19:30 14 Listopad 2019
Lalki BarbieAgnieszka Wołk-Łaniewska

Warszawa: Barbiegate

CC0 © Sputnik . Leonid Sviridov
1 / 2
Opinie
Krótki link
Autor
5331
Subskrybuj nas na

Marcin Horała odnotował, że Barbiegate „może wizerunkowo psuć osiągnięcia, które PiS ma w obszarze skromności", a minister Gowin zażądał „przekazania opinii publicznej wiadomości co do faktów".

„Kadencja prezesa Glapińskiego jest zabetonowana w konstytucji" — ogłosił Adam Bielan. Prezes Glapiński najwyraźniej też tak uważa, czemu dał wyraz dwoma groteskowymi konferencjami prasowymi, zorganizowanymi w szczycie afery: najpierw do wszystkich mediów w Polsce posłał wicedyrektorkę działu kadr NBP, która ogłosiła, że nie powie, ile zarabia pani Wojciechowska; a parę godzin później wyszedł sam, żeby ochrzanić opinię publiczną za zainteresowanie dochodami jego blondwłosych współpracownic — „haniebne, brutalne, prymitywne, seksistowskie pastwienie się nad dwoma matkami" a także ich dziećmi, mężami i rodzicami. „Wszyscy są w Warszawie szalenie zbulwersowani" — dodał stanowczo. Zapierająca dech w piersiach bezczelność Glapińskiego wskazuje, że uważa się on za nietykanego.

Tymczasem zarówno Bielan, jak i Glapiński się mylą. Nic nie jest „zabetonowane w konstytucji". Tego akurat PiS nauczyło nas przez ostatnie trzy lata.

Zarobki powabnej pani Wojciechowskiej, rusycystki zatrudnionej na stanowisku dyrektora Departamentu Komunikacji i Promocji NBP, i równie powabnej pani Sukiennik, szefowej gabinetu prezesa Glapińskiego, ekscytują cała Polskę, odkąd „Gazeta Wyborcza" podała, że Wojciechowska zarabia 65 tysięcy miesięcznie, a Sukiennik nie wiadomo, ile, ale też od groma. Kompetencje obu niewiast — skądinąd nieomal identycznych platynowych blondynek z tendencją do żabotów — pozostają nieznane, znany jest za to ich przemożny wpływ na prof. Glapińskiego, który najwyraźniej ceni je sobie wyżej, niż Jarosława Kaczyńskiego.

Tak przynajmniej można wnioskować z arogancji, z jaką odnosi się do afery — w kontekście przecieków z Nowogrodzkiej, skąd słychać, że Prezes jest całą sytuacją zapieniony. Prezes się oczywiście nie odzywa — ale odzywają się inni pisowcy, co znaczy, że panuje w tej kwestii atmosfera przyzwolenia na oburzenie.

Senator Jan Maria Jackowski w publicznym liście zażądał od Glapińskiego informacji o zarobkach obu blondynek. Szef KPRM, Michał Dworczyk, nieomal wprost postraszył prezesa NBP, przypominając „słowa Jarosława Kaczyńskiego, że jeśli ktoś myśli o zarabianiu dużych pieniędzy, to powinien szukać szczęścia w biznesie, natomiast służba publiczna służba powinna być raczej synonimem pokory". Marcin Horała odnotował, że Barbiegate „może wizerunkowo psuć osiągnięcia, które PiS ma w obszarze skromności", a minister Gowin zażądał „przekazania opinii publicznej wiadomości co do faktów".

„Też chciałabym usłyszeć informację, jak to naprawdę jest" — skomentowała środową konferencję prasową NBP rzecznik Mazurek. Krótko mówiąc, Glapińskiemu pali się pod d…pą. Fakt iż,  najwyraźniej nic sobie z tego nie robi, wskazuje, iż ów wieloletni członek wewnętrznego kręgu Prezesa wykazuje niezachwianą wiarę w Prezesowe przywiązanie do konstytucji.

Uczciwie trzeba powiedzieć, że Glapiński nigdy nie uchodził za specjalnie bystrego — co z naddatkiem nadrabiał wiernością — ale trudno pojąć, że tak dalece mógł oderwać się od rzeczywistości.

Marek Belka
© Sputnik . Grigoriy Sisoev
To prawda: konstytucja mówi o 6-letniej kadencji prezesa NBP. Ale mówi też, dokładnie jak w przypadku I prezesa Sądu Najwyższego, że „ustawa określa" szczegóły — a dokładnie „szczegółowe zasady powoływania i odwoływania organów" NBP.

Ustawa zaś przewiduje możliwość wywalenia prezesa w standardowych przypadkach: skazania prawomocnym wyrokiem, kłamstwa lustracyjnego, skazania  przez Trybunał Stanu na zakaz zajmowania kierowniczych stanowisk w państwie. Absolutnie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dopisać punkt 4.,  mówiący o sprzeniewierzeniu się wartościom, działaniu na szkodę banku, albo — chociażby — utracie zaufania Rady Polityki Pieniężnej, w której PiS ma absolutną większość (jedynym jej członkiem powołanym przed 2016 rokiem jest Jerzy Osiatyński).

Inaczej mówiąc — fakt, że ustawa na coś nie pozwala, nigdy nie powstrzymał Jarosława Kaczyńskiego przed „reformowaniem Polski".

Zasadnicze pytanie brzmi: czy w opinii Prezesa przyjęcie „lex Glapiński"  może być opłacalne politycznie?

Wiele wskazuje na to, że powinno.

Jarosław Kaczyński
© AFP 2019 / WOJTEK RADWANSKI
Monety i banknoty euro
© Fotolia / Pixelot
Mateusz Morawiecki
© AFP 2019 / Ben STANSALL
Pomijając oczywistą katastrofę wizerunkową, jaką stanowi dla PiS cała ta afera, z jej dość dwuznacznymi implikacjami — dlaczego 70-letni żonaty facet naraża wizerunek banku (i partii), żeby z publicznych pieniędzy płacić absurdalnie wysokie pensje dwóm młodym kobietom — arogancja, z jaką Glapiński na nią reaguje podważa autorytet Jarosława Kaczyńskiego.

Po drugie — afera KNF póki co przycichła, ale przecież nie umarła. Glapiński  rekomendował Chrzanowskiego, piał peany na jego temat już po ujawnieniu taśmy, na której składa on propozycję wyraźnie korupcyjną Leszkowi Czarneckiemu, spotkał się z Czarneckim i w obecności i z inicjatywy Chrzanowskiego, a co gorsza, nie wiadomo, czy to spotkanie nie zostało nagrane.

I wreszcie — jest jeszcze upiór przeszłości w postaci afery FOZZ, którą z popiołów   odrodziła ekstradycja Dariusza Przywieczerskiego. Jednym z odprysków tej afery są zeznania Cliffa Pineiro, młodego biznesmena okresu przełomu, który twierdzi, iż w 1991 roku osobiście wręczył Glapińskiemu, ówczesnemu wiceszefowi PC, walizkę z 400 tysiącami dolarów, które dostał od dyrektora FOZZ Grzegorza Żemka z zadaniem przekazania Porozumieniu Centrum. Sprawa jest oczywiście nie do udowodnienia — a choćby nawet dawno się przedawniła — ale przypomnienie tej historii w roku wyborczym nie leży w najlepszym interesie Prawa i Sprawiedliwości.

Choć kto wie — niewykluczone, że to jest właśnie powód, dla którego Glapiński może spać spokojnie.

Bo na pewno nie jest nim konstytucja.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Powrót do Polski Ludowej
Prymusi Trumpa
NBP + Żołnierze Wyklęci = Wielka Miłość?
„Po co mają rdzewieć na Pacyfiku, skoro mogą na Bałtyku?"
Senator Grubski: Jest to wewnętrzna wojna narodowa
Dar Donalda dla Polski
Tu mówi Moskwa!
Polska: Za znicz do więzienia
Tagi:
polityka, konstytucja, NBP, Prawo i Sprawiedliwość, Gazeta Wyborcza, Adam Glapiński, Adam Bielan, Jarosław Gowin, Jarosław Kaczyński, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz