14:59 07 Grudzień 2019
Miting Partii Komunistycznej w Moskwie

O tym, co jest uprzejme zdecyduje Joachim Brudziński

© Sputnik . Sergey Kuznetsov
Opinie
Krótki link
Autor
10581
Subskrybuj nas na

Wyrok sądu rejonowego w Dąbrowie Górniczej - niech imię jego będzie pochwalone - stanowi bardzo jasny i wyraźny głos przeciwko cenzurze politycznej w polskim życiu publicznym.

Na 10 dni przed śmiercią Pawła Adamowicza, 4 stycznia, sąd rejonowy w Dąbrowie Górniczej wydał wiekopomny wyrok, którego nikt nie zauważył. Uniewinnił trzech publicystów „Brzasku", nieistniejącego już organu Komunistycznej Partii Polski, od zarzutu propagowania ustroju totalitarnego

Sąd stwierdził, iż posiadanie i wyrażanie poglądów komunistycznych nie jest „propagowaniem totalitaryzmu", zakazanym przez  art. 256 kodeksu karnego.

Polska publicystka Agnieszka Wołk-Łaniewska i komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow. Moskwa
© Sputnik . Aleksandr Nastruskin
Wyrok jest nieprawomocny — i pewnie nieostateczny, zważywszy, że sprawa ciągnie się 6 lat i już dwukrotnie składana była do grobu, ale PiS zawsze ją wskrzeszał.

Najpierw, w 2013 roku, prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania, potem — po dojściu kaczystów do władzy — zmieniła zdanie i oskarżyła autorów z „Brzasku" o publikowanie „treści, odwołujących się bezpośrednio do idei komunistycznego ustroju państwa oraz marksizmu i leninizmu, co w kontekście doświadczeń historycznych jest zaprzeczeniem wartości demokratycznych" — cokolwiek by to nie znaczyło.

W 2016 roku działacze KPP zostali w trybie nakazowym skazani za swoje poglądy na karę poprawczą — grabienie trawników miało ich wyleczyć z komunizmu — ale się odwołali i w styczniu 2017 kolejny sąd umorzył sprawę.

Ziobrowa prokuratura odwołała się wtedy i zapewne odwoła się i teraz  — zwłaszcza, że inicjatorem polowania na KPP i „Brzask" jest znany pisowski hunwejbin, niedawny wicemacierewicz Bartosz Kownacki, który stracił fuchę w MON, więc ma dużo czasu na antykomunizm.

Piszę, iż wyrok zapadł „na 10 dni przed śmiercią Pawła Adamowicza" nie dlatego, iż obecnie wszystko w Polsce kojarzy się z Pawłem Adamowiczem. Kojarzenie akurat tych dwóch kwestii ma głęboki sens.

Wyrok sądu rejonowego w Dąbrowie Górniczej — niech imię jego będzie pochwalone — stanowi bardzo jasny i wyraźny głos przeciwko cenzurze politycznej w polskim życiu publicznym. Efektem zabójstwa Adamowicza staje się powoli coraz szersza akceptacja dla cenzury w imię walki z „mową nienawiści", która „zabiła prezydenta".

Sławomir Dębski, Dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych
© Sputnik . Dmitrij Obolenskij
Tak gwoli ścisłości, „mowa nienawiści" jest dość dokładnie sprecyzowanym zjawiskiem, które z tragiczną historią Adamowicza ma niewiele wspólnego. Oskarżanie białego heteroseksualnego Polaka, pełniącego wysoką funkcję w samorządzie, o korupcję może być zniewagą albo zniesławieniem — ale nie jest aktem dyskryminacji. 

Tymczasem „mowa nienawiści" jest właśnie formą dyskryminacji, szczucia na grupy mniejszościowe ze względu na ich niezależną od nich „mniejszościowość": rasę, narodowość, pochodzenie etniczne, religię bądź jej brak (to w polskim kodeksie karnym) a także wiek, płeć i orientację seksualną (to w szerszych definicjach europejskich).

Co bystrzejsi przedstawiciele opozycji, zdając sobie sprawę z tego, że do przekonującego mówienia o mowie nienawiści przydatny jest element dyskryminacji mniejszości, zaczęli opowiadać, jak to są gnębieni przez „większość" — w domyśle parlamentarną. To brzmi nieźle, ale przynależność polityczna nie znajduje się w katalogu źródeł mowy nienawiści — i nie bez racji, albowiem w odróżnieniu od koloru skóry czy orientacji seksualnej, orientacja polityczna zależy od naszej woli, toteż krytykowanie jej nie jest nie fair.

Może szkoda, skądinąd, bo gdyby „mowa nienawiści" obejmowała wrogość wobec osób o odmiennych poglądach politycznych — palmę pierwszeństwa w męczeństwie dzierżyłaby lewica, wyraźnie dyskryminowana przez 30 lat politycznego dyskursu, a dziś podlegająca już ideologicznemu genocydowi.

Mało tego, pierwszą w III RP ofiarą ciągłej agresji słownej, która przeszła w agresję fizyczną, był generał Wojciech Jaruzelski, zaatakowany kamieniem przez oszalałego Helskiego — który stał się bohaterem wielu prawicowych aktywistów i publicystów.

I oczywiście, że całe moje serce rwie się do ścigania i wsadzania złych ludzi, którzy poszczuli Helskiego na Generała, a potem kanonizowali go publicystycznie. Toteż nawet rozumiem tych antypisistów, którzy dziś chcą pozamykać plujące na Adamowicza prawactwo. Ale to ryzykowna droga.

PiS doskonale wyczuło okazję, jaką przyniosło mu powszechne  poruszenie zbrodniczym czynem 27-letniego schizofrenika i szeroko zarzuca sieć na autorów niesłusznych treści w internecie. „Od poniedziałku zatrzymano ponad dwadzieścia osób podejrzanych o kierowanie gróźb pod adresem samorządowców, urzędników i polityków lub też publicznie drwiących ze śmierci prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza" — chwali się Komenda Główna Policji. Pozornie to oczywiście sukces postępowej Polski: nas wszystkich, ludzi dobrej woli nienawidzących nienawiści.

Ale czy na pewno?

Drwiny ze śmierci prezydenta Gdańska oczywiście zasługują na ostracyzm towarzyski — ale mam poważną wątpliwość, czy są przestępstwem.

Policja zatrzymała np. znanych patostreamerów — czyli ludzi zarabiających na pokazywaniu swojego popieprzonego życia na żywo w internecie — skądinąd matkę i syna, którzy komunikat o ataku na Adamowicza okrasili życzeniem „żeby zdechł".

To ohydne — ale otrząsnąwszy się z obrzydzenia odpowiedzcie sobie na pytanie: czy życzenie to miało jakikolwiek wpływ na los prezydenta Adamowicza? Nie było wezwaniem do zabójstwa, nie przyczyniło się do działań zabójcy, które je wszak poprzedziły i raczej nie zakładamy, że w jakiś magiczny sposób rzuciło klątwę na rannego, uniemożliwiając mu wyzdrowienie — a więc co? Było po prostu chamstwem.

Czy państwo ma karać za chamstwo — zwłaszcza wobec polityków? Czy na pewno chcemy, żeby pisowska policja i prokuratura pilnowały kultury debaty publicznej? Czy jesteśmy gotowi przyznać im niezbędne do tego narzędzia — ze szczególnym uwzględnieniem szerokich środków inwigilacji, ingerencji w prywatność, bez których się nie obejdzie?

„Pamiętajmy, że w sieci nigdy nie jesteśmy do końca anonimowi, a nasze bezprawne zachowanie pozostawia ślad i może pociągnąć za sobą reakcję organów ścigania oraz odpowiedzialność karną" — przestrzega dziś podległa Brudzińskiemu policja.

Czy naprawdę ufamy tej (albo którejkolwiek) władzy na tle, żeby przyjąć, że kiedy kurz opadnie te środki — uruchomione przy poklasku „obrońców wolności" — nie będą używane do zwalczania wrogów „wiary i narodu"?

Nie wiem, jak Państwo, ale ja nie ufam.

Litwa. Park Grūtas. Agnieszka Wołk-Łaniewska
© Zdjęcie : Agnieszka Wołk-Łaniewska
Jarosław Kaczyński
© AFP 2019 / WOJTEK RADWANSKI
Niewątpliwie są zachowania, które powinny być piętnowane i ścigane: bezpośrednie, otwarte wezwania do agresji wobec grup mniejszościowych, zagrożonych przemocą — hasła do bicia Żyda, Cygana, pedała, czy ciapatego; działania, które noszą oczywiste znamiona inspirowania czy organizowania aktów agresji. Ale używanie policji do strzeżenia polityków przed internetowymi obelgami wydaje się obosiecznym mieczem.

Orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka jest w tej mierze dość jasne — godność polityków jest chroniona nieco mniej niż godność zwykłych osób, albowiem ich dobra osobiste konkurują z inną fundamentalną dla demokracji wartością jaką jest wolność słowa w debacie publicznej.

W Polsce pod władzą PiS, z entuzjastycznym wsparciem antypisowskich sił obrony demokracji, zmierzamy do modelu, w którym wolność słowa będzie obejmować tylko uprzejme wypowiedzi.

A o tym, co jest uprzejme zdecyduje Joachim Brudziński.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polska: Modlitwa za postkomunistów
Joanna Senyszyn: „Morderstwo Pawła Adamowicza niczego nie nauczyło”
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Nowe fakty w sprawie śmierci Adamowicza: są zarzuty dla szefa ochrony
„Adamowicz był człowiekiem uśmiechniętym, oddychającym powietrzem wolności”
Marksiści psami poszczuci
„Republika Tatarstan jest bardzo życzliwa, jest w niej rosyjska dusza obok tej tatarskiej"
Macki Putina sięgają daleko
Aleksiej Martynow: Polska popycha UE do zmiany Kodeksu Schengen
Tagi:
komunizm, opozycja antykomunistyczna, totalitaryzm, socjalizm, polityka, ETPC, parlament, Brzask, MSWiA, MON, Rząd RP, Europejski Trybunał Praw Człowieka, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, Prawo i Sprawiedliwość, Joachim Brudziński, Paweł Adamowicz, Bartosz Kownacki, Wojciech Jaruzelski, Dąbrowa Górnicza, PRL, Gdańsk, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz