01:24 12 Grudzień 2018
Na żywo
    Briefing rzeczniczki rosyjskiego MSZ Marii Zacharowej

    Polacy w Moskwie: „Maria Zacharowa to główna broń z arsenału Rosji"

    © Sputnik . Walerij Melnikow
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Swiridow
    8623

    Temperatura w dwustronnych stosunkach polsko-rosyjskich od dawna oscyluje w granicach zera. Czasami — kiedy Warszawa bez wahania po raz kolejny odwraca się plecami od Moskwy — wygląda nawet na to, że dąży do zera absolutnego. Jednocześnie polscy politycy dość skutecznie zastraszają swoich obywateli mitycznym rosyjskim zagrożeniem.

    Na szczęście nie wszyscy Polacy ulegają agresywnej propagandzie i rozumieją, że Rosja jest przede wszystkim sąsiadem.

    Znany polski analityk polityczny i dziennikarz Konrad Rękas odpowiada na pytania komentatora Agencji Sputnik Leonida Swiridowa. Wywiad został zarejestrowany w Moskwie po niedawnej wizycie dużej grupy polskich dziennikarzy w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rosji.

    Wycieczka dla przedstawicieli polskich mediów została zorganizowana przez Fundację Dyplomacji Publicznej im. Aleksandra Gorczakowa.

    —  Na początku 2014 r. minister obrony narodowej Tomasz Siemioniak powiedział, że Polska czuje się zagrożona ze strony Rosji. W tej chwili w mediach codziennie twierdzą, że istnieje rosyjskie zagrożenie. Czy Polacy faktycznie myślą, że Rosja już za kilka tygodni zacznie bombardować Warszawę?

    — To jest wyraźne dwumyślenie. W niewielu kwestiach rozchodzenie się między tym, co mówią media i politycy, a tym, czy żyją zwykli ludzie. W niewielu kwestiach jest to tak potężne, jak w polityce związanej z relacjami polsko-rosyjskimi. Żyjemy w świecie nieco surrealistycznym.

    Niedawno czytałem analizę pewnego generała, byłego dowódcy sił zbrojnych, który zastanawiał się czy dobrze robimy tworzyć czwartą dywizję. Jego zdaniem powinniśmy stworzyć jeszcze piątą.

    Jego zdaniem pytanie brzmi, czy będziemy w stanie bronić się przed wojskami rosyjskimi trzy, a może osiem dni. Poraziło mnie to głębią, optymizmem i ambitnym podejściem.

    Świadomie wpakowaliśmy się w politykę zagraniczną, która faktycznie w pewnym układzie mogłaby doprowadzić do wojny, wiedząc na poziomie najwyższego dowództwa wojskowego, że bronić się będziemy 3 dni. Czy ktoś analizuje w ogóle, co ci ludzie mówią?

    Przed wojną sanacja wmawiała narodowi, że będziemy się pół roku bronić, a potem wejdziemy do Berlina. Tymczasem po dwóch tygodniach było po wszystkim. A tu już z góry zakładają, że będziemy się bronić 3 dni.

    W takim razie powinni dziękować Bogu, że nikt nie zamierza i nie będzie na nas napadać, bo mogłyby im nawet te 3 dni nie wyjść.

    Minister Spraw Zagranicznych RP Jacek Czaputowicz
    © AP Photo / Vadim Ghirda
    Faktem jest, że pewne informacje przebijają się do ludzkiej świadomości. Niestety są środowiska, osoby, które wciąż wierzą w oficjalny przekaz, które twierdzą, że przecież nie mogą tak codziennie kłamać, coś musi być na rzeczy.

    Nic do Rosjan nie mamy, ale może rzeczywiście jacyś agresywni tam rządzą. Trzeba mówić o konkretach.

    Wystarczy zadać proste pytania: czy mamy coś czego Rosja potrzebuje, czy Rosja w ostatnich dekadach wyszła poza świat rosyjski. Nawet zajmując Krym, zrobiono to pod wielką presją oddolną i było to uzasadnione. Ani Rosja nie potrzebuje kolonii w Warszawie, ani nie przyniesie jej to wielkich korzyści. Po co miałaby nas atakować?

    Gorsza strona medalu — potrafię sobie wyobrazić, że to właśnie Polacy atakują Federację Rosyjską, aby sprawdzić czy na pewno wytrzymają 3 dni. Ci ludzie byliby w stanie pójść na takie szaleństwo. Nie wiem, na ile Rosji starczyłoby cierpliwości, aby odgonić się od takiej muchy i trzepnąć ją. Bo dla Rosji to będzie trzepnięcie. A ci panowie, niestety razem z nami uczepionymi do spodni, mogą wylądować na najbliższej ścianie.

    Większość zwykłych ludzi nie wierzy mediom państwowym i prywatnym w Polsce prowadzącym tę propagandę rosyjską. Nie jest również tak, że możemy siąść i powiedzieć: dobrze, są to tak bzdurne opowieści, że nie wierzymy.

    Musimy pracować, musimy przedstawiać fakty i zbijać ich argumenty. Nie możemy pozostawić tego bez odpowiedzi, musimy być obecni i zwalczać tą antypolską propagandę.

    —  Czy wyobraża Pan sobie taką sytuację, że w najbliższym czasie doszłoby do wizyty prezydenta Rosji w Polsce i rewizyty polskiego prezydenta w Moskwie?

    — Biorąc pod uwagę, że kilka lat temu, przed kryzysem, prezydent Putin był w Polsce, i wydawało się, że wszystko zmierza ku lepszemu. Co więcej, prezydent Polski Lech Kaczyński leciał do Rosji z bardzo dobrym przemówieniem, w którym podkreślał możliwości powrotu do resetu polsko-rosyjskiego.

    Szło ku dobremu i gdyby nie wewnętrze interesy propagandowe niektórych partii w Polsce, a potem zlecenie amerykańskie, które to jedynie utrwaliło, doprowadziło do obecnego bałaganu. Ale w polityce wszystko jest możliwe i jestem w stanie sobie wyobrazić taką sytuację.

    Oczywiście nie możemy się spodziewać, że to Rosja wykona kolejny krok, bo byłoby śmieszne, gdyby supermocarstwo po raz kolejny zabiegało o względy średniej wielkości państwa europejskiego o niewielkim znaczeniu politycznym, choćby ze względu na brak samodzielności gospodarczej i politycznej.

    Jeśli chce się coś załatwić, co będzie oddziaływać na Polskę, to w sprawach gospodarczych dzwoni się do Niemiec, a politycznych — do Waszyngtonu. Bo Polska nie ma własnej gospodarki tylko niemiecką i nie ma polskiej polityki, tylko amerykańska.

    No to o czym i z kim rozmawiać?

    Gdyby doszło do sytuacji, w której Polska odzyska kontrolę gospodarczą nad swoim potencjałem, jest to trudne, ale możliwe. A także odzyska kontrolę polityczną nad swoim terytorium, co jest bardzo łatwe, bo wystarczy uświadomić sobie naszą obecną pozycję i powiedzieć „nie, nie chcemy".

    W takich relacjach, samodzielny prezydent Polski, mający za sobą pewien potencjał gospodarczy i pewne atuty polityczne mógłby wrócić na drogę rozmów z Rosjanami.

    Oczywiście z dzisiejszej perspektywy wygląda to na większą fantastykę niż bohaterska 3-dniowa obrona wojsk polskich na Wiśle. Jestem optymistą i twierdzę, że jest to możliwe. Jednak rozwój scenariuszy międzynarodowych jest raczej ponury dla Polski i dla świata. Jednak gdybym nie wiedział takiej możliwości, nie zajmowałbym się tym, czym się zajmuję.

    —  Niedawno duża grupa polskich dziennikarzy uczestniczyła w spotkaniu w rosyjskim MSZ w Moskwie, m.in. pokazano centrum prasowe. Jakie wrażenia wyniósł pan z tej wizyty?

    — Maria Zacharowa to główna broń z arsenału Federacji Rosyjskiej. Oczywiście, tuż za swoim szefem, najlepszym obecnie dyplomatą, ministrem Ławrowem. I oczywiście za osobowością Władimira Putin. Jednak taki team to najlepsza drużyną jaką Rosja mogła mieć.

    Maria Zacharowa
    © Sputnik . Władimir Astapkowicz
    Maria Zacharowa
    Należy zazdrościć Rosji władzy i Polacy to często robią, nawet ci, którzy dają się przestraszyć Rosji mówią: „ale Putina to wam zazdrościmy". A zwłaszcza męska część mówi: „I Zacharowej też wam bardzo zazdrościmy".

    MSZ Rosji jest obecnie na pierwszej linii frontu wojny informacyjnej prowadzonej z Zachodem.

    Choć tak naprawdę na pierwszej linii frontu są dziennikarze rosyjscy, którzy są poddani represjom i szykanom na Zachodzie, zwłaszcza w Polsce. Ta tendencja będzie jedynie narastać.

    Nie można oczekiwać jakiegoś większego zmądrzenia w tym zakresie ze strony polskich, brytyjskich czy amerykańskich władz. W związku z tym na MSZ Rosji i służbach prasowych leży ogromna odpowiedzialność.

    Trzeba przyznać, że zaszła ogromna ewolucja. Od kilku lat ministerstwo i służby prasowe ministerstwa nabrały dużej elastyczności.

    Sławomir Dębski, Dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych
    © Sputnik . Dmitrij Obolenskij
    Polska publicystka Agnieszka Wołk-Łaniewska i komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow. Moskwa
    © Sputnik . Aleksandr Nastruskin
    Mówimy w tym momencie o dynamice przekazu, która przebija się przez politykę negatywną. To bardzo ważne. Trzeba coś wzmacniać, trzeba być obecnym na zachodnim rynku medialnym ponad głowami oficjalnych środków masowego przekazu. Trzeba znaleźć ścieżki, jak dotrzeć do opinii publicznej Polski, Zachodu ponad głowami decydentów politycznych, wobec blokad informacyjnych, usuwania dziennikarzy rosyjskich, blokowania sygnału RT i Sputnika, czym grożą cały czas władze zachodnie itp.

    Rosja tym razem powinna, mówię to jako przyjaciel strony rosyjskiej, być przygotowana na zaostrzenie sytuacji w tym zakresie. I być może w tym zakresie informacyjnym uderzyć jako pierwsza i pokazać kłamstwa, fake newsy. To trzeba punktować i coraz więcej ludzi będzie otwierać oczy.

    —  Czy zwykli obywatele, media, dziennikarze mogą odegrać jakąś rolę w polepszeniu stosunków polsko-rosyjskich?

    — Ważnym momentem naszej wizyty było spotkanie z Polakami w Jarosławiu. Trudno to sobie wyobrazić dziś mieszkając w Polsce, którzy kolonie kojarzą w rozumieniu zachodnim, czyli bardzo świeżych emigrantów, ostatnich 20, 40 lat, góra powojennych. Wielka emigracja XIX wieku na Zachodzie rozmyła się wśród innych narodowości.

    Tutaj spotkaliśmy Polaków, którzy z dumą mówili o sobie jako o Polakach a których przodkowie przybyli do Rosji np. po powstaniu listopadowym, w 1830 roku. To jest głębia czasowa. Mimo to, pamięć została.

    Ci ludzie, przełamując początkową nieśmiałość, mówili po polsku. I bardzo przyzwoitą polszczyzną. Dużo ładniejszą niż słyszałem w polskiej telewizji. I to pokazuje, że są ludzie, którzy w sposób  żywy i naturalny łączą Polskę i Rosję.

    Oni mówili — moją ojczyzną jest Polska, moją ojczyzną jest Rosja. Mówię wierszę o Wiśle, ale mieszkam nad Wołgą.

    85-letnia nauczycielka z Jarosławia powiedziała nam napisany przez siebie wiersz, bardzo piękny. Ci ludzie mówili, czego im brakuje.

    Jarosław. Spotkanie z Polakami.
    © Zdjęcie : Aleksander Kwaśniewski
    Jarosław. Spotkanie z Polakami.
    Że brakuje im tego, co było w latach 80., a do czego wszyscy wzdychamy w pewnym zakresie — obecności polskich aktorek, polskich piosenek. Świat się zmienił. Także w kwestii kultury Rosja jest samowystarczalna.

    Dla kogo polska kultura mogłaby być atrakcyjna? Dla mieszkańców Zachodu? Nie wydaje mi się.  Bariera językowa jest zbyt duża. Tymczasem ta bariera w relacjach polsko-rosyjskich w zasadzie nie istnieje. Nawet jeśli, to melodyka języków jest tak podobna, co ogromnie uprzyjemnia odbiór. Podobna wrażliwość artystyczna, plastyczna, prawie idealna przekładalność literatury. To wszystko bardzo upraszcza relacje.  A na odcinku zwykłych ludzi, codzienności długie relacje.

    Pamiętam w latach 70. to myśmy jeździli handlować do ZSRR, w latach 90. Rosjanie przyjeżdżali do nas handlować. Wszyscy się znakomicie dogadywali. Każdy wyjeżdżał zadowolony, co chciał sprzedał, co chciał kupił. Potem rosły z tego firmy, bez przeszkadzania politycznego.

    Przydałoby się przynajmniej takie tunele współpracy, takie podkopy pod tym murem, jeśli chodzi o współprace organizacji pozarządowych, fundacji, próby odzyskiwania wzajemnego zaufania w gospodarce, rolnictwie, o przekaz informacyjny, kulturalny, tam gdzie są one możliwe.

    Uważam, że oddolna tendencja do tego w Polsce jest dużo silniejsza niż chcieliby to przyznać rządzący. Słabością tego jest niski poziom organizacji obywatelskiej Polaków i elementy zastraszenia w przypadku jakichkolwiek działań na odcinku polsko-rosyjskim.

    —  Szpieg, agent, pożyteczny idiota…

    — Jerzy Tyc i jego Kursk doświadczył tego. Spotkaliśmy się z Anną Zacharian. Opowiadała nam o swoich strasznych przejściach, pokazujących Polskę jako kraj absolutnego bezprawia, jeśli chodzi o traktowanie ludzi, próby zastraszenia Rosjanki, ale obywatelki UE. Doszło do tego tylko dlatego, że była zaangażowana w działalność Kurska i tylko dlatego, że zna Jerzego Tyca.

    Tyc zajmuje się tak straszną działalnością, jak ochrona cmentarzy. Żywcem szpieg i dywersant. To utrudnia…

    Demontaż Pomnika Wdzięczności Żołnierzom Armii Radzieckiej w parku Skaryszewskiego w Warszawie
    © Sputnik . Aleksey Bukchin
    Tym bardziej należy szanować tych ludzi, którzy działają na tym polu. Gdzieś czytałem w takiej dyskusji internetowej na dużym portalu, gdzie dyskutowano czym jest obecnie odwaga. Zastanawiano się, czy ten albo inny kandydat jest odważny.

    Ktoś przytomnie napisał, że jak odważny — jeden z wielkiej partii, drugi z wielkiej partii, temu płaca miliony, ten mówi tylko takie rzeczy, o których wszyscy mówią.

    Odważny jest Mateusz Piskorski, bo siedzi 3 rok w więzieniu; Jerzy Tyc, bo w końcu mu coś zrobią za te pomniki. Jak tych ludzi nie lubię, nie będę na nich głosować, gdy będą kandydować, mam inne poglądy, ale to są ludzie odważni.

    Dziś potrzeba ludzi odważnych.

    —  Bardzo dziękuję za rozmowę.

    Zobacz również:

    Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
    Agenci Kremla i wojna hybrydowa: ABW w służbie lepszego trollingu
    Leszek Miller: Rusofobia w Polsce stała się doktryną państwową
    ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
    Żuliki z Platformy Obywatelskiej
    "Mój przyjaciel Polak złożył mi życzenia urodzinowe na Boże Narodzenie”
    Warszawa: Nasza chata z kraja
    Leszek Miller w Rosji. Spotkał się z Putinem
    Nauki ze Swiridowa: „bezpieczeństwo jest najważniejsze”
    ABW po was też przyjdzie
    Ambasador Rosji w Warszawie: Irracjonalna rusofobia
    Tagi:
    polityka, prawa człowieka, dialog, demokracja, rusofobia, RT, Stowarzyszenie KURSK, ABW, Sputnik, MON, Fundacja im. Aleksandra Gorczakowa, MSZ RP, MSZ Rosji, Rząd RP, Siergiej Ławrow, Mateusz Piskorski, Jerzy Tyc, Maria Zacharowa, Lech Kaczyński, Tomasz Siemoniak, Leonid Swiridow, Konrad Rękas, Władimir Putin, Unia Europejska, Zachód, Wołga, Wisła, Jarosław, USA, Niemcy, Berlin, Kreml, Warszawa, Moskwa, Rosja, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz