14:30 25 Czerwiec 2019
Polska. Warszawa. Kancelaria Premiera RP w barwach narodowych

Irak 2.0. „Żeby zatrzymać irańską bombę zbombardujmy Iran”

© Zdjęcie : Kancelaria Premiera RP
Opinie
Krótki link
Agnieszka Wołk-Łaniewska
Kontrowersje w związku z organizacją konferencji nt. Bliskiego Wschodu w Polsce (29)
161062

„Vice" - film Adama McKaya, który właśnie wszedł na polskie ekrany - godny jest obejrzenia nie tylko dlatego, że opowiada historię Dicka Cheneya: jednej z najbardziej ponurych i szkodliwych postaci XXI wieku, o której większość ludzi na świecie nie słyszała, albo zapomniała.

Ważniejsze jest to, że pokazuje mechanizmy, które doprowadziły do zbrodniczej i tragicznej w skutkach wojny w Iraku — akurat w momencie, w którym nowy „przywódca wolnego świata" przymierza się do wojny z Iranem. A polskie władze, z identyczną jak w czasach Busha służalczością, przebierają nogami, że wziąć udział w amerykańskiej awanturze — wypinając przy tym tyłek na europejskich sojuszników.

Agnieszka Wołk-Łaniewska
© Zdjęcie : Igor Motowiłow
Dick Cheney, najpotężniejszy wiceprezydent w historii USA, rządził Ameryką w ponurych czasach Georga W. Busha — i rządził, jak twierdzi McKay, niepodzielnie. Ówczesny amerykański prezydent przedstawiany jest (nader wiarygodnie) jako głupkowaty ignorant, który nie ma pojęcia o tym, co naprawdę dzieje się w USA czy na świecie, i którego interesuje wyłącznie zrobienie wrażenia na tatusiu, uważającym go słusznie za idiotę.

George W. nie zna się na polityce i jej nie rozumie, nie ma żadnego doświadczenia w Waszyngtonie, toteż pozwala Cheneyowi przejąć w zasadzie pełną kontrolę nad państwem.

Oglądamy kolejne wysiłki Busha, który, obgryzając udko od kurczaka, żrąc pizzę, pochłaniając orzeszki (wszyscy w filmie McKaya żrą bez opamiętania) usiłuje namówić Cheneya na wspólny start w wyborach. Ten w końcu się godzi, przedstawiając swoje warunki w formie cokolwiek prymitywnej manipulacji, której może ulec włącznie ktoś o intelekcie Georga W.: „Odnoszę wrażenie, że jesteś dynamicznym przywódcą, decyzje podejmujesz instynktownie, więc ja mógłbym cię uwolnić od żmudnych codziennych zadań, takich jak inicjatywy legislacyjne, polityka zagraniczna, zarządzanie Pentagonem"…

Faktycznie Cheney, w oparciu o pokrętne opinie oswojonych prawników („wiceprezydent jest częścią egzekutywy, ale jako przewodniczący Senatu jest również częścią legislatywy, toteż nie podlega kontroli ani z jednej ani z drugiej strony")  ustawił się na pozycji „koprezydenta" — co zasadniczo odróżniało go od innych polityków pełniących tę funkcję, których zadaniem, wedle jego własnych słów, było „siedzenie na tyłku i czekanie aż prezydent umrze".

Jednak naprawdę pouczające nie jest to, jak Cheney sięgnął po władzę, ale to, co z nią zrobił — zwłaszcza, że wygląda na to, że historia może się powtórzyć.

„Vice" pokazuje łgarstwa, przestępstwa i manipulacje, które doprowadziły do pożądanej przez władzę, a kwestionowanej przez społeczeństwo wojny w Iraku. Patrzcie i uczcie się.

Po pierwsze — mechanizm, który nosi angielską nazwę „stovepiping". Nazwa pochodzi od rury kominowej i opisuje proces bezpośredniego przesyłania nieobrobionych danych wywiadowczych w górę hierarchii decyzyjnej.

Normalna praktyka wywiadu przewiduje bardzo precyzyjny proces analizy i weryfikacji dostarczanych przez źródła informacji, zanim trafią one wyżej — czyli do polityków, którzy na ich podstawie podejmują np. decyzję o bombardowaniu, porwaniu, zabójstwie.

Dick Cheney zmienił ten obyczaj: zażądał dostarczania mu surowych danych, wszystkich niesprawdzonych donosów, spekulacji, potencjalnie przerażających wieści, niezależnie od wiarygodności źródeł, z których pochodzą. Po czym inicjował przecieki, które podsycały atmosferę zagrożenia i wrogości wobec Iraku.

Po drugie — i to niezwykle pouczające — administracja Busha (a w zasadzie Cheneya) zamawiała badania fokusowe, których zadaniem była odpowiedź na pytanie: jak sprzedać Amerykanom wojnę?

Bojownicy Al-Kaidy w syryjskim mieście Aleppo
© AFP 2019 / Fadi al-Halabi
W tych badaniach ludzie mówili na przykład, że oni nie rozumieją, co to jest Al Kaida i jak z nią walczyć. Czy to jest kraj czy organizacja? Czy trzeba tam wysłać wojska? Czy wystarczy zbombardować? I prowadzący badanie pytali: czy to byłoby bardziej zrozumiałe, gdyby to był kraj? Czy poparlibyście wojnę, gdyby chodziło po prostu o państwo? Odpowiedź była pozytywna.

I wreszcie,  McKay w bardzo jasny sposób pokazuje manipulację, którą posłużyła się ówczesna administracja, żeby powiązać odpowiedzialną za ataki z 11 września Al Kaidę z Saddamem Husseinem, który wszak nie miał z nimi nic wspólnego.

Jedynym punktem stycznym było jedno spotkanie  Osamy Ben-Ladena z Abu Musabem az-Zarkawim — jordańskim radykałem, który u schyłku XX wieku działał w Afganistanie, a po zajęciu Afganistanu przez wojska koalicji w 2001 roku przeniósł się na teren Iraku. Az-Zarkawi był wówczas marginalnym graczem, jego jedyne spotkanie z Ben-Ladenem zakończyło się szybko i dość nieprzyjaźnie po tym, jak Jordańczyk zadeklarował chęć zabicia wszystkich szyitów — matka Osamy była szyitką.

Nie było także dowodów na to, żeby Saddam w jakikolwiek sposób wspierał Az-Zarkawiego. Ale Cheney potrzebował powiązać Ben Ladena z Hussainem — więc uczynił z marginalnego jordańskiego radykała gwiazdę islamskiego terroryzmu. To dwuznaczne zadanie powierzone zostało Collinowi Powellowi, który wyróżniał się najwyższą wiarygodnością wśród administracji Busha — i który ponoć opisywał to jako „najboleśniejszą rzecz, jaką w życiu zrobił".

Powell wystąpił na forum ONZ opowiadając bajki o powiązaniach i potędze organizacji Az-Zarkawiego, który zresztą skwapliwie w nie uwierzył. Raport o tym, iż amerykańska propaganda wzmacnia i radykalizuje nieliczącego się wcześniej islamskiego terrorystę został przez Cheneya ukryty, nawet przed Bushem. Wojna w Iraku była potrzebna.

Odpowiedź na pytanie: „dlaczego?" także znajdziemy w filmie McKaya. Jeden ze zbiorów dokumentów, wyrwanych administracji Busha w drodze wieloletnich procesów sądowych, to kwity z prac kierowanego przez Cheneya zespołu ds energii, który zajmował się planowaniem międzynarodowej ekspansji amerykańskich tytanów naftowych.

Już w marcu 2001 roku — czyli na pół roku przed atakiem na WTC — amerykański przemysł naftowy przedstawił amerykańskiemu rządowi listę pożądanych przez siebie pól i instalacji naftowych w Iraku, który był wtedy — przypomnijmy — rządzony przez Saddama Husseina i obłożony amerykańskim embargiem. Szanse na uzyskanie dostępu do irackich zasobów naftowych przez amerykańskie firmy w drodze biznesowych negocjacji  były równe zeru.

Warto też odnotować, że akcje Halliburtona — koncernu naftowego, którego prezesem był Cheney, zanim za namową Busha wrócił do polityki — zdrożały dzięki wojnie irackiej o 500 procent. Cheney wraz z Donem Rumsfeldem — najpierw swoim mentorem, a później protegowanym — stworzyli koncept prywatyzacji wojny, na której Halliburton zarobił, w kontraktach rządowych, 40 miliardów dolarów.

Dla porządku należy też przypomnieć rzekome dane wywiadowcze na temat broni masowego rażenia w Iraku — oparte na zeznaniach jednego dysydenta, Rafida  Alwana al-Janabi, który wymyślił opowieść o mobilnych laboratoriach broni biologicznej na ciężarówkach, bo nie lubił Saddama.

Fantazje Alwana znalazły się w wystąpieniu Busha do narodu i Powella do ONZ i stały się uzasadnieniem dla wojny — choć już wtedy służby wywiadowcze nie miały wątpliwości, że facet łże.

Stany i ich europejscy kamerdynerzy — w tym, tragicznie, Polska rządzona przez lewicę — wbrew faktom, podawanym przez inspektorów rozbrojeniowych, wbrew woli ONZ, przy otwartym proteście większości Europy, w tym Niemiec i Francji, zdecydowały się napaść na suwerenny kraj, który w żaden sposób nie wykazał wobec nich agresji.

Jak to się skończyło, wszyscy wiemy: kilkuset tysiącami ofiar, destabilizacją całego regionu, powstaniem Państwa Islamskiego, a w efekcie katastrofalnym kryzysem uchodźczym, od którego Stany umyły ręce.

Ale najwyraźniej nie wszyscy wyciągamy z tego wnioski — wziąwszy pod uwagę że sytuacja zdaje się bliźniaczo podobna. Administracja obecnego prezydenta USA, bez dowodów, wbrew faktom i opinii społeczności międzynarodowej, ogłasza, że Iran nie wywiązuje się ze zobowiązań zawartych w umowie i, pokazując fucka najważniejszym partnerom z NATO, raźno prze do wojny — a Polska postanowiła jej w tym pomagać. 

Podczas gdy UE potępia jednostronne zerwanie przez Trumpa porozumienia  nuklearnego, krytykuje nowe amerykańskie sankcje i  i podkreśla, że Iran realizuje umowę — my na polecenie Trumpa organizujemy w lutym antyirański szczyt.

A w zasadzie nawet nie organizujemy, tylko pokornie pożyczamy kwadrat: o tym, że antyirańskie spotkanie odbędzie się  w Warszawie poinformował amerykański sekretarz stanu Mike Pompeo bez jakiegokolwiek udziału polskiej dyplomacji.

Amerykańscy służalcy z obecnej władzy tłumaczą wprawdzie, że szczyt nie jest bynajmniej „antyirański" a jedynie ma służyć dążeniu do pokoju — ale nieco weszła im w szkodę moja ukochana Georgette Mosbacher, która ogłosiła na twitterze: „Przyjaciele i partnerzy Ameryki, od Korei Południowej po Polskę, przyłączyli się do nas, aby powstrzymać irańską falę destrukcji w regionie i globalną kampanię terroru".

Nowa ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher
© AP Photo / Czarek Sokolowski
No dobra, Georgette nie jest może jakimś szczególnym autorytetem w polityce międzynarodowej. Ale inni mówią podobnie.

Na przykład John Bolton — wojenny jastrząb, który karierę zaczynał za czasów Reagana, a szczytował  pod Bushem. Kiedy wiosną 2015 roku prezydent Obama, wraz z innymi członkami Rady Bezpieczeństwa ONZ i Unią Europejską, dopinał porozumienie nuklearne z Iranem, Bolton opublikował w „New York Timesie" tekst pod znamiennym tytułem: „Żeby zatrzymać irańską bombę zbombardujmy Iran".

Dziś Bolton jest doradcą prezydenta Trumpa ds. bezpieczeństwa narodowego.

Nie od rzeczy będzie wspomnieć, że Iran ma czwarte na świecie udokumentowane zasoby ropy, oceniane na 157 miliardów baryłek; o kilkanaście miliardów więcej, niż Irak.

Pomódlmy się o pokój na świecie. To obecnemu rządowi wychodzi najlepiej.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tematy:
Kontrowersje w związku z organizacją konferencji nt. Bliskiego Wschodu w Polsce (29)

Zobacz również:

Pentagon wie, jak „rozgromić” Iran
Trump odwołał wyjazd na forum ekonomiczne w Davos
Dlaczego Polska zdradziła Iran?
Iran: Liczymy na szybkie wycofanie się USA z Syrii
Dziadostwo ABW
Czy Trump wyprowadzi swój kraj z NATO?
Rosja zrobi wszystko, żeby Iran nie ucierpiał na nowych sankcjach USA
Iran wyśle okręty bojowe do wybrzeży USA
Agenci Kremla i wojna hybrydowa: ABW w służbie lepszego trollingu
Iran ostrzega Amerykanów: Zablokujemy Zatokę Perską
Tagi:
polityka, bombardowanie, WTC, New York Times, Rząd RP, MSZ RP, Rada Bezpieczeństwa ONZ, NATO, ONZ, George H. W. Bush, Georgette Mosbacher, John Bolton, Dick Cheney, Mike Pompeo, George Bush, Osama bin Laden, Unia Europejska, Waszyngton, Afganistan, Irak, Iran, Francja, Niemcy, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz