu USA na NATO, a więc dodatkowe krzyki i apele, by kochać i sponsorować sojusz nie zostaną raczej usłyszane.

    Istnieje jeszcze jeden, najbardziej radykalny wariant. Waszyngton może oświadczyć, że europejscy politycy, którzy opowiadają się za stworzeniem europejskich sił zbrojnych (w dowolnej formie) i popierają projekty energetyczne, związane z Rosją, to tak naprawdę agenci Kremla. Administracja Trumpa może mieć na tyle bogatą wyobraźnię, by rozkręcić antyrosyjską histerię w Europie korzystając z tych samych metod, których użyto przeciwko samemu Trumpowi w USA — tak, żeby doprowadzić do zmiany polityki UE lub zmiany konkretnych polityków konkretnych państw.

    Tak czy inaczej Waszyngton będzie musiał jakoś zareagować na działania Unii Europejskiej odnośnie utworzenia niezależnej armii i niezależnego systemu finansowego, który jak mówią europejscy urzędnicy będzie miał za zadanie umożliwić dalszy handel z Iranem, przeciwko któremu USA wprowadziły rygorystyczne sankcje.

    I wtedy wchodzę ja!
    © Zdjęcie : Podvitski
    Jeśli tego nie zrobi, to Unia, może i w typowym dla siebie żółwim tempie, ale pomyślnie wyjdzie ze strefy amerykańskiego wpływu.

    Tymczasem dla Rosji każdy konflikt „kolektywnego Zachodu" jest bardzo korzystny, a jeśli administracja Trumpa tradycyjnie już przejdzie na język gróźb i ultimatów, to europejscy liderzy będą musieli szukać wsparcia nie tylko w Pekinie, ale również w Moskwie. Nieprzypadkowo Macron, chociaż wymienił Rosję jako zagrożenie, to podkreślił jednocześnie, że ją „szanuje" i uważa za kraj europejski.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Putin obdarował prezentami Merkel, Macrona i Erdogana
    Merkel, Putin, Macron i Erdogan o rezultatach szczytu ws. Syrii
    Francuzi wyszli na ulice Paryża, protestują przeciwko polityce Macrona
    Tagi:
    Emmanuel Macron, Donald Trump, UE, Francja, USA, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz