17:01 10 Grudzień 2018
Na żywo
    Polska publicystka Agnieszka Wołk-Łaniewska i komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow. Moskwa

    „Republika Tatarstan jest bardzo życzliwa, jest w niej rosyjska dusza obok tej tatarskiej"

    © Sputnik . Aleksandr Nastruskin
    Opinie
    Krótki link
    Leonid Swiridow
    4403

    Ze znaną polską publicystyką Agnieszką Wołk-Łaniewską rozmawia w Moskwie komentator Agencji Sputnik Leonid Swiridow.

    —  Dzień dobry, Pani Agnieszko. Ostatnio bardzo często odwiedza Pani Rosję. Z czego to wynika?

    — Mam takie szczęście, że jestem zapraszana do Rosji. Za każdym razem, gdy jestem zapraszana, to korzystam z zaproszenia.

    — Tym razem, co to było za zaproszenie?

    — Tym razem to było zaproszenie na Media Szkołę, w ramach której odbyły się warsztaty dla młodych dziennikarzy z krajów „na wschód i południe od Rosji" byłego Związku Radzieckiego, gdzie miałam przywilej przedstawić krótkie wystąpienie na temat obrazu Rosji w polskich mediach.

    Media Szkoła została zorganizowana przez Fundację Dyplomacji Publicznej im. Aleksandra Gorczakowa.

    —  Czy jest to dobry obraz? A może średnio dobry?

    — Średnio dobry to średnio trafne określenie.

    Ten obraz jest oczywiście fatalny, bo wrogość do Rosji jest jedynym elementem, który łączy wszystkie partie polityczne ponad podziałami. Co jest jedynym zjawiskiem, które tak je łączy, tj. Platforma z PiS-em tak samo nienawidzą Rosji, ale obrzucają się wzajemnie oskarżeniami o to, że działają w interesie Rosji.

    Moja ulubiona fraza: „w Moskwie strzelają korki od szampana" — jak Antoni Macierewicz coś powie, albo jak Donald Tusk coś powie.

    Jedni i drudzy wzajemnie się oskarżają, że radują Władimira Putina.

    Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk
    © AP Photo / Olivier Matthys
    Agnieszka Wołk-Łaniewska w Moskwie
    © Sputnik . Leonid Swiridow
    Osobiście miewam takie drażniące podejrzenie, że Władimir Putin w ogóle nie wie co się dzieje w Polsce i nieszczególnie się tym interesuje.

    Nagle, gdyby mu strzelały korki od szampana, to niemiałoby to związku z działaniami, które podejmuje w Polsce jedna albo druga partia polityczna. Ten wizerunek jest zły, nieobiektywny.

    Nie ma w Polsce dziennikarzy, którzy w zasadzie mieliby uwagę obiektywnie pisać o Rosji.

    Nie mówię życzliwie, ale obiektywnie, bo próby pisania obiektywnie o Rosji, spotykają się z bardzo silnym ostracyzmem wśród dziennikarzy.

    Sama byłam kilkukrotnie obiektem ataków w związku z tym, że pisałam czy mówiłam, że to nie FSB torturowało ludzi w Polsce a CIA. Co było przejawem moich ekstremalnych lewackich poglądów.

    —  Pani Agnieszko, jakie miasto Pani odwiedziła?

    — Kazań, bardzo śliczną i zaskakującą stolicę Tatarstanu, która zrobiła na mnie kolosalne wrażenie, ponieważ jest — jak mi się wydaję — kolosalnie zamożnym miastem.

    Wydobywa się tam 35 mln ton ropy naftowej rocznie, co uzasadnia ten dobrobyt.

    Kazań stanowi bardzo interesujące połączenie Rosji i Wschodu. Ponieważ widzieliśmy Czeczenię jakiś czas temu, to jednak różnica jest zasadnicza. Niby obie republiki są islamskie, Kazań jest znacznie mniej islamski, znacznie bardziej świecki, wolny od narzucania religijności.

    Kobiety na ulicach są ubrane normalnie, a nie po islamsku. Brzmi to jakbym była islamofobem, ale po prostu nie lubię, jak kobiety w jakiś sposób są ograniczane w swoich prawach.

    W restauracjach jest podawany alkohol, więc jest inaczej jak w Czeczenii. Jedna i druga republika jest bardzo interesująca, ale ta wydała mi się jakoś szczególnie życzliwa, bo jest w niej jakaś rosyjska dusza obok tej tatarskiej.

    —  W jakim języku rozmawialiście w Tatarstanie?

    — Generalnie starałam się mówić po rosyjsku. Po tatarsku nie mówię.

    Ale kilkukrotnie zdarzyło się nam natknąć na ludzi, którzy mówili po tatarsku z rosyjskim akcentem oraz po rosyjsku z tatarskim akcentem.

    Mam takie wrażenie, że wszyscy mówią po rosyjsku.

    Trudno jest znaleźć w Tatarstanie ludzi, którzy nie mówiliby po rosyjsku. Nie zetknęłam się z kimś, kto automatycznie odzywałby się po tatarsku.

    Ta republika jest ewidentnie przesiąknięta duchem Rosji.

    Świąteczny Kazań
    © Sputnik . Maksim Bogodvid
    Świąteczny Kazań
     W Tatarstanie mieszka 120 narodowości… Czy zauważyła Pani wpływ zachodnich sankcji na gospodarkę Tatarstanu? Czy ludzie nie mogą żyć bez polskich jabłek?

    — Na pewno nie mogą i cierpią, ale co mają robić.

    Nie wiem jak było przedtem, ale nie zauważyłam w Tatarstanie gospodarki niedoborów, która powinna się łączyć z kryzysem.

    Rosja jest olbrzymim krajem, który jest w stanie produkować żywność, kiedy jej potrzebuje.

    Moim zdaniem jest trochę tak, że ten cały konflikt przyczynił się do tego, że Rosja znowu zaczęła produkować żywność, bo jej się trochę nie chciało pewnie przez wiele lat, jak mogła za ropę wszystko kupić.

    Rezygnacja z tego była przejawem marnotrawstwa.

    Myślę, że na tych sankcjach Rosja wyszła znacznie lepiej niż Zachód, a Polska w szczególności.

    —  Wiem, że kupiła Pani sobie w Kazaniu… ogórek. Dlaczego?

    — Ogórek jest eksponentem muzealnym.

    W Kazaniu odwiedziłam dwa muzea, spontanicznie w ramach indywidualnego programu wycieczek — Muzeum Życia Radzieckiego i Muzeum Samogonu.

    Oba były bardzo interesujące, ale Muzeum Życia Radzieckiego było nieco zdezorganizowane, spontaniczne.

    Sławomir Dębski, Dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych
    © Sputnik . Dmitrij Obolenskij
    Duża ilość spontanicznie zebranych elementów z życia w Związku Radzieckim, które można było obejrzeć. Część z nich można było kupić. Kupiłam sobie prześliczny magnes na lodówkę z ludem koreańskim, który się nie poddaje.

    Muzeum Samogonu było znacznie bardziej wypracowane, znajduje się na głównym deptaku. Miałam tam przyjemność poznać autora książki o samogonie. Z tej książki rozwinęło się to muzeum. Ogólnie rzecz biorąc jest to muzeum alkoholu.

    Eksponatami są butelki, które towarzyszyły Rosjanom przez ostatnie kilkaset lat rozwoju ich kultury. Kupiłam książkę z autografem autora i zobaczyłam, że na barze leżą… ogórki kiszone. Zachwyciłam się nimi, ale okazało się, że to… mydło.

    Skwapliwie je kupiłam. Moim przyjaciołom w Polsce kupiłam też po małym stakańczyku wódki. Będę w Polsce rozdawać rosyjski zestaw — stakan wódki i ogórek.

    —  Co ludzie w Tatarstanie myślą o Polsce? Czy jest jakieś zainteresowanie?

    — Podczas naszego spotkania z młodymi dziennikarzami faktycznie mieliśmy ku temu okazję. Zadali mi kilka pytań, z których wynikało, że byli zainteresowani dowiedzeniem się tego, co się dzieje w Polsce.

    Niestety dotyczyły one przykrych spraw, np. likwidacji pomników radzieckich żołnierzy i oficerów, którzy zginęli podczas wyzwalania Polski pod koniec II wojny świtowej.

    Było też kilka pytań dotyczących wiary.

    Zwiedzaliśmy wyspę, gdzie było kilka cerkwi. Zapytano mnie czy jestem prawosławna. Odpowiedziałem, że jestem ateistką.

    Kolejne pytanie dotyczyło tego, jaka wiara w Polsce jest dominująca. Powiedziałam, że katolicka. Ubawiło mnie to, że tego nie wiedzą, bo nam Polakom wydaje się, że wszyscy wiedzą, iż Polak to katolik.

    A tu niegłupi ludzie kompletnie nie mieli o tym pojęcia.

    —  I czuli się z tym dobrze?

    — W ogóle nie czuli się skrępowani, że nie wiedzieli, że Polak to katolik.

    —  Spotkała się Pani w Kazaniu z posłem Dumy Państwowej…

    — Tak, spotkałam Ireka Zinnurowa, który jest posłem z Tatarstanu oraz wybitnym radzieckim sportowcem. Grał w piłkę wodną.

    Nie miałam pojęcia, że Rosja jest potęgą  w tej dyscyplinie. To nie jest sport, który kojarzy mi się z Rosja.

    —  Czy miała Pani takie wrażenie w Tatarstanie, że Rosjanie kiedyś zaatakują Polskę?

    — To wrażenie jest dla mnie głęboko fascynujące. Sądzę, że nikt, kto bywa w Rosji nie ma takiego wrażenia.

    Jak rozmawiam z ludźmi na ulicach, w sklepach w Moskwie, w Petersburgu w innych małych miastach w Rosji, to wszyscy mi mówią, że bardzo lubią Polaków i jest im bardzo przykro, że Polacy ich nie lubią. Są kompletnie pozbawieni jakiejkolwiek agresji.

    Leonid Swiridow
    © Zdjęcie : Leonid Swiridow
    W ogóle pomysł, aby Rosja miała zaatakować taki kraj jak Polska jest moim ulubionym elementem tego dyskursu politycznego.

    Nawet mądrzy ludzie w Polsce, których zawsze ceniłam, mówią, że to dobrze, aby była amerykańska baza w Polsce, bo wtedy Rosja was nie zaatakuje. Ta psychoza antyrosyjska jest coraz bardziej przerażająca.

    Może trzeba powtarzać, że Rosja nie ma żadnego interesu w tym, aby zaatakować Polskę, bo nie ma tu złóż naturalnych do przejęcia, nie ma mniejszości rosyjskiej, której trzeba byłoby bronić. Dlaczgo, po jaką cholerę Rosja miałaby tę Polskę atakować?

    Ale nie o to chodzi. Ten dyskurs antyrosyjski jest narzędziem w polityce wewnętrznej, tzw. wzajemnie obie strony sporu obrzucają się obelgami na temat tego, że są rosyjskimi szpiegami albo że działają w interesie Rosji, albo są za mało antyrosyjscy, albo za mało czujni wobec rosyjskiego zagrożenia. To wszystko jest taka wewnątrz polska dyskusja.

    Teraz Donald Tusk jest oskarżany o to, że jako szef Rady Europejskiej za mało pryncypialnie broni sankcji. Gdyby Angela Merkal nie postanowiła, że będą sankcje, to Donald Tusk nic by nie załatwił. To racja PiSu.

    Natomiast racja Platformy Obywatelskiej jest taka, że Antoni Macierewicz jest na rosyjski żołdzie, jest szpiegiem. Teraz się okazuje, że był agentem SB przez cały czas swojej działalności antykomunistycznej.

    Stopień absurdu tego dialogu przekroczył już dawno zdrowy rozsądek.

    —  Wróćmy jeszcze do Kazania. Zobaczyła Pani infrastrukturę, hotele, jedzenie. Czy doradziłaby Pani Polakom, aby odwiedzili Rosję?

    — Jak najbardziej. Nie udało mi się dotrzeć do metra, ale w Kazaniu jest nawet metro. Co na 2 miliony ludzi jest czymś niezwykłym, my jesteśmy dumni z naszego metra warszawskiego, gdzie mamy niespełna dwie linie.

    Kazań czysty.

    Gdybym polecała, to na pewno latem, bo jest tam taka piękna promenada, tzw. Kazanka. Wzdłuż rzeki można usiąść napić się kawy lub wina i popatrzeć na nią. Ale jak byliśmy, czyli w  drugiej połowie listopada, to była regularna zima, więc jak najbardziej polecał, ale sugeruję cieplejsze miesiące.

    —  Ponadto jest kazański Kreml, bo Kreml jest nie tylko w Moskwie…

    — To prawda. Kazański Kreml jest bardzo kolorowy. Zresztą tam jest bardzo dużo kolorów.

    Meczet Kul Szarif na kazańskim Kremlu
    © Zdjęcie : Rustem Kurbanov
    Meczet Kul Szarif na kazańskim Kremlu
    Połączenie kultury rosyjskiej z arabską owocuje niezwykłą barwnością, tzw. różne budynki są oświetlone na setki kolorów. Obejrzeliśmy Pałac Włościan, będący siedzibą Ministerstwa Gospodarki Rolnej i Żywności,  neoklasycystyczny pałac z olbrzymim łukiem, w którym jest drzewo z brązu. Ma ono 20 metrów wysokości i jest podświetlone na zielono. Wygląda ja z bajki Disneya. Przeczytałam później, że budowa tego kosztowała 2,2 mld rubli.

    Naprawdę są to bardzo interesujące architektonicznie zjawiska.

    —  Dziękuję za rozmowę i zapraszamy do Rosji.

    Zobacz również:

    Moskwa, Szeremietiewo: Rewolucja październikowa i spotkanie ... z Majakowskim
    Agenci Kremla i wojna hybrydowa: ABW w służbie lepszego trollingu
    ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
    Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
    Macki Putina sięgają daleko
    Wałęsa na miarę ZSRR
    Panie Swiridow, czas do Bundestagu
    Dar Donalda dla Polski
    Tu mówi Moskwa!
    Nauki ze Swiridowa: „bezpieczeństwo jest najważniejsze”
    Agnieszka Wołk-Łaniewska: Symetryzm mać wolności
    Tagi:
    samogon, ludzie, muzeum, alkohol, żywność, Katolicyzm, media, Fundacja im. Aleksandra Gorczakowa, ABW, Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, Duma Państwowa FR, CIA, Irek Zinnurow, Agnieszka Wołk-Łaniewska, Antoni Macierewicz, Leonid Swiridow, Jarosław Kaczyński, Donald Tusk, Władimir Putin, Angela Merkel, Tatarstan, Czeczenia, ZSRR, Kazań, Zachód, Rosja, Warszawa, Moskwa, Polska
    Standardy społecznościDyskusja
    Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
    • Komentarz