09:58 15 Listopad 2018
Na żywo
    Marsz Niepodległości w Warszawie

    Przejmując Marsz Niepodległości, prezes przechytrzył wszystkich

    © Sputnik . Alieksiej Witwickij
    Opinie
    Krótki link
    Tomasz Dudek
    10187

    Wczoraj prezydent Warszawy spróbowała zagrać va banque i prewencyjnie zakazała Marszu Niepodległości w obawie przed powtórzeniem historii z zeszłego roku. Ale okazuje się, że Mateusz Morawiecki z Andrzejem Dudą ograli wszystkich, w ostatniej chwili przejmując Marsz.

    Polska. Warszawa. 11 listopada 2015
    © AP Photo / Czarek Sokolowski
    Sytuacja zmienia się jak w kalejdoskopie i przypomina szpiegowski thriller, w którym jednak strona śledzi ruchy drugiej i próbuje zawsze być o pół kroku do przodu. Najpierw Kancelaria Prezydenta próbowała „wziąć" Marsz Niepodległości po dobroci: narodowcy jednak nie chcieli oddać swojej imprezy, na której co roku powiewają flagi i opaski z falangami. Zgodzili się na udział Dudy w ich manifestacji, ale wyłącznie w charakterze gościa. Czuli, że mają przewagę — w końcu ich zgromadzenie rząd PiS zgodził się zarejestrować jako cykliczne, a zatem de facto nienaruszalne.

    Do gry włączyła się urzędująca prezydent stolicy, zaskakując wczoraj wszystkich i całkowicie zakazując marszu. Miała świetną wymówkę: policjanci protestują, masowo biorą zwolnienia, a w ubiegłym roku zdjęcia z rasistowskimi transparentami patriotycznej młodzieży już zrobiły Polsce wstyd w światowej prasie. Natychmiast oburzyli się narodowcy. Zapowiedzieli odwołanie od decyzji HGW. Ale o 22.00 okazało się, że mogą schować swoje żale do kieszeni. Prezydent i premier wkroczyli do akcji — cali na biało. I oświadczyli: dobry wieczór, przejmujemy ten marsz!

    Chodzą pogłoski, że władze planowały „upaństwowić" zgromadzenie już wcześniej, ale zostali zaskoczeni przez niespodziewaną woltę HGW. Polityczkę najwyraźniej zachęciła postawa prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, który wczoraj wieczorem wydał oświadczenie, że zakazuje w swoim mieście manifestacji środowisk narodowych. Na czele wrocławskiego pochodu miał iść były ksiądz nacjonalista Jacek Międlar, a współorganizatorem imprezy był antysemita Piotr Rybak — znany już dobrze dolnośląskiej policji między innymi z eventu, podczas którego spalił na wrocławskim Rynku kukłę przedstawiającą Żyda. Odchodząca prezydent Warszawy, widząc determinację władz stolicy Dolnego Śląska, postanowiła dmuchać na zimne.

    — Warszawa już się nacierpiała z powodu agresywnego nacjonalizmu — powiedziała. — Przez rok nie ma też zarzutów dla tych, którzy łamali prawo podczas ubiegłorocznego marszu. Policja zwróciła się do nas z prośbą o ustawienie barier na trasie pochodu z obawy o zamach terrorystyczny. Wojewoda z kolei zaapelował do dyrekcji stołecznych szpitali, aby zwolnili łóżka w placówkach.

    I już wydawało się, że jest „pozamiatane". Ale późnym wieczorem Centrum Informacyjne Rządu przekazało informację, że kancelarie Andrzeja Dudy oraz Mateusza Morawieckiego porozumiały się — i przejęły „zakazany" marsz, czyniąc go częścią oficjalnych państwowych obchodów. Otworzyć ma go przemówienie prezydenta, zamknąć — wystąpienie Piotra Glińskiego bądź Mateusza Morawieckiego. Wirtualna Polska, powołując się na własnych informatorów, twierdzi, że związany z PiS wojewoda mazowiecki Zdzisław Sipiera miał zamiar ogłosić tę decyzję właśnie w środę wieczorem — ale Hanna Gronkiewicz-Waltz ubiegła go zaledwie o chwilę.

    — Najpierw były negocjacje Kancelarii Prezydenta z organizatorami Marszu Niepodległości. Nieudane. Obie strony nie doszły do porozumienia. Prezydent nie chciał maszerować na warunkach przedstawionych przez narodowców. Narodowcy nie zgadzali się na warunki prezydenta — twierdzi informator Wirtualnej Polski. — Po tym, jak prezydent wycofał się z Marszu Niepodległości spadła na niego lawina krytyki. Trzeba było ratować sytuację. Stąd pomysł na przejęcie marszu narodowców. Decyzja zapadła na samej górze — dodaje źródło.

    Co ta decyzja oznacza dla nas wszystkich? Na pewno dla rządu jest niesamowicie ryzykowna. Ludwik Dorn napisał, że z tej sytuacji „ktoś na pewno wyjdzie poraniony politycznie". I będą to Morawiecki z Dudą. Oficjalnie bowiem zasłonili się koniecznością zorganizowania jednego, oficjalnego marszu, ponieważ miały o to prosić środowiska kombatanckie. Co się jednak stanie, kiedy w jednym miejscu spotkają się prezydent, rząd, wściekli kibice i narodowcy ze swoimi transparentami, autentyczne rodziny z dziećmi i wojenni weterani? Może wybuchnąć awantura. Mając siły policyjne przetrzebione „chorobami", PiS usiłuje tańczyć na cienkiej linie. Przejęcie marszu niekoniecznie może zostać przez narodowców uznane za koło ratunkowe, raczej (słusznie!) za próbę politycznej gry na siebie. Przypuszczam, że Młodzież Wszechpolska, ONR, NOP i inne pomniejsze prawicowe ruchy dopiero teraz pokażą, na co ich stać. Dlatego na wszelki wypadek warszawiacy powinni raczej w najbliższą niedzielę opatulić się w ciepły kocyk i zostać w domu.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Umowa na dostawy amerykańskiego gazu do Polski podpisana
    Polexit: Tusk straszy, Kaczyński uspokaja
    Sputnik nad Polską: rosyjska kinematografia ma się świetnie
    Tagi:
    Hanna Gronkiewicz-Waltz, Mateusz Morawiecki, Andrzej Duda, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz