18:20 22 Listopad 2019
Jarosław Kaczyński

Taśmy Kaczyńskiego, odcinek 6534438: prezesie, wyskakuj z kasy

© REUTERS / Kacper Pempel
Opinie
Krótki link
Autor
0 181
Subskrybuj nas na

Pełnomocnik Austriaka Geralda Birgfellnera, bohatera najnowszej afery taśmowej, skierował do Jarosława Kaczyńskiego wezwanie przedsądowe, by ten „dobrowolnie zwrócił" 50 tys. zł. Rok temu prezes zażądał, by Austriak zapłacił tę kwotę pewnemu księdzu. „Taśmy Kaczyńskiego" nabierają rumieńców.

Jarosław Kaczyński
© AP Photo / Czarek Sokolowski
Chodziło o to, by móc ruszyć z budową osławionego wieżowca — nie było to możliwe bez podpisu księdza Rafała Sawicza.  To członek rady Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego — fundacji, która jest właścicielem spółki Srebrna.

Austriak zeznał, że w centrali PiS na Nowogrodzkiej osobiście, w towarzystwie swojej żony, przekazał kopertę z pieniędzmi pewnej zaufanej osobie, która miała ją zanieść do adresata. Kopertę miał ponoć trzymać w rękach również prezes Kaczyński.  Mecenasi Giertych i Dubois w przedsądowym wezwaniu ostrzegli przywódcę PiS, że w przypadku, gdy w ciągu 7 dni nie zwróci pieniędzy, sprawa trafi do sądu.

11 lutego austriacki biznesmen zeznał, że Kaczyński postawił go pod ścianą:  do rozpoczęcia jakichkolwiek prac budowlanych potrzebował odpowiednich uchwał, w tym właśnie podpisu księdza Sawicza. Podpis ten miał kosztować 100 tys. zł. Kaczyński powiedział podwykonawcy, że musi sam zapłacić tę sumę, ale ostatecznie przyjęto połowę.

— To nic innego jak działalność gospodarcza prezesa prowadzona w siedzibie partii. To kolejne dowody. Jarosław Kaczyński w takiej sytuacji, kiedy padają poważne zarzuty, ma dwa wyjścia. Potwierdzić te informacje i wytłumaczyć, o co chodziło w tej sprawie, albo zaprzeczyć i oskarżyć biznesmena o składanie fałszywych zeznań,

— stwierdził Wojciech Czuchonowski, jeden ze współautorów cyklu „Gazety Wyborczej" o aferze wokół K-Towers.   

Sam dziennikarz jednak uważa, że Austriak mówi prawdę. Gdyby był konfabulantem — stwierdził Czuchnowski — to zapewne oczerniłby prezesa, że chce pieniądze dla siebie, nie wplątywałby w sprawę jakiegoś mało znanego księdza. Redakcja „GW" uważa, że prokuratura powinna zdecydowanie przesłuchać w tej sprawie samego prezesa PiS. Ale na razie się przed tym wzbrania, a Giertychowi piętrzy kłody pod nogami.

Mecenas, kiedyś wielki przyjaciel braci Kaczyńskich, dziś toczy bój z Prokuraturą Okręgową w Warszawie. Jego wniosek o wyłączenie prokurator prowadzącej sprawę Austriaka został odrzucony. Giertych stwierdził, że podczas ostatniego przesłuchania miała zachowywać się stronniczo. Tymczasem prokuratorzy ogłosili, że to Giertych miał znacząco wpływać na zeznania swojego klienta i próbować je zmieniać.

—  Przeanalizowaliśmy przebieg przesłuchania Austriaka, które było filmowane. Analiza wykazała, że to mec. Giertych, a nie prowadząca postępowanie prokurator, próbował zmieniać treść zeznań biznesmena. Przesłuchanie odbywało się bez przeszkód do czasu, kiedy mec. Giertych zaczął ingerować w odpowiedzi świadka udzielane na pytania pani prokurator i usiłował zmieniać treść tłumaczenia. Podejmował takie próby kilkukrotnie 

— powiedział Polskiej Agencji Prasowej rzecznik prasowy Łukasz Łapczyński.

Czy w końcu wymiar sprawiedliwości wezwie przed swoje oblicze prezesa PiS? Czy afera z budową wieżowca Srebrnej w Warszawie zaważy na wyborach parlamentarnych, tak jak było w przypadku Platformy i „taśm kelnerów"? Na pewno jeszcze nie teraz, póki PiS ma ręce pełne obietnic dla swoich wyborców.

Poglądy autora mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

„To nie jest nawet kapiszon”. Prezes zabiera głos w sprawie taśm
Prezes PiS wytrawnym biznesmenem? Ujawniono „taśmy Kaczyńskiego”
Państwa teoretycznego ciąg dalszy: taśmy Grasia
Tagi:
afera taśmowa, skandal, Prawo i Sprawiedliwość, Jarosław Kaczyński, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz