06:27 11 Grudzień 2018
Na żywo
    Brama Brandenburska w centrum Berlina, Niemcy

    Polska dyplomacja: budujemy mosty czy fosy?

    © Sputnik . Ekaterina Chesnokova
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Sigan
    5271

    W siedzibie niemieckiego MSZ w Berlinie przez dwa dni trwała międzynarodowa konferencja „Stulecie niemieckiej polityki wobec Polski 1918-2018”, będąca kolejnym polsko-niemieckim wydarzeniem, związanym z 100. rocznicą odzyskania niepodległości przez Polskę.

    Otworzył ją szef niemieckiego MSZ Heiko Maas, który nie szczędził Polsce komplementów. Na konferencji nie obyło się jednak bez zgrzytu, bowiem wystąpienie ambasadora Andrzeja Przyłębskiego zawierało szereg krytytycznych akcentów. Obserwatorzy zwrócili szczególną uwagę na sformułowanie, że to stulecie to „epoka, w której niemiecka arogancja ujawniła się w całej swej podłości, a niemieckie interesy stały zawsze na pierwszym planie". Jak należy potraktować tę opinię dyplomaty?

    W rozmowie ze Sputnikiem politolog Tomasz Jankowski powiedział, że jego zdaniem wystąpienie polskiego ambasadora było nie na miejscu.

    — Należy zauważyć, że jest to w ogóle faux pas, jeśli chodzi o dyplomatę, bo dyplomata nie powinien w ogóle takich słów używać, a już tymbardziej na uroczystej konferencji, poświęconej stosunkom obu państw, a mówimy przecież nie o byle kim, a o kimś, kto pełni jednak bardzo ważną funkcję w imieniu państwa polskiego w Republice Federalnej Niemiec. Niemniej jednak ta wypowiedź zawiera w sobie oczywiście sporo prawdy, pamiętajmy, że to 100 lat to jest polityka rewizjonizmu granicznego jeszcze Republiki Weimarskiej, która cały czas podważała swoją wschodnią granicę właśnie z Polską, podważała cały czas Wolne Miasto Gdańsk, która nie uznawała choćby tego, że Wielkopolska jest częścią Rzeczpospolitej i pamiętajmy też o rządach Hitlera w czasie II wojny światowej, która była dla nas wielką tragedią.

    Natomiast wykorzystywanie tego dzisiaj trzeba raczej wiązać z bieżącą polityką, która ma na celu raczej wybudowanie czegoś, co można nazwać fosą, między Polską, a Niemcami, czegoś, co docelowo ma służyć rozbiciu jedności UE.

    To rozbicie jedności ma zresztą na celu przede wszystkim podporządkowanie polityki takich krajow jak Polska, Rumunia czy inne państwa Europy Środkowo-Wschodniej interesom amerykańskim, ponieważ Amerykanie próbują cały czas wykorzystywać państwa europejskie. Zwróćmy też uwagę na tweeterową kłótnię między Donaldem Trumpem i Emmanuelem Macronem, która dotyczyła oczywiście koncepcji utworzenia europejskiej armii, w którą włączyła się też Angela Merkel. Widać wyraźnie, że Amerykanie nie są w stanie zaakceptować takich pomysłów, robią wszystko, żeby utrzymać swoją dominację w regionie. A pamiętajmy, że przecież posiadają bazy choćby właśnie w Republice Federalnej Niemiec i tutaj narasta ten konflikt. Niestety, Polska jest w nim wykorzystywana po to, żeby tą jedność rozbijać, by podważać to, w jaki sposób skonstruowana jest UE. Aczkolwiek muszę przyznać, że w tych argumentach jest jednak sporo racji. Mamy do czynienia z dominacją choćby gospodarczą w Polsce, jeśli popatrzymy na wskaźniki ekonomiczne, dotyczące naszego eksportu i importu to widać wyraźnie, że na przestrzenii ostatnich 30 prawie już lat Polska stała się w ogromnym stopniu uzależniona od woli instytucji ekonomicznych, w tym także niemieckiego państwa.

     — Ale przecież w ostatnim czasie doszło do wyraźnego ożywienia polsko-niemieckich kontaktów. W październiku z oficjalną wizytą w Berlinie przebywał prezydent Andrzej Duda, w listopadzie odbyły się w Warszawie konsultacje z udziałem Angeli Merkel i Mateusza Morawieckiego, a 13 grudnia przewidziana jest wizyta w Niemczech ministra spraw zagranicznych Polski Jacka Czaputowicza. Na czym polegają więc Pana zdaniem blaski i cienie w relacjach polsko-niemieckich?

    — Nie przywiązywałbym większej wagi do tego, że takie spotkania się odbywają, ponieważ jesteśmy państwami, które ze sobą sąsiadują i jesteśmy jednymi z większych krajów w regionie, więc siłą rzeczy oficjelowie polscy czy niemieccy będą się ze sobą spotykać na różnych szczeblach, także na tych najwyższych. Jednak jeśli mówimy o ożywieniu stosunków niemiecko-polskich, to w ostatnich miesiącach, przynajmniej w tych relacjach medialnych przewijały się głównie absurdalne żądania odszkodowań dla Polski.

    Wydaje mi się, że nie mamy obecnie jakichś większych szans, żeby te stosunki uległy ociepleniu, bo też rola rządu Prawa i Sprawiedliwości oraz inna koncepcja geopolityczna, popierana przez ten rząd coraz bardziej stoi w sprzeczności do tego, jak Niemcy i niemieckie koła rządzące wyobrażają sobie UE, w ogóle nasz region Europy, czy nawet cały kontynent. Jest to polityka, która jest z jedną strony dominacją nad UE, a zwłaszcza Europą Środkowo-Wschodnią, a z drugiej strony zmierza do tej jedności UE. Nasz rząd ma w ostatnich latach raczej ambiwalentny stosunek do EU — nie powie tego oficjalnie, bo większość jego elektoratu popiera członkostwo Polski w Unii Europejskiej, ale jednak widzimy kurs kolizyjny, chociażby w polityce wewnętrznej, jak ustawa o sądownictwie, gdzie rząd PiS nie może się ciągle porozumieć z Brukselą.

    Wątpię, żeby takie spotkania na tym przynajmniej etapie, bo oczywiście może się stać coś nieprzewidzianego, mogły służyć jakiemulolwiek ociepleniu polsko-niemieckich relacji.

     — Temat, od którego zaczęliśmy dzisiejszą rozmowę powrócił. Komentarz na portalu „wPolityce" brzmi: „Kilka słow prawdy z ust ambasadora RP w Niemczech Andrzeja Przyłębskiego wywołało prawdziwą furię niektórych środowisk". Jakich i dlaczego?

    — To jest portal, który jest znany ze swoich prorządowych tytułów, a także publicystów, którzy bardzo wspierają polski rząd. Niestety przypomina mi się hasło, wspominane także przy stuleciu niepodległości „Silni zwarci, gotowi" — hasło, które brutalnie zderzyło się z rzeczywistością 1939 roku. Przypomina mi się dlatego, gdyż jest to zwyczajne prężenie muskułów, ambasador Przyłębski nie zachowuje się jak ambasador, jeżeli prześledzimy sobie historię dyplomacji to bardzo cieżko znaleźć takie wypowiedzi nawet  krajów otwarcie skonfliktowanych, przypomnijmy sobie nawet czasy zimnej wojny, nawet tam takie słowa nie padały.

    Zamek Królewski w Warszawie.
    © Sputnik . Krzysztof Żurek
    I nawet na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, gdzie przecież też dochodzi do różnych sprzeczek z przedstawicielami wielu państw, również używa się raczej bardziej oszczędnego języka. Myślę, że portal „wPolityce" próbuje po prostu bronić tego, co ambasador Przyłębski zrobił i tym samym znowu wykorzystywać takie, ja to nazywam „narodowe nabzdyczenie" Polski, które w zasadzie nic nie wnosi, bo jest tylko pustą formą. Za tymi wypowiedziami nie idzie żadna treść. Jedyne, co pokazuje ambasador Przyłębski to po prostu brak wyszkolenia, brak umiejętności dyplomatycznych i trzeba z przykrością stwierdzić, że obiektywnie szkodzi to interesom Polski. Nie uważam, żeby tupanie w podłogę czy walenie pięścią w stół było jakąkolwiek metodą do osiągania porozumienia.

    Zobacz również:

    Media: Zachód jest przerażony perspektywą powrotu rosyjskich baz na Kubę
    Francja określiła warunki udziału Rosji w szczycie G7
    Orban: porozumienie z obecnymi władzami Ukrainy nie jest możliwe
    Tagi:
    dyplomacja, UE, Niemcy, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz