12:45 25 Marzec 2019
Uczestnicy konferencji w Warszawie

O Bliskim Wschodzie: w Warszawie i w Soczi

© REUTERS / Kacper Pempel
Opinie
Krótki link
Leonid Sigan
1184

„Rozdziałem do dziejów głupoty dyplomatycznej” nazwał prof. Roman Kuźniar, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego do spraw polityki zagranicznej, trwającą w Warszawie konferencję bliskowschodnią.

W spotkaniu ministerialnym udział biorą przedstawiciele wielu krajów, między innymi, wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Mike Pence i sekretarz stanu Mike Pompeo. Ale długa jest też lista nieobecnych, tych, którzy odgrywają kluczową rolę w tym regionie: Rosja, Turcja, Iran, Autonomia Palestyńska…

Konferencja jest poświęcona Bliskiemu Wschodowi. Wygląda jednak na to, że szanse na pokojowe rozwiązanie są bardzo nikłe. Więc, w jakim celu Stany Zjednoczone przy udziale Polski zorganizowały tę konferencję?

Z pytaniem tym Sputnik zwrócił się do polityka SLD, byłego posła na Sejm Tadeusza Iwińskiego.

— Po pierwsze, po to, żeby poprawić swoją pozycję i zmienić atmosferę, która polega na tym, że bardzo duża grupa państw świata jest krytycznie nastawiona do polityki amerykańskiej. Po drugie, żeby pokazać, że Stany Zjednoczone mają jednak sojuszników wśród państw Unii Europejskiej, i to jest Polska. Obecne władze liczą, że w zamian za to otrzymają rychłą obietnicę utworzenia stałej dużej bazy, co, w moim przekonaniu, jest bardzo wątpliwe. I po trzecie, chodzi o wykazanie, że generalnie bez Stanów Zjednoczonych — a chcą stworzyć takie wrażenie — niczego się na Bliskim Wschodzie nie da rozwiązać. Ja napisałem niedawno tekst, w którym prezentuję taką oto opinię: Amerykanie, którzy świetnie poruszają się w polityce zagranicznej w Ameryce Łacińskiej, na Dalekim Wschodzie, niezbyt wypracowali sobie funkcjonowanie w świecie islamu. To się powtarza, bo jeżel, czyli specjalny doradca prezydenta Trumpa do spraw bezpieczeństwa, mówił kilka miesięcy temu, że nie wiadomo, czy Iran dotrwa do czterdziestej rocznicy tak zwanej rewolucji islamskiej, to pokazuje pewną amatorszczyznę spojrzenia.

 Żaden z wysoko postawionych dyplomatów Unii Europejskiej na konferencję do Warszawy nie przybył. Chyba  dlatego, że Bruksela zbyt dużo zainwestowała w ocieplenie stosunków z Teheranem, ceniąc bardziej ekonomiczne zyski, niż amerykańsko-izraelskie interesy. A Polska? Znowu się wyłamała?

— Ja uważam, że konferencja i jej organizacja przez Polskę jest bardzo kontrowersyjna. Jest taka szansa, że to się przerodzi w proces typu procesu madryckiego czy z Oslo. Ale ona jest niewielka. Polska w kontekście relacji z Iranem jest w szczególnej sytuacji. Nasze stosunki z Iranem liczą 550 lat. Są więzi historyczne Polski z dawną Persją i Iranem. W okresie II wojny światowej armia Andersa przecież wyszła z terenu ówczesnego Związku Radzieckiego właśnie do Iranu. To było od 120 do 150 tysięcy żołnierzy i cywilów. Irańczycy przyjęli tych schorowanych uchodźców bardzo ciepło. Cały Iran usiany jest polskimi grobami, zwłaszcza w rejonie Morza Kaspijskiego.

Więc, są pewne, choć ograniczone, szanse na kontynuację tych stosunków. Co do konferencji, to  pewne ciekawe elementy są, ale pojedyncze, tego typu, że w końcu przecież przyjechał minister spraw zagranicznych Kataru, który jest izolowany przez Arabię Saudyjską, przez Emiraty, Oman. Ale widać, że Amerykanie postawili na wspieranie sojuszu Izraela z Arabią Saudyjską.

 Nie wiem, czy to tylko zbieg okoliczności, ale nieobecni w Warszawie przedstawiciele Rosji i Turcji, a także niezaproszony do polskiej stolicy Iran, nie zasypiają gruszek w popiele. Dziś w Soczi prezydent Władimir Putin spotyka się z przywódcami tych krajów, aby omówić sytuację w Syrii. Rosja, Turcja i Iran deklarują, że chcą tam politycznego rozwiązania. Jest to dalszy ciąg dialogu rozpoczętego w stolicy Kazachstanu Astanie. Co bardziej może zaowocować dla pokoju, dla Bliskiego Wschodu: antyirański szczyt w Warszawie czy też wysiłki przywódców, którzy konferują w Soczi?

— Chciałbym, żeby wysiłki zwaśnionych stron, na ile one są realistyczne, spotkały się i połączyły. Wiadomo, że konferencja w Soczi jest nie pierwsza w ramach tej formuły. Ma ona koncentrować się na problemie syryjskim. Natomiast Syria to tylko element w sytuacji ma Bliskim Wschodzie. Rosja pomogła bardzo ekipie prezydenta Asada, i w zasadzie jej rola ogromnie wzrosła. Turcja wprawdzie ma inne podejście i ma swój kłopot, w jej przekonaniu, z problemem kurdyjskim. Problem Iranu nie jest jednak głównym problemem na Bliskim Wschodzie. On jest znaczący, to prawda, zwłaszcza w kontekście doprowadzenia do tego, żeby Iran nie miał dostępu do broni atomowej. Ale jest to mimo wszystko problem drugorzędny. Inna sprawa, gdyby wypracowano plan i próbowano go wspólnie zrealizować przez wielkie mocarstwa. Mianowicie, że powstaje państwo palestyńskie uznawane przez wszystkich. Obejmuje ono dzisiejszą Autonomię Palestyńską, Strefę Gazy, i stolicę ma we Wschodniej Jerozolimie. Zgodnie z decyzją ONZ z 1947roku ureguluje się kwestię uchodźców, kwestię Jerozolimy, i wszyscy opowiedzą się ta takim rozwiązaniem. To mogłoby być takie całościowe rozstrzygnięcie. Ale czy dojdzie do skutku? Wątpię — stwierdził na zakończenie prof. Tadeusz Iwiński.

Zobacz również:

Związek Słowiański: Konferencja w Warszawie nie leży w interesie nikogo na świecie
Konferencja bliskowschodnia w Warszawie
„Celem konferencji w Polsce jest przerobienie Bliskiego Wschodu na modłę Izraela”
Tagi:
konferencja bliskowschodnia, Iran, Turcja, Rosja, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz