05:19 11 Grudzień 2018
Na żywo
    Marsz w Warszawie na 100-lecie odzyskania niepodległości

    Rocznicowe zamyślenie

    © Sputnik . Алексей Витвицкий
    Opinie
    Krótki link
    Maciej Eckardt
    6193

    Przed stu laty, będąc trzema kawałkami, zbudowaliśmy jedność. Dzisiaj, będąc jednym kawałkiem, rozsypujemy się na części. Jesteśmy jak rozbite lustro, którego największy ocalały kawałek i tak pozostaje spękaną taflą.

    Przeglądając się w jego okruchach, próżno dostrzec jakiekolwiek spoiwo, które byłoby w stanie posklejać to, co z takim zapamiętaniem potłukliśmy.

    Mądrzejsi — ale czy aby na pewno — o sto lat jakże bolesnych doświadczeń, obłędnie pląsamy dzisiaj w chocholim tańcu, w którym wroga zewnętrznego zamieniliśmy na znacznie bardziej znienawidzonego, bo wewnętrznego.

    Święto Niepodległości, 11 listopada 2014
    © AP Photo / Alik Keplicz
    W 100-lecie niepodległości zafundowaliśmy sobie narodowy apartheid, który posegregował Polaków na równych i równiejszych, na Polaków najprawdziwszych z prawdziwych, wiadomo których, i całą resztę post-Polaków, którzy nie są tymi właściwymi, czyli wiadomo którymi.

    Podkręcamy w sobie wszystkie te narodowe patogeny, które przed 100 laty niepodległość uczyniłyby dla nas nieosiągalną.

    To paradoks, ale największym zagrożeniem dla Polski są… Polacy. I nie chodzi o politykę, którą realizuje państwo, ta jest do naprawienia, ale o to, co się dokonało w nas samych.

    Marsz w Warszawie na 100-lecie odzyskania niepodległości
    © Sputnik . Alex Vitvitsky
    Marsz w Warszawie na 100-lecie odzyskania niepodległości
    Przestrzeń publiczna nie stała się miejscem dialogu.

    Nie rozmawiamy w niej ze sobą, ale na siebie warczymy.

    Nie przekonujemy do swoich racji, ale do nich zaganiamy.

    Nieustannie próbujemy inkorporować wolność innych, wciskając ją w ramy naszych wyobrażeń, na zasadzie — kto nie z nami, ten przeciw nam.

    Donald Trump, Angela Merkel, Emmnuel Macron, Brigitte Macron y Vladímir Putin
    © Sputnik . Servicio de Prensa del Presidente de Rusia
    Z Polski międzywojennej uczyniliśmy wzorzec z Sevres, stawiając ją dzisiejszym Polakom za wzór. Tyle, że nie da się porównać tych dwóch Polsk. Jest między nimi ogromna przepaść, zarówno mentalna, jak i polityczna, o technologicznej nie wspominając.

    Polacy tych dwóch Polsk żyją zupełnie innymi sprawami, operują innymi pojęciami, a ich aspiracje życiowe są do siebie nieprzystawalne.

    To, co było kiedyś nieziszczalnym marzeniem polskich mas, dzisiaj jest oczywistym standardem. Nie da się porównać biedy Polski międzywojennej z biedą Polski dzisiejszej.

    Dzisiejsza polska bieda, byłaby marzeniem tamtej Polski. Nie da się też porównać systemów i temperamentów politycznych.

    Wprawdzie stery rządowe dzierży obecnie, jak to obrazowo określił Grzegorz Braun, grupa rekonstrukcyjna sanacji, to jednak — cokolwiek sądzić o obecnie rządzących — nie jest dzisiaj możliwy, ani proces brzeski ani Bereza Kartuska, choć zapewne naśladowców Kostka-Biernackiego dałoby się znaleźć całkiem sporo.

    Wprawdzie siermiężna piłsudczykowska propaganda okresu międzywojnia znalazła swoją twórczą kontynuację w państwowej telewizji oraz merdających ogonem przy pańskim stole prawicowych tygodnikach, to jednak żyjemy w czasach, w których cenzura nie konfiskuje gazet, a „nieznani sprawcy" nie katują dziennikarzy, ani nie demolują redakcji, jak miało to miejsce w Polsce sanacyjnej.

    Choć dziennikarze są dzisiaj inwigilowani i werbowani przez rozmaite służby — oczywiście z inspiracji wszystkich rządów po 1989 roku — to jednak nie towarzyszy tym działaniom zagrożenie ich życia, lecz zwykła ciekawość władzy, która lubi wiedzieć więcej, niż powinna.

    Zrównać się tego z sanacyjną cenzurą nie da w żaden sposób. Pod tym względem żyjemy w zdecydowanie lepszej Polsce.

    Wiek temu, własnym wysiłkiem udowodniliśmy, że możemy być państwem poważnym. Dzisiaj udowadniamy, że słowa Polska i powaga, to dysonans.

    Wprawdzie napinamy mięśnie do granic wytrzymałości, ale co z tego, skoro nie towarzyszy temu technika i taktyka walki, którą posiadali Paderewski i Dmowski, Piłsudski i Witos, Daszyński i Korfanty. O ówczesnej generalicji nie wspominając.

    Choć różnili się między sobą, mieli jednak to „coś", co sprawiło, że w większym lub mniejszym stopniu tworzyli polityczną drużynę marzeń. Od lewa do prawa. Na ówczesnym klepisku, byli prawdziwą ekstraklasą.

    A dzisiaj?

    A dzisiaj, najlepsi z najlepszych, mogliby co najwyżej podawać im piłki.

    Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

    Tekst jest publikowany za zgodą Redakcji gazety Myśl Polska. Oryginał pierwotnie ukazał się na stronie Myśl Polska.

    Zobacz również:

    Po Marszu: z przodu grzecznie, z tyłu niekoniecznie
    Panie Donaldzie Tusku! Dlaczego Pan mnie inwigilował?
    ABW pokrzyżowała plany prowokatorom z zagranicy
    Korwin-Mikke: 9 kwietnia 2008 roku utraciliśmy niepodległość (wideo)
    „W święto niepodległości żądamy niepodległości”
    Przejmując Marsz Niepodległości, prezes przechytrzył wszystkich
    ABW po was też przyjdzie
    Urban: Niepodległość dziś dla Polski nie jest wartością (wideo)
    Warszawa: Marsz na 100-lecie odzyskania niepodległości
    Tagi:
    Marsz Niepodległości, polityka, 100-lecie Niepodległości, Rząd RP, ABW, Ignacy Daszyński, Ignacy Jan Paderewski, Roman Dmowski, Józef Piłsudski, Bereza Kartuska, Warszawa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz