05:55 22 Marzec 2019
Radosław Sikorski

Polska może być lepsza

© Sputnik . Eduard Pesow
Opinie
Krótki link
Jan Widacki
5184

W kawalerii można robić różne głupstwa, ale nigdy świństw, w dyplomacji przeciwnie: same świństwa, ale nigdy głupstw. Radosław Sikorski udowodnił, że potrafi równocześnie robić głupstwa i świństwa. Naprawdę to mu się udaje.

Polska może być lepsza. To zdanie, zawsze prawdziwe, jest tytułem wydanej niedawno książki Radosława Sikorskiego. Ma ona jeszcze podtytuł: „Kulisy polskiej dyplomacji".

Brzmi ciekawie. Gen. Wieniawa, który do dyplomacji trafił z kawalerii, powiedział kiedyś, że to dwa różne światy. W kawalerii można robić różne głupstwa, ale nigdy świństw, w dyplomacji przeciwnie: same świństwa, ale nigdy głupstw.

Marszałek Sejmu Radosław Sikorski
© Sputnik . Aleksiej Daniczew
Pisząc tę książkę i wydając ją, Radosław Sikorski wykazał, że Wieniawa nie miał racji. Udowodnił, że w przeciwieństwie do Wieniawy on potrafi równocześnie robić głupstwa i świństwa. Naprawdę to mu się udaje!

Mniejsza o megalomanię autora. Każdemu wolno. To nawet dla czytelnika może być zabawne.

Czyż nie fascynujący jest np. taki fragment: „Na co dzień moim partnerem byli naturalnie sekretarze stanu USA: Condoleezza Rice, Hillary Clinton i John Kerry. Najdłużej i najbliżej współpracowałem z Hillary Clinton".

Później się dowiadujemy, jak to Radosław opowiedział Hillary dowcip, który bardzo miał ją rozbawić. Ma to, zdaje się, zademonstrować, w jak poufałych stosunkach pozostawali.

Warto ten dowcip przytoczyć: „Clintonowie urwali się ochronie i spędzili weekend, jeżdżąc samochodem po Arkansas, jak za starych czasów. Podjeżdżają pod stację benzynową, której właścicielem okazuje się chłopak Hillary jeszcze z czasów szkolnych. Po wymianie serdeczności odjeżdżają i Bill mówi do Hillary: Widzisz, jakbyś wyszła za niego, zostałabyś współwłaścicielką stacji benzynowej. — Nie Bill — odpowiedziała Hillary. — Gdybym za niego wyszła, on zostałby prezydentem Stanów Zjednoczonych".

Faktycznie dobry dowcip.

Czy jednak Radosławowi Sikorskiemu nie przyszło do głowy, że ten sam dowcip w wersji polskiej byłby równie dobry, tyle że w miejsce Hillary Clinton trzeba by wstawić Anne Applebaum?

Dla ścisłości — w 2014 r. ukazała się książka Hillary Clinton „Hard choices". Bardzo ciekawa. Nawet o 200 stron obszerniejsza od książki Sikorskiego.

Radosław Sikorski jest w niej wspomniany dwa razy. Raz przy okazji jakiejś rozmowy telefonicznej i raz w kontekście wizyty w Warszawie. Rozmowa telefoniczna dotyczyła jakiejś utopijnej idei gazociągu znad Morza Kaspijskiego przez Turcję i Bałkany. Druga, lakoniczna wzmianka, dotyczy wizyty Hillary Clinton w Polsce w lipcu 2010 r. Dość niewiele napisała o polskim przyjacielu, z którym miała współpracować — wedle jego słów — najdłużej i najbliżej. Tyle samo uwagi poświęciła… żonie obalonego prezydenta Egiptu Hosniego Mubaraka.

Dla porównania Putin wspomniany jest kilkadziesiąt razy, podobnie jak „Bibi" (tak zdrobniale o nim pisze!) Netanyahu, minister Ławrow kilkanaście razy, podobnie Angela Merkel, Hamid Karzai czy inni współcześni politycy. Zapomniała o polskim przyjacielu i partnerze? Niewdzięcznica!

Gdyby nie książka Hillary Clinton, po samej lekturze książki Sikorskiego można by sądzić, że to on pociągał za sznurki światowej polityki, a Polska była w samym centrum polityki amerykańskiej. A nie była.

Sam tytuł rozdziału „Bliska zagranica", w którym Sikorski opisuje m.in. stosunki z Litwą, świadczy o kiepskim wyczuciu dyplomatycznym autora. Termin „bliska zagranica", znany z polityki i dyplomacji rosyjskiej, dla nas był zawsze w najwyższym stopniu drażniący i niepokojący. Nie przyszło mu do głowy, że podobne uczucia w stosunku do Polski może on wzbudzać na Litwie?

Były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski i dziennikarz Rossiya segodnya Leonid Swiridow. Warszawa, styczeń 2014.
© Sputnik . Igor Motowiłow
Były minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski i dziennikarz "Rossiya segodnya" Leonid Swiridow. Warszawa, styczeń 2014.
W stosunkach polsko-litewskich Sikorski zepsuł wszystko, co można było zepsuć. W książce wspomina współpracę z kolejnymi ministrami spraw zagranicznych Litwy. Najmilej, jak twierdzi, współpracowało mu się z ministrem Linasem Linkevičiusem. Ten ostatni jednak „jak jego poprzednicy, nie dotrzymał ani jednej obietnicy w kwestii mniejszości polskiej". Na czym polega krzywda Polaków na Litwie, czytelnik jednak się nie dowie z tej książki. Zdaniem autora Litwini w czymś tę mniejszość dyskryminują, w czymś nie wywiązują się z zobowiązań wobec niej. W czym jednak?

Nieco dalej autor pisze, że „sytuacja Polaków na Litwie jest najlepsza w świecie. Litwini mają rację, że nigdzie na świecie nie ma takiej sieci szkół polskich, nigdzie na świecie poza Polską nie można uzyskać edukacji w języku polskim od przedszkola do studiów wyższych. No i mimo majstrowania przy ordynacji wyborczej — Litwa nie ogranicza Polakom praw politycznych. Polskie partie współtworzą rządy, a niemal regułą stało się, że rządzą stolicą. Gdyby we wszystkich krajach zamieszkania polska diaspora miała takie wpływy jak na Litwie, bylibyśmy potęgą".

No to o co jeszcze chodzi? Chcemy jeszcze czegoś więcej, bo Litwa to nie niepodległe państwo, ale „bliska zagranica"? O pisownię nazwisk chodzi? To przypominam byłemu ministrowi spraw zagranicznych, że zgodnie z traktatem polsko-litewskim, sprawę tę miała regulować odrębna umowa międzynarodowa. Czy MSZ za czasów ministra Sikorskiego przedłożył stronie litewskiej projekt takiej umowy? O ile wiem, to nie. Za to energicznie upominał się, by Litwini zrobili to jednostronnie. Może warto zwrócić uwagę, że jeśli jakieś państwo traktuje się jako „bliską zagranicę" — co bez zahamowania robi Sikorski — budzi to w tym kraju niechęć, podejrzliwość i niepokój.

Radosław Sikorski
© AFP 2018 / Attila Kisbenedek
Z upublicznionych rozmów u Sowy i Przyjaciół wiemy, że Radosław Sikorski jako minister spraw zagranicznych głęboko nie zgadzał się z polityką wobec Stanów Zjednoczonych, którą w imieniu rządu sam prowadził. To mogło być jeszcze śmieszne. Ale gdy dziś w swojej książce twierdzi, że udostępnienie CIA ośrodka w Starych Kiejkutach było „neoficką nadgorliwością" i nazywa to „brakiem szacunku dla własnego państwa", gdy pisze, że „nie zadbano o podpisanie stosownych porozumień", to za jednym zamachem robi i głupstwo, i świństwo.

Skąd wie, czy były podpisane jakieś porozumienia, czy nie? Nie wie, tylko udaje, że wie? A może zna fakty i ujawnia jakąś tajemnicę? A czy jest świadom, że w trakcie toczącego się śledztwa takie jego wypowiedzi mogą zaszkodzić konkretnym osobom? Mogą zaszkodzić Polsce?

Wieniawa z kawalerii trafił do dyplomacji. Sikorski z pisowskiego ministerstwa obrony do platformianej dyplomacji.

Wieniawa wiedział, gdzie wypada robić głupstwa, ale nie wolno robić świństw, i wiedział, gdzie trzeba czasem robić świństwa, ale nie wolno głupstw. Sikorski robi głupstwa i świństwa zarazem.

A tak na marginesie. W jednym z nim się zgadzam. Polska może być lepsza. Ale nie wierzę, że Sikorski potrafi do tego się przyczynić.

Jan Widacki, profesor, polski publicysta

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Tekst jest publikowany za zgodą Redakcji tygodnika opinii Przegląd. Oryginał pierwotnie ukazał się w Przeglądzie.  

Zobacz również:

Radosław Sikorski jest „dumnym właścicielem radzieckiego motocyklu z przyczepką”
I... kamieni kupa
Karolina Stawiarz: „Uważamy Rosjan za naprawdę inteligentnych ludzi”
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Donaldzie! Czas pakować walizki!
Ławrow: Stosunki z Polską należy traktować filozoficznie
Sikorski podał do sądu Kaczyńskiego
Żuliki z Platformy Obywatelskiej
Tagi:
polityka, książka, dowcip, MSZ RP, ABW, CIA, Benjamin Netanjahu, Bill Clinton, Hamid Karzaj, Hillary Clinton, Radosław Sikorski, Anne Applebaum, Siergiej Ławrow, Angela Merkel, Waszyngton, Egipt, Litwa, Turcja, USA, Rosja, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz