17:36 18 Listopad 2018
Na żywo
    Stela w Mikolinie upamiętniająca żołnierzy Armii Czerwonej: żołnierzy Pierwszego Frontu Ukraińskiego, którzy zginęli w dniach 23-30 stycznia 1945 podczas przekraczania Odry. Stela została odnowiona w latach 2015-2017 przez wolontariuszy z inicjatywy organizacji Kursk.

    Bitwa o „KURSK”

    © Sputnik . Alexey Vitvitsky
    Opinie
    Krótki link
    Andriej Wypołzow
    4292

    Z jakimi trudnościami borykają się Polacy i Rosjanie, aby zachować wspólną narodową pamięć, można przeczytać w materiale informacyjno - analitycznego portalu „NEWSBALT”.

    Barbarzyństwo popełniane przez polskie władze dotyczące pomników żołnierzy radzieckich — wyzwolicieli, natknęło się na potężny polsko — rosyjski opór. Mowa tu, przede wszystkim, o Stowarzyszeniu „KURSK", który już od dziesięciu lat naprawia i prowadzi renowację zarówno zabytków, jak i całych cmentarzy. Sprawa zaczęła nabierać  siły na przestrzeni ostatnich kilku lat dzięki pomocy finansowej najpierw zwykłych Rosjan, a teraz i Fundacji z St. Petersburga, a także organizacji pozarządowych w Rosji. Z jakimi trudnościami przychodzi zmierzać się Polakom i Rosjanom, aby zachować wspólną narodową pamięć, mogą Państwo przeczytać w materiale informacyjno-analitycznego portalu „NEWSBALT".

    HISTORYCZNA PRAWDA O RADOMIU

    W zeszłym tygodniu w polskim mieście Radom położonym sto kilometrów na południe od Warszawy, odbyła się uroczysta ceremonia otwarcia odrestaurowanego wojskowego cmentarza, gdzie spoczywa ponad 5 tysięcy czerwonoarmistów.

    Nazistowski slogan w okupowanym przez Niemców Radomiu: Koła powinny obracać się do zwycięstwa
    © Zdjęcie : Radom.fotopolska.eu
    Nazistowski slogan w okupowanym przez Niemców Radomiu: "Koła powinny obracać się do zwycięstwa"

    Dla okupujących Polskę hitlerowców Radom był łakomym kąskiem, ponieważ w mieście działała Państwowa Fabryka Broni w Polsce. W 1941 roku niemieccy najeźdźcy zbudowali w Radomiu getto, gdzie zagonili całą żydowską diasporę, a była ona nieprzeciętna. Według polskiego spisu ludności w 1939 roku w Radomiu mieszkało 85 tys. osób, z czego, około 32 tysiące to byli Żydzi. Hitlerowcy w Radomiu ich wszystkich zniszczyli.

    Przed brunatną dżumą uratowali Radom radzieccy żołnierze. Na stronie internetowej radomskiego ratuszu o tym fundamentalnym w historii miasta fakcie napisano z niebywale jezuicką dyplomacją:

    „Wyzwolenie od okupacji niemieckiej nastąpiło 16 stycznia 1945 roku. Miasto nie zostało zniszczone".

    To znaczy, jakby „samo się stało". Prawda historyczna mówi o tym, że w walkach o wyzwolenie Radomia zginęło 2 625 żołnierzy Armii Czerwonej. Oni i jeszcze ponad dwa tysiące żołnierzy radzieckich spoczywają na cmentarzu radomskim, który w latach współczesnej polskiej niepodległości był doprowadzony do spustoszenia.

    Renowacja cmentarza stała się możliwa dzięki grantowi przekazanemu od Prezydenta Rosji na rozwój społeczeństwa obywatelskiego, który otrzymała Fundacja „Katedra Morska Kronstadt im. Świętego Mikołaja Cudotwórcy" z Sankt — Petersburga.

    „Przygotowanie do radomskiego projektu zajęło prawie rok — powiedział dla „NEWSBALT" Dyrektor fundacji Andrzej Kononov. — Specyfika jego polega na tym, że bierze w nim udział zarówno rosyjska, jak i polska strona. Oprócz grantu prezydenckiego, znaleźliśmy środki finansowe od sponsorów i sami zebraliśmy część pieniędzy. Bezpośrednio w realizacji projektu brała udział polska społeczność reprezentowana przez budowniczych, firmy wykonawcze i organizacje ds. projektów".

    Remont pomników na cmentarzu w Radomiu
    © Zdjęcie : Facebook.com/Stkursk
    Remont pomników na cmentarzu w Radomiu

    Złożoność renowacji polegała na tym, że cmentarz ten znajduje się pod opieką nie tylko województwa, ale i organizacji, która zajmuje się ochroną zabytków.

    „Cmentarz jest ogromny: 80 grobów, dwa pomniki i trzy prawosławne krzyże — opowiada dowódca Stowarzyszenia „KURSK" Jerzy Tyc. — Pomniki mają wartość historyczną i są wpisane do specjalnego rejestru, dlatego renowację musiały przeprowadzić właściwe dla tej dziedziny organizacje. Tylko za jeden projekt, który przygotował specjalista z odpowiednią licencją, zapłaciliśmy ponad 2 tys. zł (około 40 tys. rubli. — „NEWSBALT"). Ale zrobiliśmy to''.

    POSTANOWILI ZŁAMAĆ MOJE „KORZENIE"

    Piękne i uroczyste zdjęcia z odnowionego cmentarza radomskiego nigdy nie powiedzą o trudnościach, z jakimi musiało walczyć w tym roku Stowarzyszenie „KURSK" i jego Prezes Jerzy Тyc. Redakcja „NEWSBALT" po raz pierwszy w MEDIACH publikuje kronikę prowokacji pod adresem dowódcy stowarzyszenia.

    "Jako były policjant, a byłych, jak wiadomo, nie ma, wszystko zrozumiałem po majowych wydarzeniach, kiedy została zatrzymana moja narzeczona Ania (chodzi o wydalenie z Polski Anny Zacharian — „NEWSBALT") — mówi Tyc — Zrozumiałem, że mniej więcej pod koniec 2017 roku w jakimś tajnym biurze w Warszawie zdecydowano rozbić Stowarzyszenie „KURSK", nie dopuścić do tego, abyśmy pracowali. I nie chodzi o to, że odnawiamy zabytki. Przeprowadziliśmy konferencje, okrągłe stoły dotyczące ostrych spraw, na przykład, w Trzciance, gdzie brutalnie zniszczono mauzoleum w miejscu zbiorowej mogiły żołnierzy — czołgistów Armii Czerwonej. Wstąpiliśmy w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Zaczęli wtedy ścigać tych ludzi, którzy pracowali ze mną jako wolontariusze, ale którzy nie mieli obywatelstwa polskiego. Mnie — obywatela Polski — zatrzymać, zamknąć nie ma za co. Zakładając, oczywiście, że grają „fair — play". W ciągu dziesięciu lat pracy „KURSK" nie złamał prawa. Pracuję tylko na podstawie zezwoleń, które wydają szefowie gmin. Przestrzegam wszystkich polskich przepisów i jestem Polakiem. Jednak, postanowili złamać moje korzenie".

    Maria Zacharova i Natalia Stolarczyk
    © Zdjęcie : Stop-klatka RT
    Maria Zacharova i Natalia Stolarczyk

    Władze Polski zaczęły od Natalii Stolarczyk, która podróżowała z Jerzym Тycem do Moskwy na spotkanie z przedstawicielem MSZ Rosji Marią Zacharową. Stolarczyk mieszkała w Polsce od 22 lat, ma dwójkę dorosłych dzieci, ona sama zajmuje się handlem kosmetykami. Jako wolontariusz „KURSKA" Rosjanka opiekowała się pomnikami czerwonoarmistów, a także występowała w akcjach protestacyjnych przeciwko odradzającemu się w Polsce nurtowi banderyzmu (na jednym z wideo z protestu Natalia Stolarczyk stoi obok Mateusza Piskorskiego — obecnego więźnia politycznego Polski).

    Sąd apelacyjny. Warszawa.
    © Sputnik . Krzysztof Żurek
    Nieoczekiwanie w 2017 roku Natalia Stolarczyk otrzymała papier podpisany przez polskiego Ministra Spraw Wewnętrznych z żądaniem opuszczenia Polski w ciągu 24 godzin. Powód — zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Polski.

    "Jak mogłem Natalii pomóc? W żaden sposób. Musiała wyjechać do Karelii, do swoich rodziców. To przeszło niepostrzeżenie, nawet w rosyjskiej Ambasadzie nie od razu dowiedzieli się o deportacji Stolarczyk. Ona, mając nadzieję, że Polska to państwo prawa, złożyła zażalenie do sądu, ale na próżno" — kontynuował dowódca „KURSKA".

    Wkrótce do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) Polski wezwana była jeszcze jedna pomocnica „KURSKA". Redakcja „NEWSBALT" zna imię i nazwisko Rosjanki, jednak na jej prośbę nie publikuje, ponieważ mogą ucierpieć jej bliscy.

    "W Polsce nigdy nie miałam problemów z prawem — powiedziała dla „NEWSBALT" dziewczyna. — Jedyne "naruszenie" — to pomoc Stowarzyszeniu „KURSK". Rzecz w tym, że wtedy „KURSK" zorganizował Międzynarodową Konferencję „Cześć ich pamięci" w sprawie barbarzyńskiego zniszczenia mauzoleum przez władze miasta Trzcianki. Ja pomagałam Jerzemu Tycowi w Trzciance. W siedzibie ABW praktycznie cała rozmowa dotyczyła Stowarzyszenia „KURSK" i stosunków polsko — rosyjskich. Ja nieświadomie powiedziałam im, że działalność „KURSKA" pomaga pokazać Rosjanom Polskę jako normalne państwo, a nie jako kraj niewdzięcznych ludzi".

    Typowy stan grobów radzieckich żołnierzy w Polsce, z którym borykają się restauratorzy Stowarzyszenia „KURSK”
    © Zdjęcie : NEWSBALT
    Typowy stan grobów radzieckich żołnierzy w Polsce, z którym borykają się restauratorzy Stowarzyszenia „KURSK”

    W zeszłym roku dziewczynie skończyło się zezwolenie na legalny pobyt w Polsce i opuściła kraj. Już w październiku 2018 roku Rosjanka przyleciała na lotnisko do Bratysławy i ze zdziwieniem dowiedziała się od słowackiej Straży Granicznej, że jeszcze w kwietniu 2018 roku Polska wpisała ją na czarną listę całej strefy SCHENGEN.

    NIEWOLNICY SŁUŻB SPECJALNYCH

    To były „kwiatki". W kwietniu 2017 roku „KURSK" zorganizował jeszcze jedno wydarzenie — otwarcie po remoncie cmentarza wojennego — tym razem na południu Polski, w Proszowicach. Nie przesadzam, tak dużej międzynarodowej delegacji podczas uroczystości poświęconej ochronie pamięci żołnierzy radzieckich w Polsce, współczesna Rzeczpospolita jeszcze nie widziała i się nie spodziewała.

    „Przyjechali goście z Rosji, Niemiec, Białorusi, Ukrainy. Jakbyśmy wrócili do czasów Polskiej Republiki Ludowej. Flagi, kadeci, weterani Wojska Polskiego i Armii Radzieckiej, bębniarze, pieśni" — wspomina jeden z uczestników ceremonii, rosyjski emeryt wojskowy Michał Pyriesin z Kaliningradu.

    Uroczyste otwarcie odnowionego cmentarza poprzedziło spotkanie gości z Burmistrzem Miasta Proszowice Grzegorzem Cichym w miejscowym Domu Kultury.

    „Dziś rano wyjechaliśmy z hotelu blisko Zakopanego i udaliśmy się do Proszowic  — powiedział Jerzy Tyc. — Nie przejechaliśmy pięciu kilometrów, jak zablokowali nam drogę policjanci. Powiedzieli, że przekroczyłem prędkość. Dobrze, powiedziałem, wypiszcie mandat, spieszę się. Mieli oni jednak inne zadanie. Przetrzymali mnie na trasie prawie dwie godziny! Najpierw, sprawdzali trzeźwość, a potem wyjęli jakąś skrzynkę i powiedzieli, że poddadzą badaniu na obecność narkotyków. Potem podeszli do Anny, poprosili o okazanie paszportu. Choć, powtarzam, zatrzymali kierowcę za przekroczenie prędkości, to do czego im potrzebni pasażerowie? Telefony się u mnie urywają: „Jerzy, gdzie jesteś?", a Policja przystąpiła do kontroli samochodu. Przy tym, widzieli mój mundur policyjny, który leżał na tylnym siedzeniu, w nim chciałem wystąpić na konferencji. To znaczy, oni widzieli, że jestem ich kolegą, nawet i były, ale kolega. Ot, taka „solidarność". To wstyd dla polskiej Policji. Stali się niewolnikami służb specjalnych".

    Jerzy Tyc i Anna Zacharian
    © Zdjęcie : NEWSBALT
    Jerzy Tyc i Anna Zacharian

    Sprawdzając dokładnie samochód i niczego nie znajdując, policjanci puścili Tyca. Niedaleko jednak. Po dziesięciu kilometrach — ponownie policjanci. Ponownie test na obecność alkoholu.

    „Ja im mówię, że Wasi koledzy dopiero co nas sprawdzali, a oni do mnie — proszę zatrzymać się na poboczu i czekać. Czekaliśmy czterdzieści minut. W związku z tym, spotkanie z Burmistrzem Miasta Proszowice odbyła się bez nas. Nie pozwolili, żebym wygłosił przemówienie. Ledwo zdążyliśmy na cmentarz", — powiedział dowódca „KURSKA".

    NIE JESTEŚ POLAKIEM

    Pomnik w Mikolinie
    © Zdjęcie : Tomasz Trump
    Kulminacja prześladowań Stowarzyszenia „KURSK" nastąpiła w maju 2018 roku, kiedy polskie władze popełniły na szeroką skalę prowokację, którą inaczej jak kompromitacją Policji i Straży Granicznej nie można nazwać. „Wielki wyczyn — zatrzymanie dwóch gospodyń domowych!" — woła Jerzy Tyc. Historie deportacji Katarzyny Cywilskiej i Anny Zacharian dotarły do wielu rosyjskich MEDIÓW i stały się szczytem bezprawia władz polskich.

    Podsumowując sprawę wydalenia pomocnic „KURSKA" Program Pierwszy Telewizji Polskiej przedstawił „dziennikarskie śledztwo" dotyczące działalności Jerzego Тyca, po obejrzeniu którego dowódca „KURSKA" zaczął otrzymywać groźby.

    „Pokaz filmu poprzedziła wizyta polskich reporterów TV w moim domu, w Surmówce. Domyślałem się, że korespondenci głównego polskiego kanału TV zgodzą się  na prowokację, ale u mnie jest taka zasada — ze wszystkimi rozmawiać. Taki przykład: Dziennikarka bezpośrednio pytała mnie: „A jak Pan, jako Polak, może żyć z kobietą — szpiegiem?". W końcu to, co mówiłem — to jedno, a co pokazywali w TV — to coś zupełnie innego. Powiedzieli, na przykład, że tracę dziesiątki tysięcy dolarów na podróże do Rosji i po całym świecie. O mój Boże! Umieścili nad moim domem dron, aby pokazać moją „posiadłość". Na ekranie były oficer polskich służb specjalnych krzyknął: „Jak to możliwe, że istnieje organizacja, która dba o pomniki okupantów?!" Jeszcze jeden przykład: Wspaniała fotografia z Marią Zacharową, gdzie siedzimy na kanapie i rozmawiamy. Niestety, w wersji telewizji polskiej moje oczy są zasłonięte czarnym prostokątem. Dlaczego? Aby polski widz podświadomie przywykł do takiego mojego obrazu, jako państwowego przestępcy" — uważa Tyc.

    Po tym programie dowódca „KURSKA" otrzymał listy z pogróżkami. Nieznani ludzie pisali: „Wynoś się, k****, do Rosji!", „Ty się sk*******", „Nie jesteś Polakiem". A kiedy Tyc wybrał się do miasta Dąbrowa Górnicza, aby wywieźć trzy pomniki przeznaczone do rozbiórki, tam czekała na Niego banda łobuzów.

    Sławomir Dębski, Dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych
    © Sputnik . Dmitrij Obolenskij
    „Otoczyli pomnik, nie pozwalając rozpocząć pracy wykrzykując przekleństwa. Byłem zmuszony prosić o pomoc Policję. Sam natomiast, w samoobronie, wziąłem do ręki metalowy kij, — opowiedział przewodniczący „KURSKA".  — Oto, jakie czasy w Polsce nastały. Obecnie wielu wolontariuszy odeszło ode mnie. Zwyczajnie, boją się. Nawet niektórzy członkowie mojej rodziny nie chcą ze mną rozmawiać".

    NISKI UKŁON DLA DONBASU

    Porozmawiamy teraz o finansowej stronie w sprawach wspólnej polsko — rosyjskiej pamięci. Już od kilku ostatnich lat fundusze na renowację zabytków pochodzą z Rosji, co z pewnością jest najsilniejszym impulsem dla polskiej rusofobicznej władzy. Mimo to, jakby oficjalna Warszawa „nie zgrzytała zębami", prawo jest prawem.

    "W Polsce jest ustawa o organizacjach pozarządowych, gdzie wyraźnie jest powiedziane, że każda organizacja ma prawo przyjmować darowizny z zagranicy i za te pieniądze pracować. Z tych pieniędzy nie płacone są podatki. W tej ustawie też nigdzie nie zaznaczono, że nie można brać pieniędzy od Rosjan" — powiedział dla „NEWSBALT" prawnik z Kaliningradu,  zapoznany z polskim prawem.

    Uroczysta ceremonia otwarcia odrestaurowanego pomnika w Mikolinie
    © Zdjęcie : NEWSBALT
    Uroczysta ceremonia otwarcia odrestaurowanego pomnika w Mikolinie

    Jerzy Tyc powiedział, że Stowarzyszenie „KURSK" rozlicza się raz w roku w Urzędzie Skarbowym, i na przestrzeni 10 lat pracy nie zdarzyło się mieć żadnego problemu podatkowego.

    „Ponadto, w ciągu ostatnich ośmiu miesięcy trzy razy mnie sprawdzała prokuratura, ale nie sama z siebie, tylko z powodu donosów, że ja rzekomo propaguję komunizm. Co ciekawe, za każdym razem, prokuratura, a następnie sąd postanawiali, że Stowarzyszenie „KURSK" działa zgodnie z prawem. Prokuratura wydała nawet taki zakaz związany z czerwoną gwiazdą, który nazywam „przeciwpancernym". Powołując się na przepisy, ona udowodniła, że według międzynarodowych standardów czerwona gwiazda nie jest symbolem komunizmu".

    Tyc przyznaje, że od początku działalności Stowarzyszenia „KURSK" nie chciał w ogóle ubiegać się o pomoc finansową ze strony Rosjan.

    „To my, Polacy, mamy dług u żołnierzy radzieckich. Jak możemy prosić o pieniądze od Rosjan, skoro ich dziadkowie zapłacili bezgranicznie dużo? Ja pracowałem za swoje pieniądze i własnymi rękami. Niestety, nadszedł czas, i powiedziałem sobie — dalej nie mogę. Jest możliwość wiele zrobić, a własnych pieniędzy już nie starczało. Zabierać pieniędzy rodzinie nie mogłem"  — wspomina Tyc.

    Jedna z pierwszych polsko — rosyjskich akcji dotycząca renowacji pomnika odbyła się w Mikolinie, gdzie wznosi się majestatyczny pomnik poległych żołnierzy radzieckich podczas forsowania Odry. O tej historii wspomina mieszkaniec Kaliningradu, zaangażowany w zbieranie pieniędzy i z powodu własnej skromności proszący nie ujawniać jego nazwiska:

    Polska straż graniczna
    © AP Photo / Czarek Sokolowski
    „Kiedy zobaczyłem w Internecie, czym chłopaki z „KURSKA" się zajmują, mnie od razu, bezwzględnie, zachciało się w tym uczestniczyć. Ja spisałem się z Tycem, proponując swoje siły — pracowite ręce Kaliningradczyków. Chodziło o remont pomnika w Мikolinie, który już w tym roku był utrudniony przez jakiś „gadów". Poruszyła mnie historia tego pomnika. Nie dość, że jest najstarszy i największy w Polsce, to tam w tej wsi Mikolin, w walce o forsowanie Odry w ciągu dwudziestu dwóch dni zginęło 43 tysiące naszych żołnierzy! Zatem, zebrałem przyjaciół, którzy byli gotowi pojechać i popracować fizycznie. Niestety, po rozmowach doszliśmy do wniosku, że to wszystko będzie nieskuteczne. Po pierwsze dlatego, że u wszystkich są rodziny, praca, więc mało kto będzie w stanie wyrwać się na tydzień do Polski. A jechać na weekend — 700 kilometrów od Kaliningradu — mowy nie ma. Naprawdę nic nie zrobisz. Po drugie, wszyscy mieli wizy turystyczne, u niektórych były wizy biznesowe. A my, w rzeczywistości, jedziemy do pracy. I jeśli, hipotetycznie, polskie władze zechcą do nas się doczepić, to oto ona — podana na dłoni przyczyna — pracujemy bez zezwolenia na pracę. Koniec końców, pomysł pomocy fizycznej odrzuciliśmy. W zorganizowaniu natomiast zbiórki pieniędzy nikt nam nie przeszkadzał".

    Kaliningradczyk otworzył w Banku rachunek i napisał post w sieciach społecznościowych.  Pojawiały się odpowiedzi na post, ale pieniądze „spływały" bardzo powoli. Wszystko zmieniło się, gdy informacja trafiła do Donbasu.

    "Nie kaliningradczyk zebrał te pieniądze, żeby była jasność. Bezgranicznie dziękuję, przede wszystkim ludziom z Donieckiej Republiki Ludowej —  kontynuuje rozmówca „NEWSBALT". — Jakim sposobem do Donbasu dotarły nasze informacje, nikt już nie powie, ale stamtąd nagle poszedł prawdziwy strumień pieniędzy. Z Ługańska, Doniecka ludzie pisali: „Ukłony", „Dziękuję". Następnie pieniądze przysyłali już z Sachalinu, z Powołża. A z Kaliningradu nadchodziły pieniądze głównie od emerytów i byłych wojskowych. Żaden z naszych posłów, który w Kaliningradzie buduje dom, ani grosza nie dał. Ja, osobiście, prosiłem kilku posłów z Kaliningradu, ale udali, że ta prośba przeszła jakoś tak obok nich. W sumie, na remont w Mikolinie zebraliśmy 290 tysięcy rubli".

    LICZĘ NA ROZSĄDEK POLSKICH POLITYKÓW

    Obecnie Stowarzyszenie „KURSK" ściśle współpracuje z  Fundacją „Katedra Morska Kronstadt im. Świętego Mikołaja Cudotwórcy" w Sankt Petersburgu.

    „W ciągu trzech lat my naprawiliśmy w Polsce pięć cmentarzy i trzy pomniki, i chcę podkreślić, że nie udałoby się zrealizować ani jednego projektu bez wsparcia lokalnych władz — powiedział dla „NEWSBALT" Dyrektor Fundacji Andriej Kononov. — Tak, działacze „KURSKA", na czele z Jerzym Тycem spotykają się z oporem, tak, w Warszawie, w samym centrum Polski, jest bardzo ostrą antyrosyjską propagandą. Jednak kiedy wyjeżdżasz z Warszawy 20 — 30 kilometrów, to spotykasz zupełnie innych ludzi. Władze lokalne zawsze idą nam na spotkanie. Przecież oni od razu „zabijają dwie pieczenie na jednym ogniu". Po pierwsze, doprowadzić do porządku swoje terytorium, oszczędzając swoje pieniądze, po drugie, zdobywają miejsca pracy, nawet tymczasowo, w obliczu polskich firm wykonawczych. W tej chwili, uważam, że jest bardzo korzystne dla polskich gmin mieć w naszym obliczu takiego klienta".

    Andriej Kononov na cmentarzu w Radomiu
    © Zdjęcie : Facebook.com/Stkursk
    Andriej Kononov na cmentarzu w Radomiu

    Andriej Kononov nie zaczął chwalić się kosztami prac na ostatnio odnowionym cmentarzu w Radomiu, zauważając, że „zdajesz sobie sprawę, że wszystkie działania za granicą tanie być nie mogą". Szef  Fundacji z ostrożnym optymizmem patrzy w przyszłość zachowania wspólnej pamięci.

    „Liczę na rozsądek polskich polityków, na przemyślane decyzje naszego sąsiada. Spotkaliśmy się z setkami ludzi w Polsce i na własne oczy widzimy, że pamięć narodowa istnieje w Polsce, jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Polacy pamiętają, że radziecki żołnierz dzielił się z ich ojcami i matkami, gdy byli dziećmi, ostatnim kawałkiem chleba lub puszką gulaszu. To są rzeczy, których się nie da zapomnieć, jakby się nie starała się oficjalna polska propaganda".

    „Zawsze powtarzam, że w Polsce są dwa różne światy. Świat Warszawy i świat zwykłych ludzi. Właśnie dlatego stoją pomniki» — podsumowuje Jerzy Тyc.

    Tłumaczenie Doroty Wieruckiej

    Tekst jest publikowany za zgodą informacyjno — analitycznego portalu „NEWSBALT". Oryginał pierwotnie ukazał się na stronie „NEWSBALT".    

    Zobacz również:

    Kurska represje nie złamią
    Stowarzyszenie „Kursk" podnosi poprzeczkę
    Aktywiści "Kurska" odremontowali pomnik radzieckich czołgistów
    Działacze stowarzyszenia „Kursk" odrestaurowali radziecki pomnik
    Tagi:
    Stowarzyszenie KURSK, Jerzy Tyc, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz