Widgets Magazine
22:28 22 Lipiec 2019
Strzelanina w Strasburgu, 11 grudnia 2018

Jak zamach w Strasburgu wpłynie na protesty „Żółtych Kamizelek"?

© AFP 2019 / Frederick Florin
Opinie
Krótki link
Wiktoria Daniłowa
Protesty „żółtych kamizelek" (34)
4815

Świadkiem wtorkowego tragicznego zajścia w Strasburgu był politolog i niezależny publicysta Janusz Niedźwiecki. W rozmowie ze Sputnikiem opowiedział, co się działo w mieście.

— Jak co roku w Strasburgu odbywał się jarmark świąteczny, jeden z takich bardziej popularnych jarmarków w całej Francji, no i w pewnym momencie w trakcie tego jarmarku, wieczorem w jednej z wąskich uliczek napastnik zaczął strzelać do tłumu. Ja szczęśliwie nie byłem wtedy na miejscu, chociaż to wszystko wydarzyło się na ulicy, na której mieszkam. Przyszedłem dosłownie 10 minut później, byłem za rogiem, kiedy słychać było strzały.

Wszystko wskazuje na to, że na ten moment zginęły co najmniej 3 osoby. Całość wydarzeń odbyła się bardzo szybko, ludzie się rozbiegli i momentalnie do akcji wkroczyło wojsko i policja. De facto cały czas ten jarmark był ochraniany, nie było wjazdów do centrum miasta, prawdopodobnie z obawy przed zamachem za pomocą auta osobowego czy ciężarowego, żeby nie było możliwości wjechania w tłum.

Przeszukiwano również torby ludzi, którzy wchodzili przez mosty do centrum. Jak widać to nie pomogło, ale mimo wszystko muszę powiedzieć, że działania policji i wojska były błyskawiczne, momentalnie wszystkie wjazdy zostały zablokowane, teren odcięty. Bardzo sprawnie poradzono sobie z paniką i nastąpiła obława. Wczoraj został również zablokowany Europarlament. Europosłowie nie mogli do późnych godzin nocnych opuścić terenu PE, nikt nie mógł również do nich wejść.

Dziś także ograniczony jest dostęp do Europarlamentu, no i trwa obława na sprawcę, który, jak wszystko wskazuje, wymknął się wczoraj policji. Cała atmosfera świąteczna trochę opadła. Ludzie rozmawiają ze sobą o tym, co się wydarzyło. Do części obszarów jest jeszcze ograniczony dostęp. Są też punkty kontrolne na granicy z Niemcami i Szwajcarią.

Tak, więc, na pewno położy się to cieniem na całej atmosferze świątecznej i pewnie nie będzie tak, że ludzie przejdą nad tym do porządku dziennego, tymbardziej, że we Francji od jakiegoś czasu nie było zamachów terrorystycznych. To jest taki jeden z pierwszych od dawna i od razu z dużą ilością ofiar.  Wszyscy przeżywają to, co się wydarzyło.

— Jak ta sytuacja wpłynie na protesty „Żółtych Kamizelek"?

— W Strasburgu już w tej chwili jest zakaz jakichkolwiek demonstracji i ze względów bezpieczeństwa władze będą na pewno starały się ograniczyć demonstracje. Ciężko powiedzieć, czy to wszystko będzie wyrachowane, czy nie, no bo wiadomo, że każdy tłum jest potencjalnym celem ataku. W pewnym sensie te wydarzenia są na rękę prezydentowi Francji, ponieważ mogą służyć pretekstem do tego, żeby ograniczyć w jakiś sposób wolność zgromadzeń lub rozprawiać się z protestującymi. Taka jest moja opinia.

— A jakie mogą być tego skutki na dłuższą metę?

— Myślę, że nie będzie jakichś konkretnych skutków na dłuższą metę. To nie jest pierwszy zamach we Francji, (władze — red.) są już w zasadzie oswojone z tym, że mają pod nosem radykalnych islamistów, z którymi muszą sobie poradzić i w pewnym sensie nauczono się już z tym żyć. Będą czasowe ograniczenia, takie jak chociażby w dostępie do Europarlamentu teraz, ale to będzie chwilowe, a później wszystko przejdzie w normalny tryb.

Tematy:
Protesty „żółtych kamizelek" (34)

Zobacz również:

Strzelanina w Strasburgu w pobliżu Jarmarku Bożonarodzeniowego
Strzelanina w Strasburgu: co wiadomo o napastniku?
Strasburg: strzelanina w pobliżu Jarmarku Bożonarodzeniowego
Tagi:
śledztwo, strzelanina, atak, Strasburg, Francja
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz