Widgets Magazine
12:20 19 Październik 2019
Polski żołnierz

Piotr Ikonowicz: Szukamy wrogów blisko, a przyjaciół daleko

© REUTERS / Kacper Pempel
Opinie
Krótki link
Autor
10791
Subskrybuj nas na

Przed 20 laty, 12 marca 1999 roku Polska przystąpiła do NATO. Dokumenty akcesyjne podpisał ówczesny minister spraw zagranicznych Bronisław Geremek, akt ratyfikacyjny - prezydent Aleksander Kwaśniewski. W ciągu tygodnia w Polsce trwać będą obchody związane z tą datą.

O pamiętnym posiedzeniu Sejmu: akt o przystąpieniu do Sojuszu Północnoatlantyckiego został zatwierdzony właściwie jednogłośnie. Redaktor Piotr Ikonowicz, który był wówczas posłem, wspomina to wydarzenie w rozmowie ze Sputnikiem.

— Wstrzymałem się od głosu. Miałem wrażenie, że świat wejdzie w erę pokoju i że fakt rozwiązania Układu Warszawskiego będzie bardzo dobrą podstawą dla rozwiązania Układu Północnoatlantyckiego. Jeśli chodzi o miejsce Polski, to widziałem je na takim poziomie, jak Finlandii — to znaczy, bylibyśmy neutralni i nie ponosili olbrzymich kosztów zbrojeń. Stało się inaczej. Taka opcja pacyfistyczna, pokojowa w Polsce nie jest silna. Inaczej, niż na przykład w Czechach.

Jesteśmy raczej krajem, gdzie politycy bardzo lubią wojować. Przypomnę tylko nasz udział w wojnie — agresji na Irak. Doszło do niego wbrew opinii większości społeczeństwa. Wtedy polskie społeczeństwo nie chciało, żebyśmy szli do Iraku. Historia przyznała rację opinii publicznej, bo się okazało, że broni masowego rażenia nie było, a jednocześnie było takie kuszenie zrobić coś złego, ale za to zarobić na tym. I to był ten słynny offset, ale ten offset okazał się po prostu oszustwem. Polska nie zarobiła na tym układzie z Amerykanami, że pójdziecie na niesłuszną wojnę, ale może dostaniecie za to jakieś pieniądze. Ale tych pieniędzy, tych korzyści nie ma.

Jest taka opinia, że przynależność do Paktu Północnoatlantyckiego zwiększa nasze bezpieczeństwo. Ja myślę, że dokładnie tak nie jest. Świat jest pogrążony w rywalizacji, nie ma współpracy, nie ma rozbrojenia, zatrzymano proces rozbrojenia, i to jest źle. I tyle.

 Czym Pan redaktor i sześciu innych posłów kierował się, głosując przeciw?

— Ja się wstrzymałem. Myślę, że gdybym jeszcze raz głosował, to pewnie głosowałbym przeciw. Oczywiście, to jest gest symboliczny, bo ci, którzy nie głosowali za wiedzieli, że większość i tak zachowa się tak, jak się zachowała. Natomiast czym ja się kierowałem? Ja się właśnie kierowałem tym, że mi się marzył świat, w którym nikt nikomu nie zagraża i w którym zaczynamy współpracę pokojową, a nie rywalizację militarną. Nie było przyczyny ideologicznej, wszyscy szli w kierunku demokracji. Bo cały czas jakby ten konflikt Wschód-Zachód przetrwał zmiany ustrojowe. I to jest ciekawe, bo poprzednio budowano kolejne wyrzutnie rakietowe, instalowano kolejne śmiercionośne dla całej ludzkości bronie, i każdy twierdził, że po to, żeby zniszczyć zły system.

Wschód twierdził, że kapitalizm trzeba zniszczyć. Zachód twierdził, że na Wschodzie jest totalitaryzm. A teraz nominalnie wszędzie panuje mniej więcej ten sam ustrój, którego nie popieram, ale taki, który istnieje. Czyli nie ma tych ustrojowych przyczyn, dla których jak by się zbroimy. Jest to przecież interes kompleksu zbrojeniowego, a po drugie, kapitał tym rządzi i kapitał chce wojen, kryzysów, chce straszyć. Poza tym, grożenie zewnętrznym wrogiem bardzo łatwo pozwala dyscyplinować własne społeczeństwo i czynić je bardziej posłusznym.

—  Po upływie 20 lat Pan nie zmienił swego zdania? A może Pan żałuje swojej decyzji?

— Nie, nie, jestem przeciwnikiem wojen a także socjalistą i nie uważam, że powinniśmy się mordować. Bo zwykle jednak te wszystkie wojny są w interesie ludzi posiadających wielki kapitał, a nie w interesie tych, którzy tam walczą. Więc, nie ma mowy, żebym tego żałował. Wiadomo, że Pakt Północnoatlantycki nie sprowadza swej roli do obrony. Ostatnia agresja na Bliskim Wschodzie pokazuje, że jest to pakt agresywny, w związku z czym jego istnienie nie zwiększa bezpieczeństwa świata, a raczej zmniejsza.

—  Rozpadł się Związek Radziecki, a za nim Układ Warszawski. NATO istnieje dalej, rozwija się, zbroi się, na dobre jego struktury zadomowiły się w Polsce. Czy Polska zyskała na tym, na swoim bezpieczeństwie, a może odwrotnie — straciła?

— Ja powiem tak: czekałem na moment, kiedy wojska radzieckie opuściły nasz kraj, bo żaden patriota nie chce, żeby na jego terytorium stacjonowały obce wojska. I miałem nadzieję, że tak zostanie, że Polska będzie suwerenna, niepodległa i nie będzie gościć na swoim terytorium obcych wojsk. Ale tak nie jest. Teraz goszczą Amerykanie, wprawdzie różnica jest taka, że zostali tu zaproszeni, ale ciągle są to obce wojska. To jest jakby pierwszy argument.

Natomiast my, oczywiście, wydajemy bardzo dużo na zbrojenia, kosztem zaspokojenia bardzo istotnych potrzeb społeczeństwa. Bo wciąż w Polsce jest bardzo dużo ludzi biednych, cierpiących. Wciąż czeka się miesiącami na wizytę u lekarza specjalisty, jeżeli nie latami. I wielu ludzi nie dożywa tej wizyty. Więc, jest na co wydawać pieniądze.

Tymczasem mamy taką sytuację, że szukamy wrogów blisko, a przyjaciół daleko zamiast mieć symetryczne stosunki ze wszystkimi mocarstwami, oparte na współpracy. To jest, moim zdaniem, ślepota polityczna. My za to płacimy już gospodarczo, bo utraciliśmy tradycyjne dla nas rynki wschodnie, i one nie w pełni zostały zrekompensowane eksportem na innych kierunkach.

A właściwie odzyskanie rynku rosyjskiego będzie trwało i, być może, nigdy do niego nie dojdzie, bo przyroda nie zna próżni, i tam, gdzie sprzedawaliśmy naszą wieprzowinę, teraz sprzedają Chińczycy. I takich przykładów można podać dużo. My byśmy byli za współpracą, i ta współpraca i handel są większą gwarancją bezpieczeństwa. Dlatego nie mam przekonania, że w przypadku konfliktu, oby do niego nie doszło, że obecność wojsk amerykańskich cokolwiek zmienia. Nikt nie będzie chciał umierać za Gdańsk. Myślę, że równowaga strachu już została osiągnięta i teraz musimy pójść w przeciwnym kierunku, w kierunku rozbrojenia. Wyraz rozbrojenie już w ogóle w dyskursie publicznym nie pada. Są niestety tylko zbrojenia — powiedział na zakończenie Piotr Ikonowicz.

Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji.

Zobacz również:

Polska rozpoczyna świętowanie 20 lat w NATO (wideo, foto)
Polska nie ufa swoim europejskim partnerom z NATO
„Oddziały NATO w krajach bałtyckich i w Polsce to odpowiedź na agresywne działania Rosji”
Fort Trump: polska inicjatywa „namiesza” w NATO?
Wróg u bram: poligon NATO przy granicy Rosji
Tagi:
polityka, podatki, PKB, dyplomacja, stosunki międzynarodowe, wojsko, Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, NATO, Piotr Ikonowicz, Gdańsk, Finlandia, UE, Czechy, USA, Polska
Standardy społecznościDyskusja
Komentarz przez FacebookKomentarz przez Sputnik
  • Komentarz