00:49 22 Styczeń 2019
Mistrzostwa Świata 2018

Co czeka Polskę w 2019 roku

© Sputnik . Nikołaj Seredin
Opinie
Krótki link
Leonid Sigan
5365

Polska gospodarka pomimo rozmaitych uciążliwości biurokratycznych ma się nie najgorzej, ale jest to chyba charakterystyczne dla całej współczesnej Europy - powiedział w wywiadzie dla Sputnika niezależny poseł na Sejm Janusz Sanocki

— Żegnamy rok 2018. Jaki był dla Polski i Polaków?

— To jest bardzo skomplikowane zagadnienie Panie redaktorze, dlatego że z jednej strony zmiana, która dokonała się 3 lata temu pozwoliła odsłonić pewne patologiczne mechanizmy władzy, naprawić pewne rzeczy. Program socjalny 500+ na pewno odgrywa dobrą rolę, wyrównuje szanse społeczne, wspiera rodziny, wychowujące dzieci i być może będzie mieć pozytywny wpływ na demografię, bo na razie go nie widać, ale w przyszłości może się pojawi. Polska gospodarka pomimo rozmaitych uciążliwości biurokratycznych ma się nie najgorzej, ale jest to chyba charakterystyczne dla całej współczesnej Europy.

Natomiast z pewnym niepokojem patrzę na naszą politykę zagraniczną, gdzie moim zdaniem angażujemy się nadmiernie po stronie Ukrainy z ostrą postawą antyrosyjską, która w rzeczywistości nie ma w zasadzie uzasadnienia. Nie wierzę w to, że Rosja skieruje do Polski czołgi, aby odbudować imperium — są to moim zdaniem zupełnie irracjonalne poglądy, wynikające raczej z resentymentów, z pewnych spraw historycznych, z braku przestawienia się na oceny współczesności, z uwzględnieniem dzisiejszych metod działania, celów i możliwych sposobów ich osiągania. Ja w to nie wierzę.

Ale po przyjęciu takiego założenia Polska musiała mieć takie stanowisko, bo skoro uważamy, że Rosja stanowi dla nas bliskie, żywotne i realne zagrożenie militarne, to logiczne jest szukanie oparcia w jakichś silniejszych sojusznikach. W związku z tym ma miejsce sojusz polsko-amerykański i nasze zabiegi o wsparcie USA i rozmieszczenie tu ich stałej bazy, za co płacimy szeregiem koncesji. Im bardziej uważamy, że te rosyjskie czołgi jadą już na Warszawę, tym bardziej musimy zabiegać o wsparcie amerykańskie, nie pytać o ceny amerykańskiego gazu, nie pytać o koszty tej bazy.

Moim zdaniem jest to błędne założenie i niesie wątpliwe skutki dla Polski. Mam nadzieję, że nie dojdzie do żadnego zaostrzenia, do fazy „gorącej" wojny, jednak nawet ta faza „zimnej" wojny kosztuje nas bardzo wiele, zarówno jeśli chodzi o ustępstwa, jakie musimy czynić w stosunku do Wielkiego Brata, jak i pogorszenie relacji z Rosją.

Ja to tylko mówię jako obserwator, bo przecież jako pojedynczy poseł nie mam na to wpływu, ale myślę, że jest to opinia, którą wielu moich rodaków podziela, tylko nie jest ona w stanie uwidocznić się na polu politycznym, na szczeblu sejmowym czy w publicystyce. Panuje, bowiem, taki jakby rodzaj politycznej poprawności i zaraz, jak tylko ktoś zaneguje paradygmat tego zagrożenia, to staje się od razu ruskim trollem oraz agentem Putina.

Wielu ludzi się tego epitetu po prostu boi. Ponieważ nie należę do strachliwych i jestem wolnym strzelcem w Sejmie, to mogę sobie pozwolić na opinie, które moim zdaniem są korzystne dla Polski. Powinniśmy zredefiniować naszą politykę w kierunku neutralności, życzliwości i pojednania. Tak mniej więcej widzę mijający rok.

— Panie pośle, rok 2018 był w pewnym sensie rokiem elektoralnym, odbyły się wybory samorządowe. 2019 rok przyniesie z kolei wybory do PE. Jak Pan widzi to, co było i to, co może być?

— Panie redaktorze, jestem jednym z twórców, obok św. pamięci prof. Jerzego Przystawy, nieżyjącego już od 6 lat, ruchu obywatelskiego na rzecz okręgów jednomandatowych w Polsce. Uważamy, że system wyborczy w Polsce jest zły, fatalny. Ten system partyjny w połączeniu jeszcze z ustawą o finansowaniu partii politycznych właściwie pozostawia scenę polityczną bez zmian. To, że nam się udało ją z Kukizem w pewnym sensie lekko rozhermetyzować 3 lata temu, to jest cud boski, że to osiągnęliśmy, ale tak naprawdę jest to ewenement, który być może już się nie powtórzy.

Kreml
© Sputnik . Антон Денисов
Wybory samorządowe przebiegają w cieniu rozmaitych socjologicznych prawidłowości, które powstały w polskim samorządzie, gdzie wprowadzono w 2002 roku bezpośredni wybór burmistrza, wójta i prezydenta (ja się wtedy z tego cieszyłem, bo myślałem, że bezpośredni wybór zawsze jest dobry). Jednak w połączeniu z ogromnymi możliwościami finansowymi, jakie uzyskuje prezydent miasta czy burmistrz, to ma on praktycznie zdolność do budowania własnej siły w oparciu o stanowiska, które rozdziela, spółki gminne, urzędy itd. 

I właściwie w Polsce wszędzie wygrały te układy istniejące, to, że przyjmują one czasem postać partyjną jest to raczej drugorzędne zjawisko. Natomiast generalnie w bodajże 60% samorządów zwyciężyli ci, którzy są. I to jest objaw tego kryzysu, że czeka nas zmiana, być może przemyślenie, jak powinien naprawdę funkcjonować demokratyczny system, który daje nadzór społeczeństwu nad władzami lokalnymi, ale także jak powinien funkcjonować system, który pozwalałby obywatelom kontrolować władze zarówno na szczeblu krajowym, jak i europejskim.

Jak Pan doskonale wie, PE ma na szczeblu europejskim znaczenie w zasadzie drugorzędne, pierwszorzędne znaczenie ma niewybieralna powszechnie Komisja Europejska i parlament to jest trochę taka ozdóbka, zajmująca się „rytualnymi" sprawami za niemałe pieniądze. W związku z tym zainteresowanie obywateli w Polsce tymi wyborami jest niewielkie i frekwencja jest stosunkowo niska, dlatego trudno w wyniku wyborów europejskich wnioskować jakoś o tym, która partia cieszy się naprawdę realnym poparciem.

— W mediach słyszymy stale o możliwości przyśpieszonych wyborów parlamentarnych w Polsce.

— Tak, nie przypuszczam jednak, żeby kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości zdecydowało się na wcześniejsze wybory parlamentarne, ponieważ oznaczałoby to, że przyznają de facto swoją bezradność. Mają dzisiaj większość w Sejmie, w Senacie, mają prezydenta, w związku z tym ogłoszenie w takiej sytuacji wcześniejszych wyborów i skrócenie kadencji oznaczałoby, że PiS nie potrafi rządzić.

Może nie wszyscy się tak głęboko tym interesują i analizują, ale byłaby to oczywista kapitulacja, która wpłynęłaby na porażkę Prawa i Sprawiedliwości w tych wyborach i sądzę, że nie pomogłoby im to zupełnie, a wręcz przeciwnie, doprowadziłoby do przyśpieszenia destrukcyjnych procesów. PiS ma pewne rezerwy, żeby pozyskać wyborców lub utrzymać ich przy sobie. Dlatego nie sądzę, że dojdzie do przyśpieszonych wyborów.

— Rok 2019 w pańskiej wizji dla Polski?

— Nie chciałbym wchodzić w jakieś  kasandryczne, pesymistyczne wizje, ale nie spodziewam się jakiegoś głębokiego przełomu. Myślę, że PiS wygra kolejne wybory, nie wiem, czy będzie miał wystarczającą większość do samodzielnego rządzenia, może tak się nie stanie. Przypuszczam, że i Sojusz Lewicy Demokratycznej ma szanse się odbudować i być może to, co wprowadziliśmy jako ta grupa Kukiza, bo okazuje się, że ona jakimś takim trwałym poparciem kilkuprocentowym, powyżej progu wyborczego się cieszy.

Więc być może doszłoby do sytuacji, w której PiS, nie mając większości będzie musiał korzystać z pomocy jakiegoś sojusznika w Sejmie. Wówczas być może byłaby szansa na zmiany ustrojowe, strukturalne, tzn. na zmianę ordynacji wyborczej, na zmianę fatalnej ustawy o finansowaniu partii politycznych, no i to mojej ojczyźnie by pomogło, bo moglibyśmy wtedy prowadzić bardziej normalną politykę wewnętrzną, ale też jak sądzę zewnętrzną — widać to na przykładzie Wielkiej Brytanii.

Proszę zobaczyć, jak tam reagują posłowie na decyzje pani May ws. Brexitu, nie są oni związani dyscypliną partyjną, oni są związani przekonaniami swoich wyborców oraz poparciem wyborców i odważnie negują decyzję premier. U nas byłoby to niemożliwe w związku z tym, że posłowie są uzależnieni od czołówki partii, wyznaczającej listy wyborcze w następnych wyborach. Wobec tego zmiana systemu wyborczego wpłynęłaby niewątpliwie na zmianę naszej polityki wewnętrznej i zewnętrznej, być może moglibyśmy wówczas znaleźć też więcej odwagi, aby zredefiniować naszą politykę zagraniczną, mam tu na myśli politykę wobec Rosji.

Ja bardzo boleję nad tym, że nie wykorzystujemy tak wielkiej szansy, jaką jest współpraca z Rosją, z Białorusią, również z Ukrainą, tylko że na Ukrainę trzeba być może wpłynąć nieco modelująco. Rodzina mojego ojca wywodzi się z Kresów, musieliśmy pożegnać się ze Lwowem, który był przecież jednym z ważniejszych ośrodków polskiej kultury i bezwzględnie polskim miastem. W związku z tym Ukraińcy również muszą pogodzić się z tym, że Krym zmienił przynależność państwową, są pewne zjawiska, które są od nas niezależnie i które w dalszej perspektywie być może wychodzą na korzyść.

Co pomoże Ukraińcom posiadanie Krymu, kiedy ich państwo jest do cna skorumpowane, kiedy miliony Ukraińców opuszczają swój kraj? Na przykład w Polsce jest teraz wszędzie pełno Ukraińców. Ja się cieszę, że tu przyjeżdżają i znajdują pracę, lepsze życie, a wyjeżdżają dlatego, że tam po prostu nie mogą żyć w tej korupcji. Oni są głęboko zniechęceni do swojego państwa, ponieważ nie oferuje im ono uczciwych warunków życia.

Myślę, że głównym zadaniem polityków nie jest walka. Oczywiście w jakiejś sytuacji śmiertelnego zagrożenia suwerenności trzeba walczyć, ale w sytuacji, kiedy mniejszość rosyjska na wschodzie Ukrainy, zrażona funkcjonowaniem państwa ukraińskiego, opowiada się za innymi rozwiązaniami, to że tak powiem prawo samostanowienia narodów ma pierwszeństwo przed wszystkimi innymi rozstrzygnięciami. I wcale nie jest nienaruszalne i święte prawo granic, co widzieliśmy na przykładzie Jugosławii, gdzie dokonano gruntownych zmian politycznych, zmian granic, powstały nowe państwa itd. i tutaj jakoś zostało to zaakceptowane przez społeczność międzynarodową.

— Serdecznie dziękuję za rozmowę. Życzę wielu sukcesów, zdrowia i pomyślności.

— Dziękuję, ja również życzę wszystkiego najlepszego Panu i redakcji Sputnika, Rosji i Rosjanom. Jest wielu Polaków, którzy dobrze myślą o Rosji. Ja jestem polskim patriotą i gotów byłem w młodości walczyć z bronią w ręku o suwerenność, wolność Polski, ale szanuję Rosjan, widzę, jak wiele możemy mieć wspólnych, pozytywnych osiągnięć.

Szanuję rosyjską kulturę i nie widzę żadnego zagrożenia, a wręcz przeciwnie — pewne możliwe ubogacenie w tych naszych relacjach. Tak nawiasem mówiąc byłem 2 tygodnie temu na występie Chóru Aleksandrowa we Wrocławiu, przepiękne widowisko i cała publiczność, kilka tysięcy ludzi było pod wrażeniem tego bogactwa kulturowego.

Odcięliśmy się zupełnie niepotrzebnie od tej możliwej współpracy. Nie boję się rozmaitych epitetów, ponieważ myślę, że nikt mi nie jest w stanie nic zarzucić i każdy widzi, że kieruję się dobrem Polski, wyrażając te opinie, a nie jakimiś innymi czynnikami.

Zobacz również:

Zaginęły po drodze do Polski: skarby, których do tej pory poszukuje się w Rosji
Rosyjska łyżwiarka wybrała Polskę
Rosyjski MSZ apeluje do Polski
Polityczni ulubieńcy Rosjan
Polska umebluje rosyjskie wnętrza
Times: Fort Trump w Polsce pomoże Rosji wzmocnić potęgę militarną
Tagi:
konstytucja, dyplomacja, podsumowanie roku, polityka, wybory, Kukiz'15, Prawo i Sprawiedliwość, Janusz Sanocki, Paweł Kukiz, Theresa May, Mateusz Morawiecki, Krym, Wielka Brytania, Ukraina, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz