02:09 19 Grudzień 2018
Na żywo
    Akcja protestacyjna kierowców żółte kamizelki w Paryżu

    Francję „zżera" kryzys wewnątrzpolityczny

    © Sputnik . Irina Kalashnikova
    Opinie
    Krótki link
    0 53

    Prezydent Francji Emmanuel Macron obiecał stawić zdecydowany opór buntownikom protestującym przeciwko wprowadzeniu podatku od paliwa. Macron oświadczył, że rząd nie ugnie się przed agresją i protestami i nie odstąpi od swojej polityki energetycznej.

    Angela Merkel i Emmanuel Macron w Berlinie, 2017 rok
    © REUTERS / Guido Bergmann/Courtesy of Bundesregierung
    Francuski prezydent wystąpił z oświadczeniem w obliczu ogromnej liczby akcji antyrządowych w Paryżu naznaczonych przemocą. Według danych policji w wyniku protestów zatrzymano ponad 100 osób, kolejne 30 zostało rannych. 17 listopada, w związku ze wzrostem cen paliwa, we Francji ruszyły szeroko zakrojone akcje protestu z udziałem tak zwanych „żółtych kamizelek". Korespondent agencji Sputnik omówił ten problem z profesorem romanistyki Uniwersytetu w Brystolu Gino Raymondem.

    —  Trwające dziś protesty wygenerował coroczny wzrost podatku od paliwa. Jak pańskim zdaniem wzrost podatku zapowiedziany przez francuskiego prezydenta wpłynie na przebieg protestów?

    — Większość zgodzi się ze stwierdzeniem, że Francuzi są coraz bardziej niezadowoleni pracą rządu. Wzrost cen i podatku od paliwa to tylko jeden z problemów. Oczywiście to poważny problem, jeśli jednak porozmawiać z niektórymi przedstawicielami „żółtych kamizelek", można zobaczyć, że nie chodzi tylko i wyłącznie o kwestie paliwową. W rzeczywistości chodzi również o koszty życia, nierówność biednych i bogatych: chodzi o to, że wielu Francuzów jest zdania, że rząd sobie nie radzi.

    Chodzi nie tylko o wzrost cen i podatku od paliwa, chodzi o niski poziom dochodu, a także o to, że wiele przywilejów, na które mogli liczyć Francuzi zostały bądź zredukowane, bądź nie zostały zwiększone wraz ze wzrostem kosztów życia. Obecnie w kraju można zaobserwować wzrost niezadowolenia kosztami życia i jego wpływem na ludzi.

    —  Jak bardzo obecna sytuacja z protestami wpłynęła na wizerunek i popularność Macrona?

    — Sądząc po rozmowach z przedstawicielami protestujących… W istocie rzeczy oni nie mają przedstawicieli, szczycą się tym, że ich ruch jest spontaniczny. Sądząc po rozmowach z poszczególnymi członkami tego ruchu, można powiedzieć, że mówią o reformie podatku od nieruchomości.

    Macron przeprowadził reformę tego podatku, znacznie go zawęził. Wielu wówczas myślało, że Macron to „prezydent dużo bardziej zainteresowany ułatwianiem życia ludziom, którzy mają środki do inwestycji, przedsiębiorcom; prezydent znacznie bardziej zainteresowany majętnymi obywatelami niż zwykłymi ludźmi".

    — Czy Pana zdaniem we Francji jest problem z nierównością dochodów i podziałem bogactwa? Czy można powiedzieć, że wraz z dojściem do władzy Macrona ten problem uległ nasileniu?

    Żołnierze niemieckiej Bundeswehry podczas ćwiczeń wojskowych NATO w Wilnie
    © AP Photo / Mindaugas Kulbis
    — To ogólne wrażenie. Dość znaczny sektor budżetowy Francji potrzebuje dofinansowania. Z jednej strony rząd próbuje uszczuplić sektor budżetowy, redukując miejsca pracy, na przykład w sferze oświaty. Mimo to sektor budżetowy mimo wszystko potrzebuje od państwa dofinansowania, którego niestety nie otrzymuje.

    W ubiegłym roku kraj odnotowywał wzrost tempa wzrostu gospodarczego, obecnie zaczęło ono zwalniać. W ostatnich dziesięcioleciach jednym z głównych problemów Francji był wysoki poziom bezrobocia, szczególnie wśród młodzieży. W taki sposób spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego przyczyniło się od uwydatnienia wszystkich problemów i wzrostu niezadowolenia wśród obywateli.

    —  Według słów Macrona „wojenna scena" na Polach Elizejskich bardzo negatywnie odbiła się na reputacji Francji za granicą. Czy rzeczywiście Pana zdaniem te protesty wpłynęły na wizerunek i reputację Francji?

    — Myślę, że Macron jest doskonale świadomy szkód zadanych wizerunkowi jego kraju. Jeśli zagłębić się we francuską politykę, zwłaszcza w rozmowy ws. Brexitu, w których Macron brał czynny udział, można powiedzieć, że wyjście Wielkiej Brytanii z UE to wielka korzyść dla Francji, bo państwo będzie dużo bardziej atrakcyjne dla inwestorów, biznesu zagranicznego itd. Z chwilą wybrania go na prezydenta Macron trzymał się pozycji, że Francja jest otwarta na biznes, na świat. Mówił o tym, że zamierza przyciągać zagranicznych inwestorów, co znaczenie zmniejszyłoby ciężar problemów takich jak bezrobocie. Macron usiłuje też wypromować się na szczeblu europejskim jako następca Merkel, „wielkiego europejskiego lidera" kierującego europejskim projektem.

    I kiedy na głównej ulicy stolicy, którą sami Francuzi nazywają najpiękniejszą ulicą w kraju, dochodzi do podobnych incydentów z użyciem agresji, niewątpliwie odciska to swoje piętno na wizerunku kraju i na dążeniach Macrona, by stać się wielkim międzynarodowym liderem.

    —  Według słów byłego ministra energetyki Francji Nicolas Hulot, jeśli rząd udzieliłby dodatkowej pomocy finansowej swoim obywatelom, żeby zrekompensować im koszty związane z walką z zanieczyszczeniem, można byłoby uniknąć pojawienia się „żółtych kamizelek" i masowych protestów w całym kraju. Czy Pana zdaniem można było tego uniknąć? Co należałoby przedsięwziąć?

    — Myślę, że rząd szuka teraz sposobu na wyciszenie sytuacji. Jedna z trudności, z jakimi zderza się dzisiaj rząd, polega na tym, że nie wie, z kim prowadzić rozmowy, dlatego, że „żółte kamizelki" nie mają wyraźnego lidera. Teraz rząd usiłuje znaleźć sposób na udzielenie pomocy tym, którzy najbardziej ucierpieli na skutek wzrostu podatku paliwowego. Władze usiłują znaleźć sposób, by załagodzić sytuację, zrekompensować skutki wzrostu podatku.

    Można sądzić, że sytuacja nieco się uspokoi, ale niektóre krzywdy sięgnęły zbyt głęboko. Możliwe, że rząd osiągnie jakiś postęp w kwestii paliwowej, ale w szerszym znaczeniu niezadowolenie będzie wciąż rosnąć.

    —  W jaki sposób rząd może zrealizować swoją inicjatywę i uniknąć dalszych protestów?

    — Musi znaleźć osoby, z którymi będzie mógł podjąć dialog, to konieczne. Rząd liczy też na to, że ten ruch powstał spontanicznie, w związku z czym z czasu ucichnie. Rzeczywiście to swego rodzaju francuski fenomen — masowe ruchy sprzyjają zamieszkom społecznych, ale te w którymś momencie zawsze ucichają.

    Zobacz również:

    Macron: Unia Europejska potrzebuje głębokich reform
    Rosja nie ma obowiązku realizacji wyroku Sądu Arbitrażowego w Paryżu
    Protesty w Paryżu: Policja użyła gazu łzawiącego
    Tagi:
    podatek, protesty, paliwo, Emmanuel Macron, Paryż, Francja
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz