19:50 12 Grudzień 2018
Na żywo
    Polski publicysta Konrad Rękas. Moskwa.

    Warszawa w odwrocie: „Ile razy można wyciągać w czyjąś stronę rękę i mieć ją oplutą?"

    © Sputnik . Leonid Swiridow
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Swiridow
    101406

    Temperatura w dwustronnych stosunkach polsko-rosyjskich od dawna oscyluje w granicach zera. Czasami — kiedy Warszawa bez wahania po raz kolejny odwraca się plecami od Moskwy — wygląda nawet na to, że dąży do zera absolutnego. Jednocześnie polscy politycy dość skutecznie zastraszają swoich obywateli mitycznym rosyjskim zagrożeniem.

    Na szczęście nie wszyscy Polacy ulegają agresywnej propagandzie i rozumieją, że Rosja jest przede wszystkim sąsiadem.

    Znany polski analityk polityczny i dziennikarz Konrad Rękas odpowiada na pytania komentatora Agencji Sputnik Leonida Swiridowa. Wywiad został zarejestrowany w Moskwie po niedawnej wizycie dużej grupy polskich dziennikarzy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rosji.

    Wycieczka dla przedstawicieli polskich mediów została zorganizowana przez Fundację Dyplomacji Publicznej im. Aleksandra Gorczakowa.

    —  Panie Konradzie, dlaczego polsko-rosyjskie stosunki utrzymują się na zerowym poziomie?

    — Oczywiście, aż prosi się by odpowiedzieć, ze winna jest tylko strona polska, bo to prawda.

    Leonid Swiridow
    © Zdjęcie : Leonid Swiridow
    Minister Spraw Zagranicznych RP Jacek Czaputowicz
    © AP Photo / Vadim Ghirda
    Polska, polskie władze zrobiły dużo, aby nie było żadnych stosunków polsko-rosyjskich. Właściwie można byłoby wyrysować taki wykres, który od lat 90. powodował, że jakakolwiek próba naprawienia ich, doprowadzenia do normalności, była momentalnie przerywana. Niekiedy dramatyczne, niekiedy spokojniejsze, ale zawsze w głupie sposoby.

    Generalnie od lat 90. do dziś widzimy dwa trendy: pierwszy — w okresie smuty jelcynowskiej tłumaczono wszystkim w Polsce, że nie można z Rosją rozmawiać, bo w Rosji jest bałagan.

    Z kolei teraz się tłumaczy, że nie można z Rosją rozmawiać, bo w Rosji jest  porządek.

    Ale skutki tych kolejnych załamań były za każdym razem gorsze.

    Kiedy po autentycznym kryzysie finansowym, kiedy kapitał spekulacyjny uderzył w Rosję w 1997 roku, kiedy dużym utrudnieniam uległy stosunki handlowe Rosji za granicą, polski rząd niemal siłą wyciągał już funkcjonujących na rynku rosyjskim polskich przedsiębiorców, strasząc, grożąc, wmawiając, że z pewnością Rosja się załamie.

    Na nasze miejsce przyszli Holendrzy, Niemcy, inni.

    Następny taki kryzys, kiedy sami Polacy odbudowali kontakty handlowe, gospodarcze, międzyludzkie, to początek lat 2000. Zarówno okres rządów SLD, oczywiście z przerwą, jak i PiS. Ale wcale nie tak dojmujący, jak chcieliby to przedstawiać dziś zwolennicy PiS. I faktycznie pierwszy raz starania zwykłych Polaków napotkały na bardzo życzliwy odzew ze strony polskich i rosyjskich władz. Dochodzimy do punktu drugiego.

    Nie jest do końca tak, że winna leży jedynie po stronie Polski. Bo o ile polskie władze chciałby widzieć siebie jako główny faktor polityki rosyjskiej, o tyle obciążeniem po tamtej stronie, po stronie rosyjskiej, jest to, że w ogóle nie widzą Polski. I oczywiście trudno się jest im dziwić.

    Bo ile razy można wyciągać w czyjąś stronę rękę i mieć ją albo oplutą, albo przytrzaśniętą drzwiami, albo całkowicie zlekceważoną. I to jeszcze przez podmiot o tak niskiej wiarygodności o znaczeniu międzynarodowym, jak kolejne władze III RP.

    Obecnie mamy sytuację już czysto paradoksalną. Z jednej strony Polakom wmawia się, że Polska jest głównym i najważniejszym czynnikiem polityki rosyjskiej. A z drugiej strony, jeśli ktoś nie jest szczególnie życzliwy Polsce, to praktycznie sprawy polskie są w publicznym obiegu nieobecne. Nie ma takiej potrzeby.

    Polska nie ma nic takiego, czego Rosja nie mogłaby sama wyprodukować, stworzyć lub wytworzyć. Nie jest atrakcyjna jako pośrednik wobec Zachodu, bo w tej chwili Zachód, Wschód i cała reszta świata chce z Rosją rozmawiać nawet jeśli udaje że nie chce, bo oznacza to, że chce uzyskać lepsze wyniki, lepsze warunki.

    Szczerze mówiąc, to nam powinno dziś zależeć, dla polskich interesów, aby odzyskać i odbudować dobro sąsiedzkie. Nie jakieś szczególnie uprzywilejowane, nie jakieś uczuciowe, ale normalne stosunki oparte na rozumieniu własnych interesów i pozwolić zwykłym ludziom zrobić resztę. To aż tyle i tylko tyle.

    —  Rezultat jest taki, że Polski nie widać nie tylko z gabinetu prezydenta Władimira Putina, ale w ogóle z gabinetu żadnego urzędnika.

    — Prosta sprawa — nie chcecie, nie będziecie mieli.

    To jest to, co tłumaczę tym żyjącym w Polsce sprawą rosyjską, wbrew pozorom nie tak licznym powszechnie, ale bardzo licznym w obiegu publicznym, osobom, które zajmują się „analityką rosyjską", że Polacy przez całe wieki uważali się za niezwykłych znawców Rosji, ale przez wszystkie te wieki nie nauczyli się jednej rzeczy — siłą nic się nie uzyska, groźbą nic się nie uzyska.

    To nie musi być towarzysz Gromyko, nie musi być prezydent Putin. Po prostu nie da się zmusić do czegoś Rosjanina, jeśli sam tego nie chce.

    Jeśli się komuś wydaje, że jeśli będziemy głośno tupać i krzyczeć, to będziemy mieli niższe ceny gazu, to nie będziemy mieli.

    Jeśli komuś się wydaje, że jeśli bardzo nastraszymy Rosję i dogadamy się z Litwą, Łotwą i kimś tam jeszcze i stworzymy bardzo silny sojusz, to nam wrak oddadzą, przeproszą i jeszcze przyznają, nie. Tak nie będzie.

    Ta szkoła geopolityki polskiej nie jest już w ślepej uliczce, ona ze ślepej uliczki zaszła do piwnicy, z piwnicy do kanału i właśnie spada niżej na dno ścieków i szamba i tam sobie nurkować w zachwycie jaka jest analityczna.

    To jest absolutna nieświadomość tego, jak się z Rosją rozmawia.

    Z Rosją rozmawia się po dobroci, ale nie ulegle, i po interesie. Da się tak dogadać. Krzycząc nie da się.

    —  Po raz drugi uczestniczył Pan w wyjeździe dziennikarskim zorganizowanym przez Fundację Dyplomacji Publicznej Gorczakowa. Jakie ma Pan wrażenia z tej wycieczki: odwiedziliście Niżny Nowogród i Jarosław.

    — Fundacja podtrzymuje dyplomację obywatelską. To piękny kierunek współpracy.

    Poprzednim razem byliśmy w oknach wystawowych Rosji, czyli w Moskwie i Petersburgu.

    W Moskwie nie przypadkowo, bo 9 maja, czyli w dniu, który każdy Polak i Rosjanin powinien szanować.

    Konrad Rękas, polski publicysta. Moskwa.
    © Zdjęcie : Katarzyna Mierzejewska
    Konrad Rękas, polski publicysta. Moskwa.
    Teraz byliśmy w sercu Rosji, w sercu Złotego Pierścienia. Oczywiście chciałoby się skupić na historycznym pięknie Rosji. Ale to jest interesujące, co wynosimy z tego wyjazdu.

    Złoty Pierścień jest niesamowitym połączeniem nowoczesności i historii w czymś co bardzo chętnie moglibyśmy uznać za prowincję.

    Oczywiście dochodzi kwestia skali, bo prowincja, która ma 1,5 mln czy 600 tys. mieszkańców, to z punktu widzenia polskiego daj Boże taką prowincję. Ale mówimy o skali.

    Znakomicie przygotowane do wizyty władze obwodu jarosławskiego, reklamujących swój obwód jako wspaniałe miejsce turystyczne. Jednocześnie pokazały nam ogromny potencjał gospodarczy, rozwój przemysł, połączony z rozbudowaną świadomością ekologiczną, kształtowaniem krajobrazu.

    Pokazuje to, że ten rozwój jest naprawdę zrównoważony i trójpoziomowy. Idealnie łączy historię, wykorzystanie potencjału gospodarczego i potencjału geograficznego Federacji Rosyjskiej.

    Muszę powiedzieć dla wszystkich na Zachodzie i w Polsce, którzy czekają kiedy głodni Rosjanie wywieszą białe flagi na murach kremlów i ogłoszą, że zostali pokonani, bo umierają z głodu, będą naprawdę bardzo zdziwieni tym, jak Rosja się rozwija.

    To jest kierunek polityki Rosji.

    —  Bieda piszczy?

    — Biedy w Rosji, o której marzą zachodni stratedzy, nie znajdziemy.

    Umówmy się, zajmując się sprawami rolnymi, patrzyłem z ogromnym zainteresowaniem co jest w sklepach, na targach, co ludzie jedzą, jak wyglądają pola, na własne oczy zobaczyłem potwierdzenie tego, o czym mówiłem — większej przysługi zachód nie mógł zrobić rolnictwu rosyjskiemu, niż wprowadzając sankcje.

    Rosja, której jeszcze klika lat temu opłacało się importować produkty rolne, kiedy została zmuszona, aby samemu te sektory odtworzyć, z powodzeniem sama, czy we współpracy z Białorusią idealnie je odtworzyła. W tej chwili jest samowystarczalna żywnościowo i spożywczo. Eksportuje już żywność.

    Umacnia to bardzo Rosję na obszarze eurazjatyckim, co jest również istotne. Niestety tak jest, że im bardziej ktoś chce Rosji zaszkodzić, tym bardziej ją wzmacnia.

    — Czy zauważa Pan zmiany w Moskwie?

    — W Moskwie padają kolejne rekordy jakości życia.

    Ktoś złośliwy powie, że jest Moskwa i reszta Rosji. Tak, to prawda. Ale w wielu rozwiniętych państwach jest normalne, że jest ta różnica między stolicą a reszta, choćby w tempie życie, dynamice. Tu pieniądz szybciej krąży.

    Wiele osób liczyło na wielki konflikt etniczny, na czynnik narodowościowy w Rosji, a zwłaszcza w Moskwie. Tymczasem okazuje się, że tak ogromny organizm jak Moskwa jest w stanie wchłonąć przybyszy zarobkowych z republik południowych, azjatyckich czy z Kaukazu. Świetnie to się sprawdza.

    Umówmy się Polacy, których 3 mln pracuje za granicą, milion w wielkiej Brytanii, 180 tys. w Szkocji, milion w Niemczech, gdzie borykają się z problemami narodowościowymi, gdzie w Anglii boją się Brexitu, w Niemczech boją się przybyszy z innych kręgów kulturowych powinni docenić, ze Rosja poradziła sobie z problemem migracji, co prawda bliższej, ale zawsze migracji. Już ją ustabilizowała, część z tych ludzi wraca do siebie, część funkcjonuje tutaj.

    To jest skarb posiadania społeczeństwa wieloetnicznego, bo od stuleci jest ono wieloetniczne, wieloreligijne, wielorasowe. Ma wypracowane doskonałe modele, które Zachód dopiero musi tworzyć. Nieskutecznie.

    Z kolei Rosja wie, jak to robić.

    I robi.

    Gdyby ktoś w końcu zaczął Rosji słuchać, a nie tylko zatykać uszy kiedy mówi, to mógłby się czegoś pożytecznego dla Zachodu w dobie kryzysu nauczyć. Ale jeśli nie chcą, Rosja się napraszać nie będzie.

    Ciąg dalszy nastąpi.

    Zobacz również:

    Putin: Rusofobia wylewa się uszami
    Centrum Nie-Porozumienia: Rusofob, bo mu kazali
    ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
    „Warszawy nie widać z kremlowskiego gabinetu Putina"
    Sławomir Dębski w Moskwie: „Śnieg pada"
    Ambasador Rosji w Warszawie: Irracjonalna rusofobia
    Panie Swiridow, czas do Bundestagu
    Profesor Karnauchow: „Po raz pierwszy w życiu musiałem przymierzyć kajdanki"
    Rusofobia MADE IN POLAND. Część II
    Agenci Kremla i wojna hybrydowa: ABW w służbie lepszego trollingu
    Tagi:
    polityka, propaganda, rusofobia, ABW, Fundacja im. Aleksandra Gorczakowa, MSZ Rosji, Rząd RP, MSZ RP, Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, SLD, Konrad Rękas, Leonid Swiridow, Władimir Putin, Sankt-Petersburg, Jarosław, Kreml, Unia Europejska, Kaukaz, Szkocja, Niżny Nowogród, Zachód, Wielka Brytania, Niemcy, Rosja, Warszawa, Moskwa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz