05:48 24 Marzec 2019
Noworoczna iluminacja na Placu Lenina w TuleGrzegorz Kołodko, doktor nauk ekonomicznych, były wicepremierem i minister finansów RP, profesor Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie

Grzegorz Kołodko: 2019 to nie będzie dobry rok

© Sputnik . Ramil Sitdikov © Zdjęcie: Public Domain
1 / 2
Opinie
Krótki link
Irina Czajko
23711

Pod koniec każdego roku ludzie podjemują próby przeanalizowania tego, co było negatywne, a co pozytywne w ich życiu prywatnym oraz świecie, starają się zajrzeć w przyszłość. Już tradycją stało się to, że corocznie takiego podsumowania dokonuje dla nas prof. Grzegorz Kołodko.

Transmisja wystąpienia Władimira Putina
© AP Photo / Alexander Zemlianichenko
Prof. Grzegorz Kołodko, były wicepremier i minister finansow Polski, dyrektor Centrum Badawczego Transformacji, Integracji i Globalizacji — TIGER w Warszawie.

Profesor doskonale orientuje się zarówno w gospodarce, jak też w polityce, jest autorem koncepcji nowego pragmatyzmu, mającego za podstawę długoterminową strategię wyważonego, harmonijnego rozwoju nie tylko gospodarki, lecz również relacji społecznych i ochrony środowiska naturalnego.

– Panie profesorze, jakie wydarzenia w 2018 roku w dziedzinie gospodarki światowej uważa Pan za najbardziej znaczące? Znaczące zarówno ze znakiem „+", jak i ze znakiem „-".

– Chyba jednak wzrost gospodarczy, który pomimo olbrzymich sprzeczności, konfliktów, trudności i nie do końca przezwyciężonych następstw kryzysu finansowego i gospodarczego, zapoczątkowanego 10 lat temu, udało się osiągnąć. Wzrost w granicach 3,7 czy 3,8 punktu procentowego przyczynił się do poprawy sytuacji materialnej wielu milionów ludzi w różnych częściach świata, a jeśli chodzi o wydarzenia jednostkowe, incydentalne to z pewnością może nie najważniejszym, ale na pewno jednym z ważniejszych była wielka konferencja i targi China International Import Expo w Szanghaju, które miały miejsce miesiąc temu.

Było to bowiem zaakcentowanie przez coraz więcej znaczącą w światowej gospodarce gospodarkę Chin, że zaczynają orientować się w większym niż poprzednio stopniu na import i są gotowe uczestniczyć w przeformułowaniu dotychczasowego biegu globalizacji, nadając jej przy okazji charakter bardziej inkluzywny, podkreślając także nieodwracalność tej globalizacji. Jeśli chodzi zaś o wydarzenia negatywne, to jest to w pewnością wywołanie wojny handlowej i w ślad za tym nakręcanie politycznej zimnej wojny przez administrację amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, skierowanej przede wszystkim przeciwko Chinom, ale także w dużym stopniu przeciwko Rosji.

Nic się nie dzieje bez powodu, można mieć pewne zastrzeżenia co do niektórych działań Chin w sferze gospodarczej, natomiast stosowanie praktyk protekcjonistycznych, narzucanie prohibicyjnych ceł, czy wręcz otwarte deklarowanie wojny handlowej to z pewnością działania, które na dłuższą metę szkodzą gospodarce światowej, a także Stanom Zjednoczonym. Jeśli jest to wydarzenie, to jest ono zdecydowanie negatywne i będzie się ono kładło długim cieniem na procesach światowej wymiany towarowej oraz światowym handlu w przyszłości.

Protesty przeciwko Brexit
© AFP 2018 / Daniel Leal-Olivas
– A co oznacza Pana zdaniem Brexit dla Brytyjczyków, a także dla obywateli krajów UE, w tym dla Polaków?

– Nic dobrego, więcej bałaganu, niż porządku. Nikt do końca jeszcze nie wie, jak to będzie wyglądało. Sprawa cały czas się toczy, sytuacja jest dynamiczna, (zmienia się) praktycznie z dnia na dzień. Można kreślić tylko pewne scenariusze, bardziej pozytywne, czy bardziej negatywne, ale muszą opierać się one na pewnych założeniach, które są dosyć kruche. Trudno jednak spodziewać się czegoś dobrego, bo jest to czynnik destabilizujący proces integracji europejskiej, osłabiający integrację europejską, a w obliczu globalnych wyzwań, a zwłaszcza nieodpowiedzialnej polityki amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa, jak również rosnących w coraz większą potęgę Chin potrzebna jest silniejsza i mocniej zintegrowana Unia Europejska.

Na dłuższą metę można sobie wyobrazić niezłe funkcjonowanie UE bez Wielkiej Brytanii. Dalej będzie to gospodarka o znaczącej roli w skali świata, nawet jeśli będzie poza UE, bo dzisiaj nie można wykluczyć i tego, że do Brexitu nie dojdzie, że będzie może nawet kolejne referendum, co byłoby jednak czymś z pogranicza nieodpowiedzialności politycznej, gdyż nie robi się referendów w takich sprawach co kilka lat, tylko co najwyżej co kilka pokoleń. Ale w sensie stricte ekonomicznym nie spodziewam się niczego dobrego.

Pytanie, które stoi dziś przed ekonomistami i politykami gospodarczymi, a także prawnikami, zajmującymi się relacjami ekonomicznymi i instytucjonalną odbudową procesów gospodarczych brzmi raczej, jak zminimalizować koszty Brexitu, z jednej strony dla Brytyjczyków, a z drugiej dla UE, w tym poszczególnych jej fragmentów, krajów i regionów. Co do Polski to akurat jestem dość spokojny, myślę, że przedsiębiorczy Polacy zarówno w kraju, jak i na obczyźnie, w tym Wielkiej Brytanii sobie poradzą, tu też jest jeszcze kilka pytań, bo bardzo wielu rodaków wyemigrowało do UK głównie w celach zarobkowych po naszym przystąpieniu do UE, już bez mała 15 lat temu.

Być może niektórzy wrócą z pewnymi doświadczeniami, z jakimiś zaczynami kapitału i będą otwierać tutaj swoje biznesy, inni być może przeniosą się do Francji, Hiszpanii, Skandynawii, a nawet Włoch. Im więcej wróci ich do Polski, tym lepiej, bo mamy coraz większy deficyt, niedobór wykwalifikowanej siły roboczej, a w niektórych prosperujących miejscach, takich jak aglomeracja warszawska czy dolnośląska brakuje już ludzi do pracy, wobec tego jeśli wskutek Brexitu trochę ich wróci do Polski, to na dłuższą metę będzie to akurat korzystne, chociaż indywidualnie kolejne przenoszenie się z miejsca na miejsce może być dotkliwe.

Parlament Europejski
© AP Photo / Andreas Pechar
– Kiedyś powiedział Pan, że z euro Polska byłaby w Europie krajem pierwszej prędkości, co stoi temu na przeszkodzie?

– Przeszkadzają temu obecni politycy, którzy albo nie rozumieją, na czym polegałyby korzyści, większe od kosztów przystąpienia do euro —  a co do tego ekonomiści nie mają wątpliwości, albo naiwnie wierzą w to, że posiadanie suwerennego pieniądza daje nam jakąś przewagę, chociaż wcale tak nie jest. Albo też jak na przykład kierownictwo banku centralnego  — Narodowego Banku Polskiego wiedzą doskonale, że ich znaczenie, również polityczne bardzo spadnie, jeśli nie będzie polskiego pieniądza.

Jako ekonomista nie mam wątpliwości co do tego, że wyeliminowanie ryzyka kursowego, zmniejszenie kosztów transakcyjnych, obniżenie kosztów kredytu przy zwiększeniu wiarygodności polskiej gospodarki by nas wzmocniło i politycznie uwiarygodnilibyśmy nieodwracalność procesu integracji, wzmocniając trwałość tego procesu. Niektórzy są także niewolnikami własnych słów,  więc nawet jeśli niektórzy z obecnie rządzących polityków w skrytości ducha przyznają mi rację, to raz, drugi i trzeci publicznie (skrytykowali tę ideę — red.) i teraz boją się wycofać z tego swojego błędnego poglądu, wiedząc, że znajdą się natychmiast pod krytycznym obstrzałem swoich przeciwników i nieżyczliwych im mediów.

Obawiam się, że trzeba poczekać, aż dojdzie do zmian politycznych i będziemy mieć w Polsce władze, które będą pewne, iż będzie to dobrze służyło polskiej gospodarce, ale także, że będziemy wspólnym wysiłkiem mogli przekonać większość większość społeczeństwa. Bowiem obecnie większość polskiego społeczeństwa jest przeciwko euro.

To są skutki takiej, a nie innej narracji publicznej, ludzie kształtują swoje poglądy przede wszystkim pod wpływem tego, co słyszą i widzą w mediach. Kiedyś 2/3 Polaków było za tym, żebyśmy wstępowali do euro, a teraz 2/3 jest przeciw. Kiedyś znów większość będzie popierać nasze wstąpienie do euro. Tak wielkiej zmiany, jak wejście do euro nie można robić wbrew większości, opinia publiczna musi być za tym, a będzie za tym, jeśli będzie rozumiała, że konwersja przy właściwym kursie walutowym będzie korzystna.

Dzień Niepodległości w Mińsku, Białoruś
© Sputnik . Егор Еремов
– A jak Pana zdaniem rozwijały się w 2018 roku kontakty Polski z sąsiadami, w tym z Rosją? Jakie są Pana nadzieje i obawy?

– Mam więcej obaw, niż nadziei. W 2018 roku nie odnotowałem, chociaż uważnie to śledziłem, żadnej istotnej zmiany na lepsze, ani też na gorsze w relacjach z naszymi sąsiadami. Sądzę, że może pewnemu pogorszeniu z win obustronnych, nie chcę tu przypisywać win, doszło niestety tylko w relacjach z Rosją. Nie zauważyłem bowiem, żeby tu się coś poprawiło.

I właśnie bez wskazywania palcami winnych oczekuję pewnych działań ze strony przede wszystkim ludzi polityki po obu stronach. Dzieje się trochę, a może nawet więcej jeśli chodzi o wymianę gospodarczą, handel, przepływy kapitałowe. Dzieje się sporo, choć na pewno za mało jeśli chodzi o wymianę naukową, czy kulturalną, bardzo mało niestety jeśli chodzi o wymianę turystyczną. Osobiście znowu byłem 2 razy w Moskwie i Petersburgu, wolałbym widzieć tam wielokrotnie więcej Polaków i słyszeć u nas wielokrotnie więcej Rosjan.

– Jaka jest Pana prognoza na rozwój światowej gospodarki w 2019 roku? Czy pański pogląd jest optymistyczny, pesymistyczny czy też może sceptyczny?

– Jeśli patrzeć tylko na wskaźniki gospodarcze, takie jak wzrost produkcji, wielkość obrotów handlowych, dynamikę cen — tu nie ma większych obaw, choć nie można wykluczyć tego, że dojdzie do pewnych zaburzeń w wyniku narastania przesłanek do kolejnego kryzysu gospodarczego w niektórych obszarach gospodarki. Może to wynikać z nieodpowiedzialnej polityki Trumpa, napięć na rynkach finansowych Chin, ale tu można być optymistycznym.

Natomiast jeśli patrzeć szerzej, głębiej i nie podniecać się tymi wskaźnikami ilościowymi, a także notowaniami na najważniejszych giełdach — w Nowym Jorku, Frankfurcie, Zurychu i innych miejcach świata, to obawiam się, że sytuacja bedzie coraz bardziej skomplikowana. To nie będzie dobry rok.

To jest kolejny rok do przeżycia i trzeba uważać, żeby sytuacja nie wymykała się spod kontroli, ponieważ jest ona bardzo konfliktogenna, ale to właśnie bardziej ze względu na nierównowagę, ze względu na migrację, wymykające się spod kontroli zmiany środowiskowe i napięcia polityczne. Tak, znowu trzeba tu wymienić nazwisko lokatora Białego Domu Donalda Trumpa. Ja się po nim i po jego polityce niczego dobrego nie spodziewam.

Jeśli potrafił w ciągu dwóch pierwszych lat tak bardzo skomplikować sytuację międzynarodową ze względu na dużą rolę gospodarki amerykańskiej i amerykańskich finansów, to obawiam się, że w tym kolejnym dla niego, trzecim roku zasiadania na fotelu prezydenta może ją jeszcze bardziej skomplikować. Ale to, co jest pocieszające to to, że problemy, które stoją przed nami, one wszystkie są rozwiązywalne.

To nie jest tak, że intelektualnie, teoretycznie, koncepcyjnie jesteśmy bezsilni, nie jest również tak, że wszystko wiemy — daleko do tego, ale zasadniczo rozumiemy, co od czego zależy, jakie są przyczyny sprawcze i mechanizmy przyczynowo-skutkowe, wiemy więcej niż mniej, co jak należy robić.

Nie ma jednak niestety politycznych mechanizmów, odpowiedniej koordynacji działań, zwłaszcza tych w skali ponadnarodowej czy wręcz globalnej, aby tę wiedzę uruchomić. Dużo mówimy o tym, że gospodarka powinna być w coraz większym stopniu oparta na wiedzy i chciałbym, żeby również polityka  w coraz większym stopniu bazowała właśnie na wiedzy, a nie na emocjach.

Zobacz również:

Polska: Krystyna Pawłowicz odchodzi z polityki
Rosyjski MSZ apeluje do Polski
Polska umebluje rosyjskie wnętrza
Tagi:
polityka, Nowy Rok, stosunki międzynarodowe, handel, gospodarka, Grzegorz Kołodko, UE, Chiny, USA, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz