06:46 16 Grudzień 2018
Na żywo
    Donald Trump, Angela Merkel, Emmnuel Macron, Brigitte Macron y Vladímir Putin

    Warszawa: Nasza chata z kraja

    © Sputnik . Servicio de Prensa del Presidente de Rusia
    Opinie
    Krótki link
    Grzegorz Waliński
    9328

    Bo jak z takim podejściem znaleźć wspólny język z resztą kontynentu? Bo o zmarnowaniu okazji, żeby być w miejscu, gdzie gromadzi się reszta świata, jako o błędzie czysto taktycznym, szkoda nawet mówić. Cóż - pan Prezydent i Pan Premier woleli maszerować w Warszawie.

    By uczcić stulecie zakończenia I wojny światowej w Paryżu pojawiło się 60 głów państw i szefów rządów. Tak spadkobierców państw Ententy, jak i państw centralnych. Polska była reprezentowana tylko na szczeblu ministerialnym — w języku dyplomacji oznacza to czysto rutynowe zaznaczenie, że w ogóle Warszawa tę okazję zauważyła, nie przywiązuje jednak do niej większej wagi.

    Nasza chata z kraja.

    Choć niby lubimy łudzić się wyobrażeniem, że Polska to „Serce Europy".

    Fakt — I wojna światowa w polskiej pamięci zbiorowej zajmuje dziwne miejsce. Nie była to nasza wojna. Stronami w niej były państwa zaborcze, więc trudno oczekiwać, żeby Polacy pamiętali ją jako „swoją" wojnę.

    Jeśli już — to jako wojnę, w której efekcie, na skutek niebywałego zrządzenia dziejowego upadły wszystkie trzy — bo w 1918 r. nie było już ani imperialnych Niemiec, ani dualnej monarchii austro-węgierskiej, ani carskiej Rosji.

    Co więcej — na wschodzie Europy sytuacja była ustabilizowana, bo Lenin miał w 1918 r. większe problemy niż kontynuowanie wojny z państwami centralnymi, której wielkiego sensu kontynuowania nie widział, woląc zawrzeć taktyczny pokój. I na tym polska refleksja nad „wojną prowadzoną po to, aby zakończyć wojny" się zwykle kończy. Czasem dodaje się tylko trochę frazesów o Polakach walczących na jej frontach pod cudzymi sztandarami, o taktycznych sojuszach różnych opcji.

    Prezydent Francji Emmanuel Macron na uroczystościach pod Łukiem Triumfalnym w Paryżu z okazji 100. rocznicy zakończenia I wojny światowej
    © Sputnik . Russian Presidential Press Office/Mikhail Metzel/TASS/POOL
    Prezydent Francji Emmanuel Macron na uroczystościach pod Łukiem Triumfalnym w Paryżu z okazji 100. rocznicy zakończenia I wojny światowej
    To, żeby I wojna światowa — choć wojen nie zakończyła, lecz zaowocowała kolejną, jeszcze straszniejszą — miała dla dzisiejszej Europy konstytutywny charakter, umyka naszej refleksji całkowicie. Związek pomiędzy hekatombą na Polach Flandrii, między przeoraniem tkanki społecznej we wszystkich biorących udział w konflikcie państwach, między rewolucją bolszewicką w Rosji — przypomnijmy choćby na marginesie niechętnie przywoływany w dziś obowiązującej narracji fakt, że to Rosja Radziecka jako jedno z pierwszych państw uznała prawo Polaków do samostanowienia — między tym wszystkim, co stanowiło faktycznie o końcu dziewiętnastowiecznego świata — jest w dla nas przynajmniej nieoczywisty. Starczyła nam niepodległość.

    Rzecz jasna — niepodległość znaczyła wiele, bardzo wiele. Trudno spodziewać się, żebyśmy wówczas, mając pilniejsze sprawy na głowie, przeżywali tak bardzo to, co działo się z resztą Europy, ale żeby to aż tak ignorować w późniejszym okresie — wydaje się mimo wszystko niezrozumiałe. Nie tylko niezrozumiałe, ale i szkodliwe, bo czyni Polskę wyobcowaną, wyłączoną ze wspólnoty — i to wspólnoty szerszej niż tylko Unia Europejska, ale w skali całego kontynentu.

    Domniemana unikalność polskiego doświadczenia tego ani nie tłumaczy, ani nie usprawiedliwia.

    Niezrozumienie doświadczenia pierwszowojennego w Polsce jest jednak kluczem do całego szeregu mentalnych pułapek, w które jak bardzo skłonni jesteśmy wpadać — czy to rozkoszując się myślą o tym, jak to zostaliśmy zdradzeni (o świcie, lub nie), osaczeni przez wrogów, w naszej samotności wobec klęsk znajdując perwersyjną wręcz przyjemność. Bo istotą jego nierozumienia jest to, że widziana z polskiej perspektywy wojna może być tylko „nasza" (czyli słuszna) i „nie nasza" — czyli pozbawiona znaczenia. A ta wpada w tę drugą kategorię.

    W moich uneskowych czasach tak się składało, że przez szereg lat z rzędu 11 listopada spędzałem w Paryżu.

    Wtedy jeszcze żyli nieliczni weterani Grande Guerre. Z roku na rok ich szpaler ustawiony przed Łukiem Triumfalnym robił się jednak z nieuniknionych powodów coraz krótszy i krótszy. Dziś — według mojej wiedzy — nie ma wśród żyjących ani jednego, choćby najmłodszego.

    We Francji pamięć o I wojnie światowej trwała zawsze.

    Diametralnie inaczej niż w Polsce — to była „ich wojna". O konkretną sprawę. Choćby o zmazanie klęski pod Sedanem w 1870 r., o odzyskanie Alzacji i Lotaryngii. Element patriotycznej interpretacji w wyobrażeniach Francuzów był niezwykle silny. Silniejszy pewnie, niż w jakimkolwiek innym kraju. Ale i w tym kraju pamięć o latach 1914-1918 zmieniała się, i tak jak odchodzili na wieczną wartę ostatni, którzy pamiętali błotniste okopy zachodniego frontu, którego przesunięcie o kilkaset metrów w tę czy drugą stronę okupywane były dziesiątkami tysięcy zabitych, tak i w świadomości Francuzów coraz bardziej dominować zaczął inny punkt widzenia, wcześniej obecny, na przykład, w Wielkiej Brytanii — że była to wojna okrutna i bezsensowna, pełna traumy i cierpienia, będąca efektem beztroskiej polityki przywódców przełomu wieków i rozbuchanych sprzeczności wąsko rozumianych interesów.

    Marsz w Warszawie na 100-lecie odzyskania niepodległości
    © REUTERS / Kacper Pempel
    Marsz w Warszawie na 100-lecie odzyskania niepodległości
    Bo dziś nie da się już o tej wojnie w Europie opowiadać językiem sztandarów, werbli i uwielbienia dla tej czy innej monarchii.

    Kto by tak czynił, popadałby w groteskowe naśladownictwo tytułowego bohatera „Przygód dobrego wojaka Szwejka", gdy wygłaszał swoje patetyczno-patriotyczne cymbalstwa o tym, jak to pięknie jest polec za Najjaśniejszego Pana. W ten sposób dziedzictwo I wojny światowej, już za jej trwania trudnej do wytłumaczenia obywatelom, po stu latach ma tylko jeden wymiar — właśnie głęboko antywojenny. Nie jako wojny „naszej" lub „nie naszej", ale takiej, w której wszystko jedno, kto w jakim mundurze został zabity i czy miał na głowie pikelhaubę czy hełm Adriana.

    Europa tę drogę refleksji przeszła.

    Dzięki temu 11 listopada 2018 r. w historycznym wagonie w Compiègne — replice tego, w którym w 1918 r. podpisano zawieszenie broni i w 1940 r. kapitulację Francji —  mogli pojawić się prezydent Francji Emmanuel Macron i kanclerz Niemiec Angela Merkel i usiąść w nim obok siebie — nie naprzeciw. Mogli pochylać się nad ofiarami i tym samym umacniać w Europie perspektywę dalszych lat pokoju i integracji. 

    Obchody setnej rocznicy zakończenia I Wojny Światowej w Paryżu
    Пресс-служба Президента РФ
    Obchody te dla Rosji były na tyle ważne, żeby pojawił się na nich prezydent Władimir Putin, swoją obecnością przypominając, że I wojna światowa to nie tylko koszmar frontu zachodniego, ale i dramat, jaki rozgrywał się na wschodzie.

    A Polski w tej obróconej w przyszłość narracji nie ma.

    Jest cały czas anachroniczny sposób postrzegania tej wojny „nie naszej", wybiórczo traktowanej pamięci, w której zapisane są jeśli nie heroiczne — ale tylko nasze — klęski, albo przynajmniej takiej, którą da się ubrać w kostium makabryczno-heroicznej zabawy połączonej z patriotycznym pobrzękiwaniem szabelką, albo choć pałką lub racą.

    Skansen minionej epoki — epoki, której początek końca miał właśnie miejsce w 1918 r.

    To źle rokuje.

    Marsz z okazji 100-lecia odzyskania niepodległości w Warszawie
    © Sputnik . Алексей Витвицкий
    Bo jak z takim podejściem znaleźć wspólny język z resztą kontynentu?

    Bo o zmarnowaniu okazji, żeby być w miejscu, gdzie gromadzi się reszta świata, jako o błędzie czysto taktycznym, szkoda nawet mówić. Cóż — pan Prezydent i Pan Premier woleli maszerować w Warszawie.

    Ciekawe, czy zadali sobie pytanie, jak by wyglądała niepodległość Polski, gdyby w 1919 r. polski rząd zignorował konferencję wersalską? Uważając, że nas to nie dotyczy.

    Grzegorz Waliński, polski publicysta, Warszawa

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Zobacz również:

    Marsz na 100-lecie odzyskania niepodległości
    Cud nad Wisłą
    100-lecie odzyskania niepodległości przez Polskę: To nie moja rocznica
    Dlaczego Trump nie uścisnął ręki Poroszence? (wideo)
    Oczyszczalnia ścieków nie jest ani lewicowa, ani prawicowa, ani liberalna
    Trump: Polsko, wielki kraju
    O Syrii i broni jądrowej: Putin i Trump porozmawiali przy obiedzie
    Warszawa: Akt zalegalizowanego wandalizmu
    Trump o słowach Macrona: Bardzo obraźliwe
    „W święto niepodległości żądamy niepodległości”
    Tagi:
    Marsz Niepodległości, I wojna światowa, polityka, 100-lecie Niepodległości, Rząd RP, MSZ RP, Jacek Czaputowicz, Mateusz Morawiecki, Emmanuel Macron, Donald Trump, Andrzej Duda, Władimir Putin, Angela Merkel, Unia Europejska, Paryż, Czechy, Europa, Francja, Niemcy, USA, Rosja, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz