16:19 10 Grudzień 2018
Na żywo
    Turecki Potok

    Eksperci oceniają konsekwencje uruchomienia Tureckiego Potoku

    © Zdjęcie: Nikolay Rykov/TurkStream
    Opinie
    Krótki link
    4490

    Budowa morskiej części gazociągu Turecki Potok dobiegła końca. W uroczystej ceremonii, która odbyła się w Stambule z okazji zakończenia tego ważnego i najtrudniejszego etapu, wzięli udział prezydenci Rosji i Turcji Władimir Putin i Recep Tayyip Erdogan.

    Morski odcinek Tureckiego Potoku o długości ponad 900 km biegnie od stacji kompresorowej „Russkaja" w rejonie Anapy, po dnie Morza Czarnego do tureckiej miejscowości Kıyıköy. Jak poinformowano, prace przebiegały szybciej, niż przewidywał grafik: zakończenie budowy części podwodnej planowano wcześniej na grudzień.

    Gazociąg będzie się składać z dwóch nitek o mocy przesyłowej 15,75 mld metrów sześciennych każda. Pierwsza przeznaczona jest do dostaw gazu tureckim konsumentom, a druga będzie go dostarczać do krajów Europy Południowej i Południowo-Wschodniej. Zgodnie z planem wszystkie prace mają zostać zakończone w grudniu 2019 roku. Do „Gazpromu" będzie należeć cały odcinek morski gazociągu.

    Prezydent Francji Emmanuel Macron podczas ćwiczeń wojskowych francuskiej armii w obozie wojskowym w pobliżu Reims
    © AP Photo / Yoan Valat/Pool Photo
    Koncern weźmie na siebie również finansowanie budowy obu kierunków. Infrastrukturą gazotransportową na terytorium Turcji zajmuje się lokalna firma Botas.

    Władimir Putin na ceremonii w Stambule podkreślił, że Turecki Potok „nie jest skierowany przeciwko interesom kogokolwiek". Oprócz tego podziękował swojemu tureckiemu koledze za konsekwencję i odwagę w realizacji projektu.

    Erdogan zwrócił natomiast uwagę na znaczenie historyczne projektu. „Gazociąg jest ważny nie tylko dla nas, ale również dla naszych sąsiadów. Połowę gazu planujemy dostarczać do Europy i kraje europejskie dostaną nowy impuls" — powiedział turecki lider.

    Prezes Instytutu Energetyki i Finansów Władimir Fejgin w wywiadzie dla Radia Sputnik zwrócił uwagę, że obie strony są zainteresowane realizacją tego projektu.

    „Pierwsza nitka związana jest z dostawami gazu do Turcji. I oczywiste są tu interesy dwóch stron, by zapewnić stabilne, bezpośrednie dostawy. Oprócz tego Turcja chce stać się hubem gazowym i im więcej będzie gazociągów, im więcej infrastruktury będzie znajdować się na jej terytorium, tym będzie bliższa tego celu. Ale w ogóle zakończenie budowy Tureckiego Potoku to wspólny sukces dwóch państw. Przed nami kolejne etapy budowy infrastruktury, druga nitka gazociągu. Wiele krajów chce, żeby gaz z drugiej nitki płynął właśnie na ich terytorium, powstała już konkurencja.

    Istnieją więc różne warianty i nie wiadomo jeszcze, jak będzie biec druga nitka. Najprawdopodobniej będą teraz prowadzone rozmowy na ten temat. Oczywiście będziemy omawiać to ze stroną europejską i UE w ogóle. Ponieważ bez wzajemnego zrozumienia i umów będzie bardzo trudno to wszystko zrealizować z powodu reguł wprowadzonych przez Unię. Jedno można powiedzieć na pewno — etap, który teraz zakończono, jest jednoznacznie pozytywny" — podsumował ekspert.

    Jak powiedział turecki ekspert ds. energetyki, komentator Mehmet Kara, projekt ma dla Turcji pierwszorzędne znaczenie, ponieważ pozwala „Ankarze dywersyfikować źródła energii, trasy dostaw surowców energetycznych i swoją politykę".

    „Turcja kupuje obecnie gaz od Rosji, Azerbejdżanu i Iranu. Jak wiadomo, Rosja jest wiodącym dostawcą na europejskim rynku gazowym. Po tym, jak zaczął się kryzys na Ukrainie, Rosja stworzyła projekty Gazociągu Południowego i Północnego, aby zapewnić sobie niezależność energetyczną od Ukrainy. Gazociąg Południowy miał biec przez terytorium Bułgarii, jednak w 2014 roku projekt został zawieszony i zastąpił go Turecki Potok.

    Doszło do tego z powodu kroków, jakie Europa podejmowała w celu «powstrzymywania» Rosji. Jeśli chodzi o znaczenie Tureckiego Potoku, to pozwala on Turcji wyzwolić się od uzależnienia w kwestii dostaw nośników energii od takich państw jak Ukraina, Mołdawia, Rumunia i co za tym idzie, UE, stwarzając możliwość prowadzenia handlu bezpośrednio z krajem-dostawcą gazu. Daje to duże plusy z punktu widzenia logistyki i handlu, a także znacznie wzmacnia pozycje polityczne Ankary.

    Ponieważ od tego, jak szerokie jest spektrum alternatywnych wariantów kraju, zależy to, jak stabilne pozycje zajmuje on również na światowej scenie politycznej. W taki sposób dzięki Tureckiemu Potokowi nasz kraj idzie drogą dywersyfikacji źródeł energii, tras dostaw surowców energetycznych i swojej polityki" — powiedział Kara.

    Tymczasem konsekwencje uruchomienia Tureckiego Potoku komentuje również Kijów: tranzyt gazu przez terytorium Ukrainy zmniejszy się o 12-13 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Taką opinię w wywiadzie dla ukraińskiego „24 Kanału" wyraził szef Rady ds. Gazownictwa i Rynku Gazu Ziemnego Leonid Unigowski.

     „Teraz Ukraina musi zrobić wszystko, żeby nie dopuścić do budowy drugiej nitki Tureckiego Potoku, ponieważ wtedy jeszcze bardziej zmniejszy się wielkość tranzytu gazu przez Ukrainę do Europy" — podkreślił.

    Zdaniem Unigowskiego Kijów powinien przyciągnąć zagranicznych inwestorów do uczestnictwa w zarządzaniu swoim systemem gazotransportowym, a w priorytecie — operatorów z Włoch, które co roku odbierają przez Ukrainę 23 miliardy metrów sześciennych gazu.

    „Jednak szanse na utrzymanie przesyłu przez nasz system gazotransportowy w wysokości 70-90 metrów sześciennych są niewielkie. Realne ilości to 40-60 mld, jeśli rozwiążemy teraz kwestię zagranicznych partnerów" — dodał.

    Kierownik Centrum Badań Polityczno-Gospodarczych Instytutu Nowego Społeczeństwa Wasilij Kołtaszow uważa, że zachowanie polityczne Ukrainy jest niekorzystne dla niej samej.

    „Ukraina to kraj, który jest najbardziej zaniepokojony europejsko-rosyjskimi projektami gazowymi. Chce pozostać państwem tranzytowym i stawiać swoje warunki, kontynuując ciągłe ataki polityczne i wysuwając ogromne żądania.

    Dlatego Kijów będzie oczywiście starać się blokować nowe rosyjskie projekty gazowe. Z gospodarczego punktu widzenia całe postępowanie Ukrainy jest nieracjonalne, nieopłacalne. Ale ponieważ liczą się również interesy USA i po części UE, to Ukraina dołoży do tego wszelkich starań.

    Może się jednak tylko oburzać, próbować wywierać wpływ na kraje bałtyckie i na swoich sąsiadów, tłumacząc, że nie powinni otrzymywać rosyjskiego gazu na korzystnych warunkach. Ukraińskie władze nie mogą powstrzymać tego procesu, nie mogą wpłynąć na to, jak przebiega realizacja projektów w sektorze gazowym — nie mają do tego potrzebnych mechanizmów. Jedyne, co im pozostaje, to liczyć straty, ubolewać i pozwalać sobie na coraz ostrzejsze wypowiedzi" — powiedział Wasilij Kołtaszow na antenie radia Sputnik.

    Zobacz również:

    Nowe dane nt. Browdera stawiają „sprawę Magnickiego" w innym świetle
    Astronomowie odkryli „ludzki embrion” w galaktyce
    Drony i systemy rakietowe: kraje unijne wspólnie zadbają o swoje bezpieczeństwo
    Tagi:
    gazociąg, gaz, Turecki Potok, Turcja, Rosja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz