02:45 19 Kwiecień 2019
Agnieszka Wołk-Łaniewska w Moskwie

Polska: Za znicz do więzienia

© Sputnik . Leonid Swiridow
Opinie
Krótki link
Agnieszka Wołk-Łaniewska
271095

Mam przyjaciół, z którymi zawsze pierwszy toast pijemy za generała Jaruzelskiego. Jeżeli rekomendacje rządowego zespołu do walki z faszyzmem wejdą w życie, będziemy mogli za to pójść na rok do więzienia.

Te same „prodemokratyczne" media, które  rozdzierają szaty z powodu zamachu na wolność słowa w postaci idiotycznego wniosku Glapińskiego o sądowy zakaz pisania o nim w kontekście afery KNF — ochrzaniają rząd, iż zwleka z realizacją zaleceń zespołu, który chce wsadzać za prywatne toasty.

Jak to mówią prawdziwi liberałowie: nie ma wolności dla wrogów wolności.

„Międzyresortowy zespół do spraw przeciwdziałania propagowaniu faszyzmu i innych ustrojów totalitarnych oraz przestępstwom nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość" został powołany po słynnym reportażu TVN24 o urodzinach Hitlera w lesie pod Wodzisławiem.

Wojciech Jaruzelski
© Sputnik / Leonid Swiridow
Mateusz Piskorski, lider partii Zmiana.
© Photo courtesy of Zmiana political party/Tomasz Gzell
Jego szefem był wiceminister spraw wewnętrznych Krzysztof Kozłowski — 35-letni doktor prawa, który swą polityczną karierę zaczynał w biurze poselskim posła Joachima Brudzińskiego; w skład weszli też Adam Lipiński i Jarosław Sellin, oraz wicekoordynator służb specjalnych Maciej Wąsik, znany głównie z tego, iż wraz z Mariuszem Kamińskim został skazany w procesie o fabrykowanie dowodów w aferze gruntowej i ułaskawiony przez prezydenta. Był też komendant główny policji, zastępca prokuratora krajowego, wiceminister spraw zagranicznych i kilku innych tuzów dobrej zmiany.

Efekt ich pracy, biorąc pod uwagę powyższy skład, jest zgoła niezaskakujący. Zaskakujące jest to, że „obrońcy wolności" tego nie widzą.

„Rząd nie chce walczyć z faszyzmem" — oskarża Oko.press, które jako pierwsze doprosiło się w kancelarii premiera o kopię raportu z prac zespołu. „ „Lex »urodziny Hitlera« utknęło w rządzie. Ujawniamy raport, który został zbagatelizowany" — doniosła dzień później „Gazeta Wyborcza". Oba pryncypialnie broniące wolności słowa organy mają władzy za złe ociąganie się z przyjęciem rekomendowanych zmian, uważają też, że różnych obostrzeń w rekomendacjach brakuje. Ale co do samej treści zgłoszonych przez zespół propozycji nie mają żadnych zastrzeżeń.

A tymczasem włos się jeży.

Zaczyna się naturalnie od komunizmu, który koniecznie trzeba wpisać do kodeksu karnego.

Zdaniem PiS najważniejszą reakcją na ujawnienie czcicieli Hitlera wśród prawicowej młodzieży — jest zakazanie propagowania ustroju komunistycznego. To stały motyw w wypowiedziach pisistów zmuszanych do potępienia swoich przyjaciół z ONR czy band kibolskich: „tak, bicie czarnuchów i ciapatych jest nieładne, ale lewicowa ekstrema jest nie lepsza".

Tym razem patrioci posunęli się dalej i —  obok zakazu propagowania „ustroju komunistycznego" postanowili zakazać także „nienawiści na tle klasowym", co stanowi fascynujący dowód na nieśmiertelność myśli Marksa, Engelsa i Lenina.

 Tak gwoli ścisłości: żadna lewicowa ekstrema nie istnieje. W Polsce na „skrajnej lewicy" jestem  ja — a sami powiedzcie, jaka tam ze mnie ekstrema.

A nawet, gdyby jakąś grupę młodych lewaków dałoby się od biedy określić tym mianem — to ona po prostu jest lepsza od nazioli i kiboli. Czy ktoś słyszał o lewakach bez dania racji spuszczających wpierdol bogaczom, wybijających szyby w pięciogwiazdkowych restauracjach, podpalających jaguary?

Konflikt klasowy, rozumiany jako antagonizm między właścicielami środków produkcji i proletariatem oczywiście nadal jest motorem historii — ale dziś inspiruje on do pisania długich esejów na niszowych portalach a nie do przemocy na ulicach. Ciekawe, iż inspiruje także pisowskich prawodawców.

Ale ważniejsza — i groźniejsza — jest inna zmiana art. 265 kk proponowana przez władzę. Dziś art 265 obejmuje „propagowanie faszyzmu lub innego ustroju totalitarnego lub nawoływanie do nienawiści" — obecnie do 2 lat, władza chce podnieść na 3, bo dwa lata za gadanie głupot „nie wypełniają koniecznej im roli prewencyjnej", a poza tym „tego też domaga się społeczne poczucie sprawiedliwości".

To pół biedy.

Ale zespół proponuje dopisać tu nowe przestępstwo: „Kto, wspólnie z innymi osobami, oddaje hołd lub uroczyście upamiętnia postać historyczną, stanowiącą symbol zbrodni związanej z ideologią faszystowską, nazistowską lub komunistyczną, podlega karze pozbawienia wolności do roku".

Polska publicystka Agnieszka Wołk-Łaniewska i komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow. Moskwa
© Sputnik . Aleksandr Nastruskin
Polska publicystka Agnieszka Wołk-Łaniewska i komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow. Moskwa
Mało tego: władza chce zezwolić policji i innych służbom na stosowanie kontroli operacyjnej wobec podejrzanych o czyny z art 265.

I jeszcze, na dokładkę, postuluje, aby skreślić zapis o tym, że karalne propagowanie musi być „publiczne" — albowiem „jednym z problemów jest kwestia dowodzenia czy dany przypadek dzieje się w sferze publicznej, ponieważ sama ocena charakteru publiczności nie jest aspektem jednoznacznym i prostym do zdiagnozowania". 

To generalnie znakomity koncept: skoro organom ścigania trudno jest udowodnić, że przestępstwo miało miejsce, rozszerzmy definicję przestępstwa, i więcej ludzi da się wsadzić. To, że tak myśli Ziobro — całkiem mnie nie dziwi, ale fakt, że popiera go „Gazeta Wyborcza" jest już nieco przykry. 

Można zrozumieć, że demokratyczne państwo chce się bronić przed osobami, podważającymi podstawy jego ustroju, poprzez zakaz publicznego propagowania ustrojów totalitarnych. To daje się jeszcze uzasadnić w ramach koniecznego ograniczenia konstytucyjnej gwarancji wolności słowa ze względu na dobro wyższe, jakim jest bezpieczeństwo Rzeczpospolitej. Ale PiS proponuje coś zgoła innego: obwarowany więzieniem zakaz posiadania i wymieniania poglądów, niezgodnych w polityką historyczną.

To stopień totalitaryzacji życia społecznego, nieznany nawet za stalinizmu.

Oczywiście pamiętamy dowcip o facecie, który siedział za lenistwo — bo kumpel opowiedział mu dowcip polityczny i nie chciało my się iść donieść tego samego wieczoru, a kumplowi się chciało — ale jednak nawet wówczas władza uważała za stosowne przyklepać podsądnym jakieś poważniejsze zarzuty.

Frajerów, którzy cierpieli na nadmiar szczerości w prywatnych rozmowach, wsadzano za szpiegostwo na rzecz imperialistów, albo za spisek w celu obalenia ustroju siłą. Jeśli propozycje zespołu wiceministra Kozłowskiego staną się prawem — taka hipokryzja będzie niepotrzebna. Będzie można sadzać ludzi wprost za to, co mówią znajomym przy wódce.

Sławomir Dębski, Dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych
© Sputnik . Dmitrij Obolenskij
Agnieszka Wołk-Łaniewska
© Zdjęcie : Leonid Swiridow
Przy tym nikt chyba nie ma wątpliwości, że zakaz „oddawania hołdu i uroczystego upamiętniania" w prywatnych rozmowach nie ograniczy się do Hitlera i Stalina. Polityka historyczna PiS — której prawną emanacja jest ustawa o dekomunizacji ulic — obejmuje mianem „zbrodniarzy komunistycznych" wszelkich działaczy lewicy, związanych w jakikolwiek sposób z ruchem komunistycznym, nawet jeśli oni sami padli ofiarą zbrodni z rąk hitlerowców.

Czołowymi zbrodniarzami komunistycznymi są zaś Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak.

Po wejściu w życie proponowanego przez pisowski zespół i pochwalanego przez demokratyczne media przepisu — jakakolwiek pozytywna wypowiedź na ich temat może być karana więzieniem.

Miesiąc temu, wraz z kilkoma osobami z grona rodziny i przyjaciół Czesława Kiszczaka, zapaliłam znicz na jego grobie w trzecią rocznicę jego śmierci. Jeśli pisowska nowelizacja art 265 kk wejdzie w  życie — będziemy mogli za to pójść do pierdla na dwa lata, albowiem cmentarz jest niewątpliwie miejscem publicznym, a zapalenie znicza przecież kwalifikuje się jako „uroczyste upamiętnienie".

A „Gazeta Wyborcza" się raduje.

Red. Jacek Gądek pisze z aprobatą: „kluczowe jest tu zalecenie, aby karać nie tylko za publiczne fetowanie np. Hitlera, ale także prywatne czczenie tego i innych zbrodniarzy". To super, gdyż „dziś prywatne propagowanie faszyzmu albo komunizmu jest wytrychem radykałów".

Red. Gądek zwraca uwagę, że „gdyby proponowane zmiany w Kodeksie karnym obowiązywały w czasie wyprawiania »urodzin Hitlera«, to oskarżeni nie mogliby się trzymać linii obrony, że nazistowska impreza w lesie była prywatna, a więc nie stanowiła przestępstwa" — ubolewa jednakże, iż „ściganie prywatnych hołdów dla Hitlera czy Stalina" niestety „pozostało na papierze".

Ogłoszenie stanu wojennego - Wojciech Jaruzelski
© AP Photo / Stringer
A, i jeszcze bardzo dobrze jest, że zespół proponuje karanie nie tylko za rozpowszechnianie przedmiotów, które promują złe ustroje — ale także za ich posiadanie. „Ponadto zespół podkreślił, że jest i inny kłopot ograniczający tępienie brunatnych i czerwonych radykałów. Obecnie jeśli ktoś produkuje lub posiada materiały promujące ustroje totalitarne, może być karany (256 par. 2 k.k.) jedynie, gdy czyni to w celu rozpowszechniania. A jeśli robi to na własny użytek, to już nie. Cóż więc z tego, że ktoś ma np. prywatny ołtarzyk ku czci Hitlera — Policja i prokuratura nic mu nie mogą zrobić, jeśli nie dowiedzie, że chce on rozpowszechniać swoje dzieło".

Osobiście uważam, że policji i prokuraturze nic od tego, komu stawiamy ołtarzyki w naszych domach, choćby był to i Hitler. Nie uważam, żeby banda idiotów opowiadających o tym, iż „Hitler był gentlemanem, nie przeklinał, kobiety go uwielbiały, a dzieci kochały" nad tortem ozdobiony swastyką z Prince Polo stanowiła prawdziwe zagrożenie dla ładu konstytucyjnego RP. Ale, co ważniejsze, jestem dziwnie pewna, że nie Hitler — tylko właśnie osoby symboliczne dla Polski Ludowej znajdą się na celowniku służb walczących w pisowskim państwie z mową nienawiści. Które to służby będą mogły, w majestacie prawa, podsłuchiwać prywatne rozmowy i czytać  maile podejrzanych o szanowanie Jaruzelskiego albo sympatię do Kiszczaka. A potem powsadzać nas do pierdla i oczyścić społeczeństwo z niezdrowych elementów.

Skoro polityka historyczna prowadzona tradycyjnymi metodami agitpropu i prania mózgów młodzieży w ramach nauki historii nie przynosi spodziewanych rezultatów — i 44 procent Polaków ciepło myśli o Polsce Ludowej, a 47 procent sądzi, że Wojciech Jaruzelski dobrze służył Polsce — pora na bardziej stanowcze działania.

Czy tak, koledzy z Oko.press i „GW"?

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Rozdziobią was WRONy
Wałęsolenie
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Jaruzelski i Kiszczak zdegradowani - tego chce MON
IPN – to się leczy
Wiem, co mówię: Jaruzelski wygrał wybory
Nauki ze Swiridowa: „bezpieczeństwo jest najważniejsze”
ABW po was też przyjdzie
Rzeczpospolita na wzór i przykład IPN
Małpa z brzytwą na kontrakcie
Tagi:
faszyzm, komunizm, dekomunizacja, polityka, MON, Prawo i Sprawiedliwość, Gazeta Wyborcza, TVN 24, ABW, Instytut Pamięci Narodowej, Rząd RP, Mariusz Kamiński, Jacek Gądek, Czesław Kiszczak, Fryderyk Engels, Marks, Agnieszka Wołk-Łaniewska, Joachim Brudziński, Jarosław Sellin, Stalin, Włodzimierz Lenin, Adolf Hitler, Wojciech Jaruzelski, PRL, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz