Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński

W Polsce nie było komunizmu. Cz. II

© AFP 2019 / Wojtek Radwanski
Opinie
Krótki link
Krzysztof Pilawski
9492

Prof. Andrzej Walicki - historyk idei, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, emerytowany profesor Uniwersytetu Notre Dame (USA), wybitny znawca marksizmu oraz rosyjskiej filozofii i myśli społecznej. Autor m.in. wydanej w tym roku książki „Od projektu komunistycznego do neoliberalnej utopii".

—  Panie profesorze, czy nie przejaskrawia pan pozytywów tamtej rzeczywistości?

— Jako liberał jestem antykomunistą — przeciwnikiem utopii komunistycznej, która prowadzi do eliminacji rynku i do totalitaryzmu. Ale realnie istniejący socjalizm był czymś dużo lepszym niż komunizm.

Ludwik Stomma
© Zdjęcie : Krzysztof Żuczkowski
Komunizm oznaczałby całkowitą zależność i kontrolę jednostki, władze określałyby jej wszystkie potrzeby, nie byłoby żadnej przestrzeni dla swobodnego rozwoju, kształtowania własnej indywidualności. Moją intencją jest nie apologetyka PRL, lecz zwrócenie uwagi na to, że państwo nazywane Polską Rzecząpospolitą Ludową było pozytywnym odchyleniem od doktryny komunistycznej i praktyki politycznej innych państw realnego socjalizmu.

Na tym obszarze Polska bardzo wyraźnie się wyróżniała, uchodziła niemal za krainę wolności.

—  Nie dostrzegła tego obowiązująca konstytucja, która podkreśla w preambule, że Polska nawiązuje jedynie do tradycji I i II Rzeczypospolitej. PRL w zasadzie została zdelegalizowana.

— To bardzo przykre. Zwyciężył pogląd, że PRL była od początku do końca państwem komunistyczno-totalitarnym. Podważono PRL jako państwo polskie, zignorowano fakt, że PZPR realizowała polskie interesy w ramach istniejących możliwości. Postawiono znak równości między realnym socjalizmem PRL a komunizmem, między ograniczoną suwerennością a obcą okupacją. W polskiej polityce pojawiły się pojęcia III i IV Rzeczpospolita. Przeciwnicy III RP określali jako ułomną państwowość postkomunistyczną powstałą w wyniku umowy okrągłostołowej, IV RP miała być — jak przekonywali — oczyszczona ze wszystkich elementów PRL. Jednak w istocie dążenie do zerwania z PRL jest znacznie starsze niż projekt IV RP braci Kaczyńskich.

W grudniu 1990 r., w czasie zaprzysiężenia na prezydenta, Lech Wałęsa ogłosił: „Z tą chwilą zaczyna się uroczyście III RP". Na tę uroczystość Wałęsa nie zaprosił poprzedniego prezydenta, gen. Wojciecha Jaruzelskiego, natomiast był na niej obecny Ryszard Kaczorowski, który przekazał insygnia władzy prezydenckiej II RP. Nowa państwowość określiła się jako bezpośrednia kontynuatorka Polski sanacyjnej, Polska symbolicznie wróciła do 1939 r., redukując PRL do czarnej dziury w dziejach narodu. III RP od początku budowano na fundamencie antykomunizmu, nadając jej charakter prawicowo-konserwatywny.

Polska. Warszawa. Kancelaria Premiera RP w barwach narodowych
© Zdjęcie : Kancelaria Premiera RP
Odrzucono ideę pojednania narodowego bliską liberalnej demokracji. Co więcej, nawet ludzie uważający się za liberalnych demokratów zgodzili się na legitymizację III RP nie tylko poprzez demokrację parlamentarną, ale i przez negację PRL. Ilustrowała to wyrażona w „Gazecie Wyborczej" myśl Ewy Milewicz, że ludziom związanym z poprzednim systemem „mniej wolno". Upowszechniło się przekonanie, że kto raz był komunistą, ten nie przestaje nim być nawet wtedy, gdy nie tylko w pełni zaakceptuje gospodarkę rynkową i demokrację, lecz także odniesie na tych polach sukces, np. wygrywając wybory. Doszło do rzeczy niesłychanej w systemie demokracji parlamentarnej — nie dopuszczono do mediów głosu wielkiej części społeczeństwa, która inaczej myśli o PRL.

—  Jarosław Kaczyński, uzasadniając konieczność uchwalenia „Konstytucji IV RP", tłumaczył, że Polska potrzebuje jasnej idei państwa narodowego „odrzucającego zniewolenie i komunizm". Do „Konstytucji IV RP" wpisano zarówno lustrację, jak i działalność Instytutu Pamięci Narodowej. Pojawiło się hasło, że bez rozliczenia PRL nie zbudujemy niepodległego państwa polskiego.

— Bracia Kaczyńscy chcieli wymusić państwo autorytarne, w którym zniesiono by podział władzy — sądy, prokuratura, a nawet Trybunał Konstytucyjny byłyby zależne od władzy politycznej. Odejście od zasad demokracji parlamentarnej jeszcze bardziej wzmacniałoby antypeerelowską legitymizację państwa.

Jarosław Kaczyński
© AFP 2019 / WOJTEK RADWANSKI
Agnieszka Wołk-Łaniewska w Moskwie
© Sputnik . Leonid Swiridow
Litwa. Park Grūtas. Agnieszka Wołk-Łaniewska
© Zdjęcie : Agnieszka Wołk-Łaniewska
Choć IV RP przegrała, Polska stała się krajem przemocy symbolicznej. Chęć prześwietlenia całego życia setek tysięcy osób jest wyjęta z totalitarnej rzeczywistości Orwella, stanowi pogwałcenie prawa obywateli do prywatności. Widzę w tym dążeniu także dokonanie podziału na „prawdziwych" i „nieprawdziwych" Polaków. Ma ono swoje źródła historyczne. Roman Dmowski na początku XX w. przekonywał, że „zdrowa część narodu" ma prawo sprawować „fizyczną i moralną tyranię" nad pozostałymi, którzy tylko metrykalnie są Polakami.

W ramach tzw. moralnej rewolucji starano się wprowadzić jedną, powszechnie obowiązującą normę moralną. Krucjaty moralne tłumią wolność, są sprzeczne z ustrojem liberalnej demokracji. Nie da się pogodzić moralności z żadną formą przymusu — ani z przymusem prawnym, ani ze zorganizowaną presją społeczną. Nie wolno narzucać norm moralnych poprzez prawo, przekuwać ich na język ustaw.

—  A jednak to zrobiono: lustracja obowiązuje, IPN działa. W latach 90. ta „moralna rewolucja" była bardzo bliska środowisku Unii Wolności. „Gazeta Wyborcza" nawoływała ludzi dawnego systemu do „otwierania szaf z trupami".

— Takie moralizatorstwo nie powinno mieć miejsca, zresztą obróciło się ono przeciwko środowisku liberalnemu, czego świadectwem były m.in. zarzuty stawiane Adamowi Michnikowi. W Ameryce jest bardzo wiele fanatyzmu religijnego, ale nikomu do głowy nie przyjdzie pytać kogoś o genealogię. Ronald Reagan ściskał dłoń popierającego go Davida Horowitza i pozował do zdjęcia z tym reakcyjnym konserwatystą, który wcześniej był sympatykiem komunizmu i ideologiem Czarnych Panter — radykalnej organizacji broniącej praw ciemnoskórych i niecofającej się nawet przed terroryzmem. Nikt mu z powodu przeszłości nie robił wyrzutów.

—  Nawet dziś w obozie liberalnym pojawia się historyczne metkowanie. Bogdan Borusewicz ogłosił, że obecne kierownictwo „Solidarności" nie ma nic wspólnego z dawną „Solidarnością", i jako dowód przytoczył fakt, że przewodniczący Piotr Duda w czasie stanu wojennego służył w dywizji powietrznodesantowej, a więc stał po drugiej niż „Solidarność" stronie.

— Podobne wypowiedzi odzwierciedlają demonizowanie PRL, myślenie, że ci, którzy aktywnie wówczas działali, realizowali obce interesy. Dlatego w każdej chwili mogą być posądzeni o zdradę lub kolaborację. Bardzo mnie dziwi ta powszechna skłonność do skrajnej personalizacji odpowiedzialności i pomijanie okoliczności zewnętrznych, które często mają decydujący wpływ na zachowanie ludzi.

—  Negatywny stosunek do PRL legitymizuje nie tylko III RP, ale i jej poszczególnych obywateli. Film Andrzeja Wajdy „Wałęsa. Człowiek z nadziei" odebrałem jako próbę wyrobienia Lechowi Wałęsie zaświadczenia, że był nieprzejednanym wrogiem PRL. Podobnie przyjąłem biografię reżysera „Andrzej Wajda. Podejrzany" opartą na dokumentach Służby Bezpieczeństwa.

— To przykre, że tak się dzieje.

Pomnik Karola Marksa przy Placu Teatralnym w Moskwie
© Sputnik . Leonid Swiridow
—  A czym wytłumaczyć fakt, że w czasach powszechnej prywatyzacji nacjonalizuje się historię? Dlaczego państwo ma kontrolować przeszłość?

— To znaczy, że antykomunizm jest wciąż ważniejszym czynnikiem tożsamości dzisiejszej Polski niż zasady demokracji liberalnej. Ten stan rzeczy uważam za aberrację. Nie można łączyć ocen historycznych z urzędem prokuratorskim. Nie wolno narzucać jednej wizji przeszłości ani dzielić zasług — inne zasługi przypisywać walczącym pod Lenino, a zupełnie inne tym spod Monte Cassino. Polscy historycy od odwilży gomułkowskiej walczyli o rozszerzenie swobody badań nad przeszłością. Nawet cenzorzy starali się przymykać oko na wiele rzeczy, rozumiejąc, że pluralizm poglądów jest korzystny dla Polski.

Dziś, niestety, wiele osób ma odmienne zdanie. A przecież naród to nie plemię, które w imię integralności kurczowo trzyma się swoich mitów. W narodzie muszą współistnieć różne tradycje historyczne, które pozostają między sobą w pewnych napięciach, dyskusjach. Naród może być zjednoczony wspólnym losem, ale nie wspólnymi poglądami na przeszłość.

—  Prezydent Bronisław Komorowski uważa chyba inaczej. Ogłosił, że Polska w XX w. dwa razy odzyskała niepodległość — w 1918 i 1989 r. Skoro tak, to walczący z PRL muszą być honorowani tak samo jak powstańcy styczniowi. Oni zresztą domagają się docenienia moralnego i materialnego.

— To taka kombatancka idea stworzenia nowej arystokracji, uzyskania przywilejów dzięki rzeczywistym bądź przypisywanym sobie zasługom. Pamiętam pewnego działacza „Solidarności", który całkiem serio twierdził, że został poszkodowany w łonie matki jako embrion. A przecież istnienie opozycji, która usiadła przy Okrągłym Stole, było bezpośrednio związane z fundamentalną zmianą, jaka dokonała się w Polsce po 1956 r. Poza tym to nie „Solidarność" obaliła PRL. Realny socjalizm nie został obalony, on umarł. Istniał, dopóki uzasadniała to konieczność geopolityczna.

Zasadnicza zmiana sytuacji międzynarodowej związana z pierestrojką w Związku Radzieckim sprawiła, że nie było sensu dalej go utrzymywać. Okrągły Stół, którego konsekwencją były wybory 4 czerwca 1989 r., nie został wymuszony przez opozycję. To była inicjatywa władz, które nie chciały dalej sztucznie podtrzymywać realnego socjalizmu. Tragiczny błąd twórców III RP polegał na braku odwołania się do najlepszych tradycji liberalnej demokracji i uznania faktu, że popaździernikowa PRL była państwem nie komunistycznym, lecz świadomie uchylającym się od budowy komunizmu: całkowitego zniesienia własności prywatnej, likwidacji rynku, gospodarki towarowo-pieniężnej.

W moim przekonaniu, bez weryfikacji stosunku do PRL niemożliwe jest odejście od prawicowo-konserwatywnego kształtu obecnej Polski.

Krzysztof Pilawski, polski publicysta

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tekst jest publikowany za zgodą Redakcji tygodnika opinii Przegląd. Oryginał pierwotnie ukazał się w Przeglądzie.

Zobacz również:

Sławomir Dębski w Moskwie: „Śnieg pada"
„Dzieci i wnuki zdrajców Rzeczypospolitej": Zło dobrem, a dobro złem nazywaj
Benefis przygłupów. Tra-la-la-la-la-la
Rozmowa kontrolowana: „Szpieg" rozmawia z senatorem
Warszawa w odwrocie: „Ile razy można wyciągać w czyjąś stronę rękę i mieć ją oplutą?"
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Polska: Za znicz do więzienia
Wałęsolenie
Daniel Passent: "Oni się śpieszą, a my się nie dajemy". Część 2.
Wiem, co mówię: Jaruzelski wygrał wybory
Tagi:
komunizm, liberalizm, totalitaryzm, socjalizm, polityka, konstytucja, Instytut Pamięci Narodowej, Trybunał Konstytucyjny, Solidarność, ABW, Roman Dmowski, Andrzej Wajda, Wojciech Jaruzelski, Lech Kaczyński, Bogdan Borusiewicz, Lech Wałęsa, Bronisław Komorowski, PRL, ZSRR, Rosja, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz