Widgets Magazine
20:55 20 Październik 2019
Koalicja Europejska dla Polski - nowy pomysł przed wyborami do Parlamentu Europejskiego

Pasztet Czarzastego na kanapce Schetyny

© Zdjęcie: Twitter / EwaKopacz
Opinie
Krótki link
Autor
4371
Subskrybuj nas na

Zagadka - kto powiedział: „rozmawiamy nie o pasztecie, który jest rozsmarowany na kanapce zjadanej przez Schetynę, tylko rozmawiamy o poważnych partiach”? Albo: „Kapitalizm, brutalny, chadecki kapitalizm wycenił Inicjatywę Polską na trzy jedynki. Nie sprzedałbym żadnej idei za dwie jedynki i jedną w domniemaniu”?

Albo jeszcze: „Dwa bloki? Zły pomysł. Jestem tego w stu procentach pewien. Dam się za to pokroić"?

Polska. Warszawa. Kancelaria Premiera RP w barwach narodowych
© Zdjęcie : Kancelaria Premiera RP
Pytanie dodatkowe: kto „wycenił" Sojusz Lewicy Demokratycznej na 3 jedynki — w tym dwie dla ludzi, którzy z SLD nie mają nic wspólnego i od dawna we wszystkich publicznych wypowiedziach odcinają się od lewicy?

Awans Sojuszu Lewicy Demokratycznej do roli pasztetu na kanapce Schetyny uważam — w odróżnieniu od większości moich znakomitych antypisowskich kolegów po fachu — za bardzo zły pomysł. Z punktu widzenia przyszłości SLD, przyszłości lewicy, ale także przyszłości Polski.

Gwoli ścisłości: to, kto zostanie europosłem nie ma żadnego znaczenia — choć może zastanawiać przyczyna, dla której Czarzasty „sprzedał idee" SLD akurat za euromandaty dla Belki i Cimoszewicza.

Marek Belka
© Sputnik . Grigoriy Sisoev
Polska publicystka Agnieszka Wołk-Łaniewska i komentator agencji Sputnik Leonid Swiridow. Moskwa
© Sputnik . Aleksandr Nastruskin
Marek Belka, którego skądinąd osobiście bardzo cenię, jak i Włodzimierz Cimoszewicz, którego cenię zdecydowanie mniej, będą zapewne cennymi merytorycznymi europosłami — tylko ni cholery niezwiązanymi z partią, która popełniła polityczne seppuku, żeby ich do europarlamentu wprowadzić.

Perspektywy Bogusława Liberadzkiego, który dostał trzecią jedynkę, są niepewne, zważywszy że drugi za nim będzie Arłukowicz.

Janusz Zemke i Leszek Miller, którzy mają dostać „dwójki" — równie dobrze mogą zostać w domu, ich szanse na mandat są mnie więcej takie, jak w totku.

Ale nawet mniejsza o to.

Problem w tym, że wszystkie złośliwe uwagi, które Czarzasty we wrześniu kierował pod adresem Barbary Nowackiej — po tym, jak zapisała się do Koalicji Obywatelskiej — są absolutnie słuszne.

Nic takiego jak „Koalicja Obywatelska" nie istnieje — o czym dobitnie przekonała się Nowoczesna — istnieje jedynie stajnia Grzegorza Schetyny, który walczy o swoją pozycję po zakończeniu europejskiej kadencji Tuska i w tym celu musi wykazać się zdolnością do „zjednoczenia opozycji".

Ale przecież owo zjednoczenie nie ma nic wspólnego z kompromisem programowym, czy przesunięciem tożsamości PO w lewo.

Żeby znów zacytować myśl chairmana SLD: „Koalicja Obywatelska odnosi się zawsze do postulatów lewicy na półtora miesiąca przed wyborami i minutę potem zapomina; jeżeli ktoś tego nie widzi, jest debilem".

Cytuję to nie po to, żeby się wyzłośliwiać pod adresem Włodzimierza Czarzastego.

No dobra, może trochę — ale przede wszystkim dlatego, żeby zastanowić się, na ile „debilami" są wyborcy Sojuszu.

„Mam milion głosów" — zwykł mawiać Czarzasty, i wyznam szczerze, że podobała mi się arogancja tego stwierdzenia, bo była to arogancja niepokornego postkomunisty, który, mimo wszelkich upadków, wierzył w żelazny związek między partią i jej wiernymi wyborcami. Ale dziś, w ramach prawicowej formacji z postsolidarnościowym etosem — Sojusz musi stać się pokorny do poziomu upokorzenia.

Kiedy słucham, jak platformiany komentariat odpytuje platformianych funkcjuszy, czy dobrze się czują widząc na listach „członków Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej" —  a ci wiją się z zażenowaniem, ględząc coś o Europie — to osobiście, choć nigdy nie byłam członkiem  Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, czuję się dotknięta i spostponowana. Wyborcy SLD już raz ukarali swoją partię za zachowanie, które uznali za obelżywe — wynikiem Magdaleny Ogórek — historia może się powtórzyć.

Oczywiście, SLD to nie tylko stosunek do Polski Ludowej; choć zgadzałam się z Włodzimierzem Czarzastym, kiedy — jak choćby w cytowanym już kilkukrotnie wywiadzie dla OKO Press — wymieniał własną „politykę  historyczną" jako pierwszy punkt, wyróżniający tożsamość Sojuszu.  Ale SLD posiada dziś też odważny program społeczo-gospodarczy, wyraźnie egalitarystyczny i propracowniczy, przewidujący progresję podatkową, wzrost płacy minimalnej i stawki godzinowej, walkę z umowami śmieciowymi czy zakaz bezpłatnych staży. Raczej nie liczyłaby na współpracę PO w tym zakresie. Z drugiej strony — Sojusz ma także jasno sformułowane postulaty programowe w obszarze obyczajowym. Doświadczenie wojującej feministki Barbary Nowackiej, której PO pozwala mówić jedynie o żłobkach i in vitro, także w tym zakresie nie nastraja optymistycznie.

To nie wszystko.

Jakkolwiek bliski mojemu sercu jest Sojusz Lewicy Demokratycznej — jego nieuniknione rozpłynięcie się w PO można by przeboleć, gdyby nie oznaczało to likwidacji lewicy generalnie.

Jak trafnie zauważał Czarzasty — „dwa bloki to zły pomysł"; zwłaszcza że mówimy o dwóch blokach prawicowych, konserwatywnych, z antykomunistycznym rodowodem; o podziale, który można sprowadzić do prawicy biednych przeciw prawicy bogatych. Jakaś lewica bardzo by się przydała.

Wiele wskazuje na to — co mówię z głębokim bólem — że roli tej nie spełni formacja Roberta Biedronia, która coraz bardziej upodabnia się do Ruchu Palikota. Daleko idące wątpliwości co do lewicowego charakteru Wiosny budzi zaprezentowany na Torwarze program, skupiony na kwestiach obyczajowych, łaskawy dla przedsiębiorców, dość obojętny wobec pracowników  — ale wyznam, że kompletnie mnie załamała ujawniona przez partię Razem propozycja koalicyjna, którą Biedroń im złożył: jedno biorące miejsce za milion złotych z subwencji, pod warunkiem schowania sztandaru i Zandberga.

Nie lubię partii Razem, uważam ich za sekciarzy cierpiących na niewczesny antykomunizm — ale nie ma wątpliwości co do tego, że jest to formacja lewicowa. Koncept wstydliwego schowania bardziej lewicowego koalicjanta, przy równoczesnej gotowości do wzięcia jego pieniędzy —  jakoś całkiem mi Biedronia obrzydza.

Grzegorz Schetyna
© AFP 2019 / Michal Cizek
To oczywiście rodzi inne pytanie: czy nadzieją na przetrwanie polskiej lewicy może być partia Razem? Trzeba przyznać, że formacja ta przechodzi pozytywne przemiany, których oznaką jest odejście od dotychczasowego sekciarstwa na rzecz budowy jakiejś tam koalicji — z Unią Pracy i PPS, ale przede wszystkim z Ruchem Sprawiedliwości Społecznej Piotra Ikonowicza, który jest jedyną rozpoznawalną twarzą w tym regionie polityki.

Ostatnie kilkanaście lat nieprzejednanej „walki u podstaw" — głównie o prawa mieszkańców reprywatyzowanych kamienic — dało Ikonowiczowi wiarygodność, porównywalną do tej, która stoi za obecnymi sukcesami dwóch innych polityków, przez całe lata uważanych za lewackich oszołomów: Jeremy'ego Corbyna w UK i Berniego Sandersa w USA.

Ale czy sojusz Ikonowicza z Razem będzie w stanie unieść ciężar uratowania lewicy w Polsce?

Znalezienie optymistycznej odpowiedzi na to pytanie nie jest łatwe. Obawiam się, że partia Razem miała już swoją szansę — i zmarnowała ją,  zabiegając o łaskawość mainstreamowych mediów, które zwykły protekcjonalnie nazywać ją „młodą lewicą"; histerycznie dbając o swoją ideologiczną czystość, zwłaszcza od kojarzenia z „komunizmem"; wyniośle unikając populizmu na rzecz intelektualnych dyskusji. Mam w tej sprawie dość ponure déjà vu.

20 lat temu, jako członek władz ówczesnej Ikonowiczowej PPS, walczyłam rozpaczliwie i beznadziejnie o sojusz z Samoobroną, która wszakże decydującym wówczas w partii „młodym socjalistom" jawiła się jako obrzydliwa: bo zbyt ludyczna, bo katolska, bo antysemicka, bo niefeministyczna. I owszem — taka była — ale była też ruchem autentycznego ludowego protestu, który jest istotą rewolucyjnej lewicowości. Nie da robić rewolucji bez rozgniewanego ludu — nawet jeśli jest to rewolucja umiarkowanego postępu w granicach prawa.

Odkładając wszakże na chwilę troskę o przyszłość lewicy — chciałam w tym miejscu zatroskać się o przyszłość Polski.

Piotr Ikonowicz
© Zdjęcie : J. Augustyniak
Sondaże — a także gwałtowny exodus członków rządu do Brukseli — wskazują, że szansa na „odebranie PiS władzy" przestaje być iluzoryczna. W tym momencie pojawia się fundamentalne pytanie: co zrobić z tą władzą?

Jeśli PO, rozdająca po wyborach karty, powróci do wcześniejszej polityki neoliberalizmu i samozadowolenia, a zapowiadany przez wielu ekonomistów kryzys światowy objawi się w Polsce z taką mocą, że ludzie odczują go na własnej, dziś dość dobrze wykarmionej rzyci — po jednej kadencji PiS powróci do władzy, i wtedy już na dekadę albo dwie.

Tak właśnie stało się na Węgrzech.

A tymczasem nie widzę w „obozie zjednoczonej opozycji" rzetelnej refleksji nad tym, dlaczego partia Kaczyńskiego wygrała wybory i nadal, mimo wszystkich skandali, przewodzi w sondażach. A bez tej refleksji nie będzie nowej polityki, która może ocalić nas przed triumfalnym powrotem PiS za cztery lata.

Pomyślcie o tym, drodzy „obrońcy demokracji", zanim będzie za późno.

Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa

Poglądy autorki mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Liberał Gwiazdowski: „Wolność miała wtedy, jak zdejmowała majtki”
Rozmiar Schetyny
Były premier Ukrainy o Radosławie Sikorskim: „Wydawał mi się uczciwym człowiekiem"
Krzywda się dzieje misiowi-siusiowi
Profesor Joachim Diec: „Zagrożenie rosyjskie to sprawa polityczna. Jaką inną miałaby być?”
ABW strzela w tył głowy. Bez sądu i śledztwa
Senator Grubski: „11 lat pracy spuszczone do kanalizacji przez działania polskiego MSZ”
O tym, co jest uprzejme zdecyduje Joachim Brudziński
Profesor Karnauchow: „Po raz pierwszy w życiu musiałem przymierzyć kajdanki"
Tagi:
polityka, wybory parlamentarne, OKO Press, Wiosna, Ruch Sprawiedliwości Społecznej, Nowoczesna, Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość, SLD, Parlament Europejski, Bogusław Liberadzki, Włodzimierz Czarzasty, Janusz Zemke, Piotr Ikonowicz, Marek Belka, Robert Biedroń, Barbara Nowacka, Włodzimierz Cimoszewicz, Leszek Miller, Magdalena Ogórek, Grzegorz Schetyna, Donald Tusk, Unia Europejska, Bruksela, USA, Warszawa, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz